Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2012

Najnowsza książka Marty Fox „Café Plotka” jest już w naszej bibliotece – kupiłam ją wczoraj po spotkaniu z pisarką w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sosnowcu, które odbyło się w ramach VIII Sosnowieckich Dni Literatury.

Sama jestem ciekawa, jak z tematem stalkingu zmierzyła się Fox. To bardzo aktualny problem i sami obserwujemy, że plotka ma inną moc dziś, w dobie internetu i telefonii komórkowej, niż – dajmy na to – 20 lat temu…

Marta Fox rozpoczęła spotkanie od opowiedzenia nam anegdoty o tym, jak wiele lat temu w Mysłowicach – jeszcze jako dziennikarka – prowadziła spotkanie, na którym miała przeczytać swoje pierwsze opowiadanie: siedziała na jakimś podeście, odsunęła trochę do tyłu swoje krzesełko i… spadła, bo tam akurat podest się kończył. Po spotkaniu podszedł do niej ksiądz Jan Sochoń, położył jej rękę na ramieniu i powiedział: nie wiem, dziecko, dlaczego Bóg cię opuścił…

Ja myślę, że jednak nie opuścił – może chwilowo spojrzał w innym kierunku 😉 Marta Fox jest przecież lubianą i bardzo popularną autorką ponad 30 książek dla młodzieży i dla dorosłych (o czym niektórzy zdają się zapominać), wydała też kilka tomików wierszy, pisze teksty krytycznoliterackie i felietony.

Pierwsze opowiadanie Fox napisała w wieczór sylwestrowy 1988 roku. Została wtedy z mężem i mamą w domu, córki wyszyły na swoje imprezy. Po kolacji poszła pozmywać do kuchni, a kiedy wróciła do pokoju, zastała małżonka i mamę śpiących w fotelach. Przemknęło jej wtedy przez myśl, że zamiast właśnie się gdzieś bawić, marnuje swoje młode życie. Siadła, i jednym tchem, w cztery godziny napisała opowiadanie „Gra”: ołówkiem, w zeszycie w linie. W maju wysłała je na ogólnopolski konkurs, przyrzekając sobie, że jeżeli otrzyma główną nagrodę, będzie dalej pisała. Nagrodę otrzymała.

Prowadząca spotkanie Magdalena Boczkowska zapytała pisarkę, kto inspiruje ją swoją twórczością literacką. Fox wspomniała, że dawniej był to Julio Cortazar i jego „Gra w klasy”, która przewartościowała jej życie, teraz lubi czytać prozę Jerzego Pilcha – nawet wtedy, kiedy widzi niedostatki tej literatury. Ceni też piszącą po duńsku Janinę Katz, a ostatnio zachwyciła ją też „Mapa i terytorium” Michela Houellebecqa.

Marta Fox napisała już kolejna książkę – autobiograficzną, w której motywem przewodnim jest pisarz i proces pisania, ale na razie szuka dla niej wydawcy, co podobno nie jest wcale taką prostą sprawą (nie zostaliśmy wtajemniczeni w szczegóły, ale można się domyślić).

Nie mogło zabraknąć pytania, czy autorka czuje się skandalistką, bo taką łatkę przypięli Marcie Fox niektórzy ze względu na kilka rzeczy. Na przykład dlatego, że jej debiut literacki nosił tytuł „Kapelusz zawsze zdejmuję ostatni”, albo że w jednej z pierwszych książek dla młodzieży pojawił się rozdział o tytule „Orgazm” (chodzi o książkę „Agaton Gagaton…”). Lub też dlatego, że zamieszcza w książkach opisy scen erotycznych. Marta Fox opowiedziała, jak to kiedyś, podczas spotkania grupa młodzieży zadawała jej bardzo dociekliwe pytania o to, po co napisała taki rozdział. Potem okazało się, że osoby te nie przeczytały nawet książki, bulwersował je tylko tytuł. Kiedy pisarka przeczytała ten niby kontrowersyjny rozdział – nikt nie miał już żadnych pytań. Bo rzeczywistość jest taka, że sceny erotyczne opisywane przez Fox nie mają nic wspólnego z dosłownością, opierają się na klimacie, ona nazwała by je raczej poetyckimi, i sama wyraziła się o nich, że „nawet nie stały obok soft porno”.

