Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘News – reszta świata’ Category

Przez wiele lat sądzono, że Rutka Laskier, która w Będzinie podczas wojny pisała dziennik, urodziła się w Gdańsku. Informacja powielana była we wszystkich publikacjach – od Wikipedii przez artykuły po prace magisterskie i książki.

Na prawdziwe miejsce urodzenia Rutki jakiś czas temu trafił Jeffrey Cymbler. Jak do tego doszło, i gdzie dziewczyna w rzeczywistości się urodziła, piszę w tekście na łamach najnowszego Miesięcznika Społeczno-Kulturalnego „Śląsk” (4/2022, s. 6 -8).

Wspominam też o innych tropach związanych z rodziną Rutki, przypominam oczywiście historię zarówno jej zapisków, jak i jej samej – to dla tych czytelników pisma, dla których historia Laskierówny nie jest tak oczywista jak dla mieszkańców Będzina.

Akt urodzenia Rutki Laskier w Urzędzie Stanu Cywilnego jeszcze do 2029 roku jest objęty ochroną (zgodnie z Ustawą z dnia 28 listopada 2014 r. Prawo o aktach stanu cywilnego). Po tym czasie trafi do Archiwum Narodowego, gdzie na wniosek zainteresowanych będzie można prosić o jego udostępnienie. Ponieważ w artykule mogłam powołać się wyłącznie na dane pozyskane w sposób legalny, musiałam więc dotrzeć do nich zgodnie z prawem. Przeczytajcie jak mi się to udało!

Artykuł w pdf jest dostępny tutaj:

Read Full Post »

Dokładnie 30 lat temu, 9 maja 1992 roku zmarł w Izraelu pochodzący z Będzina Stanisław Wygodzki.

Jeszcze w tym samym roku w Tel Avivie ukazał się „Zeszyt Pamięci” o pisarzu – wspominali go tam przyjaciele i znajomi. Tak pisała redaktor tego zbioru, Krystyna Bernard:

<<Po wielu latach, już w Izraelu, „obozowe płuca” dały nam prawie jednocześnie znać o sobie koszmarnym uczuciem duszenia się. To skurcz pęcherzyków oskrzelowych blokował dopływ powietrza. Bezsiła pętała nogi. Do dziś stoi przy wąskim, zawsze otwartym oknie fotel (Irena [żona SW] okryła oparcie lnianą zahaftowana serwetką, aby obicie nie parzyło pleców). [Wygodzki] Przesiadywał tu godzinami, łapiąc tlen z pobliskich drzew. (…)

Dziewiątego maja, wczesnym rankiem – telefon od Ireny. „Stasiek nie żyje. Pogotowie zabrało go do szpitala. To samo co zawsze. „Nie martw się”, powiedział. W karetce stracił przytomność. Tlen już nie pomógł.”

Obozowe płuca poniosły klęskę w swojej walce o łyk tlenu. Stało się to rankiem 9 maja 1992, w rocznicowym dniu alianckiego zwycięstwa nad nazizmem, który milionom ludzi szczelnie zaryglował drzwi przed dopływem powietrza, uśmiercając beztleniem.

Tym boleśniejsze z Nim rozstanie.>>

Na pierwszej stronie okolicznościowego wydania napisano:

Zeszyt Pamięci o Stanisławie Wygodzkim ukazuje się dzięki przyjaciołom Poety i Jego Twórczości, staraniem grona polskich Żydów w Izraelu. Zamiast kwiatów na grób, którego nie ma – bo wiele, wiele lat temu wybrał bezgrobie. Twórca bezgrobny, który nie umiał i nie chciał zapomnieć bezgrobia milionów Żydów, spopielonych przez nieludzką nienawiść.

Bez grobu/macewy nie ma gdzie położyć kamienia (tak robią odwiedzjący żydowskie cmentarze) – kładę go więc dziś symbolicznie na Zeszycie Pamięci.

Wśród wielu wierszy Wygodzkiego zgromadzonych w tomie „Pożegnanie” (Czytelnik 1990) jest kilka takich, które szczególnie pasują tu dziś, w rocznicę śmierci pisarza. Bo tak naprawdę pisał ciągle o nieustającym bólu, beznadziei i poczuciu straty. Jest jednak szczególny wiersz, zatytułowany po prostu kolejnym numerem, który jest tu na miejscu jak żaden inny. Brzmi w nim nieutulona nigdy tęsknota za Polską i ból odejścia.

