Feeds:
Wpisy
Komentarze

W 2017 roku w Będzinie zmieniono nazwy niektórych ulic. Najbliższe mojemu sercu ulice z dzieciństwa – Podsiadły i Pstrowskiego otrzymały odpowiednio nazwy: Rutki Laskier i Stanisława Wygodzkiego. I o ile pierwsze nazwisko jest albo znane, albo przynajmniej kojarzone przez mieszkańców miasta, o tyle drugie przywołuje na twarz zakłopotanie przykrywające niewiedzę.

Dziś, 13 stycznia, przypada rocznica urodzin Wygodzkiego – poety i pisarza urodzonego w 1907 roku Będzinie, i związanego z naszym miastem do 1943 roku. Znający historię Będzina już zgadują, co może oznaczać ten rok, i jakie były losy będzinianina pochodzenia żydowskiego. Po likwidacji getta na Kamionce (właśnie tam znajduje się teraz ulica, której patronem jest pisarz) Wygodzki trafił do obozów w Oświęcimiu, Oranienburgu, Sachsenhausen i Dachau. Udało mu się przetrwać to piekło – w 1947 roku wrócił do Polski i zamieszkał w Warszawie. Pracował m.in. w Ministerstwie Kultury i Sztuki, w Polskim Radiu, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego działu literackiego.

Debiutował tomikiem wierszy („Apel” i „Żywioł liścia” w latach 30. XX wieku), ale pisał także wzruszające opowiadania o Będzinie z czasów okupacji, za które należałaby mu się jedna z głównych, a nie tylko maleńka, skromna uliczka gdzieś na końcu miasta.

Tak się składa, że na tej uliczce mieszkałam zaraz po urodzeniu, mieszkały tam również moje babcie, więc spędziłam na niej pierwsze lata życia. Po przemyśleniu sprawy jednak cieszę się, że patronat właśnie nad moją dawną ulicą dostał autor „Basów” i „Koncertu życzeń”. (Druga ulica, na której mieszkałam, to Rutki Laskier (!)).

Wygodzki był uznanym poetą, pisarzem i tłumaczem (z literatury niemieckiej i żydowskiej). W 1949 został odznaczony Orderem Sztandaru Pracy II klasy, a w 1959 Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Pisał również dla dzieci – mój syn uwielbia jego książkę „Uciekł lew”. Kupiliśmy ją na allegro – wydanie z 1965 roku, niestety od tamtej pory nie było wznowień tej rewelacyjnej opowiastki.

Stanisław Wygodzki „Uciekł lew”. Nasza Księgarnia 1965. Ilustrował Ignacy Witz.

Wygodzki wyjechał z kraju – wiadomo – w 1968 roku. Jak piszą w Wikipedii: głównie z powodu szykan wobec jego dzieci: Adama i Ewy, które miał z drugą, poznaną po wojnie, żoną Ireną.

Historia jego pierwszej rodziny jest boleśnie tragiczna. W sierpniu 1943 roku, w pociągu wiozącym do obozu Auschwitz-Birkeanu tysiące mieszkańców Będzina, Wygodzki  – wiedząc, co czeka ich na miejscu – podaje sobie, swojej żonie i córeczce luminal… Niestety, sobie wymierzył zbyt małą dawkę trucizny. Jak można się domyślić, niezgoda na te śmierci nigdy go nie opuści. Sam pisze o tym w wierszu pochodzącym ze zbioru „Pożegnanie”:

Stanisław Wygodzki „Pożegnanie”. Czytelnik 1990.

Stanisław Wygodzki zmarł w 1992 roku w Tel Awiwie.

16 lat temu o poranku na chwilę stanęło mi serce.

Byłam akurat na tyłach biblioteki gimnazjalnej, między regałami, kiedy usłyszałam w radiu tę informację: w Krakowie zmarła Dorota Terakowska. Dziennikarka, autorka poczytnych książek. Wtedy: bestsellerów.

Poczułam ucisk w piersiach. Stałam jak sparaliżowana. Przed oczami wielka ciemna plama, zaraz potem jasna, i wszystko rozmazane. Nie wiem, ile tak stałam – bez ruchu, w niezgodzie na tę wiadomość…

Dopiero później wyciągnęłam komórkę i zajrzałam do ostatnich smsów od pisarki: „jestem na chwilę w szpitalu, jak tylko wyjdę, skontaktujemy się…”

Napisałam o Dorocie Terakowskiej pracę magisterską, dzięki temu miałam możliwość bliżej ją poznać. Potem, już po skończeniu studiów, regularnie mailowałyśmy.