Faktem jest, że jej literatura jest lubiana: i przez młodzież, i przez dorosłych. Wczoraj miałam okazję obserwować wielu miłośników jej poezji – zresztą na spotkaniu pisarka przeczytała całkiem sporo wierszy: z ostatniego tomiku „Rozmowy z Miró”, ale też kilka jeszcze niewydanych.

Marta Fox ze swoim ostatnim tomikiem poezji „Rozmowy z Miró”.

Fox pisze niedużo poezji, kilka wierszy na rok, ale same układają jej się w głowie,  przelewa je więc na papier dosyć sprawnie: nie ma tu poprawiania, przeróbek – najwyżej skreśli czasami kilka niepotrzebnych słów. Natomiast pisanie powieści porównała z… pracą w kopalni. Okazuje się, że to nie taka prosta czynność, jak by się wydawało. Najpierw pisze scenariusz, wszystko planuje, a kiedy ma już ramy (oraz najważniejsze: pierwsze zdanie książki) – siada  do komputera. Robi to codziennie, najpóźniej o godz. 8.00, więc śmieszą ją pytania tych, którzy dzwonią do niej około 11.00 i pytają, czy może dopiero co wstała. Taki już panuje stereotyp, że pisarz śpi do południa, a potem pisze po nocach. Jej praca nad książką wygląda więc tak, że pisze, potem czyta to, co napisała, i liczy strony. Narzuciła sobie rygor, żeby pisać 2 strony dziennie.

Marta Fox mówiła głownie o poezji i powieściach dla dorosłych (m.in. o książce „Kobieta zaklęta w kamień”, którą mamy w naszej bibliotece – zamieściła w niej kilka wierszy zmarłej tragicznie młodej poetki z Sosnowca – Marty Skoneczny).

O pomysły na powieści młodzieżowe zapytała Wiktoria, która wybrała się ze mną na spotkanie z pisarką. Marta Fox odpowiedziała, że inspiruje ją to, co dzieje się dookoła – wystarczy być dobrym obserwatorem świata, przysłuchiwać się, o czym mówią nastolatki. Mówiła też, że pisze dla młodzieży myślącej, która ma refleksje dotyczące siebie i otaczającej rzeczywistości – dla takich, którzy zdają sobie sprawę, że dzisiejszy świat jest bardzo okrutny: kultywuje wzór młodych (wiecznie młodych), chudych, bogatych i odnoszących sukces, a życie przecież jest inne. Trzeba to wziąć pod uwagę i nie dać się wtłoczyć w mechanizm. Bo nie żyje się przecież po to, żeby spełnić oczekiwania innych.

Wiktoria z Martą Fox.

Miałam wrażenie, że prowadząca spotkanie chciała je chwilami trochę przeintelektualizować. Zadawała pisarce pytania, od których momentami cierpła mi skóra – pytań o inspiracje pełne odwołań do literatury, porównań, zestawień z inną twórczością – aż w którymś momencie Marta Fox odpowiedziała na takie zagajenie: nie wiem, czy tak jest, jak pani mówi, ale ładnie to brzmi – czym zyskała moje uznanie. Rzeczywiście, nagromadzenie w jednym zdaniu pięknie brzmiących wyrazów obcych dotyczących literatury brzmi ślicznie 🙂

Blog Marty Fox

Reklamy

Read Full Post »

Już po raz drugi wzięliśmy udział w ogólnopolskim konkursie na projekt edukacyjny „Póki nie jest za późno” organizowanym przez Centralne Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu. (O naszym pierwszym projekcie można przeczytać w relacji z 2010 r.)

Budynek CMJW w Łambinowicach.

Po odbiór nagród pojechałyśmy w piątek. W tym roku pogoda dopisała, dlatego uczestnicy konferencji, która odbywała się przed ogłoszeniem wyników konkursu, mogli wybrać się na rowerach na teren dawnego obozu jenieckiego Stalag 318/VIII F (344) Lamsdorf.