39
Przegnać ten codzienny błękit
i pożegnać księżyc blady,
całonocny śpiew cykady
w palmie szerokorękiej.
Z kartki żółknącej na stole
strzepnąć pustynne piachy,
a potem – jednym zamachem
zdławić te żary nad polem,
i poddać się, poddać chmurze
szarej, jak ciężki grafit,
przez czarne, w deszczu, podwórze,
co tylko się we śnie przytrafić
może, przejść. I bardzo powoli
patrzeć, rozglądać się wszędzie,
gdzie mnie już nigdy nie będzie.
Jak to boli.

Źródła: Wygodzki. Zeszyt Pamięci. Praca zbiorowa pod redakcją Krystyny Bernard. Tel Aviv 1992.

Stanisław Wygodzki: Pożegnanie. Warszawa 1990.

Read Full Post »

To nie były zwykłe Targi Książki w Krakowie, lecz nie znaczy to wcale, że były niezwykłe. Ponieważ wróciły po rocznej przerwie spowodowanej pandemią i odbywały się w reżimie sanitarnym ich klimat również był pandemiczny.

Już na etapie onlajnowego planowania wejścia na TK można było poczuć się nieswojo, bo przy wyborze biletów należało podać, czy jest się zaszczepionym, czy nie – i zgodnie z tym wybrać odpowiedni bilet. Ci, którzy nie kupili go przez internet byli chwilowo uziemiani przy bramce, gdzie musieli wypełniać deklaracje dotyczące stanu zdrowia.

Niektórzy przestraszyli się wirusa, było bardziej przestronnie, bo mniej wystawców (za to jakby więcej wydawnictw katolickich), ale najbardziej rzucała się w oczy nieobecność dwóch największych w Polsce wydawców: Literackiego i Znaku. Z niedowierzaniem przeglądałam listę wystawców, aż założyłam nawet okulary, żeby się upewnić, że dobrze widzę. Długo pozostawałam zdziwiona absurdalnością tego faktu: na Targach w Krakowie nie ma dwóch czołowych wydawniczych graczy z tego miasta. Szok i niedowierzanie.

Na osłodę pozostało mi spotkanie zaplanowane przez „Dowody na Istnienie”. O godzinie 15.00 miał tam podpisywać książki Mariusz Szczygieł, więc kolejka zaczęła ustawiać się już po 14.00. Byłyśmy wtedy z przyjaciółką w bistro na antresoli i akurat pojawił się tam również pisarz. Przechodził obok naszego stolika, więc powiedziałyśmy grzecznie „dzień dobry”, dodając „my się zobaczymy za chwilę”, co zabrzmiało niemal jak groźba. 😀

Przed 15.00 byłyśmy już na dole. Autor udzielał właśnie wywiadu dla TVN i bardzo się dziwił, że długaśny ogonek z tyłu to kolejka oczekujących do niego. Nagrałam akurat ten fragment, kiedy się odwraca i pyta “do mnie?”, a stojąca z tyłu Agata odpowiada mu poza kadrem “tak, tak”, co z kolei zarejestrowała kamera stacji, i co poleciało w materiale o Targach prezentowanym w programie “Co za tydzień” (odc. 1018 – fragment o M. Szczygle rozpoczyna się w czasie 10:18 – taki zbieg okoliczności).

https://player.pl/playerplus/programy-online/co-za-tydzien-odcinki,1199/odcinek-1018,S05E1018,219220

Tak więc Agata miała rolę mówioną, ja załapałam się jako statysta, występując przez dwie sekundy w jasnoróżowym podkoszulku. 

Tymczasem liczba adoratorów Mariusz Szczygła rosła, zresztą tak tłumnie było również trzy i dwa lata wcześniej (kiedy autor wydał “Nie ma” i zaraz po tym jak dostał za książkę Nike). Teraz pewnie też przez to, że podczas rocznicowej, 25. gali rozdania Nagrody Literackiej Nike zbiór reportaży „Nie ma” czytelnicy uznali za najważniejszą książkę w historii tej Nagrody. Szacun i gratulacje!

Autor przypuszcza w materiale „Co za tydzień”, że ludzie nie przychodzą dla jego książek, ale dla energii, którą wydziela („Jakaś taka jasność za mną idzie mimo przeciwności losu”), i pewnie ma trochę racji. W każdym razie dla książek też przychodzą.

