Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2013

Od roku 2007 na drzwiach naszej biblio wisi tabliczka z informacją, że wymiennie z „biblioteką” stosuje się u nas nazwę „książkolandia”. Wymyśliła ją nasza ówczesna uczennica,  Klaudia Musiał.

Ksiazkolandia

Klaudia_Musiał

A co ma z tym wspólnego tegoroczna Miss Śląska i Zagłębia? Bo została nią właśnie ta sama Klaudia Musiał, nasza absolwentka!

Jesteśmy bardzo dumni! Gratulacje! 🙂

Tutaj można zobaczyć fotorelację z wyborów miss:

http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/903225,klaudia-musial-z-bedzina-miss-slaska-i-zaglebia-2013,1,1,id,t,sm,sg.html#galeria-material

A tutaj Klaudia (w środku) – jeszcze jako gimnazjalistka –  podczas inscenizacji „Ostatnie dni getta”, w której brali udział uczniowie naszej szkoły:

Klaudia_M

Więcej zdjęć (w tym piękne ujęcie, na którym Klaudia gra scenę rozdzielenia z ukochanym) – tutaj.

Read Full Post »

Kto zacz Marcin Świetlicki należy gimnazjalistom wyjaśnić – nie wszyscy muszą znać tę postać, to przecież celebryta nie z ich rocznika. Otóż jest to klasyk literatury polskiej –  jak powiedział na wstępie (pewnie, żeby się przypodobać ;-)) Wojtek Brzoska, prowadzący spotkanie w ramach IX Sosnowieckich Dni Literatury.

Najkrócej o Marcinie Świetlickim można tak: poeta, pisarz i wokalista zespołu „Świetliki”, który założył z Grzegorzem Dyduchem w 1992 roku. Sam dodał, że jest też autorem rysunków (o czym pewnie mało kto wie), a także, że świetnie tańczy, głównie tańce ludowe ;-). Oprócz „Świetlików” poeta nagrał kilkanaście piosenek z innymi artystami, m.in. z Mikołajem Trzaską, Kasią Nosowską, Tymonem Tymańskim. (Póki co zarzucił pomysł o wydaniu na jednej płycie swoich utworów poza-„Świetlikowych”).

Swietlicki01

W okularach: Marcin Świetlicki, bez okularów: Wojtek Brzoska.

Wczorajsze spotkanie z poetą, który po długim milczeniu wydał właśnie nowy tomik wierszy „Jeden” (i którego nie przywiózł na spotkanie, bo wydawca zwodzi z terminem) nie było podobne do żadnego z wcześniejszych spotkań w sosnowieckiej bibliotece. Oczywiście nie mogło być podobne, skoro bohater wieczoru szczególny: niepokorny, nieskromny, niesforny. Tak – na pewno podobałby się uczniom.

W 2011 roku Świetlicki opublikował wybór swoich poezji z lat ubiegłych (ukazywały się od lat 90.), a w tegorocznym tomiku zamieścił 88 wierszy, które napisał od 2010 roku (z czego większość w 2012).

Poeta pisze, kiedy mu jest źle, albo kiedy mu dobrze – powiedział Świetlicki – okres przejściowy, stagnacja nie sprzyjają twórczości. Dlatego kiedy rozstał się w zeszłym roku z wieloletnią narzeczoną i poznał kogoś innego napisał tych wierszy aż 78! Przez poprzednie trzy lata –  tylko 10.

Swietlicki02

Czy poezja jest odkrywaniem, czy zakrywaniem? – zapytał poetę Świetlickiego poeta Brzoska. – Odkrywaniem – powiedział Świetlicki. Sam pisze bardzo intymne rzeczy, ale z najnowszego tomiku wyrzucił 30 najintymniejszych utworów (jak będzie umierał, to je Brzosce prześle – powiedział, i dodał zaraz: ale ja nigdy nie umrę). Zostały tylko te, które sugerują intymność.

W wierszach myli tropy knajpiane – wie, że kiedy wymieni jakąkolwiek nazwę krakowskiego lokalu zaraz będą tam na niego czyhali dziennikarze z Warszawy. Ostatnio poszedł zjeść coś w restauracji nieopodal domu. Następnego dnia restauracja zamieściła na Facebooku zdjęcie pisarza chwaląc się, że jada u nich. Nigdy więcej już tam nie poszedł.

