Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘News – reszta świata’ Category

19 listopada 2022 r. Wygodzki powrócił do Będzina. Do tego miasta, o którym napisał w opowiadaniu „W kotlinie”, że to „najpiękniejsze miasto świata, pierwsze i ostatnie miasto mego życia”.

Ten „powrót” do rodzinnego miejsca przypada akurat w roku, w którym mija 30. rocznica śmierci i 115. rocznica urodzin tego poety i prozaika. Człowieka wrażliwego i jednocześnie szczególnie tragicznie poturbowanego przez historię.

Wybraliśmy się w podróż z Wygodzkim do czasów jego dzieciństwa, którego nie wspominał prawie wcale. Wszystko, czego możemy się o tym okresie życia dowiedzieć znajduje się w jego utworach. Opowiadanie „Szatanek” czy też mikropowieść „Basy” to swoiste maszyny do podróży w czasie. Skonstruowane z samych tylko słów, ale kiedy pozwolimy im się otoczyć, damy im się pochłonąć – w jednej chwili przenosimy się na Wzgórze Zamkowe w Będzinie z początku XX wieku. Przemsza była wtedy rzeką nieuregulowaną i rozlewała się szeroko przed ruinami zamku. Stała przed nim synagoga, a ze Wzgórza roztaczał się widok na pola uprawne i łąki z wysokimi trawami, w które Wygodzki zanurzał się z kolegami jak w odmęty fal.

Rozmawialiśmy oczywiście o debiucie i młodzieńczych ideałach, które zderzyły się brutalnie z rzeczywistością.

Wraz ze zgromadzonymi na spotkaniu (niektórzy z nich stali, bo zabrakło krzeseł) szliśmy krok w krok za pisarzem z naszego miasta, który opuścił je w sierpniu 1943 roku, tak jak tysiące mieszkańców Będzina pochodzenia żydowskiego. Pojechał wtedy do Auschwitz, a stamtąd innych obozów koncentracyjnych.

Łzy więzły w gardle, kiedy czytałam fragment powieści Gustawa Morcinka „Judasz z Monte Sicuro”, bo losy jednego z bohaterów książki inspirowane były tym, co podczas tej podróży do Birkenau przytrafiło się Wygodzkiemu i jego rodzinie.

Było o inspiracjach literackich, zmianie imienia i pierwszych utworach powojennych – najbardziej chyba popularnym tomiku wierszy „Pamiętnik miłości” oraz wielu utworach prozatorskich.

Okres popularności pisarza to lata 50. i 60. Mogliśmy uszczknąć tego klimatu m.in. za sprawą zdobytych z Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Będzinie niezwykłych zdjęć ze spotkania autorskiego z Wygodzkim, które miało miejsce w Grodźcu w styczniu 1963 roku. To z pewnością było spotkanie niezwykłe, bo według zapisu w kronice było wtedy 20% (tak, procent!) mrozu! 🙂

Potem przyszedł dla Stanisława Wygodzkiego ból niechcianej emigracji i ogromna tęsknota za Polską, gdzie miał już nigdy nie wrócić. Tęsknił więc w wierszach, wracał w nich tutaj i tylko takimi namiastkami powrotów mógł się cieszyć.

Umarł – tak jak nie chciał – z dala od swojego kraju, od rodzinnego miasta i miejsca, gdzie na zawsze już się błąka jego mała córeczka, co zgubiła czerwoną piłkę, „a gdy słyszała świst lokomotyw,/ to chyba z dali.”

Wydaje mi się, że teraz Wygodzki jest w Będzinie jakoś obecny. Wieczorami, kiedy księżyc wypływa na kurtynę za zamkiem na wzgórzu Szyja/Szaja/Stanisław/Johoszua obserwuje jak zmienia się jego miasto. Ono się zmienia, ale niezmienne pozostaje w sercu poety, w głowie pisarza, to pierwsze i ostatnie miasto jego życia.

Podczas spotkania opowiadałam oczywiście o realizacji innowacji pedagogicznej „Stanisław Wygodzki – pisarz z Będzina”, którą realizuję w SP nr 8 drugi rok. Jej efektem jest m.in. amatorski filmik podsumowujący „Stanisław Wygodzki – Powrót do domu”, który można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=NIjaqLo4FC8

Powstała także strona na Facebooku poświęcona pisarzowi: https://m.facebook.com/people/Stanis%C5%82aw-Wygodzki-pisarz/100077351679037/

Rysunki uczniów SP nr 8 w Będzinie do książki Stanisława Wygodzkiego „Odwiedziła mnie żyrafa”.

