Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2010

 

Zrobiłam to zdjęcie w 2004 roku podczas Targów Książki w Krakowie.

Wczoraj w Krakowie w wieku 90 lat zmarł Ludwik Jerzy Kern, pan od wierszy, „Przekroju” i psa Ferdynanda.  To bardzo skrótowe i niepełne opisanie twórczości Kerna.

Zupełnie niedawno, we wrześniowym „Dużym Formacie” czytałam wywiad z poetą autorstwa Anny Żebrowskiej („Ja se piszę wierszyki”). Kern opowiadał o początkach swojej przygody w słynnym krakowskim tygodniku „Przekrój”, na którego salony wprowadził go sam Konstanty Ildefons Gałczyński. Wspominał, że dzięki książce dla dzieci „Ferdynand Wspaniały”, która została przetłumaczona na ponad 20 języków, mógł wybudować sobie dom, mówił w jakich okolicznościach powstały teksty do znanych wszystkim piosenek „Cicha woda” czy „Nie bądź taki szybki Bill”.

Kern był również tłumaczem, przełożył m.in. książki Roalda Dahla, jednego z moich ulubionych pisarzy (na takie miano zasłużył sobie głównie zbiorem opowiadań „Niespodzianki”). Dahl miał niesamowite poczucie humoru, i Kern również je miał. Świadczy o tym cała jego twórczość. Kiedy kupiłam zbiór jego wierszy „Dyskretne podglądanie rodaków” przy każdym utworze byłam gotowa bić mu brawo za umiejętność obserwacji życia z przymrużeniem oka i niebywałą zdolność pozostawienia tegoż oka przymrużonego podczas pisania.

Kiedy myślę lub wypowiadam nazwisko „Kern” przed oczyma staje mi ostatnia strona „Przekroju”, na której jego wiersz czytałam zawsze jako pierwszy. Mam całkiem pokaźną kolekcję starych numerów „Przekroju” z lat 60., 70. i 80. Dla większości to nieużyteczna makulatura – dla mnie skarby. Przetrząsnęłam dziś troszkę te skarby i specjalnie dla Was wygrzebałam dwa wiersze Kerna z rubryki „Rozmaitości”, którą przez lata redagował (w tym niezapomniane pod-rubryczki: „O Wacusiu” i „Prosimy nie powtarzać”).

 

Ostatnia strona "Przekroju" z 12 października 1975 roku

Ostatnia strona "Przekroju" z 23 kwietnia 1978 roku. Aby powiększyć - kliknij na zdjęcie

I rubryczka "Prosimy nie powtarzać" z tego samego numeru

Wspomniany wyżej wywiad Anny Żebrowskiej z Kernem kończy się tak:

A. Ż.: Lubi pan jakiś swój wiersz szczególnie? Napisał pan coś, za co warto dać Nagrodę Nobla?

L. J. Kern.: Nagrodę skobla najwyżej. Mój ulubiony wierszyk jest krótki: „Chmurko, idź na inne podwórko”.

I poszedł.

 

O pogrzebie pisarza można przeczytać tutaj.

Read Full Post »

Zbliża się koniec października, już dawno zapomnieliśmy o letnich eskapadach, przed nami słoty jesienne, ulubione ulewy, chlapy i błoto po kolana. A ja na przekór – przywołam wakacyjne obrazy – oczywiście nie bez związku z książkami.

Collodi znajduje się tam, gdzie czerwony punkt

Każdy kojarzy Carlo Collodi – włoskiego pisarza żyjącego w XIX wieku, z jego najsłynniejszą książką – „Le avventure di Pinocchio” („Przygody Pinokia”) znaną na całym świecie po prostu jako „Pinokio”. Przetłumaczono ją na ponad 260 języków i dialektów!

Warto wspomnieć, że „Pinokio” był drukowany  najpierw w odcinkach, jako „Storia di un burattino” („Historia drewnianego pajaca”) w pierwszej włoskiej gazecie dla dzieci „Giornale dei bambini” w 1881 roku. W formie książkowej został wydany w 1883 roku.

Nie każdy wie, że prawdziwe nazwisko twórcy Pinokia to Lorenzini. Pseudonimu Collodi zaczął używać po trzydziestym roku życia. Nie musiał specjalnie go wymyślać, po prostu użył nazwy miasteczka we Włoszech (w północnej Toskanii), skąd pochodziła jego matka.

 

I ja właśnie o tym miasteczku – Collodi to malutka miejscowość położona w pięknej, pagórkowatej okolicy. Miasteczko musi być niebywale wdzięczne pisarzowi, bo teraz żyje z turystów, którzy przyjeżdżają z dziećmi odwiedzić tamtejszy Park Pinokia.