Zdobyłyśmy więc z przyjaciółką autograf, zamieniłyśmy słowo, zrobiłyśmy zdjęcie i ruszyłyśmy w ostatni obchód po hali, a kiedy po godzinie wracałyśmy obok „Dowodów” kolejka do pisarza nie zmniejszyła się ani na jotę. Po Targach na FB wydawnictwa napisano, że prezes Mariusz Szczygieł podpisywał książki, „a teraz udaje się na rehabilitację nadgarstka”. ☺

Mariusz Szczygieł ciągle uśmiechnięty – nawet po godzinie podpisywania książek. 🙂

Z okazji 100. rocznicy urodzin Stanisława Lema na Targach można było podziwiać 120 wydań “Solaris” z całego świata (udostępnionych dzięki współpracy z sekretarzem pisarza Wojciechem Zemkiem oraz dzięki uprzejmości jego syna Tomasza Lema) czy słynne grafiki Daniela Mroza do wydania “Cyberiady” z 1972 roku.

Oprócz Mariusza Szczygła w Krakowie byli też oczywiście inni autorzy…

Jak zwykle można też było na rzecz bibliotek małopolskich oddać książki w ramach akcji „Książka za książkę”, którą od lat przeprowadza Gazeta Wyborcza. Uzyskane w zamian kupony były honorowane na stoiskach dodatkowymi zniżkami. Książki oddałam, a z ulotki skorzystałam m.in. na stoisku Dowodów na Istnienie. Wśród oddanych pozycji wypatrzyłam „Rutkę” Zbigniewa Białasa, a to znaczy, że historię będzinianki poznają jacyś krakowscy czytelnicy.

To były pierwsze Targi, na które weszłam z identyfikatorem „bloger” (akredytacji udzielono mi po udowodnieniu, że we wcześniejszych latach pisałam relacje o TK – zresztą pierwszy post umieszczony tutaj w listopadzie 2009 r. był właśnie notką o Targach w Krakowie). Fajnie, że dzięki temu było widać jak dużo nas – blogerów – jest, a i przy stoiskach traktowano mnie jakby milej. Na jednym z nich usłyszałam, że trzeba dać mi dobry upust, bo jeszcze źle napiszę o wydawnictwie. Nic podobnego… ale zniżki miłe! 🙂

Read Full Post »

Jeszcze w kwietniu tego roku na nieużywanej i zarośniętej rampie kolejowej w Będzinie, która znajduje się na wysokości zbiegu dwóch ulic: Sieleckiej i Zagórskiej, wszystko było po staremu. To znaczy w ziemi spokojnie leżało to, czego dawno temu użyto do jej budowy – macewy z kirkutu (cmentarza żydowskiego) znajdującego się kiedyś przy ulicy Sieleckiej. Tak wyglądał on w czasie wojny:

(Źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/photo?fbid=3911273552254113&set=pcb.3911331618914973)

To był jeden z trzech kirkutów w naszym mieście (po tym na Podzamczu i przy starych murach miasta w dzielnicy Zawale). Powstał pod koniec wieku XIX i służył do początków XX. W sieci krąży zdjęcie, na którym robotnicy firmy „Eltes” podbierają kamień wapienny ze skarpy, przyczyniając się do niszczenia znajdującego się na górze cmentarza – widocznego z dala dzięki charakterystycznemu kształtowi macew. Zdjęcie to, a także skany przedwojennych map i zdjęcia lotnicze tego terenu oraz jego stan obecny można obejrzeć w wątku poświęconym dawnemu będzińskiemu cmentarzowi na forum „Strażnicy czasu”.

Co ciekawe, na fragmencie „Planu miasta Będzina” wydanego przed 1939 rokiem „Nakładem Księgarni i składów materjałów piśmiennych Adolfa Zmigroda” widnieje już zaznaczona jakaś rampa kolejowa – krótka, prowadząca z terenów przy ul. Zagórskiej na Sielecką – możliwe, że służyła właśnie firmie „Eltes”.

Mapa dostępna w domenie publicznej na stronie: https://polona.pl/item/plan-m-bedzina,NDU5Mzc0OTc/7/#info:metadata

O tym cmentarzu i rampie pisał w „Basach” (PIW, 1965, s. 35) Stanisław Wygodzki, pisarz pochodzący z Będzina, snując opowieść o przedwojennym mieście:

Rudzielcy przychodzili na Podzamcze z przeciwległego krańca miasta, z ulicy Sieleckiej, graniczącej z drugim cmentarzem żydowskim, „nowym”, przyjmującym jeszcze nieboszczyków i zapełniającym się powoli grobami i kamieniami nagrobkowymi, które widać było z pobliskiej rampy kolejowej.