Spotkanie odbyło się w ramach cyklu wykładów „SZUL – dom spotkań i nauki” organizowanych przez Fundację Brama Cukermana z Będzina.

Read Full Post »

W sobotę, 19 listopada o godz. 17.00 w siedzibie Fundacji Brama Cukermana (Będzin, al. H. Kołłątaja 24/28) opowiem o Stanisławie WYGODZKIM.

To przedwojenny pisarz z mojego miasta. który jest mi niezwykle bliski.

Na facebookowej stronie FBC znajdziecie zaproszenie na wydarzenie:

( https://www.facebook.com/events/622227326254114?active_tab=about )

Wyszliśmy z kotliny pnąc się w górę. Widok był rozległy. Przed nami leżało miasto, najpiękniejsze miasto świata, pierwsze i ostatnie miasto mego życia.

Tak o Będzinie pisał tuż po wojnie pochodzący stąd Stanisław Wygodzki.
Jak potoczyły się losy tego prozaika i poety?
Jaki Będzin wyłania się z jego opowiadań, powieści i wierszy?
I wreszcie – dlaczego ten bardzo popularny w latach 50. i 60. pisarz jest dziś niemal kompletnie zapomniany?
Postaram się odpowiedzieć na te pytania.

Adres strony o pisarzu prowadzonej przeze mnie w ramach innowacji pedagogicznej:

https://www.facebook.com/profile.php?id=100077351679037

I jeszcze Brama Cukermana o wydarzeniu:

Read Full Post »

Przez wiele lat sądzono, że Rutka Laskier, która w Będzinie podczas wojny pisała dziennik, urodziła się w Gdańsku. Informacja powielana była we wszystkich publikacjach – od Wikipedii przez artykuły po prace magisterskie i książki.

Na prawdziwe miejsce urodzenia Rutki jakiś czas temu trafił Jeffrey Cymbler. Jak do tego doszło, i gdzie dziewczyna w rzeczywistości się urodziła, piszę w tekście na łamach najnowszego Miesięcznika Społeczno-Kulturalnego „Śląsk” (4/2022, s. 6 -8).

Wspominam też o innych tropach związanych z rodziną Rutki, przypominam oczywiście historię zarówno jej zapisków, jak i jej samej – to dla tych czytelników pisma, dla których historia Laskierówny nie jest tak oczywista jak dla mieszkańców Będzina.

Akt urodzenia Rutki Laskier w Urzędzie Stanu Cywilnego jeszcze do 2029 roku jest objęty ochroną (zgodnie z Ustawą z dnia 28 listopada 2014 r. Prawo o aktach stanu cywilnego). Po tym czasie trafi do Archiwum Narodowego, gdzie na wniosek zainteresowanych będzie można prosić o jego udostępnienie. Ponieważ w artykule mogłam powołać się wyłącznie na dane pozyskane w sposób legalny, musiałam więc dotrzeć do nich zgodnie z prawem. Przeczytajcie jak mi się to udało!

Artykuł w pdf jest dostępny tutaj:

Read Full Post »

Dokładnie 30 lat temu, 9 maja 1992 roku zmarł w Izraelu pochodzący z Będzina Stanisław Wygodzki.

Jeszcze w tym samym roku w Tel Avivie ukazał się „Zeszyt Pamięci” o pisarzu – wspominali go tam przyjaciele i znajomi. Tak pisała redaktor tego zbioru, Krystyna Bernard:

<<Po wielu latach, już w Izraelu, „obozowe płuca” dały nam prawie jednocześnie znać o sobie koszmarnym uczuciem duszenia się. To skurcz pęcherzyków oskrzelowych blokował dopływ powietrza. Bezsiła pętała nogi. Do dziś stoi przy wąskim, zawsze otwartym oknie fotel (Irena [żona SW] okryła oparcie lnianą zahaftowana serwetką, aby obicie nie parzyło pleców). [Wygodzki] Przesiadywał tu godzinami, łapiąc tlen z pobliskich drzew. (…)

Dziewiątego maja, wczesnym rankiem – telefon od Ireny. „Stasiek nie żyje. Pogotowie zabrało go do szpitala. To samo co zawsze. „Nie martw się”, powiedział. W karetce stracił przytomność. Tlen już nie pomógł.”