Na konferencji mówiono m.in. o rotmistrzu Witoldzie Pileckim, który przebywał w Lamsdorf.

Udało nam się również zwiedzić nową wystawę multimedialną „W niewoli niemieckiej” na piętrze Muzeum:

Przez takie okienko – jakby z pociągu towarowego, można było zobaczyć to, co widział jeniec wieziony do obozu.

Fragmenty ekspozycji z wystawy o oflagu.

Moje czujne oko biblioteczne wyłowiło z prezentacji multimedialnej Muzeum i takie zdjęcie:

Biblioteka w oflagu.

Muzeum już po raz czwarty ogłosiło konkurs na pracę, w której prezentowany będzie współczesny stan miejsc, obiektów, znaków pamięci i osób z nimi związanych. W tym roku zgłosiliśmy swój udział, wysyłając pracę „W getcie będzińskim…”. To album o historii getta, którego granice przebiegały niedaleko naszej szkoły. Wielu uczniów Gimnazjum nr 3 mieszka dziś na tych ulicach, gdzie w czasie II wojny światowej stłoczono żydowskich mieszkańców Będzina i okolic.

W pracy omówiliśmy dwa istniejące znaki pamięci: tablicę przy ulicy Podsiadły 24 i pomnik Bohaterów Getta Będzińskiego. Opisaliśmy też oczywiście historię Rutki Laskier, zaznaczając konieczność upamiętnienia dziewczynki, która pisała w getcie pamiętnik, przetłumaczony obecnie na wiele języków.

Do albumu dołączyliśmy CD z albumem w postaci e-booka, filmikami prezentującymi opisywane miejsca oraz fragmentami wywiadu z panią Stanisławą Sapińską, która przechowała pamiętnik Rutki. Praca zajęła III miejsce.

Tak wygląda okładka naszej pracy. Ręczna robota.

Jedna ze stron naszej pracy – kończąca rozdział „Historia getta”.

Do konkursu zgłoszono ponad 20 prac z całej Polski. Znaleźć się w najlepszej trójce to dla nas naprawdę wielki zaszczyt i radość, że ogrom pracy, którą włożyliśmy w ten projekt, nie poszedł na marne.

Nad naszym sukcesem pracowały uczennice: Natalia Wikarek, Klaudia Lis, Dagmara Luboń. Ich prace koordynowały i albumowi nadały ostateczny kształt nauczycielki: pisząca te słowa, czyli bibliotekarka Gimnazjum nr 3 w Będzinie oraz Agata Durbacz, nauczycielka historii.

Tutaj można zapoznać się z tabelą punktacji przyznanej wszystkim zgłoszonym na konkurs pracom: punktacja_prac.

A tak o nagrodzonych pracach mówiła przewodnicząca jury konkursu, dr Iwona Konopnicka, pracownik naukowy Uniwersytetu Opolskiego:

Dziękujemy Dyrekcji za możliwość wyjazdu do Łambinowic! 🙂

Read Full Post »

O czym mogę napisać w Dniu Mamy? Wiadomo 🙂

Książeczek z serii „Poczytaj mi mamo” wydawanych przez Naszą Księgarnię miałam całe mnóstwo. Uwielbiałam je, a te rymowane znałam na pamięć. Zawsze intrygowały mnie rysunki na tylnej okładce: domek, ptaszek, motyl, rybka, koniczyna, serduszka, jakiś niby-zajączek i coś, o identyfikowałam jako lustereczko (a to po prostu kwiatek!) – to niebieskie na dole:

Tak się składa, że kilka lat temu dostałam w spadku książki po pewnej bibliotece osiedlowej, wśród których były też książki dla najmłodszych, w tym z „Poczytaj mi mamo” – ponad 30 sztuk. No i co z nimi zrobiłam? Oczywiście, że ich nie wyrzuciłam! Dzięki temu mogłam zrobić poniższe zdjęcie, bo większość moich książeczek z tej serii już dawno wyczytały inne dzieci, m.in. moja chrześnica:

Seria wydawana była od 1951 r. : książeczki miały format 16 x 16 cm, 12 kartek. Od 2010 r. Nasza Księgarnia wznowiła wydawanie kultowej serii, ale już nie pojedynczo – w jednym woluminie znajduje się 10 reprintów.

