Feeds:
Wpisy
Komentarze

Na stronie Facebook naszego gimnazjum ukazało się dziś ogłoszenie, które związane jest bezpośrednio z moim drugim miejscem pracy. Bo wiecie, że już za rok nasze gimnazjum przestaje niestety istnieć. Pracuję więc jednocześnie tutaj, i w mojej dawnej szkole podstawowej, gdzie jako mała Izusia z warkoczykami na każdej przerwie pomagałam w bibliotece. Tak, wróciłam tam, gdzie zaczęło się moje wariactwo biblioteczne.

No i też działam.

Od dziś do 21 października walczę jak lwica o 1000 książek do biblioteki SP nr 8 w Będzinie.
Przygotowaliśmy piękny plakat, ale piękno nie ma tu znaczenia. Tysiąc książek od Empiku dostanie 5 szkół, które zbiorą najwięcej głosów pod swoimi pracami.
Dlatego proszę Was, zagłosujcie na nasz plakat – tu jest bezpośredni link: GŁOSUJ

I tak codziennie…
Jak zdobędziemy te książki, to umieszczę tutaj filmik, jak wariacko się cieszę! 😉

To jest nasz plakat konkursowy:

Reklamy

O książce „Sendlerowa. W ukryciu” rozmawiano 28 września w Bibliotece Miejskiej w Sosnowcu, gdzie do 5 października odbywają się 14. Sosnowieckie Dni Literatury.

Kiedy na początku spotkania Anna Bikont, autorka książki nominowanej w tym roku do Nagrody Literackiej „Nike” powiedziała, że przez przypadek została dziennikarką, bo początkowo była psychologiem, od razu przyszła mi na myśl Olga Tokarczuk, która przebyła podobną drogę na pisarski szczyt.

Historia Ireny Sendlerowej znana jest większości – o ile nie za sprawą książki „Matka Dzieci Holocaustu” Anny Mieszkowskiej, to już na pewno dzięki amerykańskiemu filmowi „Dzieci Ireny Sendlerowej” w reżyserii Johna Kenta Harrisona. Obejrzało go wielu młodych ludzi, utrwalając sobie w głowie obraz młodej kobiety w białym kitlu, która osobiście przemycała dzieci żydowskie za mury getta warszawskiego, a ich dane na karteczkach wrzucała do słoja, zakopując go później ciemną nocą pod korzeniami starego drzewa.

W rzeczywistości Irena Sendlerowa zajmowała się raczej sprawami logistyki – zdobywała pieniądze czy znajdowała miejsca, w których można było ukryć dziecko o złym pochodzeniu. Dzieci przemycali jej współpracownicy z Wydziału Opieki Społecznej i Zdrowia Publicznego oraz z Żegoty.

Co ciekawe, początkowo Anna Bikont miała pisać o tym, jak trudno było przeżyć podczas wojny. I okazało się, że cudem jest każe ocalone wtedy życie. Zbudowała więc opowieść o dzieciach, które przetrwały. W założeniu książka miała składać się historii ocalałych dzieci i historii Ireny Sendlerowej, ale narracja została rozepchnięta przez wstawki o innych dzielnych kobietach, jak np. Jadwiga Piotrowska, które działały razem z bohaterką książki, narażając własne rodziny i swoje małe dzieci.

Dzięki liczącej ponad 400 stron książce najeżonej rozbudowanymi przypisami dowiemy się wreszcie, jak powstawał mit o 2,5 tysiącu uratowanych dzieci, który sama Sendlerowa skrupulatnie pielęgnowała.

Rozgłos zyskała Sendlerowa po 2000 r., kiedy to uczennice ze Stanów Zjednoczonych napisały sztukę o jej działalności podczas wojny, przyczyniając się walnie do mitologizacji jej działalności. Starsza pani z ciepłym uśmiechem i czarną opaską na bielutkich włosach na tyle kontrolowała własną biografię, że sama pisała rozdziały do książki Mieszkowskiej, zabraniając jej kontaktów z innymi, którzy mogliby rzucić inne światło na przedstawiane przez nią fakty, czy nawet zmieniając relacje świadków z dawnych czasów!