O tym, że obecna rampa powstała z elementów nagrobków wiadomo było już od dawna – wg artykułu w „Fakcie” już w 2008 roku ktoś natknął się tam na fragmenty kamieni z dziwnymi napisami. Na forum „Strażnicy czasu” w styczniu 2016 roku Karolina Kot pisze:

„W 2010 roku odkryliśmy fragmenty macew, leżące na chodniku i – najwyraźniej nieświadomie – używane do podtrzymywania reklamy cementu oraz innych materiałów budowlanych. Dzięki Conanowi relikty te zostały starannie zebrane i przewiezione Archimedesem na cmentarz żydowski przy ulicy Podzamcze.”

Foto ze strony: http://www.straznicyczasu.pl/viewtopic.php?t=4487

Do tej pory nikt nie podjął się jednak wyciągnięcia macew. Dopiero pod koniec kwietnia 2021 r. pod kierunkiem Adama Szydłowskiego – prezesa działającej w Będzinie Fundacji Centrum Kultury Żydowskiej im. Rutki Laskier oraz Marcina Majchrowicza, który udostępnił ciężki sprzęt – wydobyto na światło dzienne kamienie nagrobne skrywane dziesiątki lat pod ziemią.

Stan rampy przed operacją wyciągania macew można obejrzeć na znalezionym w sieci filmiku:

Kiedy zaczęto wydobywać macewy rampa prezentowała się tak:

25 września 2021 r. na terenie zlikwidowanej już Huty Będzin (niegdyś: Zakłady Przemysłu Cynkowego, których głównym akcjonariuszem był znany w mieście Szymon Fürstenberg) można było zobaczyć wydobyte z konstrukcji rampy fragmenty macew. Widok robił przygnębiające wrażenie. Dzięki pomocy uczniów z I LO im. M. Kopernika w Będzinie z niemal tysiąca fragmentów udało się zrekonstruować kilka macew, odczytano też wyryte na nich dane:

Wszystkiemu przyglądali się z okien biura huty Szymon Fürstenberg z żoną…

Adam Szydłowski chciałby, aby macewy (a przynajmniej ich część) wróciła na swoje dawne miejsce przy ul. Sieleckiej. Czas pokaże, czy uda się zrealizować ten pomysł.

Więcej informacji o akcji wyciągania macew można przeczytać w licznych artykułach lub obejrzeć materiał przygotowany przez telewizję lokalną:

https://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/7,93867,27600934,kamien-do-kamienia-zlozyc-trudno.html?fbclid=IwAR1zMg_nvAoR4cOYIJh-vqkq_EyMwxzhdkqHyA2ybXIo1tuGcn7yeOXW8U0

https://bedzin.naszemiasto.pl/w-bedzinie-wydobywaja-zydowskie-nagrobki-z-rampy-kolejowej/ar/c1-8255048

https://tvs.pl/informacje/historia-jak-z-poklosia-w-bedzinie-z-zydowskich-macew-zbudowano-rampe-kolejowa-prywatna-firma-pomaga-w-ich-odzyskaniu-wideo/

Read Full Post »

Najważniejsza nagroda literacka w Polce – Nike w Światowym Dniu Zwierząt trafiła do Radka Raka(!) – weterynarza(!), za książkę „Baśń o wężowym(!) sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” (Wyd. Powergraph, 2019).

Przed odczytaniem laudacji przewodniczący jury Paweł Próchniak powiedział, że od pierwszego zdania wszystko stanie się jasne, a potem zaczął:  „Ta książka to klechda, i jak każda klechda jest tryumfem wyobraźni, (…) snuje historie nie z tej ziemi (…). Jest świadomie staroświecka i nowocześnie groteskowa.”

Recenzje książki Radka Raka przeczytacie m.in. tutaj i tutaj.

Fot.: Relacja z gali wręczenia Nike w programie TVN24.

Prowadząca galę Grażyna Torbicka ze zwycięską książką. Fot.: Relacja z gali wręczenia Nike w programie TVN24.