Obozowe płuca poniosły klęskę w swojej walce o łyk tlenu. Stało się to rankiem 9 maja 1992, w rocznicowym dniu alianckiego zwycięstwa nad nazizmem, który milionom ludzi szczelnie zaryglował drzwi przed dopływem powietrza, uśmiercając beztleniem.

Tym boleśniejsze z Nim rozstanie.>>

Na pierwszej stronie okolicznościowego wydania napisano:

Zeszyt Pamięci o Stanisławie Wygodzkim ukazuje się dzięki przyjaciołom Poety i Jego Twórczości, staraniem grona polskich Żydów w Izraelu. Zamiast kwiatów na grób, którego nie ma – bo wiele, wiele lat temu wybrał bezgrobie. Twórca bezgrobny, który nie umiał i nie chciał zapomnieć bezgrobia milionów Żydów, spopielonych przez nieludzką nienawiść.

Bez grobu/macewy nie ma gdzie położyć kamienia (tak robią odwiedzjący żydowskie cmentarze) – kładę go więc dziś symbolicznie na Zeszycie Pamięci.

Wśród wielu wierszy Wygodzkiego zgromadzonych w tomie „Pożegnanie” (Czytelnik 1990) jest kilka takich, które szczególnie pasują tu dziś, w rocznicę śmierci pisarza. Bo tak naprawdę pisał ciągle o nieustającym bólu, beznadziei i poczuciu straty. Jest jednak szczególny wiersz, zatytułowany po prostu kolejnym numerem, który jest tu na miejscu jak żaden inny. Brzmi w nim nieutulona nigdy tęsknota za Polską i ból odejścia.

39
Przegnać ten codzienny błękit
i pożegnać księżyc blady,
całonocny śpiew cykady
w palmie szerokorękiej.
Z kartki żółknącej na stole
strzepnąć pustynne piachy,
a potem – jednym zamachem
zdławić te żary nad polem,
i poddać się, poddać chmurze
szarej, jak ciężki grafit,
przez czarne, w deszczu, podwórze,
co tylko się we śnie przytrafić
może, przejść. I bardzo powoli
patrzeć, rozglądać się wszędzie,
gdzie mnie już nigdy nie będzie.
Jak to boli.

Źródła: Wygodzki. Zeszyt Pamięci. Praca zbiorowa pod redakcją Krystyny Bernard. Tel Aviv 1992.

Stanisław Wygodzki: Pożegnanie. Warszawa 1990.

Read Full Post »

To nie były zwykłe Targi Książki w Krakowie, lecz nie znaczy to wcale, że były niezwykłe. Ponieważ wróciły po rocznej przerwie spowodowanej pandemią i odbywały się w reżimie sanitarnym ich klimat również był pandemiczny.

Już na etapie onlajnowego planowania wejścia na TK można było poczuć się nieswojo, bo przy wyborze biletów należało podać, czy jest się zaszczepionym, czy nie – i zgodnie z tym wybrać odpowiedni bilet. Ci, którzy nie kupili go przez internet byli chwilowo uziemiani przy bramce, gdzie musieli wypełniać deklaracje dotyczące stanu zdrowia.

Niektórzy przestraszyli się wirusa, było bardziej przestronnie, bo mniej wystawców (za to jakby więcej wydawnictw katolickich), ale najbardziej rzucała się w oczy nieobecność dwóch największych w Polsce wydawców: Literackiego i Znaku. Z niedowierzaniem przeglądałam listę wystawców, aż założyłam nawet okulary, żeby się upewnić, że dobrze widzę. Długo pozostawałam zdziwiona absurdalnością tego faktu: na Targach w Krakowie nie ma dwóch czołowych wydawniczych graczy z tego miasta. Szok i niedowierzanie.