To niezwykłe, że po lekturze książki Irena Sendlerowa nie traci nic z wizerunku wielce zasłużonej, bo faktem jest, że pomogła ogromnej liczbie dzieci, które bez tej pomocy po prostu by zginęły. Bikont nie unikała trudnych tematów: niełatwej relacji Sendlerowej z córką i synem, bo ta poświęcała niejednokrotnie więcej czasu dzieciom obcym, jej przynależności do PZPR czy zawiłości małżeńskich i faktu, który przez całe życie Irena Sendlerowa starała się ukrywać – że jej mąż był Żydem. Jednak odkryciem tych kart dziennikarka nie ujęła nic z zasług Sprawiedliwej wśród Narodów Świata.

Ciekawostka: Sendlerowa pracowała też przez pewien czas jako bibliotekarka szkolna, a jej syn Adam, który zmarł w 1999 r., skończył zaocznie bibliotekoznawstwo i też pracował w bibliotece.

I jeszcze uwaga o prowadzeniu spotkania. Trochę szkoda, że prof. Maciej Tramer z Uniwersytetu Śląskiego za rzadko dopuszczał do głosu autorkę książki, unosząc się na falach dygresji na długo i w dalekie rejony, w związku z czym co i rusz miało się wrażenie, że wszyscy zgromadzeni, łącznie z Anną Bikont, przybyli na jego wykład, a nie spotkanie z pisarką, której książka ma szansę na najważniejszą nagrodę literacką roku.

Już po raz 14. Miejska Biblioteka Publiczna im. Gustawa Daniłowskiego w Sosnowcu zaprasza na spotkania z pisarzami w ramach Sosnowieckich Dni Literatury.

W tym roku z czytelnikami spotkają się m.in. Andrzej Franaszek, który z upodobania do opasłych tomów popełnił tym razem biografię Zbigniewa Herberta, Cezary Harasimowicz promujący książkę o dziejach swojej rodziny „Saga, czyli filiżanka, której nie ma”, czy Anna Bikont z dziełem o Irenie Sendlerowej, nominowanym w tym roku do Nagrody Literackiej Nike.

Szczególnie polecam spotkanie jutrzejsze (25 września o godz. 18.00 w Auli Zagłębiowskiej Mediateki), z prof. Zbigniewem Białasem, który promował będzie swoją najnowszą powieść „Rutka” – o znanej chyba wszystkim będzinianom Rutce Laskier.

Program spotkań na stronie biblioteki, do której warto wybrać się również z tego powodu, że budynek przy ul. Daniłowskiego został gruntownie przebudowany i wyremontowany, a wnętrza prezentują się teraz okazale i nowocześnie.

 

Nasze gimnazjum było w tym roku partnerem będzińskiego Narodowego Czytania. Organizatorem imprezy była Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna, Muzeum Zagłębia oraz Urząd Miejski.

Postanowiłam dołożyć swoje trzy grosze do zwyczajowego udziału w tego typu przedsięwzięciu, czyli odczytaniu fragmentów lektury, którą w tym roku było „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego, notabene patrona będzińskiej biblioteki.

Do działania zainspirowała mnie dyskusja nad warszawskimi przeróbkami oryginalnego tekstu utworu i wycinanie z niego „tudzieży” i innych słów czy wyrażeń. Zaproponowałam uczniom, że zrobimy to samo, czyli wytniemy sobie z książki, co nam się żywnie podoba, ale nic nie wyrzucimy, tylko zrobimy z tych ubytków ponowny użytek.

Odbiłam w powiększeniu fragmenty powieści, rozdałam je uczniom w towarzystwie nożyczek, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Zabawa okazała się bardzo wciągająca, a z zaangażowania gimnazjalistów powstała tablica z wyklejankami stworzonymi wyłącznie z „Przedwiośniowych” słów.

I tak właśnie powstało ‚Wycięte z „Przedwiośnia” (tudzież wyklejone)’ – prace można jeszcze kilka dni czytać w holu na piętrze będzińskiej książnicy.

Tutaj kilka zbliżeń na wyklejanki z tablicy:

Fragmenty „Przedwiośnia” czytane były w bibliotece przez osoby związane z Będzinem, m.in. wiceprezydentów miasta: Rafała Adamczyka i Darię Peterek, naczelnika Wydziału Oświaty UM Romana Goczoła, redaktor „Akualności Będzińskich” Martę Sowińską – Kłosowską czy dyrektora Teatru Dzieci Zagłębia, Pawła Klicę. Czytały też oczywiście dyrektor naszego gimnazjum Agata Durbacz i uczennica Julia Wojciechowska.

Słowa Żeromskiego czyta Roman Goczoł, naczelnik Wydziału Oświaty UM.

Julia Wojciechowska czyta fragmenty „Przedwiośnia”.