Na pytanie, jakich poetów czyta poeta odpowiedział, że nie czyta! Bo po lekturze tekstów innych małpuje ich, i to mu przeszkadza, więc kiedy chce przeczytać dobry wiersz, to… sam go sobie pisze! 😉  Poza tym łaknął twórczości innych do 19. roku życia, kiedy się jeszcze poezji uczył, potem nie była mu już potrzebna. (W wywiadzie udzielonym Piotrowi Bratkowskiemu do „Newsweeka” wśród ulubionych poetów Świetlicki wymienia: Gałczyńskiego, Grochowiaka.) Czyta za to kryminały – wyciągnął nawet z plecaka dwie grubaśne cegły, żeby zaprezentować, co akurat ma na tapecie (jedną z nich był kryminał szwedzkiego autora, Arne Dahla).

Artykuł "Jestem  obszczymurem" w Newsweeku" 18/2013.

Wywiad P. Bratkowskiego z M. S. „Jestem obszczymurem” w Newsweeku” 18/2013.

Jego rysunki inspirowane są twórczością Franciszki Themerson (zadeklarował nawet, że jest jej wcieleniem) i podobno potrafi się rozpłakać przy oglądaniu jej prac. Może bierze się to stąd, że pamięta z dzieciństwa książki, które ona ilustrowała.

Jak pisze? Różnie: czasami długo nosi wiersze w głowie, potem przelewa je tylko na papier (kiedyś w jedną noc spisał tak aż 9 wierszy), innym razem zmienia i poprawia wszystko na kartce.

Każdy z wierszy w tomiku „Jeden” mieści się na jednej stronie. Przy składaniu książki okazało się, że jeden z nich „wystaje”. Co zrobił więc Marcin Świetlicki? Wyciął wybraną losowo zwrotkę, żeby wszystko ładnie pasowało. 😉  Śmiał się, że wyda potem w osobnym tomie utrącone zwrotki. W ogóle poeta uważa, że „muszą wiersze wyglądać” – więc przy pisaniu pilnował się, żeby wersy nie były nazbyt szerokie.

Marcin Świetlicki nie lubi, jak ktoś czyta jego wiersze. Nie pozwolił więc zrobić tego prowadzącemu. Czytał je sam:

Na pytanie, czy to właśnie w poezji radzi sobie najlepiej odpowiedział, że najlepiej radzi sobie w kuchni. W każdej dziedzinie jestem amatorem, ale wszędzie sobie radzę – dodał skromnie.

Na koniec zdradził, że od kwietnia napisał 20 stron nowej powieści (do tej pory opublikował m.in. trzy kryminały: „Dwanaście”, „Trzynaście” „Jedenaście”). Jej bohaterką jest dziesięcioletnia dziewczynka, która ma sto lat… Pomysł przyszedł mu do głowy, kiedy z okna mieszkania obserwował starą, pustą kamienicę. Wydało mu się, że od wielu lat mieszka tam właśnie mała osóbka o nadzwyczajnych właściwościach – nigdy się nie starzeje, ciągle jest w tym samym wieku, chodzi po Krakowie i wszystko obserwuje. Pisanie o niej sprawia mu wielką frajdę  – powiedział, że pisząc to sam czuje się, jak mała dziewczynka. 😉 Powieść będzie nosiła tytuł „Ul”.

Nie było – jak to jest zazwyczaj na spotkaniach z pisarzem – grzecznego składania autografów na podsuniętych książkach. Marcin Świetlicki prosto z fotela na auli wystrzelił przed budynek biblioteki, żeby zapalić. Tam o fotki czy autografy zagadywali go natręci.

Co mam napisać? - pyta M. Świetlicki, kiedy podsuwam mu do podpisania artykuł. -Cokolwiek - odpowiadam. Więc napisał.

-Co mam napisać? – pyta M. Świetlicki, kiedy podsuwam mu do podpisania artykuł. -Cokolwiek – odpowiadam. Więc napisał.

