Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘taniec’

Kórnickie podrygi

Czekoladę z poprzedniego wpisu należało jak najszybciej spalić, co też uczyniłam…

W kwestii turniejów tańca prowadzącej ten blog bibliotekarki nastąpiło wreszcie zawiązanie akcji! To znaczy mam dobrą wiadomość dla tych, którzy mieli już dość naszych ciągłych sukcesów i żądni byli krwi 😉
Na sobotnim turnieju w dalekim Kórniku wystartowaliśmy w kategorii Start i Open. Zajęliśmy odpowiednio 2 i 4 miejsce. Pokonały nas pary, w których partnerki tańczą od wczesnego dzieciństwa. W moim przypadku prawda jest brutalna i niestety – wstydliwa: od małego nie robiłam nic innego, tylko czytałam. Mając lat 6, a nawet 16 i więcej (o zgrozo!) zamiast się ruszać i tańczyć uprawiałam jedynie wielogodzinnie posiedzenia z książkami. No i mam teraz efekty 😉
Bardzo bym chciała coś w tej sprawie zmienić, ale już się nie da: zaczęłam sobie podrygiwać dopiero, kiedy poszłam na kurs tańca dla początkujących, czyli w 2008 roku.
W Kórniku tańczyło się super, bo testowałam nową sukienkę, a test wypadł świetnie!
Dziękuję wspomagającym nasze wyczyny Wysłannikom z Bydgoszczy, którzy umordowanym tancerzom dowieźli pyszne torty ze wspaniałej bydgoskiej cukierni Sowa!

Zdjęcia od profesjonalnego fotografa będą pod koniec tygodnia, na razie dysponuję tylko zdjęciami niewyraźnymi:

Turniej prowadził znany niektórym, stojący po prawej pan w cekinowej marynarce...

Reklamy

Read Full Post »

Na ścianie tańczą... cienie par pucharowych

Wiszące nad moją głową szczegółowe „Kalendarium świąt, dni i tygodni specjalnych” oznajmia, że 24 listopada obchodzony jest Światowy Dzień Tańca. Tę samą informację usłyszałam dziś w radiowej „Trójce”, chociaż wszechwiedzący i panujący nam miłościwie Internet mówi co innego: że to święto przypada 29 kwietnia. Ale skoro rok temu o tej porze pisałam o Światowym Dniu Pluszowego Misia, nie będę się powtarzać i teraz napiszę o tym, co jest mi bliższe niż miś.

Mogłabym zacząć bardzo uczenie i napisać tutaj o historii i teorii tańca (prosząc o pomoc na przykład kolegę, który tworzy właśnie ostatni rozdział pracy doktorskiej z antropologii tańca) – ale pewnie ani ja, ani Wy nie zrozumielibyście wtedy z tego za wiele. A nie o to przecież chodzi.  Dlatego żadnej teorii nie będzie!

Dzięki programom o tańcu (które oczywiście nie każdemu się podobają), telewizji udało się zaszczepić w społeczeństwie bardzo pożyteczne zainteresowanie tą aktywnością fizyczną, która na poziomie amatorskim ma same plusy (uprawiający taniec sportowo muszą się liczyć, co normalne, także z efektami ubocznymi).

Jeszcze 15 lat temu szkoły tańca walczyły o klientów, teraz mogą w nich przebierać. Na rynku dostępnych jest wiele płyt z muzyką taneczną i filmów instruktażowych, a dzięki You Tube tańca można pouczyć się nawet za darmo. Dawniej chętni mieli o wiele mniejsze spektrum wyboru: albo szkoła tańca, albo jeden z nielicznych podręczników, w którym o tym, jak tańczy się cha chę instruowano tak:

Nigdy nie nauczyłabym się tańczyć studiując ten rysunek: krok podstawowy do przodu i tyłu w małym obrocie w lewo. Rys. z książki M. Wieczystego "Tańczyć może każdy". Prof. Marian Wieczysty (1902-1986) jako pierwszy założył w Polsce szkołę tańca i upowszechnił taniec towarzyski. Każdego roku w styczniu w Krakowie odbywa się turniej tańca o puchar jego imienia.