Czytelnicy przyznali swoją Nike Joannie Gierak-Onoszko za reportaż „27 śmieci Toby’ego Obeda” (Wyd. Dowody na Istnienie, 2019). Wiele osób miało nadzieję (w tym ja), że powtórzy się ubiegłoroczna historia, kiedy Nike czytelników pokryło się z wyborem jury konkursu. Nagrody odebrał wtedy Mariusz Szczygieł za zbiór reportaży „Nie ma” (Wyd. Dowody na Istnienie, 2018). W wywiadzie udzielonym przed rozpoczęciem gali Mariusz Szczygieł wyraził wątpliwość, że czwarty raz z rzędu Nike zdobędzie książka non-fiction i jak widać – miał nosa… (Przed Szczygłem Nike zgarnęli: w 2018 – Marcin Wicha za zbiór esejów „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, w 2017 – Cezary Łazarewicz za reportaż historyczny „Żeby nie było śladów”.)

Joanna Gierak-Onoszko z nagrodą Nike czytelników. Fot.: Relacja z gali wręczenia Nike w programie TVN24.

„27 śmieci Toby’ego Obeda” to niełatwa lektura. Wielu osobom trudno przez nią przebrnąć, bo nie da się spokojnie czytać o tym, co kiedyś działo się w kraju, który światu kojarzył się wyłącznie dobrze.

Po przeczytaniu reportażu Joanny Gierak-Onoszko z flagi Kanady spadł liść klonu. Niczym listek figowy zasłaniał dotąd udręczone twarze dzieci, rdzennych mieszkańców tamtych terenów siłą odebranych rodzinom, rozdzielonych z tradycją i kulturą. 

Lektura tej książki to niezliczona ilość śmierci – umieramy bowiem nie tylko dwadzieścia siedem razy, jak tytułowy bohater Toby Obed, ale ciągle od nowa, zagłębiając się w historie tych, którzy mieli trafić pod opiekę ludzi Boga, a skończyli w ramionach potworów.

Mistrzostwo tej narracji polega na prostocie języka i oszczędności słów, co zostawia nam miejsce na przypływ emocji. W ich natłoku łatwo pójść na dno, szczególnie zaś wtedy, kiedy potwierdza się znany przecież porządek świata, że ofiara łatwo staje się oprawcą.

I nie wiadomo tylko, czego się chwycić, żeby w tych emocjach nie utonąć, a ocaleć, dając znów wiarę, że kiedyś nie będzie już bólu i cierpienia tam, gdzie powinna być wyłącznie miłość.

Read Full Post »

W czasach studenckich Ligonia 7 w Katowicach to był istotny adres. Spędzałyśmy tam z koleżankami długie godziny nad niedostępnymi gdzie indziej książkami, skryptami, czasopismami. Lubiłyśmy tę czytelnię Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, bo zamawiane tytuły były dostępne od ręki. Niestety, zbiory biblioteki połączono wkrótce z nowo otwartą wtedy Biblioteką Ślaską, i szybki dostęp się skończył. Skończyło się również tanie kserowanie, bo w piwnicznym punkcie mogłyśmy zawsze odbić to, nad czym nie chciało nam się ślęczeć w czytelni, czyli na niezwykle ważne egzaminy powielać setki stron skryptów o wątpliwej jakości druku.

Dziś byłam w tym budynku odebrać najnowszy, czerwcowy numer Miesięcznika społeczno-kulturalnego „Śląsk”. Jest w nim mój artykuł o Dorze Reym, o której pisałam już w książce „Babiniec. Herstoria będzińska”.

Ci, którym nie chciało się czytać długiego rozdziału mają teraz możliwość zapoznania się z krótszą wersją historii będzinianki, której udało się przeżyć i getto będzińskie, i obóz koncentracyjny.

Artykuł dostępny jest tutaj:  Niezwykły przypadek Dory Reym.

Spis treści najnowszego numeru.

Read Full Post »

Trwa XIX Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom – w tym roku pod hasłem „Cała Polska czyta o zwierzętach”. Organizatorem i pomysłodawcą wydarzenia jest oczywiście znana i  zasłużona Fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom.

Przygotowałam dla uczniów i rodziców ściągę z opowiadaniami, wierszami, animacjami i opowieściami innych o zwierzętach właśnie, które można znaleźć w sieci (niezwykle interesująco o zwierzętach opowiada dr Dorota Sumińska).