Na osłodę pozostało mi spotkanie zaplanowane przez „Dowody na Istnienie”. O godzinie 15.00 miał tam podpisywać książki Mariusz Szczygieł, więc kolejka zaczęła ustawiać się już po 14.00. Byłyśmy wtedy z przyjaciółką w bistro na antresoli i akurat pojawił się tam również pisarz. Przechodził obok naszego stolika, więc powiedziałyśmy grzecznie „dzień dobry”, dodając „my się zobaczymy za chwilę”, co zabrzmiało niemal jak groźba. 😀

Przed 15.00 byłyśmy już na dole. Autor udzielał właśnie wywiadu dla TVN i bardzo się dziwił, że długaśny ogonek z tyłu to kolejka oczekujących do niego. Nagrałam akurat ten fragment, kiedy się odwraca i pyta “do mnie?”, a stojąca z tyłu Agata odpowiada mu poza kadrem “tak, tak”, co z kolei zarejestrowała kamera stacji, i co poleciało w materiale o Targach prezentowanym w programie “Co za tydzień” (odc. 1018 – fragment o M. Szczygle rozpoczyna się w czasie 10:18 – taki zbieg okoliczności).

https://player.pl/playerplus/programy-online/co-za-tydzien-odcinki,1199/odcinek-1018,S05E1018,219220

Tak więc Agata miała rolę mówioną, ja załapałam się jako statysta, występując przez dwie sekundy w jasnoróżowym podkoszulku. 

Tymczasem liczba adoratorów Mariusz Szczygła rosła, zresztą tak tłumnie było również trzy i dwa lata wcześniej (kiedy autor wydał “Nie ma” i zaraz po tym jak dostał za książkę Nike). Teraz pewnie też przez to, że podczas rocznicowej, 25. gali rozdania Nagrody Literackiej Nike zbiór reportaży „Nie ma” czytelnicy uznali za najważniejszą książkę w historii tej Nagrody. Szacun i gratulacje!

Autor przypuszcza w materiale „Co za tydzień”, że ludzie nie przychodzą dla jego książek, ale dla energii, którą wydziela („Jakaś taka jasność za mną idzie mimo przeciwności losu”), i pewnie ma trochę racji. W każdym razie dla książek też przychodzą.

Zdobyłyśmy więc z przyjaciółką autograf, zamieniłyśmy słowo, zrobiłyśmy zdjęcie i ruszyłyśmy w ostatni obchód po hali, a kiedy po godzinie wracałyśmy obok „Dowodów” kolejka do pisarza nie zmniejszyła się ani na jotę. Po Targach na FB wydawnictwa napisano, że prezes Mariusz Szczygieł podpisywał książki, „a teraz udaje się na rehabilitację nadgarstka”. ☺

Mariusz Szczygieł ciągle uśmiechnięty – nawet po godzinie podpisywania książek. 🙂

Z okazji 100. rocznicy urodzin Stanisława Lema na Targach można było podziwiać 120 wydań “Solaris” z całego świata (udostępnionych dzięki współpracy z sekretarzem pisarza Wojciechem Zemkiem oraz dzięki uprzejmości jego syna Tomasza Lema) czy słynne grafiki Daniela Mroza do wydania “Cyberiady” z 1972 roku.

Oprócz Mariusza Szczygła w Krakowie byli też oczywiście inni autorzy…

Jak zwykle można też było na rzecz bibliotek małopolskich oddać książki w ramach akcji „Książka za książkę”, którą od lat przeprowadza Gazeta Wyborcza. Uzyskane w zamian kupony były honorowane na stoiskach dodatkowymi zniżkami. Książki oddałam, a z ulotki skorzystałam m.in. na stoisku Dowodów na Istnienie. Wśród oddanych pozycji wypatrzyłam „Rutkę” Zbigniewa Białasa, a to znaczy, że historię będzinianki poznają jacyś krakowscy czytelnicy.

To były pierwsze Targi, na które weszłam z identyfikatorem „bloger” (akredytacji udzielono mi po udowodnieniu, że we wcześniejszych latach pisałam relacje o TK – zresztą pierwszy post umieszczony tutaj w listopadzie 2009 r. był właśnie notką o Targach w Krakowie). Fajnie, że dzięki temu było widać jak dużo nas – blogerów – jest, a i przy stoiskach traktowano mnie jakby milej. Na jednym z nich usłyszałam, że trzeba dać mi dobry upust, bo jeszcze źle napiszę o wydawnictwie. Nic podobnego… ale zniżki miłe! 🙂

Read Full Post »