Wielu z naszych uczniów tańczy. Jedni się nie przyznają i tańczą sobie po cichutku, inni wręcz przeciwnie – chętnie pokazują swoje umiejętności. Już podczas kolejnej imprezy szkolnej Artur Wydra z kl. 1 b wychodząc na parkiet spowodował przyspieszone bicie serc gimnazjalistek, które po jego występie tak mocno biją brawa, że aż puchną im dłonie 🙂

Nic dziwnego, bo Artur potrafi ułożyć swoje ciało w figury, które odejmują mowę innym, na przykład tak:

Widziałam jego występy szkolne i byłam pewna, że szkoli się u jakiegoś mega zdolnego fachowca, ale szczęka mi opadła, kiedy ostatnio powiedział, że jest samoukiem! Artur – znany w środowisku tanecznym jako „Lemon” – do wszystkiego dochodzi metodą prób i błędów. Czasami uczy się od kolegów, z którymi tańczy w podziemnym pasażu w centrum Sosnowca, gdzie – odkąd wyremontowano to miejsce – warunki są wyśmienite. Prawdziwy z niego talenciarz  – strach się bać, co się stanie, jeżeli pod swoje skrzydła weźmie go trener z prawdziwego zdarzenia!

Dariusz Kryla i jego ekipa.

Podczas szkolnego pikniku jesiennego przyjechała do nas szkoła tańca „Extreme” razem ze swoim założycielem, Dariuszem Krylą. Obejrzeliśmy świetny pokaz tańca w ich wykonaniu, a potem na parkiet zaproszono gimnazjalistów.

I tak dowiedzieliśmy się, że w „Extreme” już od 2 lat tańczy nasza Klaudia Brzychcy z kl. 2 c. Klaudia mówiła mi, że swoją przygodę  taneczną zaczęła z tańcem towarzyskim, ale ponieważ nie miała partnera i musiała tańczyć sama (co nie jest zbyt fajne, wiem) – zdecydowała się na coś innego. Hip hop to jej żywioł – tam nie musi martwić się brakiem osoby współtańczacej.

Dariusz Kryla zdradza, że nasza gimnazjalistka Klaudia, stojąca po jego prawej - tańczy już 2 lata.

Jako że najbliższy mojemu sercu pozostaje taniec towarzyski (zaraz po nim plasuje się salsa) wspomnę tutaj o kilku rzeczach z nim związanych, o które zazwyczaj pytają mnie inni:

  • W naszym kraju organizacją zajmującą się tańcem towarzyskim jest Polskie Towarzystwo Taneczne (PTT), które skupia fachowców i sędziów, ustala przepisy i regulaminy rozgrywek w tej dyscyplinie. Na świecie taką rolę spełnia World Dance Sport Federation (WDSF).
  • Tańczy się w różnych kategoriach wiekowych (od 7 lat począwszy), zdobywając wraz z umiejętnościami kolejne klasy taneczne (od najniższej E, do najwyższej A – w Polsce i S – międzynarodowej). Żeby przejść do wyższej klasy należy zgromadzić odpowiednią ilość punktów oraz tzw. pudeł, czyli miejsc na podium (nieważne, czy będzie to 1., 2. czy 3.)
  • W klasie E i D tańczy się tzw. kombinację – liczy się łączna ilość punktów w tańcach latynoamerykańskich i standardowych. Po zdobyciu klasy C można tańczyć już tylko jeden styl. Pary specjalizują się zazwyczaj w jednym, ale kontynuują naukę obydwu aż do zdobycia w nich klasy B lub A. Natomiast ulubiony styl tańca ćwiczą się do perfekcji i zdobywają w nim „eskę” – S. Są też mistrzowie w 10 tańcach, ale wtedy dopiero jest prawdziwa orka.
  • Tańcu towarzyskiemu towarzyszy specyficzna estetyka – panowie tańczą w specjalnych spodniach i body z długim rękawem (w tańcach standardowych – we fraku), kobiety w szytych na miarę (i niestety bardzo drogich) sukniach. W klasach od E do C strojów nie można zdobić kamieniami, cekinami, materiałem w kolorze cielistym. W najwyższych klasach: B, A, S – jak fantazja dyktuje. Aha –  i buciki też są specyficzne, z miękką podeszwą skórzaną, giętkie, zazwyczaj z satyny (dla kobiety) i skóry (dla mężczyzny).
  • Na turnieje tancerze nakładają na ciało specjalny fluid albo samoopalacz, bo ciało opalone lepiej prezentuje się na parkiecie. Ja zupełnie ignoruję te zwyczaje, bo do samoopalaczy czuję awersję, a widząc świecidełka Swarovskiego dostaję drgawek. Może kiedyś się przekonam.
  • Punktacja na turniejach nie ma nic wspólnego z tym, co możecie obserwować w „Tańcu z gwiazdami”. Kiedy na turnieju par jest dużo, tańczą ćwierć- i półfinały, a wtedy sędziowie (zawsze nieparzysta ilość) skreślają numer pary, której taniec im się podoba. Pary z największą ilością skreśleń przechodzą do finału (zazwyczaj 6 par). Wtedy sędziowie muszą po tańcu trwającym 1,5 min. wpisać, która para otrzymuje wg nich 1., 2., ,3. i kolejne miejsca. Nie ma więc żadnych „10”. Jedynka jest więc najlepszym, co para może sobie wymarzyć.