Proszę wejść na poniższy link i wybrać z padletu interesujący materiał. Miłego oglądania i słuchania!

(https://padlet.com/itumas1/dlhhs7wrx6s49z71)

Made with Padlet

 

Read Full Post »

Można i tak! ❤ Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie podrzuciła pomysł na „inne” dołączenie do wyzwania Hot16challenge2 – zamiast śpiewać, z tytułów książek bibliotekarze ułożyli 16-wersowy tekst:

Z #hot16challenge2 ruszyła zbiórka “Beef z koronawirusem #hot16challenge” dla Siepomaga.pl. Zarówno nominowani jak i fani mogą wpłacać pieniądze na pomoc pracownikom służby zdrowia w walce z koronawirusem. Zbiórka dostępna jest pod adresem: http://siepomaga.pl/hot16challenge.
Całą akcję można śledzić na stronie: https://hot16challenge.network

A to książkowy 16-wers ode mnie poparty odpowiednim zdjęciem z tytułami „wersów”:

Czego mi się chce
w Polsce?
Nic zwyczajnego:
Spotkania,
Jak pokochać centra handlowe,
Ukryte toksyny.

Tak sobie myślę…
Jak przejść do historii!
Próbowałam już wszystkiego.
Wrócę, gdy będziesz spała.

W obliczu wojny
Ostatnie rozdanie:

Pokój ludziom dobrej woli…
Dodaj im skrzydeł!
Dobry adres to człowiek-
KONIEC ŚMIERCI.

***

A, co mi tam, jeszcze jeden:

Urok lat minionych:
Dizajn tamtych czasów,
Niedziela, która zdarzyła się w środę.
Najlepsi
Wyjechali.

W pozycji horyzontalnej
Hipnoza
Kamiennym toporem:
Demony cudzego strachu,
Włosy krzyczące na głowie.

Na ustach grzechu
Najtrudniejszy język świata:
Gra w życie.

Tańczyć może każdy,
Trudno być Bogiem.
Śpij, króliczku!

Nominuję Was!

 

Read Full Post »

W czasie zamknięcia bibliotek, szkół i instytucji kultury ich działalność przeniosła się do internetu. Chcąc pozostać w kontakcie ze swoimi odbiorcami wiele osób zaczęło nagrywać czytane fragmenty książek, a nagrania te umieszczać np. na You Tube, gdzie są dostępne dla wszystkich.

Ustawa o prawie autorskim chroni dzieło twórcy do 70 lat po jego śmierci – jak interpretować te przepisy w kontekście publikowanych filmików? Można nagrywać i publikować te utwory? Nie można?

Po lekturze Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych sprawa wydaje się oczywista – można pod pewnymi warunkami.

Moja interpretacja zapisów tej ustawy nie byłaby dla nikogo wiążąca, dlatego o opinię poprosiłam Bibliotekę Narodową – odpowiedź nadeszła z Pracowni Praw Autorskich tejże. Wyraźnie podkreślono w niej jednak, że prezentowane stanowisko ma charakter ogólny i nie może być traktowane jako porada prawna. Otrzymane wyjaśnienia potwierdziły jednak moje rozumienie Ustawy o prawie autorskim w zakresie omawianego tematu.

Otóż czytanie książki na głos w rozumieniu przepisów tej Ustawy można uznać za wykonanie artystyczne, natomiast utrwalenie i publiczne udostępnienie takiego utworu stanowi jego rozpowszechnienie, a więc korzystanie z niego w rozumieniu Ustawy.

Możemy czytać i zamieszczać filmy z takimi nagraniami tylko wtedy, kiedy autorskie prawa majątkowe do wykonywanego utworu wygasły (rozdział 4 Ustawy – Czas trwania autorskich praw majątkowych).

Jeżeli czytany na głos utwór pozostaje przedmiotem niewygasłych autorskich praw majątkowych (nie upłynęło 70 lat od śmierci twórcy, współtwórcy lub od śmierci tłumacza książki z języka obcego) wymagane jest uzyskanie zgody podmiotu, któremu te autorskie prawa majątkowe służą.