Jeszcze w kwietniu tego roku na nieużywanej i zarośniętej rampie kolejowej w Będzinie, która znajduje się na wysokości zbiegu dwóch ulic: Sieleckiej i Zagórskiej, wszystko było po staremu. To znaczy w ziemi spokojnie leżało to, czego dawno temu użyto do jej budowy – macewy z kirkutu (cmentarza żydowskiego) znajdującego się kiedyś przy ulicy Sieleckiej. Tak wyglądał on w czasie wojny:

(Źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/photo?fbid=3911273552254113&set=pcb.3911331618914973)

To był jeden z trzech kirkutów w naszym mieście (po tym na Podzamczu i przy starych murach miasta w dzielnicy Zawale). Powstał pod koniec wieku XIX i służył do początków XX. W sieci krąży zdjęcie, na którym robotnicy firmy „Eltes” podbierają kamień wapienny ze skarpy, przyczyniając się do niszczenia znajdującego się na górze cmentarza – widocznego z dala dzięki charakterystycznemu kształtowi macew. Zdjęcie to, a także skany przedwojennych map i zdjęcia lotnicze tego terenu oraz jego stan obecny można obejrzeć w wątku poświęconym dawnemu będzińskiemu cmentarzowi na forum „Strażnicy czasu”.

Co ciekawe, na fragmencie „Planu miasta Będzina” wydanego przed 1939 rokiem „Nakładem Księgarni i składów materjałów piśmiennych Adolfa Zmigroda” widnieje już zaznaczona jakaś rampa kolejowa – krótka, prowadząca z terenów przy ul. Zagórskiej na Sielecką – możliwe, że służyła właśnie firmie „Eltes”.

Mapa dostępna w domenie publicznej na stronie: https://polona.pl/item/plan-m-bedzina,NDU5Mzc0OTc/7/#info:metadata

O tym cmentarzu i rampie pisał w „Basach” (PIW, 1965, s. 35) Stanisław Wygodzki, pisarz pochodzący z Będzina, snując opowieść o przedwojennym mieście:

Rudzielcy przychodzili na Podzamcze z przeciwległego krańca miasta, z ulicy Sieleckiej, graniczącej z drugim cmentarzem żydowskim, „nowym”, przyjmującym jeszcze nieboszczyków i zapełniającym się powoli grobami i kamieniami nagrobkowymi, które widać było z pobliskiej rampy kolejowej.

O tym, że obecna rampa powstała z elementów nagrobków wiadomo było już od dawna – wg artykułu w „Fakcie” już w 2008 roku ktoś natknął się tam na fragmenty kamieni z dziwnymi napisami. Na forum „Strażnicy czasu” w styczniu 2016 roku Karolina Kot pisze:

„W 2010 roku odkryliśmy fragmenty macew, leżące na chodniku i – najwyraźniej nieświadomie – używane do podtrzymywania reklamy cementu oraz innych materiałów budowlanych. Dzięki Conanowi relikty te zostały starannie zebrane i przewiezione Archimedesem na cmentarz żydowski przy ulicy Podzamcze.”

Foto ze strony: http://www.straznicyczasu.pl/viewtopic.php?t=4487

Do tej pory nikt nie podjął się jednak wyciągnięcia macew. Dopiero pod koniec kwietnia 2021 r. pod kierunkiem Adama Szydłowskiego – prezesa działającej w Będzinie Fundacji Centrum Kultury Żydowskiej im. Rutki Laskier oraz Marcina Majchrowicza, który udostępnił ciężki sprzęt – wydobyto na światło dzienne kamienie nagrobne skrywane dziesiątki lat pod ziemią.

Stan rampy przed operacją wyciągania macew można obejrzeć na znalezionym w sieci filmiku:

Kiedy zaczęto wydobywać macewy rampa prezentowała się tak:

25 września 2021 r. na terenie zlikwidowanej już Huty Będzin (niegdyś: Zakłady Przemysłu Cynkowego, których głównym akcjonariuszem był znany w mieście Szymon Fürstenberg) można było zobaczyć wydobyte z konstrukcji rampy fragmenty macew. Widok robił przygnębiające wrażenie. Dzięki pomocy uczniów z I LO im. M. Kopernika w Będzinie z niemal tysiąca fragmentów udało się zrekonstruować kilka macew, odczytano też wyryte na nich dane:

Wszystkiemu przyglądali się z okien biura huty Szymon Fürstenberg z żoną…

Adam Szydłowski chciałby, aby macewy (a przynajmniej ich część) wróciła na swoje dawne miejsce przy ul. Sieleckiej. Czas pokaże, czy uda się zrealizować ten pomysł.