Tak wyglądają więc przykładowe wyniki turniejowe:

S, CH, R, Pd, J to skróty nazw tańców. Literami od A do G oznaczeni są sędziowie. Po lewej numery poszczególnych par, po prawej - zajęte miejsce.

  • Turniejowa kolejność tańców jest następująca: STANDARD: walc angielski, tango, walc wiedeński, fokstrot (tańczą tylko klasy C – S), quickstep. ŁACINA: samba, cha cha, rumba, pasodoble (tańczą tylko klasy C – S), jive. Profesjonaliści zaczynają od cha chy i to jest wg mnie lepsze, bo do samby, która jest bardzo energiczna, są już dobrze rozbujani 🙂
  • Najsłynniejszym turniejem na świecie jest Dance Festival w Blackpool (Anglia). Mieszka tam moja koleżanka i tak sobie myślę, że może uda mi się kiedyś odwiedzić ją podczas trwania turnieju i obejrzeć to wszystko na żywo.
  • Najlepsza pod słońcem para, wielokrotni zawodowi mistrzowie świata w tańcach latynoamerykańskich, związana była przez kilka ostatnich lat z Polską i dla nas zdobywała najzłotsze medale. Od tego roku niestety występują już w barwach Wielkiej Brytanii. On – Michał Malitowski – jest Polakiem, ona – Joanna Leunis – Belgijką. To, co wyprawiają na parkiecie to rewelacja/rewolucja. Joanna jest wg mnie mistrzynią wszechświata w obrotach. Zobaczcie sami na filmiku (nieziemskie obroty od 0:14).

A tutaj piękna rumba w ich wykonaniu:

Prawda, że kiedy się na nich patrzy wydaje się, że taniec to nic trudnego? Żebyście mogli mieć takie właśnie wrażenie, poświęcili na to kilkanaście lat życia…

Osoby zaglądające na ten blog wiedzą, że też sobie trochę podryguję, bo zamieszczam tu relacje z turniejów (można znaleźć je w kategorii „Prywatka’). Ostatnio portal „Pulowerek” zamieścił opis mojej przygody z tańcem. Można przeczytać o tym tutaj.

A o tańcu nie tylko towarzyskim poczytacie na portalu „Twist Service”.

Read Full Post »

Udana dziesiątka

Tydzień temu byliśmy na naszym dziesiątym turnieju tańca. Podobnie jak z prowadzeniem bloga – wydaje się, że zaczęłam publikować tutaj przed chwilą, a to już dwa lata – tak samo szybko zleciały wszystkie występy taneczne. A przecież całkiem niedawno (1,5 roku temu!) po raz pierwszy wchodziłam na parkiet – nieprzytomna ze stresu, marząc, żeby uciec stamtąd jak najszybciej 😉

Teraz bywa już trochę lepiej.

Lokata – jak zwykle – ta sama.

Fot. S. Ziaja.

Fot. S. Ziaja.

Fot. S. Ziaja.

Read Full Post »

W dniach 11-12 października w Częstochowie odbywała się III Ogólnopolska konferencja „E-learning wyzwaniem dla bibliotek”, której organizatorami byli Ośrodek Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów w Warszawie, Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Częstochowie oraz Agencja Sukurs, wydawca miesięcznika „Biblioteka w Szkole”.

Zawiodę jednak tych, którzy trafili tu w nadziei na podsumowanie dwudniowych spotkań i wykładów. Niestety, w tym miejscu nie znajdziecie takowego, ponieważ nie brałam udziału w konferencji. Co prawda wystąpiłam, ale póki co nie jako prelegent, tylko jako niespodzianka. Ładnie to brzmi 🙂

Organizatorka konferencji, Pani Bożena Boryczka, zapowiedziała jej uczestnikom taneczny akcent pokonferencyjny. Dlatego nikogo nie zdziwił widok naszej pary na parkiecie. Taniec to dziś nic nadzwyczajnego, tańczą wszyscy i wszędzie. Otwiera człowiek lodówkę – a tam tańczą…

Niespodzianką był fakt, że dla bibliotekarzy zatańczy również bibliotekarka.