Centrum Collodi - maski bohaterów "Pinokia"

W miasteczku znajduje się pomnik Dżeppetta i Pinokia, przy wyjeździe stoi wielki, drewniany pajac – trudno go przeoczyć. Pinokio stał się dobrem narodowym, w każdym toskańskim sklepie  (i nie tylko toskańskim) można kupić jego drewnianą podobiznę w dowolnej wielkości – od 3 cm do 1,5 metra. I pomyśleć, że pisarz klepał czasami słodką biedę! Zmarł w 1890 roku, zanim twór jego wyobraźni zdążył uczynić go sławnym, a mógłby żyć teraz dostatnie z samej tylko sprzedaży drewnianych marionetek…

W miasteczku Collodi znajduje się też piękny Pałac Garzoni z cudownym historycznym ogrodem z XVII wieku. W pałacowej kuchni  pracowali rodzice Carlo Collodi (Lorenzini).

Budynek przy wejściu do Parku Pinokia pokryty jest rysunkami do scen z książki

Do gospody "Pod Czerwonym Rakiem" Pinokio zawędrował w XIII rozdziale. W tle po lewej zabytkowy Pałac Garzoni.

Nawet w "Osteria dell Gambero Rosso" zarabiają na drewnianej kukiełce: można wybrać menu Pinokia lub Dżeppetta

Pomnik bohaterów książki przy wejściu do Parku Pinokia

Taki malutki Pinokio żegna wyjeżdzających z miasteczka Collodi

Akcesoria pinokiowe w sklepie w Sienie

A to już Pinokio na straży sklepu w Loreto

Read Full Post »

Z dziennika skromnej bibliotekarki…

Wasza pani z biblioteki postanowiła powalczyć troszeczkę na arenie międzynarodowej. Nie w konkurencji bibliotekarskiej jednak, tylko tanecznej. Pisałam już o tańcu z okazji Dnia Dziecka, dziś ciąg dalszy moich turniejowych zmagań.

Miejsce: Czeski Cieszyn

Data: 23.10.2010 r.

Wynik: I miejsce

Od dziś nie podaję Wam już książek inaczej, jak tylko tanecznym krokiem 😉

Rumba

To była gorrrrąca samba

Wysiłek nagrodzony

Read Full Post »

W piątek mieliśmy w gimnazjum uroczystość nadania szkole imienia Henryka Sienkiewicza. Było oficjalnie, dostaliśmy bowiem sztandar szkoły, i teatralnie – uczniowie przedstawili piękny program artystyczny. Placówka wróciła więc do imienia, które nosiła jeszcze przed wojną.

Zbyszko ślubuje Danusi w gospodzie „Pod Lutym Turem”

Z czym młodzieży kojarzy się teraz Sienkiewicz? Oczywiście z Noblem –  autor „Quo vadis” był pierwszym polskim pisarzem, który dostał to wyróżnienie. Na pewno uczniowie kojarzą go z grubymi tomiskami „Trylogii” czy „Krzyżaków” – książkami, do których zaglądają tylko pod przymusem i raczej niechętnie.

A pomyśleć, że pod koniec XIX wieku przed redakcją „Słowa”, gdzie w odcinkach drukowano „Ogniem i mieczem”, ustawiały się tłumy! Każdy chciał czym prędzej poznać dalsze losy bohaterów Sienkiewicza.  Zawładnęli oni wtedy wyobraźnią ludzi tak, jak teraz celebryci z okienka TV czy bohaterowie seriali. Gdy „zabito” Podbipiętę Polacy masowo pisali do Sienkiewicza z wyrzutami, że pozwolił zginąć tak zacnemu rycerzowi! Pierwsze wydania „Trylogii” rozchodziły się w zawrotnym tempie i wysokich nakładach – nie przymierzając – niczym jeszcze niedawno „Harry Potter”.

Opisy przygód rycerskich były tak sugestywne, że czytający byli przekonani o ich prawdziwości. Podobnie postaci stworzone przez Sienkiewicza: za duszę Podbipięty modlono się, a nawet zamawiano msze!

Co ważne, dzieła Henryka S. – pięknie wydane i bogato oprawione –  trafiały nie tylko do zamożnych. Ukazywały się również tanie nakłady dla mas, co Sienkiewicz bardzo sobie cenił. Podobno z biblioteki hrabiny Tarnowskiej zniknął pewnego dnia jeden tom „Trylogii”. Okazało się, że to pokojówka pożyczyła go stangretowi. Ktoś powiedział wtedy do autora, że musi być bardzo dumny z tego, że jego książki wyparły z salonów romanse francuskie. Sienkiewicz odpowiedział podobno: „Jeszcze bardziej jestem dumny, że książki moje przeniknęły pod strzechy, skąd przecież nie było nic do wyparcia.”