Więcej informacji o akcji wyciągania macew można przeczytać w licznych artykułach lub obejrzeć materiał przygotowany przez telewizję lokalną:

https://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/7,93867,27600934,kamien-do-kamienia-zlozyc-trudno.html?fbclid=IwAR1zMg_nvAoR4cOYIJh-vqkq_EyMwxzhdkqHyA2ybXIo1tuGcn7yeOXW8U0

https://bedzin.naszemiasto.pl/w-bedzinie-wydobywaja-zydowskie-nagrobki-z-rampy-kolejowej/ar/c1-8255048

https://tvs.pl/informacje/historia-jak-z-poklosia-w-bedzinie-z-zydowskich-macew-zbudowano-rampe-kolejowa-prywatna-firma-pomaga-w-ich-odzyskaniu-wideo/

Read Full Post »

Najważniejsza nagroda literacka w Polce – Nike w Światowym Dniu Zwierząt trafiła do Radka Raka(!) – weterynarza(!), za książkę „Baśń o wężowym(!) sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” (Wyd. Powergraph, 2019).

Przed odczytaniem laudacji przewodniczący jury Paweł Próchniak powiedział, że od pierwszego zdania wszystko stanie się jasne, a potem zaczął:  „Ta książka to klechda, i jak każda klechda jest tryumfem wyobraźni, (…) snuje historie nie z tej ziemi (…). Jest świadomie staroświecka i nowocześnie groteskowa.”

Recenzje książki Radka Raka przeczytacie m.in. tutaj i tutaj.

Fot.: Relacja z gali wręczenia Nike w programie TVN24.

Prowadząca galę Grażyna Torbicka ze zwycięską książką. Fot.: Relacja z gali wręczenia Nike w programie TVN24.

Czytelnicy przyznali swoją Nike Joannie Gierak-Onoszko za reportaż „27 śmieci Toby’ego Obeda” (Wyd. Dowody na Istnienie, 2019). Wiele osób miało nadzieję (w tym ja), że powtórzy się ubiegłoroczna historia, kiedy Nike czytelników pokryło się z wyborem jury konkursu. Nagrody odebrał wtedy Mariusz Szczygieł za zbiór reportaży „Nie ma” (Wyd. Dowody na Istnienie, 2018). W wywiadzie udzielonym przed rozpoczęciem gali Mariusz Szczygieł wyraził wątpliwość, że czwarty raz z rzędu Nike zdobędzie książka non-fiction i jak widać – miał nosa… (Przed Szczygłem Nike zgarnęli: w 2018 – Marcin Wicha za zbiór esejów „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, w 2017 – Cezary Łazarewicz za reportaż historyczny „Żeby nie było śladów”.)

Joanna Gierak-Onoszko z nagrodą Nike czytelników. Fot.: Relacja z gali wręczenia Nike w programie TVN24.

„27 śmieci Toby’ego Obeda” to niełatwa lektura. Wielu osobom trudno przez nią przebrnąć, bo nie da się spokojnie czytać o tym, co kiedyś działo się w kraju, który światu kojarzył się wyłącznie dobrze.

Po przeczytaniu reportażu Joanny Gierak-Onoszko z flagi Kanady spadł liść klonu. Niczym listek figowy zasłaniał dotąd udręczone twarze dzieci, rdzennych mieszkańców tamtych terenów siłą odebranych rodzinom, rozdzielonych z tradycją i kulturą. 

Lektura tej książki to niezliczona ilość śmierci – umieramy bowiem nie tylko dwadzieścia siedem razy, jak tytułowy bohater Toby Obed, ale ciągle od nowa, zagłębiając się w historie tych, którzy mieli trafić pod opiekę ludzi Boga, a skończyli w ramionach potworów.

Mistrzostwo tej narracji polega na prostocie języka i oszczędności słów, co zostawia nam miejsce na przypływ emocji. W ich natłoku łatwo pójść na dno, szczególnie zaś wtedy, kiedy potwierdza się znany przecież porządek świata, że ofiara łatwo staje się oprawcą.