Agata Durbacz, dyrektor Gimnazjum nr 3 w Będzinie. Obok Julia.

Żeby nie znużyć słuchających, fragmenty książki przerywane były występami muzycznymi, wstawkami popularnonaukowymi dotyczącymi związków Żeromskiego z naszym regionem czy czasów historycznych, o których traktuje „Przedwiośnie”.

Na scenie Antonina Wiktorowicz, pod sceną – prowadzący imprezę: Beata Wardęga z MiPBP oraz Kamil Gryma z Muzeum Zagłebia w Będzinie.

Wysłuchaliśmy też nagrania głosu pisarza zarejestrowanego w 1924 roku, a na koniec wszyscy uczestnicy imprezy wzięli udział w quizie ze znajomości czytanej lektury. Miło mi donieść, że dwie z czterech nagród (które ufundował Antykwariat „Latarnik” z Czeladzi) udało się zdobyć Agacie Durbacz – dyrektor naszej szkoły oraz piszącej te słowa, czyli autorce bloga 🙂

Quiz. Żenia się inspiruje… Pani Kamilla Rybarz z uczniami.

Fragment wystawy towarzyszącej NC o życiu i twórczości Stefana Żeromskiego

Pracownik biblioteki Andrzej Noga zaprasza do obejrzenia wystawy w holu dolnym biblioteki. Wcześniej odczytał słowa Żeromskiego nagrane przed 90 laty i przeprowadził quiz, który tak dobrze nam poszedł.

Prace Tomasza Motłocha i jego syna Stasia.

Siła sprawcza Narodowego Czytania w Będzinie.

Powrót

Wróciłam, ale co to za powrót…

Nasza szkoła przetrwała wiele reform edukacji, ale ostatnia urwała nam łeb.

Jesteśmy w stanie likwidacji, towarzysząc ostatniemu rocznikowi gimnazjum w drodze do szkoły średniej.

W naszym budynku nie będzie podstawówki, chociaż istniała w nim od 1930 roku (z przerwą na II wojnę światową) aż do początków XXI wieku, kiedy to wyparło ją gimnazjum.

Na urlopie macierzyńskim i wychowawczym docierały do mnie niezbyt intensywne echa rzeczywistych konsekwencji wygaszania działalności naszej szkoły i raczej rozwodniony smak jej końca. Dopiero ubiegły tydzień, kiedy naprawdę zaczęłam pracę, uzmysłowił mi, że wakacyjna cisza szkolnych korytarzy jest nie do rozproszenia. Nie dadzą jej rady uczniowie dwóch klas gimnazjum, których w tych murach będę mogła po raz ostatni czytelniczo wesprzeć.

Nadchodzący rok szkolny wypełniony będzie rozparcelowywaniem biblioteki, którą przez szesnaście lat tworzyłam z zaangażowaniem, pasją i radością. Mam ochotę załadować ją sobie całą na plecy i uciec gdzieś, gdzie nikt nam nie zagrozi. Będzie też – co naturalne – końcem tego bloga, w który włożyłam wiele energii i serca.

Przychodząc do biblioteki pod koniec sierpnia na pewno po raz ostatni natykałam się na taki obrazek, w którym jeszcze wszystko jest na swoim miejscu:

Temat dziecięcy

Czytelnicy tego bloga przyzwyczajeni do mojej kilkuletniej systematycznej aktywności pozostali pewnie w zdumieniu, czemu nagle nastąpiła cisza.

Otóż moją miłość do pracy w bibliotece zastąpiły przygotowania na przyjęcie miłości największej. Cisza potrwa jeszcze tyle, ile można bezkarnie się tym uczuciem rozkoszować – przygodę ze światem zaczął właśnie mój synek. 🙂

 

mlody

Najlepszego!

Zajęta od jakiegoś czasu rzeczami dalekimi od biblioteki (ale nie od książek) zapomniałabym pewnie o tym ważnym dniu! O dzisiejszym święcie bibliotekarzy przypomniał mi sms z życzeniami od kolegi po fachu. Zmotywowana jego pamięcią i serdecznością…

…Życzę Wam, wszystkim pracownikom bibliotek, bez względu na ich nazwę, status, liczbę czytelników i wyposażenie: niech będzie dobrze, a najlepiej: lepiej!

Żebyśmy mieli pracę, coraz więcej książek, a coroczne badania czytelnictwa BN na przekór tendencjom i modom pięknie zwyżkowały!

Niech praca z książką i czytelnikiem zawsze będzie dla Was satysfakcją! 🙂