Bardzo liczyłam się z jej zdaniem. Byłam dumna, że pisarka, której powieści cieszą się ogromnym powodzeniem znajduje czas, żeby do mnie pisać. I to nie zdawkowe, krótkie maile, tylko takie, które świadczą o tym, że dobrze przeczytała to, co wcześniej ja napisałam do niej. Każdy mail od Doroty Terakowskiej to było święto.

Z jej śmiercią tak trudno było mi się pogodzić, że pisałam o tym nawet do osób, które ją znały, ale mnie już niekoniecznie, np. do Olgi Tokarczuk. Odpisała pięknie i pocieszająco. Pamiętam, że po tym mailu naprawdę zrobiło mi się lepiej…

 

To była nietuzinkowa postać. Tak pisałam w recenzji książki jej córki – Katarzyny T. Nowak „Moja mama czarownica”:

Przejdźcie przez życie tak, jak Terakowska, tylko spróbujcie! Wariacko, niebanalnie, z rozpędem i pasją. Energicznie, kiedy trzeba, melancholijnie – kiedy indziej. Po mistrzowsku. Nie umiecie!

Czytaliśmy sobie, czytaliśmy te powieści pani Doroty i jawił się nam obraz autorki trochę wyidealizowany, słodki, czuły – nie ma co zaprzeczać.

I nagle trraach!!! Katarzyna T. Nowak bezlitośnie wdziera się w te nasze wyobrażenia ze swoją opowieścią. I wtedy ta Dorota – ta Dorota od Aniołów, Myszki i „Ono” – okazuje się „straszną Terakowską”: nagłą burzą, złośliwą nawałnicą, upartą zawziętością.  Czarownicą!…

W czasach, kiedy z fantasy kojarzyli nam się wyłącznie J.R.R. Tolkien i Ursula Le Guin (trudno uwierzyć, że to było całkiem niedawno!), Dorota Terakowska już zyskiwała wiernych czytelników, tworząc swoje światy wypełnione magią. Nawet zanim moda na fantasy zaczęła się na dobre dzięki J.K. Rowling.

Dzięki Kasi T. Nowak debiutowałam w książce – właśnie we wspomnianej biografii  Doroty Terakowskiej…

Pamiętam, że Empik był wtedy w Katowicach przy ulicy Piotra Skargi. Podekscytowana, drżącą ręką podniosłam z póki egzemplarz „Mojej mamy…” i zajrzałam do indeksu. Zalała mnie fala gorąca, bo znalazłam swoje nazwisko, a to znaczyło, że w książce umieszczono ostatecznie moje wspomnienie o tym, jak zawiozłam DT moją pracę magisterską… Niesamowite uczucie.

Jak zawiozłam DT moją pracę magisterską. Fragment książki Katarzyny T. Nowak „Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej” Wydawnictwo Literackie 2005.

Dorota Terakowska była czarownicą, to pewne. O niezwykłym wydarzeniu, które miało miejsce podczas tworzenia tamtej recenzji napisałam w tym wspomnieniu. Przeczytajcie, jak można dać o sobie znać już po przejściu na drugą stronę:

Wspomnienie o Dorocie.

A tak pięknie wspominali pisarkę przyjaciele z Wydawnictwa Literackiego:

http://terakowska.art.pl/memory.htm

 

Strona pisarki: http://terakowska.art.pl/

—–

Moje teksty o Dorocie Terakowskiej:

„Dlaczego Terakowska niezwykłą pisarką była” – „Guliwer”  2/2004,  s. 11-14.

Czytelniczka o spotkaniu promocyjnym książki K.T. Nowak. – Kurier Wydawnictwa Literackiego 2005

„Czarownice to nie wymysł” – recenzja książki „Moja mama czarownica” Katarzyny T. Nowak– „Guliwer” 4/2005,  s. 42-45.

„Wspomnienie. W piątą rocznicę śmierci Doroty Terakowskiej” –  „Guliwer” 4/2008,  s. 10-12.