Marcin Świetlicki macha do wszystkich, którzy oglądają to zdjęcie ;-)

Marcin Świetlicki macha do wszystkich, którzy oglądają to zdjęcie 😉  Fot. Wojtek Brzoska.

Read Full Post »

Pracownicy „Porcelany Śląskiej” w Katowicach Bogucicach z pewnością nie spodziewali się takiej frekwencji podczas tegorocznej Nocy Muzeów. A wszystko dlatego, że po raz pierwszy można było zwiedzać zabytkową fabrykę, której początki sięgają roku 1923 i związane są ze spółką Giesche (to oni wybudowali zabytkową dziś dzielnicę Katowic – Giszowiec; warto wspomnieć, że firma rodziny Giesche była jedną z większych w Europie Środkowej!).

Porcelana z tej śląskiej wytwórni znana jest doskonale nie tylko w całej Polsce, ale i na świecie. Dlatego przed bramami wytrwale stały całe tłumy – wiem od znajomych, że ostatnie wycieczki wyszły z terenu fabryki przed 1.00 w nocy! (Organizatorzy planowali skromnie, że ok. 21 wejdą ostatni zwiedzający…)

To była świetna przygoda – z przyjemnością dowiadywałam się, jak „od kuchni” wygląda produkcja tego, w czym pijam później przepyszną kawę, albo na czym kładę ciastko do tejże.

???????????????????????????????

To kolejka chętnych na zwiedzanie – ok. godz. 20.

Pierwszy punkt programu- krótka historia porcelany, krótka historia fabryki.

Pierwszy punkt programu- krótka historia porcelany, krótka historia fabryki.

To dopiero była zabawa! Można było się wyzyc i robić sobie o sciane trochę porcelany - nawiązanie do tradycji śląskiej, czyli

To dopiero była zabawa! Można było się wyżyć i rozbić o ścianę trochę porcelany – to nawiązanie do przedślubnej tradycji śląskiej, czyli tzw. polterabend.

A to krajobraz po bitwie...

A to krajobraz po bitwie… Trochę szkoda porcelany 😦

Budynki fabryczne.

Budynki fabryczne od podwórka.

Formy, formy, formy...

Formy, formy, formy…

??????????????????????????????????????????????????????????????

A to formy do filiżankowych uszek. Słodkie.

A to formy do filiżankowych uszek.

Wieloletni pracownik firmy, Bogdan Kosak, ceramik i kierownik zakładowej modelarni, pokazuje czajnik przed obróbką termiczną. Po wypaleniu w temperaturze 1380 stopni produkt kurczy się i jest o wiele mniejszy, niż przed włożeniem do pieca! (Gotowy – widoczny po prawej). O panu Kosaku i jego pracy w fabryce porcelany opublikowano artykuł w katowickiej „GW” z 26 kwietnia 2013 r. Artykuł w pdf można przeczytać tutaj: Wystarczy mi urwane ucho.

Wieloletni pracownik firmy pokazuje czajnik przed wypaleniem go  w piecu. Gotowy produkt po wypaleniu w temperaturze 1380 stopni kurczy się i jest o wiele mniejszy! (widoczny po prawej).

???????????????????????????????

Tak przygotowuje się formy.

Do wykonywania takich zdobień na porcelanie używane są różnego rodzaju dłutka, ale np. także narzędzia dentystyczne!

Do wykonywania takich zdobień na porcelanie używane są różnego rodzaju dłutka, ale np. także narzędzia dentystyczne! Na wazon po prawej przenosi się ręcznie wzór z tego płaskiego wzornika widocznego na dole. Misterna robota.

A to już miejsce, gdzie zdobi się wypalone wyroby. Zamoczone wzory nakłada się jak nalepki na talerze - i ponownie do pieca!

A to już miejsce, gdzie zdobi się wypalone wyroby. Zamoczone wzory nakłada się jak nalepki na talerze – i ponownie do pieca!

To właśnie wzorki na talerze - po wypaleniu zmieniają kolor.

To właśnie wzorki na talerze – po wypaleniu zmieniają kolor.

Tutaj można było własnoręcznie ozdobić filiżankę albo talerzyk. Po wypaleniu wyroby trafią do kreatorów - każdy zostawiał nr telefonu przy swoim dziele!