I nie wiadomo tylko, czego się chwycić, żeby w tych emocjach nie utonąć, a ocaleć, dając znów wiarę, że kiedyś nie będzie już bólu i cierpienia tam, gdzie powinna być wyłącznie miłość.

Read Full Post »

W czasach studenckich Ligonia 7 w Katowicach to był istotny adres. Spędzałyśmy tam z koleżankami długie godziny nad niedostępnymi gdzie indziej książkami, skryptami, czasopismami. Lubiłyśmy tę czytelnię Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, bo zamawiane tytuły były dostępne od ręki. Niestety, zbiory biblioteki połączono wkrótce z nowo otwartą wtedy Biblioteką Ślaską, i szybki dostęp się skończył. Skończyło się również tanie kserowanie, bo w piwnicznym punkcie mogłyśmy zawsze odbić to, nad czym nie chciało nam się ślęczeć w czytelni, czyli na niezwykle ważne egzaminy powielać setki stron skryptów o wątpliwej jakości druku.

Dziś byłam w tym budynku odebrać najnowszy, czerwcowy numer Miesięcznika społeczno-kulturalnego „Śląsk”. Jest w nim mój artykuł o Dorze Reym, o której pisałam już w książce „Babiniec. Herstoria będzińska”.

Ci, którym nie chciało się czytać długiego rozdziału mają teraz możliwość zapoznania się z krótszą wersją historii będzinianki, której udało się przeżyć i getto będzińskie, i obóz koncentracyjny.

Artykuł dostępny jest tutaj:  Niezwykły przypadek Dory Reym.

Spis treści najnowszego numeru.

Read Full Post »

Trwa XIX Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom – w tym roku pod hasłem „Cała Polska czyta o zwierzętach”. Organizatorem i pomysłodawcą wydarzenia jest oczywiście znana i  zasłużona Fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom.

Przygotowałam dla uczniów i rodziców ściągę z opowiadaniami, wierszami, animacjami i opowieściami innych o zwierzętach właśnie, które można znaleźć w sieci (niezwykle interesująco o zwierzętach opowiada dr Dorota Sumińska).

Proszę wejść na poniższy link i wybrać z padletu interesujący materiał. Miłego oglądania i słuchania!

(https://padlet.com/itumas1/dlhhs7wrx6s49z71)

Made with Padlet

 

Read Full Post »

Można i tak! ❤ Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie podrzuciła pomysł na „inne” dołączenie do wyzwania Hot16challenge2 – zamiast śpiewać, z tytułów książek bibliotekarze ułożyli 16-wersowy tekst:

Z #hot16challenge2 ruszyła zbiórka “Beef z koronawirusem #hot16challenge” dla Siepomaga.pl. Zarówno nominowani jak i fani mogą wpłacać pieniądze na pomoc pracownikom służby zdrowia w walce z koronawirusem. Zbiórka dostępna jest pod adresem: http://siepomaga.pl/hot16challenge.
Całą akcję można śledzić na stronie: https://hot16challenge.network

A to książkowy 16-wers ode mnie poparty odpowiednim zdjęciem z tytułami „wersów”:

Czego mi się chce
w Polsce?
Nic zwyczajnego:
Spotkania,
Jak pokochać centra handlowe,
Ukryte toksyny.

Tak sobie myślę…
Jak przejść do historii!
Próbowałam już wszystkiego.
Wrócę, gdy będziesz spała.

W obliczu wojny
Ostatnie rozdanie:

Pokój ludziom dobrej woli…
Dodaj im skrzydeł!
Dobry adres to człowiek-
KONIEC ŚMIERCI.

***

A, co mi tam, jeszcze jeden:

Urok lat minionych:
Dizajn tamtych czasów,
Niedziela, która zdarzyła się w środę.
Najlepsi
Wyjechali.

W pozycji horyzontalnej
Hipnoza
Kamiennym toporem:
Demony cudzego strachu,
Włosy krzyczące na głowie.

Na ustach grzechu
Najtrudniejszy język świata:
Gra w życie.

Tańczyć może każdy,
Trudno być Bogiem.
Śpij, króliczku!

Nominuję Was!

 

Read Full Post »

Older Posts »