Kiedy oglądałam te stare, oryginalne wydawnictwa z lat 70. i 80., wracały do mnie przebłyskami –  jak fotografie z dzieciństwa – chwile, kiedy siedziałam nad tymi tekstami i oglądałam te rysunki. Jedne pamiętałam doskonale (jak się coś ogląda po kilkaset razy, to zapada w pamięć ;-)), inne mniej, a na ten tytuł nie trafiłam w ogóle, a szkoda, bo kiedy przeczytałabym opowiadanie „O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierszy” Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana, z pewnością sama zostałabym poetką:

Ilustr.: Maria Uszacka Godlewska

Pamiętam za to dobrze rysunki z „Rybki” Małgorzaty Musierowicz, wspaniałego opowiadania o niegrzecznym chłopcu, którego z nieposłuszeństwa w bardzo przemyślny sposób wyleczyli rodzice i babcia, zachowując się przez jeden dzień tak, jak Rybka zwykł to robić codziennie:

Ilustr.: Mirosław Pokora

Pamiętam też doskonalę tę parę stojącą przy trzepaku z opowiadania „Nikt się nie trzęsie” Marii Terlikowskiej:

Ilustr.: Mateusz Gawryś

Czy teraz w ogóle dzieciaki bawią się na trzepakach? Raczej nie, bo taki trzepak nie jest przecież ani multimedialny, ani nie ma procesora ;-). Chociaż widziałam niedawno w jakimś programie informacyjnym, że w Parku Śląskim powstała instalacja z trzepaków (klopsztang) właśnie, mająca zachęcić do zwieszania się głową w dół tych, co odwiedzą park. To projekt „medusagroup” – można o nim poczytać tutaj.

A że kiedyś taki trzepak to był gadżet naprawdę popularny i ulubione miejsce zabaw, niech świadczy kolejny rysunek z opowiadania „Chcę mieć przyjaciela” Danuty Wiłow, wydanego oczywiście w tej samej serii:

Ilustr.: Zbigniew Rychlicki

Na koniec, jak na deser, zostawiłam rysunki z najcudowniejszej dla mnie książeczki, którą czytałam i oglądałam pasjami. Wszystko tam współgrało: wiersz Marii Konopnickiej „Parasol” z cudnymi ilustracjami Anny Stylo-Ginter. Jeszcze teraz, kiedy je oglądam, czuję się ja dziecko:

Ilustr.: Anna Stylo-Ginter

Dzieci, zwędziwszy biednemu wujowi parasol uciekają z nim na łąkę. Janek  – w „barankowej ojca czapce, Julka w czepku po prababce”. No a potem nieźle się mieli, bo zerwała się wichura, rozpętała burza i tyle widzieli parasol:

Ilustr.: Anna Stylo-Ginter

A tutaj tekst wiersza w Polskiej Bibliotece Internetowej. Dla chcących przypomnieć sobie dzieciństwo 😉

Read Full Post »

W czwartek (24 maja) i piątek (25 maja) biblioteka będzie nieczynna.

W czwartek jedziemy z koleżanką do Łambinowic k. Opola na konferencję Jeśli nie pamięć, to co? Edukacja w miejscach pamięci narodowej oraz na ogłoszenie wyników w ogólnopolskim konkursie na projekt edukacyjny „Póki nie jest za późno”.

W piątek wyjeżdżamy z uczniami na wycieczkę do Szczyrku.

Na pocieszenie mam informację, że wczoraj dotarła do biblioteki zamówiona przez Was książka, którą kupiłam taniuchno na allegro:

To zbiór ciekawych (i dociekliwych) pytań, na które odpowiadają osoby kompetentne. A pytania są np. takie:

  • Dlaczego niektórzy ludzie są leworęczni, a inni praworęczni?
  • Czy rybom chce się pić?
  • Dlaczego po zjedzeniu czosnku czuć nam z ust, a po zjedzeniu, powiedzmy, sałaty albo ziemniaków, tak nie jest?
  • Jeśli ćmy wiodą nocny tryb życia, to dlaczego tak chętnie lecą do światła?
  • W jaki sposób producenci pasty do zębów uzyskują na niej paski? I dlaczego te paski utrzymują się na niej aż do samego końca?