Od kilku lat przygotowuję uczniów do konkursu „Booktalking czyli gawęda o książce”, i sprawia mi to ogromną satysfakcję. Myślę, że udział w tym konkursie przynosi też frajdę uczniom – zwłaszcza wtedy, kiedy po stresie wystąpienia mogą z ulgą i radością odebrać dyplom i nagrodę.

Nie inaczej było tym razem. Tyle, że tym razem- najlepiej. 😊

Zaczęło się od tego, że po naszej porannej próbie zapomniałam zabrać z biblioteki pendrive’a z prezentacją do wystąpienia, musiałyśmy więc z Ewą po niego wracać. Ale potem wszystko poszło już według planu.

Konkursu ma zasięg regionalny i organizowany jest pod patronatem Starosty Powiatu Będzińskiego w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Wojkowicach. W tym roku został przygotowany już po raz ósmy przez nauczycielkę języka polskiego – Agnieszkę Mańkę.

Idea konkursu polega na zachęceniu innych do przeczytania dowolnej książki.

Do zaprezentowania wybrałyśmy z Ewą „Maus” Arta Spiegelmana. To znany i doceniony przez krytyków komiks o II wojnie światowej, którego akcja rozgrywa się m.in. na naszych terenach! Ponieważ czytany jest na całym świecie, a nie wszyscy mieszkańcy naszego regionu o nim wiedzą, uznałyśmy, że to będzie strzał w dziesiątkę.

I był!

Bohater wystąpienia Ewy – komiks „Maus”.

Oficjalnie więc: Ewa Olesiejuk z klasy 7c Szkoły Podstawowej nr 8 w Będzinie rozbiła bank i zajęła w konkursie I miejsce!

Mam nadzieję, że Ewa wybaczy mi wiele prób i męczące cyzelowanie wypowiedzi. Myślę, że było warto. Choćby dlatego, że konkurs ten, jak napisał organizator: został wpisany do wykazu zawodów wiedzy, artystycznych i sportowych organizowanych przez kuratora oświaty i inne podmioty działające na terenie szkoły, które mogą być wymienione na świadectwie ukończenia szkoły.

Gratuluję Ewie z całego serca i szalenie się cieszę! 😀

Udało się nam! Hurrra!

Możecie obejrzeć i posłuchać, jak Ewa zachęcała innych do przeczytania „Mausa”:

O poprzednich konkursach „Booktalking” można m.in. przeczytać tutaj – tutaj.


I jeszcze ciekawostka. W Będzinie była kiedyś jedna z uwiecznionych w komiksie „Maus” osób, a mianowicie Mark Spiegelman, kuzyn autora. Na poniższym zdjęciu pokazuje paniom, gdzie w komiksie narysowana jest kryjówka w śmietniku, w której w czasie wojny ukrywał się z rodziną jako 3-letni chłopiec…

mark_spiegelman1

Mam nawet w tej książce autograf Marka. Złożył go w sierpniu 2008 r., w Gimnazjum nr 3 w Będzinie, podczas uroczystego odsłonięcia  tablicy poświęconej pierwszemu dyrektorowi szkoły, Joshua Rappaportowi.

Mikołajką bywam raz w roku, i tylko w pracy.
Sukienka jest zawsze ta sama, służbowa – szóstogrudniowa.
W tym roku postanowiłam dodać coś do sukienki – na przykład mini-podarunki, które mogli zdobyć ucznowie mojej szkoły podstawowej – czytelnicy biblioteki.
Dlatego świąteczny worek Mikołajowej pełen był losów, a na nich: cukierek, zakładka, albo numer prezenciku. Żeby go zdobyć uczniowie odpowiadali na pytania dotyczące biblioteki i książek.
Dla ułatwienia przygotowałam zestawy pytań zarówno dla klas młodszych, jak i starszych.
Wszystkim biorącym udział w zabawie udało się odpowiedzieć na pytania i dostać upominek 😉

To dopiero niespodzianka!

Portal „bedzin.naszemiasto” opublikował zdjęcia z Będzina w roku 2006.

Wśród nich są trzy fotki zrobione przez fotografa „Dziennika Zachodniego” w czytelni nieistniejącej już biblioteki Gimnazjum nr 3 (tak, tej samej, dla której założyłam ten blog).