Tutaj można było własnoręcznie ozdobić filiżankę albo talerzyk. Po wypaleniu wyroby trafią do kreatorów – każdy zostawiał nr telefonu przy swoim dziele!

Okazuje się, że zdobienie to wcale nie domena kobiet - chłopcy też to robili.

Okazuje się, że zdobienie to wcale nie domena kobiet – chłopcy też chętnie to robili.

Filiżanki ozdabia się ręcznie prawdziwym zlotem, tylko płynnym.

Filiżanki ozdabia się ręcznie prawdziwym złotem, tylko płynnym.

żeby obwodka na kubku była równa potrzeba takiego urządzenia, które obraca się recznie podczas zdobienia i oczywiście wieloletniej praktyki! Pani pracuje tutaj ponad 30 lat...

Żeby obwódka na kubku była równa potrzeba takiego urządzenia, które obraca się ręcznie podczas zdobienia. I oczywiście wieloletniej praktyki! Pani pracuje tutaj ponad 30 lat…

A tutaj króciutki filmik o tym, jak powstają złote obwódki na naszych filiżankach:

Filiżanka przed wypaleniem (żółta) i po wypaleniu (biała).

Filiżanka przed wypaleniem (żółta) i po wypaleniu (biała).

Z takich filiżanek pija się w pałacu prezydenckim - robione są właśnie w tej fabryce.

Z takich filiżanek pija się w Pałacu Prezydenckim – robione są właśnie w tej fabryce.

A w moim ulubionym radiu  - Trójce, do kawy wlewa się mleczko z takiego firmowego mlecznika :)

A w moim ulubionym radiu – Trójce, do kawy wlewa się mleczko z takiego firmowego mlecznika 🙂

To wzory wszystkich oznakowań porcelany, która produkowana była w tej fabryce. Może i Wy macie je w domu?

To wzory wszystkich oznakowań porcelany, która produkowana była w tej fabryce. Może i Wy macie ją w domu?

Read Full Post »

Trochę humoru spod naszej lady bibliotecznej:

Uczniowie proszą o „Romeo i Julia”. Podchodzę do regału z lekturami i widząc, że chłopców jest kilku, pytam, ile egzemplarzy mam przynieść do wypożyczenia:

– Dużo tego Romea?

– Jak najmniej – odpowiadają chłopcy.  🙂

* * *

A o takie tytuły proszą mnie czytelnicy:

  • Kamienie na szaleju, Kamienie na szczęście („Kamienie na szaniec”)
  • Dom wuja Roma („Chata wuja Toma”)
  • Antygota („Antygona”)
  • Kryzysowe prace („Syzyfowe prace”)
  • i… lektura na „k”…..   (to oczywiście „Quo vadis”) 🙂

Read Full Post »

Spotkania pisarzy z młodzieżą to ciężki kawałek chleba. Należy tak opowiadać, żeby zainteresować sobą i swoją twórczością tych, którzy jeszcze nie przeczytali żadnej książki autora.

W Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Będzinie Anna Onichimowska prawie półtorej godziny mówiła uczniom gimnazjum o sobie i swojej przygodzie z pisarstwem.

W dzieciństwie nic nie wskazywało na to, że taki będzie jej zawód: mała Anna uprawiała wyczynowo sport – trenowała łyżwiarstwo figurowe i tańczyła na lodzie w zespole. Swoją przyszłość chciała związać z tańcem (już nie na lodzie), ale nie zgodziła się na to jej mama.

Ojciec Anny był podróżnikiem, reporterem czasopisma „Kontynenty” i bardzo często wyjeżdżał – to też podobało się jego córce i zastanawiała się, czy nie wybrać takiego sposobu na życie. Teraz dziecięce marzenia się ziściły – bardzo dużo podróżuje (często bywa w Finlandii) i pisze, chociaż nie reportaże, jak ojciec, a powieści, opowiadania, wiersze, eseje, teksty krytycznoliterackie czy scenariusze teatralne.

???????????????????????????????