Po książkę zapraszam już od poniedziałku 🙂

Read Full Post »

Oj, chyba nie dasz rady umieścić wszystkich tych zdjęć w jednym wpisie na blogu – powiedziała koleżanka, którą spotkałam na przedostatnim przystanku mojej wieczorno-nocnej wycieczki po muzeach Katowic. Było to w Akademii Muzycznej po gali „Muzyczne oblicza kobiecości”, gdzie krótkie koncerty dały studentki tej uczelni.

Wiolonczela: Daria Kołodziejska, harfa: Elżbieta Bibiana-Kupka.

Rzeczywiście, podczas Nocy Muzeów byłam w kilku miejscach, widziałam wiele i zrobiłam prawie 300 zdjęć, wybrać z tego kilkanaście będzie prawdziwym wyczynem. Spróbuję.

Najpierw wpadłam na chwilę do „Ronda Sztuki” naprzeciw Spodka, nadrabiając dwie zaległości: obejrzałam wystawę ilustracji Bohdana Butenki „35 maja i później” i otwartą już kilka miesięcy temu księgarnię „Zła Buka”:

Potem zajrzałam do Muzeum Śląskiego, gdzie pierwszą rzeczą, na jaką się natknęłam, była oczywiście wyprzedaż książek. Za 1 gr.

Na ostatnim piętrze Muzeum właśnie 19 maja otwarto wystawę „Miejsca, których już nie ma” (można ją oglądać do 10 lipca).

„Panorama Szopienic” Pawła Wróbla

Józef Torka „Synagoga”

Przed wejściem na wystawę nie tylko dzieci mogły układać puzzle z wizerunkami dawnych Katowic:

Jak zwykle wielkim zainteresowaniem cieszył się fotoplastykon ze zdjęciami z XIX wieku:

Przed Muzeum Śląskim w górę poszybował specjalny balon (na uwięzi), do którego przymocowano aparat fotograficzny, sterowany z dołu.  W ten sposób zrobiono zdjęcia odwiedzającym Muzeum:

Potem popędziłam do Muzeum Historii Katowic, gdzie wysłuchałam wykładu „Z urodzenia i z wyboru – katowiczanki, o których warto pamiętać”. Mówiono m.in. o:

Marii Göppert-Mayer, laureatce Nagrody Nobla z fizyki w 1963 r.

Aktorce Aleksandrze Śląskiej.

W Muzeum Historii Katowic nie mogłam nie zajrzeć po raz kolejny do tego pomieszczenia:

W Muzeum można było również częstować się przepysznymi śląskimi landrynkami, czyli „Szklokami”. Te akurat były winogronowo-śliwkowe. Pychotka.

A po 22.00 tanga argentyńskiego uczyło taneczne małżeństwo – Katarzyna i Henryk Kosubek:

Tego wieczoru byłam też w udostępnionym od niedawna Muzeum Barbary i Stanisława Ptaków. Stanisław Ptak był śpiewakiem operetkowym i aktorem, zmarł w 2002 roku. Barbara Ptak, jego żona, to słynna kostiumolog, która projektowała stroje do wielu filmów (m.in. „Królowej Bony” czy „Faraona”), przedstawień polskich i zagranicznych.

Już klatka kamienicy przy ul. Kopernika 11 jest przedsmakiem tego, co w środku…

Wejście do byłego mieszkania Państwa Ptak, obecnie oddziału Muzeum Historii Katowic.

Na fotografiach i obrazach: Barbara Ptak.

Na ścianach wiszą projekty kostiumów.

A to już oryginały. Stroje, które „zagrały” w „Królowej Bonie” z 1980 r. …

… i w „Zemście” z 2008 r.

To, co obejrzeliście, to naprawdę niewielka część zdjęć, i to po ostrej selekcji. Bardzo się starałam, żeby to sensownie tutaj upchnąć…

Ewa, jakoś się udało! 😉

Read Full Post »

Kolejny raz podwoje muzeów europejskich otwierają się dla odwiedzających nocą. W Polsce już po raz dziewiąty.