Zobaczyłam je pierwszy raz, bo 13 lat temu opublikowano tylko jedno zrobione wtedy zdjęcie – na okładce dodatku „Edukacja”:

Wszystkie zdjęcia z Będzina w roku 2006 można zobaczyć tutaj.

Rutka jest mi bardzo bliska.

Trochę dlatego, że w 2006 roku miałam w rękach oryginalny zeszyt z jej zapiskami. Robiłam wtedy dla „Polska Press” (wydawcy „Dziennika Zachodniego”) korektę i pracowałam nad tekstami pobocznymi do 2. wydania „Pamiętnika”.

Ale bliska też, bo Rutka mieszkała w Będzinie, w tej samej dzielnicy, co ja. Tam, gdzie utworzono getto, i gdzie zapisywała swój zeszyt o zielonej okładce.

Od wielu lat opowiadam uczniom o Rutce i zachęcam ich do zgłębiania historii dziewczyny, która już na zawsze związana jest z naszym miastem. A ponieważ w tym roku Rutka skończyłaby 90 lat, zorganizowałam dla będzińskich szkół podstawowych konkurs „Będzin w oczach Rutki Laskier”.

Przygotowania spędzały mi sen z powiek, ale wszystko się udało.

Zanim jednak uczniowie zmierzyli się z pytaniami dotyczącymi losów dziewczyny i wojennego Będzina, Adam Szydłowski – Prezes Fundacji Centrum Kultury Żydowskiej im. Rutki Laskier odsłonił wystawę, którą przekazał mojej szkole (SP nr 8 w Będzinie).

Dzięki Adamowi mogłam też zrobić dla uczniów wystawkę z obcojęzycznymi wydaniami „Pamiętnika”, a z Cafe Jerozolima trafiły do nas na czas konkursu kafelki z dawnego domu Rutki przy ul. Moniuszki. Dziękuję również za przekazanie części nagród dla młodzieży!

W konkursie wzięło udział sześć szkół. Zmagania zakończyły się następującym wynikiem:

I miejsce – Szkoła Podstawowa nr 8 (drużyna: Wiktoria Taraszka, Nina Janecka),

II miejsce – Szkoła Podstawowa nr 4 (drużyna: Natalia Kowalczyk, Sandra Kobińska),

III miejsce – Szkoła Podstawowa nr 11 (drużyna: Milena Deńca, Oliwier Wójcik).

PS. Spełnił się mój najczarniejszy scenariusz – wygrała drużyna organizatora, a to zawsze budzi zastrzeżenia. Zawsze, ale nie w przypadku Dominiki Kowalik-Surmy, która przygotowywała Wiktorię i Ninę wiele dni, nawet w weekendy. W tym czasie przezornie nawet nie patrzyłam w ich kierunku, żeby nie wyczytały z moich oczu, jakie pytania konkursowe krążą mi po głowie.
Widziałam zeszyt z ich notatkami – chylę czoła! Zresztą Dominika wygrywa wszystko, nie wyłączając konkursów rejonowych czy ogólnopolskich.

Dziewczyny – gratuluję Wam ogromnej wiedzy o Rutce i Będzinie!

9 listopada 2009 roku napisałam pierwszy post. W ten sposób życie zaczął blog Biblioteki Gimnazjum nr 3 w Będzinie. Kiedy w 2019 roku ukręcono łeb gimnazjom, strona straciła rację bytu…

rocznica_blog

Przez lata poświęciłam setki godzin na gromadzenie materiałów, pisanie i poprawianie tekstów, robienie zdjęć i umieszczanie tego wszystkiego tutaj (zazwyczaj ciemną już nocą), dlatego postanowiłam, że blog będzie ciągle funkcjonował  – pod tym samym adresem, ale zmienioną nazwą:

Biblioteka(rka) szkolna

Mam nadzieję, że ta nowa nazwa będzie dalej skutecznie walczyła ze stereotypem biblioteki/bibliotekarki szkolnej, jako piątego koła u wozu.

Będzie tutaj tak, jak do tej pory: bibliotekarsko (z elementami prywaty) i bibliotecznie (moje obecne miejsce pracy – SP nr 8 w Będzinie – na pewno dostarczy materiału do nowych tekstów).

Niech więc dalej kręci się to, co mnie tak kręci!

PS. Strona działa też pod adresem: bibliotekarka.bedzin.pl.