Jej historia z pisaniem zaczęła się dopiero po studiach polonistycznych. Rozpoczęła wtedy pracę w wydawnictwie RSW–Prasa-Książka-Ruch, które już nie istnieje. Tam była redaktorem i recenzentem. Potem zaczęła pisać wiersze (bo od wierszy zazwyczaj zaczyna się pisarstwo – powiedziała Onichimowska), które drukowano m.in. w „Kulturze” ale również w czasopiśmie dla najmłodszych „Miś”. Bo Anna Onichimowska znana jest głównie jako pisarka dla dzieci i młodzieży.

Jej pierwsza książka to zbiór wierszy dla dzieci „Gdybym miała konia”, do której rysunki wykonał bardzo znany ilustrator, Janusz Stanny. Pierwszą powieścią była natomiast „Krzysztofa Pączka droga do sławy”, o której kiedyś pisałam już tutaj na blogu.

W dorobku  pisarki znajduje się ponad 40 książek, ale najbardziej popularna jest trzyczęściowa seria poruszająca temat uzależnień: „Hera moja miłość”, „Lot Komety” i „Demony na smyczy”.

???????????????????????????????

Pisarka przyznała, że stosuje w swoich książkach tajemnicze zakończenia, żeby zostawić świat półotwarty. Wtedy każdy czytelnik dopisze sobie swoją wersję opowieści. Jednak nie wszystkim to odpowiada, dlatego autorka dostaje maile z prośbami o dopisanie kontynuacji przygód bohaterów. W ten sposób jej książki rozrastają się w cykle. (Tak jak inna seria rozpoczynająca się od książki „Samotne wyspy i storczyk”.)

Anna Onichimowska powiedziała, że zawsze pisze opowieść od początku do końca (u innych autorów bywa, że najpierw piszą coś, co ląduje na końcu książki, potem w środku, a dopiero potem dorabiają do historii początek). Podczas pisania czeka też na „moment magiczny”, od którego bohaterowie jakby sami prowadzą historię – tak, że nawet ona sama nie wie, jak  wszystko dalej się potoczy.

Pytana o ulubione lektury Anna Onichimowska powiedziała o swojej pierwszej fascynacji literackiej – „Buszującym w zbożu” J. Salingera. Powieść tak jej się spodobała, że chciała napisać w przyszłości coś w podobnym stylu.

pomiedzy_onichPisarka lubi czytać, ale i pisać opowiadania. Jej ostatnio opublikowana książka – „Pomiędzy”, to właśnie zbiór opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest owo tajemnicze „pomiędzy”: tym, jak się zachowujemy, a tym, co naprawdę jest w nas. Wśród ulubionych książek wymieniła Tove Jansson (i jej nieznane prawie książki dla dorosłych), Alice Munro i Doris Lessing.

Anna Onichimowska zdradziła nam, że pracuje teraz nad powieścią dla dorosłych: o pewnym prywatnym końcu świata, który miała wyznaczyć pamiętna data 12.12.2012. Książka będzie gotowa na październikowe Targi Książki w Krakowie.

Po książki Anny Onichimowskiej zapraszam uczniów do naszej biblio!

Read Full Post »

Spotkanie z Jarosławem Mikołajewskim było jednym z pierwszych, które otwierało cykl spotkań literackich w ramach IX Sosnowieckich Dni Literatury w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sosnowcu.

Mikołajewski to poeta, eseista, prozaik, tłumacz z języka włoskiego, przez kilka lat dyrektorował Instytutowi Polskiemu w Rzymie. W czasie tego pobytu powstawała książka „Rzymska Komedia” (wyd. 2011, Agora). Punktem wyjścia do opowieści o współczesnym Wiecznym Mieście był najsłynniejszy włoski poemat składający się ze stu pieśni, czyli „Boska Komedia” Dantego.

???????????????????????????????

Ale Jarosław Mikołajewski to przede wszystkim poeta – o poezji mówił przez większość spotkania. Prowadzący je Marian Kisiel próbował przyporządkować pisarza do generacji „bruLionu”, ale Mikołajewski odżegnywał się od tej etykietki.???????????????????????????????