Potwierdzeniem powyższego może być dyskusja, którą znalazłam na forum prawnym:

https://forumprawne.org/prawo-autorskie/668238-czytanie-ksiazek-publicznie-na-kanale-youtube.html

Podsumowując:
Możemy udostępniać w sieci filmiki, w których czytamy książki, ale tylko wtedy, jeżeli książki te są na wolnych licencjach lub w domenie publicznej (np. teksty ze strony Wolne Lektury), to znaczy minęło 70 lat od śmierci twórcy (autora, współautora, tłumacza). Jeżeli powyższe warunki nie zostały spełnione – tylko za zgodą autora lub spadkobiercy praw autorskich (w niektórych wypadkach wydawnictwa – wg art. 99 Ustawy).

Jak mówią: ignorantia legis non excusat (łac. nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem) warto więc przytoczyć jeszcze art. 116. 1 Ustawy:

Kto bez uprawnienia rozpowszechnia cudzy utwór (…) w postaci opracowania, artystycznego wykonania, (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Read Full Post »

Wstaje po szóstej, bo wierzy, że uda jej się sprawdzić prace przesłane przez uczniów wczoraj późnym wieczorem. Te, do których nie zajrzała, bo przygotowywała nowe lekcje na dziś. Ledwie siada do stołu, czas jakby przyśpiesza, zdąży przejrzeć tylko połowę załączników z maili, a już dobiegają ją głosy z pokoju dziecięcego. Teraz szybko śniadanie dla czterolatka i piątoklasisty. Trzeba też rozwiązać ich spory, żeby móc w miarę spokojnie siąść do komputera. Pierwsza lekcja: loguje się do e-dziennika, przesyła prezentację, nad którą ślęczała do północy. Starszy syn o ósmej też uruchamia stary laptop i – walcząc z rwącym się połączeniem wi-fi – odbiera pierwsze wiadomości od nauczycieli.

Mały tylko przez chwilę zajmuje się sam sobą. Zaraz zacznie kursować między bratem, który wygania go z pokoju, bo musi siedzieć nad lekcjami, nią, która odeśle go do zabawek i zamkniętym w pokoju tatą, który właśnie pracuje zdalnie dla Dużej Firmy i robi Same Ważne Rzeczy, więc nie ma mowy, żeby mógł pobyć z dziećmi przed siedemnastą. W tym czasie ona będzie na zmianę wysyłała uczniom przygotowane materiały, odbierała maile, notowała realizację nauczania zdalnego do raportu dla dyrekcji, odpisywała uczniom, rodzicom i innym nauczycielom, którzy mają pytania dotyczące jej wychowanków.

Do toalety idzie z komórką – odpowie w tym czasie na kilka wiadomości uczniów na Messengerze. Młodszy najpierw dobija się do drzwi, a potem wrzuca jej przez szparę u dołu komplet klocków, starszy czeka obok z książką. Ma łzy w oczach – trzeba mu wytłumaczyć zadanie z matematyki. Południe. Jak ten czas szybko leci! Wszyscy głodni – młody wysysa drugą tubkę musu owocowego, na podłodze poniewierają się opakowania po chrupkach kukurydzianych – nawet nie pamięta, że powiedziała „dobra”, kiedy synek zapytał, czy może je zjeść. Szybko! – drugie śniadanie. Zdąży wyjąć chleb i ser, ale już ich nie sparuje, bo dzwoni telefon. Są nowe wytyczne. Trzeba uatrakcyjnić zajęcia, trzeba być bardziej online – niech nagrywa dźwięk, wideo, robi zajęcia w czasie rzeczywistym. Tylko jak? Przy akompaniamencie krzyków najmłodszego, który dobija się do zabarykadowanego pokoju brata? Coś wymyśli. Młody nie chce śniadania, napchał się wcześniej bez sensu, starszy je przed ekranem, oglądając jakąś lekcję na You Tube. Mąż porywa kanapki do swojego pokoju, i ona też – jedząc – nadrabia zaległości przy sprawdzaniu reszty zadań z poprzedniego dnia.