Nie przegapcie możliwości zwiedzania i uczestniczenia w wielu imprezach dodatkowych  (w dodatku za darmo).

Program Nocy Muzeów  w Polsce dostępny jest tutaj: noc-muzeow.pl

Większość atrakcji przewidziana jest na noc z 19 na 20 maja, ale np. Kraków zaprasza na nocne muzeów zwiedzanie już dziś wieczorem!

A tak było w Katowicach rok temu.

Read Full Post »

O Rutce Laskier pisałam już tutaj kilkakrotnie, piszę też dziś i napiszę na pewno jeszcze w tym miesiącu, a to w związku z pewnym konkursem, w który razem z młodzieżą i nauczycielką historii zamieszaliśmy nastoletnią mieszkankę getta będzińskiego.

Wyniki konkursu zostaną podane 24 maja, i dopiero wtedy będę mogła napisać o szczegółach, dziś wiemy tylko, że doceniono naszą pracę.

A Rutka… W 2006 roku dowiedzieli się o jej istnieniu mieszkańcy naszego regionu (po publikacji artykułu w „Dzienniku Zachodnim”), potem reszta Polski (pamiętnik dziewczyny wydano trzykrotnie – dwa razy w 2006 i w 2008 r.), a następnie cały świat (książkę przetłumaczono na kilka języków).

Rutka Laskier mieszkała na Starym Rynku w Będzinie, skąd w czasie II wojny światowej wysiedlono ją z rodziną do domu w dzielnicy Warpie (na teren getta),  na ul. 1 Maja 13, którego właścicielami byli z kolei rodzice Stanisławy Sapińskiej. To tam 14-letnia Rutka prowadziła zapiski, o których powiedziała odwiedzającej swój dom Stasi. Ta wskazała Rutce miejsce, gdzie w razie czego można było bezpiecznie ukryć dziennik.

Dom, w którym Rutka ukryła swój dziennik.

Kiedy getto zlikwidowano, a Stanisława wróciła do swojego domu, w skrytce pod schodem znalazła zeszyt w zielonych okładkach… Zapiski Żydówki, która bardzo chciała żyć, ale była też świadoma nieuchronnego losu.

Pani Sapińska przechowywała pamiętnik ponad 60 lat i traktowała jak osobistą pamiątkę po znajomej z czasów wojny. Kiedy wydano go po raz pierwszy nie wszystkie fakty dotyczące Rutki były wiadome. Dopiero w ostatnim polskim wydaniu opublikowano sprawdzoną informację o śmierci dziewczynki (do tej pory domniemywano, że zginęła od razu po przyjeździe do Auschwitz).

Otóż w dokumentach Żydowskiego Instytutu Historycznego znaleziono zeznania Zofii Minc z 1947 roku, więźniarki Auschwitz-Birkenau:

Obok mnie w bloku sypiała moja koleżanka, 17-letnia Rutka Laskier z Będzina.[Minc podaje błędnie wiek Rutki – dop. mój] Była taka śliczna, że nawet doktor Mengele zwrócił na nią uwagę. Wtedy wybuchła epidemia tyfusu i cholery. Rutka zachorowała na cholerę i w ciągu kilku godzin zmieniła się nie do poznania. Został z niej tylko marny ślad. Sama ją zawiozłam na taczce od śmieci do krematorium. Błagała mnie, bym zawiozła ją do drutów, to rzuci się na nie i prąd elektryczny ją zabije, ale za taczką szedł SS – man z karabinem i nie pozwolił na to. 

Rutka Laskier: Pamiętnik. Wyd. 3. Będzin 2008, s.131-132.

Piszę dziś ponownie o Rutce z powodu wspomnianego wyżej konkursu, ale też dlatego, że akurat w majowym numerze „SOSNartu”, dodatku do „Kuriera Miejskiego”, znalazłam przypadkowo wiersz, który w 2006 roku napisał Patryk Chrzan:

Film o Rutce, który nakręciło BBC.

Read Full Post »

Older Posts »