Sam powiedział, że jest z pokolenia bardzo ciekawych literacko osobistości, do którego należą jego przyjaciele: poeta Andrzej Sosnowski, Tadeusz Pióro czy Wojciech Maziarski. Wszyscy oni zadebiutowali po trzydziestce, czego – jak przyznał – trochę się wstydzili. Jarosław Mikołajewski swój pierwszy tomik poetycki wydał w 1991 r. („A świadkiem śnieg”) i pamięta to jako konieczność ostrej selekcji swoich wierszy: tak wiele z nich okazało się zbyt nieważnych, żeby zamieszczać je w debiucie.

Sam o swoim zajęciu mówił jako o trochę niepoważnym („Moja córka mówiąc – Mój ojciec pisze wiersze – naraża się na śmieszność”), chociaż w rzeczywistości jest dla niego najważniejsze. Boli go więc, kiedy nic nie pisze, zaś największą radością jest chwila, kiedy jednak przeleje coś na papier. Porównał to doświadczenie do miłości: jak ktoś nie dzwoni, to myśli się, że coś jest nie tak… Bo w zdaniu można zawrzeć istotną prawdę o życiu – i jak się nie pisze, to żal.

W związku z tą niemocą twórczą opowiedział taką historyjkę: po objęciu stanowiska dyrektora w Instytucie Polskim w Rzymie nie napisał nic przez pięć miesięcy. Nie dawało mu to spokoju, aż do momentu, kiedy nie zadzwoniła do niego nagle Julia Hartwig mówiąc, że martwi się bardzo, bo od dziewięciu miesięcy nie napisała żadnego wiersza. Zaraz potem odebrał telefon od Ryszarda Kapuścińskiego, który powiedział, że nie napisał już bardzo długo felietonu. Wtedy spadł mu kamień z serca, bo odkrył, że zastój w twórczości to cecha charakterystyczna twórców.

???????????????????????????????

Czym jest dla niego poezja? To potrzeba mówienia, a jednocześnie spełnienie marzenia, żeby mieć coś własnego. To wiara w dociekanie sensu, znaczeń. Zauważył przy tym, że młode pokolenie poetów boi się odkryć siebie, uważając, że obnażanie, intymne odsłonięcie, sentymentalizm jest w poezji ułomnością.

Sam upatruje swojego wejścia do poezji i otwarcia na jej wrażliwość w tłumaczeniach literatury włoskiej. Jego odkryciem był Pier Paolo Pasolini, jeden z najwybitniejszych poetów włoskich XX wieku, który znany jest bardziej jako reżyser filmowy.

Mikołajewski powiedział też bardzo ważną rzecz o samym pisaniu:  należy się przy tej czynności wyzbyć wszelkich ambicji, zaniechać konfrontacji z innymi twórcami, bo pisarstwo od zawiści dzieli maleńki krok.

Pytany o swoje związki z prozą powiedział, że jego pierwsza książka „Herbata dla wielbłąda” była pewnego rodzaju żartem. Drukowano ją w odcinkach w „Gazecie Wyborczej”, ale żeby było śmiesznie, Mikołajewski publikował ją pod zmyślonym nazwiskiem, mówiąc w redakcji, że to jego przekład pewnej amerykańskiej powieści. (Bo jak twierdzono: sukces odnieść mógł tylko tekst amerykańskiego prozaika.) Kiedy w końcu chciano zapłacić „właściwemu” autorowi – Mikołajewski przyznał się do konfabulacji. 🙂

Powiedział, że największą fascynacją pozostaje dla niego eseistyka i trudno mu się rozsmakować w prozie współczesnej. Zdradził przy okazji coś, co prędzej czy później i tak będzie się musiało wydać, a mianowicie, że jego znajomi, znawcy literatury polskiej, też nie czytają współczesnych pisarzy! Wracają ciągle do kilku stron „Anny Kareniny” czy „Czarodziejskiej góry”, które ich zachwycają.

pinokio_MRNie mogłam nie zapytać pisarza o jego przekład „Pinokia” Carlo Collodiego, który w 2012 r. wydała Media Rodzina. A jest to wydanie szczególne, bo z najpiękniejszymi ilustracjami, jakie widział świat: ich autorem jest Roberto Innocenti. Pytany podobno, czy rysując zimę wzorował się na Bruegel’u odpowiedział, że każda zima wzoruje się na Brueglu! 🙂

Jarosław Mikołajewski pokazał mi później najpiękniejszą według niego ilustrację z „Pinokia”, ale wcześniej powiedział, że swoim tłumaczeniem chciał przybliżyć tekst do czytelnika współczesnego i oddać jednocześnie żywiołowy język Pinokia, chłopca z poczuciem winy, który żył z kompleksem matki.