U stóp ma połowę zabawek z pokoju synka. Wstając od stołu brodzi w samochodzikach, pluszakach, puzzlach i drewnianych torach kolejowych. Mały nie daje się już zbyć, wiesza się teraz u jej nogi rozdrażniony brakiem uwagi. Nie reaguje na wypowiadane po wielokroć „zaraz” i „poczekaj chwilkę”. On czeka „chwilkę” od rana, a tu już pierwsza. – Mamo, chodź, pobaw się ze mną, chodź, chodź! – krzyczy, i słyszy go już pół bloku. Mąż uchyla drzwi i daje jej znaki, że właśnie ma Ważną Telekonferencję i za chwilę wszystkich ich udusi, jeżeli natychmiast nie ucichną, więc to ona musi spacyfikować synka. Rozdrażniona cedzi pod nosem „przestań wreszcie!” i odrywa się na chwilę od przegrzanego laptopa, ale tylko po to, żeby włączyć kolejny odcinek „Psiego Patrolu”. Chyba pięćdziesiąty – w okresie nauki zdalnej młody obejrzał już wszystkie filmy, o których myślała, że na ich poznanie syn ma jeszcze czas. Teraz wreszcie się uspokoił, jest już zahipnotyzowany, a ona znów przed komputerem – na e-dziennik napływają informacje od rodziców. Pytania i wątpliwości podszyte rozdrażnieniem całą tą sytuacją, z którą przecież nikt dobrze sobie nie radzi. Dlaczego panie ze świetlicy i z biblioteki też podsyłają dzieciom materiały do zajęć? Przecież oni – rodzice, ledwie mają czas, żeby ogarnąć przedmioty obowiązkowe, więc bez przesady! Musi wszystko ładnie ubrać w słowa, wytłumaczyć, że wszyscy nauczyciele powinni rozliczyć się z pracy zdalnej, inaczej się nie da…

Obiad. Krojąc marchew i seler myśli o tym, co musi jeszcze dziś zrobić. Szybkie danie podaje w pośpiechu, z nerwów nie umie już nawet spokojnie zjeść. I natychmiast wraca przed komputer, chociaż boli głowa, a oczy łzawią. Przez to wszystko, od wielogodzinnego ślęczenia przed laptopem pogorszył jej się wzrok. Kiedy przy obiedzie rzuciła okiem na felieton w „Wysokich Obcasach” pomyślała „zmniejszyli czcionkę!”, ale kiedy zajrzała do wcześniejszego numeru okazało się, że czcionka zawsze była taka sama… Niedobrze.

Sprawdza pocztę służbową – sugestie odgórne, jak pracować, żeby było lepiej. Trzeba będzie poznać nowy program, wdrożyć się, dać znać uczniom, przesłać dane do logowania, być dla nich wsparciem. Razem będą się uczyć, jak wspólnie bezpiecznie spotykać się w sieci na lekcjach, o których do tej pory nie mieli pojęcia. Są też maile od innych nauczycieli, informacje od wicedyrektora dla rodziców. Na wszystko trzeba odpowiadać na bieżąco – w końcu pracuje teraz zdalnie, a to znaczy, że wiadomości nie mogą pozostać bez reakcji.

Popołudnie to przygotowywanie materiałów dla uczniów, pomoc w lekcjach starszemu synowi, a między tym próba wynagrodzenia młodszemu czasu, którego nie mogła mu poświęcić. Chce pokazać, że jest teraz tylko dla synka, więc mówiąc do niego patrzy mu w oczy, ale to tylko pozory – potrafi skupić się na zabawie tylko chwilkę, myśli od razu biegną w innym kierunku. Jest jej przykro i bardzo smutno. Mąż nareszcie skończył swoją pracę. Dzieci natychmiast przylepiają się do niego, z czego ona skwapliwie korzysta i sprawdza wiadomości na e-dzienniku. Piętnaście nieprzeczytanych. Kończy odpisywać, ale wtedy nadchodzi ten czas, kiedy młodszy musi powędrować do łóżka. Starszemu – oprócz pomocy w lekcjach – nie poświęciła dziś w ogóle czasu. Jest wdzięczna, że może już sam zająć się sobą, ale wie, że na dłuższą metę to nie zadziała.

Kiedy dzieci wreszcie leżą w swoich łóżkach siada przed komputerem z nową energią – teraz nikt nie będzie jej już przeszkadzał. Musi nauczyć się tego nowego programu, ogląda filmiki instruktażowe w sieci. Dwudziesta trzecia. Jeszcze tylko przygotuje lekcje dla dwóch klas. Może upora się przed północą. A potem szybko ogarnie dom, nie miała na to dziś czasu. Laptop jest już tak rozgrzany, że za chwilę wypali dziurę w stole. Buczy jak wściekły pies. Oczy łzawią, obraz na ekranie niebezpiecznie się rozmazuje. Głowa pęka.

Będzie dobrze.


Ten tekst powstał po rozmowach z nauczycielami różnych przedmiotów z różnych miast.

Read Full Post »

Older Posts »