Występ rozpoczęliśmy jive’em, nawiązując w nim do nieśmiertelnych stereotypów bibliotekarskich: na zdjęciach widać, że mam na sobie piękny, bury sweterek rodem z biblioteki (mojej babci!), oczywiście okulary i książkę obłożoną w znienawidzony przeze mnie szary papier.

Czytam więc sobie ulubioną pozycję każdego pracownika książnicy, czyli „Dziady”, i wcale nie przeszkadza mi głośna, energiczna muzyka. Chłopakowi, który podbiega do mnie, nie przeszkadza z kolei, że jestem szarą myszką, którą potrafi zachwycić jedynie twórczość wieszcza narodowego, pozostawiając ją zupełnie nieczułą na skoczne rytmy przeboju „Wake me up” grupy „Wham!”. Chłopak ucieka się do radykalnych sposobów zachęcenia mnie do tańca: zostaję gwałtownie pozbawiona książki, która szybuje gdzieś w dal (przeciągłe „uuuuu” na widowni ;-)). Mój partner taneczny pokazuje mi kroki, które powinnam wykonać, ale atrybuty biblioteczne skutecznie uniemożliwiają mi taniec. Pozbawiona ostatecznie sweterka i okularów tańczę już tak, jak powinnam.

Można obejrzeć filmik z tego występu tutaj (aczkolwiek kręcony był z daleka i niewiele widać).

Po jive’ie  zatańczyliśmy jeszcze rumbę i cha chę.

Nastrój był świetny, a parkiet cudowny.

Bardzo dziękuję organizatorom za zaproszenie do Częstochowy, a Paniom: Katarzynie Tomczak i Barbarze Zielińskiej za zgodę na publikację zdjęć ich autorstwa!

Zakamuflowana opcja taneczna. Póki co, jeszcze stereotypowa bibliotekarka, ale za chwilę… Fot. Katarzyna Tomczak.

Zafascynowana energią tancerza – naśladuję go z marnym skutkiem. Fot. Katarzyna Tomczak.

Jeszcze jakby z pewną nieśmiałością. Ale za chwilę… Fot. Katarzyna Tomczak.

Jive. Fot. Katarzyna Tomczak.

Wariacja na temat jive’a. Fot. Barbara Zielińska.

Zaczynamy rumbę. Fot. Katarzyna Tomczak.

Rumba. Fot. Katarzyna Tomczak.

Ciągle rumba. Fot. Katarzyna Tomczak.

I szybka cha cha. Fot. Katarzyna Tomczak.

I już koniec. Fot. Barbara Zielińska.

Read Full Post »

Zaczął się nowy rok szkolny, ale –  co  istotne dla mnie – również nowy sezon taneczny. W sobotę rozpoczęliśmy go na turnieju w Gliwicach. Próbowaliśmy stanąć na wysokości zadania, co nie było łatwe po dwumiesięcznym lenistwie.

Tańczyliśmy w bardzo klimatycznym miejscu – ruinach teatru Victoria w samym centrum miasta. O historii tego niezwykłego zabytku można poczytać tutaj.

Zdjęcia nie są dobrej jakości, ponieważ światło było odpowiednie do tańca, a nie do fotografowania.

Moja ulubiona figura w rumbie 🙂

Puchar u stóp

Read Full Post »

Tylko dance ma sens ;-)

To był mój ostatni w tym sezonie turniej – tym razem w Świdnicy.

Wynik niezmienny (i jak twierdzą niektórzy – już nudny): I miejsce.

Read Full Post »

Niestety, w długi weekend majowy nie zasiadłam w zaciszu domowym przy świetle lampy z książką na kolanach, jak na bibliotekarkę przystało.

Pojechałam w miejsce, gdzie zacisze można było uzyskać tylko po wetknięciu sobie do uszu stoperów, a lampy były, owszem – ale ze wszystkich stron parkietu.

Kilka osobistych migawek z sobotniego turnieju tańca w Dobrzeniu Wielkim:

Fot. S. Ziaja

Fot. S. Ziaja

Fot. S. Ziaja

Pary obok nas tańczyły też tańce standardowe, dlatego panie ubrane są w długie suknie. My tańczymy tylko latynoamerykańskie. Fot. S. Ziaja.

Read Full Post »

Older Posts »