Mikołajewski wprowadza w swoim tłumaczeniu zmiany i jestem ciekawa, czy się przyjmą – „Pinokio” to od wielu lat lektura w czwartej klasie szkoły podstawowej. I tak np. znany czytelnikom polskiego przekładu (np. Zofii Jachimeckiej) majster Wisienka jest u Mikołajewskiego Czereśnią (w oryginale włoskim: Ciliegia), przezwisko Geppetta – Mamałyga (oryg.: Polendina) – zastąpił  innym: Kukurydzą, a Gadającego Świerszcza (oryg.: Grillo-Parlante) Świerszczem-Który-Mówi.

W jednym z ostatnich rozdziałów pajacyka połyka – nie jak u poprzedników – wieloryb, a rekin. Nie wiedzieć czemu do tej pory błędnie tłumaczono włoskiego pesce-cane na polskiego wieloryba (który po włosku brzmi balena).

Ta ilustracja Roberta Innocentiego do "Pinokia" jest według Mikołajewskiego najlepsza.

Ta ilustracja Roberta Innocentiego do „Pinokia” jest według Mikołajewskiego najlepsza.

A kto chciałby zobaczyć, jak wygląda miejscowość, od której autor Pinokia – Carlo Lorenzini przyjął pseudonim Collodi – może zobaczyć to w tym wpisie.

Read Full Post »

Z okazji dzisiejszego święta

życzę wszystkim koleżankom i kolegom bibliotekarzom jednego:

obyśmy tylko pracę mieli!

Ale może nie będzie tak źle z czytelnictwem i bibliotekami? Może jest nadzieja…

Bo wyobraźcie sobie, że w jednym z programów, o którym – jeżeli pracuje się w gimnazjum i ma do czynienia z nastolatkami – należy coś wiedzieć, czyli czasem go obejrzeć, żeby móc później z gimnazjalistkami o nim pogadać – dostrzegłam coś, co wzbudziło mój entuzjazm w kwestii zawodowej. Byłam naprawdę zadowolona, że obejrzałam akurat ostatni odcinek Top Model – bo to o nim piszę –  wyemitowany 1 maja. A co takiego wypatrzyłam w domu, w którym mieszkają kandydatki na modelki? Caluteńką ścianę w ich salonie wypełniają półki z książkami!

A jeszcze niedawno pisałam tutaj, że pokazywanie się w mediach z książką czy na ich tle nie jest zbyt modne. A tu proszę – program, który w środowe wieczory przyciąga do TV dziesiątki tysięcy nastolatek i dodatkowo traktuje właśnie o modzie – bombarduje ich (u niektórych działanie będzie jedynie podprogowe, no niestety) obrazem domu, w którym są książki! I to nie takie, które mają tylko ładnie wyglądać, pięknie się komponować z resztą wystroju: jakieś skrojone na miarę, równiutkie, jednolitego koloru, niemalże atrapy, czy wyzute z indywidualności i powleczone skórą z tytułami złożonymi ze szczerego złota – a zwykłe książki o różnych formatach i w różnym wieku!

Na półkach do dyspozycji modelek dojrzałam m.in.: biografię Czesława Miłosza autorstwa A. Franaszka, trzytomowy słownik języka polskiego, słownik wyrazów obcych, starą czterotomową encyklopedię powszechną PWN, album z malarstwem Boscha, „Sztukę romańską”, „Jak to działa”,  kilka książek Normana Davisa: „Europa”, „Powstanie 44” czy „Boże igrzysko”, książki Umberto Eco ale również Danielle Steel.

Będzie dobrze, proszę Państwa. Jeżeli książki pokazuje się w Top Model – to książki są na topie! 😀

Top Model_ksiazki

Odcinek Top Model z 1 maja 2013 r. – modelki w swoim domu. I książki!!!

Read Full Post »

Older Posts »