A to Henryka Sienkiewicza dzieła wybrane (z biblioteki szkolnej)

Read Full Post »

W szkole trwają przygotowania do piątkowej uroczystości nadania imienia naszej szkole. W budynku, gdzie teraz mieści się gimnazjum, od 1930 roku znajdowała się żydowska Siedmioklasowa Szkoła Podstawowa im. Henryka Sienkiewicza. Po wojnie wznowiono działalność szkoły podstawowej o tym samym imieniu. Historia placówki zakończyła się w roku szkolnym 2003/2004.

Wcześniej, w roku 1999, w budynku tym utworzono Gimnazjum nr 3. Do tej pory nie miało patrona – od piątku wszystko się zmieni. Po bardzo uroczystym nadaniu imienia będzie i patron (oczywiście Henryk Sienkiewicz!), i sztandar.

Wybierając z półek bibliotecznych dzieła wyżej wymienionego, natrafiłam na jedną perełkę – wydany w 1951 roku wybór fragmentów jego książki „Listy z podróży do Ameryki”.  Perełkowatość tej pozycji ujawniła się we wstępie, nawiązującym w wymowie do rzeczywistości lat 50. i 60. XX wieku. Były to czasy straszne  i uciążliwe,  przesiąknięte jedynie słuszną myślą 24 godziny na dobę. Jak to dobrze, że mogłam przyjść na świat o wiele później i teksty takie, jak poniższy wstęp, są dla mnie historyczną ciekawostką, a nie lasującą mózg codziennością.

Ciekawe, czy najmłodsi czytelnicy bloga zorientują się, które wersy tego wstępu trącą ideologiczną myszką?

 

 

Read Full Post »

A było to tak:

Dawno, dawno temu (w 1972 roku) ustalono, że w rocznicę powołania Komisji Edukacji Narodowej obchodzony będzie Dzień Nauczyciela. Trochę później (w  roku 1982 ) zmieniono zdanie: Dzień Nauczyciela postanowiono przemianować na Dzień Edukacji Narodowej (DEN). I chociaż zmiana nastąpiła 28 lat temu, to i tak wszyscy twierdzą, że 14 października jest Dniem Nauczyciela (DN).  Siła przyzwyczajenia.

Z okazji DEN/DN (jak to ładnie brzmi: den-de-en)

życzę Nauczycielom i Pracownikom Oświaty:

radości z najmniejszych nawet zwycięstw,

optymizmu w chwilach niepowodzeń – na zawodowym i osobistym polu walki.

A w prezencie takie oto zdjęcie, które ma nam przypomnieć, że po mozolnych dniach nauczania, nastąpią niechybnie dni odpoczywania!

(Rym częstochowski był niezamierzony, ale dzięki niemu udało mi się pozostać w klimacie nauczycielskiego święta, charakteryzującego się nieustająco występowaniem  wierszyków rymowanych w ilościach niewspółmiernych do możliwości percepcyjnych odbiorcy 🙂

Znów będą wakacje…

Read Full Post »

Dzięki wielkiej uprzejmości Pani Krystyny Oleksy, dyrektor Międzynarodowego Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście w Muzeum Auschwitz-Birkenau, oraz pana Antoniego Stańczyka, pracownika tegoż Centrum, nasza biblioteka wzbogaciła się o niezwykły album:

„Zanim odeszli… Fotografie odnalezione w Auschwitz”.

Publikacja ta jest w rzeczywistości katalogiem wystawy stałej, mieszczącej się w budynku „centralnej Sauny” na  terenie byłego obozu Birkenau.

To album niezwykły szczególnie dla nas, mieszkańców Zagłębia, bo umieszczone w nim zdjęcia przedstawiają żydowskich mieszkańców Będzina i okolicznych miast.


Jedna ze stron albumu "Zanim odeszli..."

Na niejednym zdjęciu rozpoznamy w tle znajome fasady budynków, gdzieś w oddali zamajaczy zamek będziński. Żyli tutaj, w naszym mieście, chodzili po tych samych, co my teraz, ulicach. Te spacery przerwano im nagle, w okrutny sposób. Większość z przedstawionych w albumie osób zginęła. Zostały po nich jedynie te fotografie – cudem ocalałe po wojnie na terenie dawnego obozu w Oświęcimiu.

 

Serdecznie dziękuję darczyńcom albumu!

Read Full Post »

Older Posts »