Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘News – reszta świata’ Category

„Babiniec. Herstoria będzińska” to wielogłos o kobietach, które związane były z moim miastem: albo tutaj się urodziły, albo mieszkały, zaś to, co je wszystkie łączyło, to doświadczenie wojny i żydowskie pochodzenie. Żeby przywrócić je miastu i pamięci obecnych mieszkańców kilka kobiet współczesnych postanowiło spleść swoje historie z biografiami tych zapomnianych. Wszystko pod kierunkiem i redakcją Patrycji Dołowy, pisarki i artystki multimedialnej (to w wielkim skrócie, zajrzyjcie tutaj!) autorki niezwykłej książki „Wrócę, gdy będziesz spała” (Wydawnictwo Czarne, 2019).

Tam wszystko się zaczęło: pomiędzy dwoma niższymi budynkami uliczka, gdzie mieści się siedziba Fundacji Brama Cukermana – dawny dom modlitwy. Legenda głosi, że był tam też babiniec, czyli oddzielne miejsce przeznaczone dla modlących się Żydówek.

W naszym wydawnictwie znalazły się więc zarówno teksty osobiste, jak i próby literackie bazujące na historiach związanych z Będzinem kobiet: Dory Diamant, Chajki Klinger, Cyrli Szajn, Racheli Zelmanowicz-Olewski, Heleny Warszawskiej, Dory Reym. O tej ostatniej pisałam m.in. ja (rozdział „Miejsca”, s. 74-87.)

Przypominanie historii będzinianek to tylko jedna z aktywności w ramach projektu „Babiniec – mieszkanki, artystki, animatorki” trwającego od czerwca do września 2019 r. w Fundacji „Brama Cukermana” w Będzinie – organizatora projektu. (Autorkami i kuratorkami projektu były Iza Grauman, Karolina Jakoweńko).

Poza tym były jeszcze m.in. warsztaty z cieniami, które koordynowała artystka wizualna Aga Szreder. To z jej inspiracji podczas finału „Babińca” na ścianach kamienic w centrum Będzina pojawiły się cienie instalacji nawiązujących do biografii naszych bohaterek. Niecodzienne wydarzenie i niezwykłe przeżycie dla nas, autorek tych prac i tekstów. Gdyby Dora – opuszczając swoje mieszkanie przy ul. Małachowskiego 36 wiedziała, że za niemal 80 lat ktoś zada sobie trud przełożenia historii jej życia na cień, który przysiądzie na fasadzie tego budynku… Gdyby one wszystkie wiedziały…

Cień poświęcony Cyrli Szajn autorstwa Agi Szreder rzucony na budynek dawnego sierocińca przy ulicy Sienkiewicza 17. Cyrla przyczyniła się do powstania tego miejsca.

—-

Szczegółowe informacje o przebiegu całego projektu (bo był też haft, szycie i pozowanie, spacery po mieście w poszukiwaniu śladów naszych bohaterek, ale też śpiew i ruch w towarzystwie instrumentów) można znaleźć na stronie:

http://www.bramacukermana.com/new/babiniec-mieszkanki-artystki-animatorki/

Tam również można pobrać plik pdf z książką „Babiniec. Herstoria będzińska”.

Uczestniczki „Babińca” (nie wszystkie) ze swoimi portretami namalowanymi przez Liszkę Stefek (po prawej). Promocja książki w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Będzinie – 9 stycznia 2020 r.

Read Full Post »

Od kilku lat przygotowuję uczniów do konkursu „Booktalking czyli gawęda o książce”, i sprawia mi to ogromną satysfakcję. Myślę, że udział w tym konkursie przynosi też frajdę uczniom – zwłaszcza wtedy, kiedy po stresie wystąpienia mogą z ulgą i radością odebrać dyplom i nagrodę.

Nie inaczej było tym razem. Tyle, że tym razem- najlepiej. 😊

Zaczęło się od tego, że po naszej porannej próbie zapomniałam zabrać z biblioteki pendrive’a z prezentacją do wystąpienia, musiałyśmy więc z Ewą po niego wracać. Ale potem wszystko poszło już według planu.

Konkursu ma zasięg regionalny i organizowany jest pod patronatem Starosty Powiatu Będzińskiego w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Wojkowicach. W tym roku został przygotowany już po raz ósmy przez nauczycielkę języka polskiego – Agnieszkę Mańkę.

Idea konkursu polega na zachęceniu innych do przeczytania dowolnej książki.

Do zaprezentowania wybrałyśmy z Ewą „Maus” Arta Spiegelmana. To znany i doceniony przez krytyków komiks o II wojnie światowej, którego akcja rozgrywa się m.in. na naszych terenach! Ponieważ czytany jest na całym świecie, a nie wszyscy mieszkańcy naszego regionu o nim wiedzą, uznałyśmy, że to będzie strzał w dziesiątkę.

I był!

Bohater wystąpienia Ewy – komiks „Maus”.

Oficjalnie więc: Ewa Olesiejuk z klasy 7c Szkoły Podstawowej nr 8 w Będzinie rozbiła bank i zajęła w konkursie I miejsce!

Mam nadzieję, że Ewa wybaczy mi wiele prób i męczące cyzelowanie wypowiedzi. Myślę, że było warto. Choćby dlatego, że konkurs ten, jak napisał organizator: został wpisany do wykazu zawodów wiedzy, artystycznych i sportowych organizowanych przez kuratora oświaty i inne podmioty działające na terenie szkoły, które mogą być wymienione na świadectwie ukończenia szkoły.

Gratuluję Ewie z całego serca i szalenie się cieszę! 😀

Udało się nam! Hurrra!

Możecie obejrzeć i posłuchać, jak Ewa zachęcała innych do przeczytania „Mausa”:

O poprzednich konkursach „Booktalking” można m.in. przeczytać tutaj – tutaj.


I jeszcze ciekawostka. W Będzinie była kiedyś jedna z uwiecznionych w komiksie „Maus” osób, a mianowicie Mark Spiegelman, kuzyn autora. Na poniższym zdjęciu pokazuje paniom, gdzie w komiksie narysowana jest kryjówka w śmietniku, w której w czasie wojny ukrywał się z rodziną jako 3-letni chłopiec…

mark_spiegelman1

Mam nawet w tej książce autograf Marka. Złożył go w sierpniu 2008 r., w Gimnazjum nr 3 w Będzinie, podczas uroczystego odsłonięcia  tablicy poświęconej pierwszemu dyrektorowi szkoły, Joshua Rappaportowi.

Read Full Post »

W tym roku po raz pierwszy byłam na krakowskich Targach Książki już w czwartek. Wtedy wszystko dopiero pomalutku się rozpędza, żeby paść z wycieńczenia w niedzielny wieczór.

Pierwszy dzień Targów to rozgrzewka dla wystawców, dzień najazdu młodzieży, nad którą próbują jakoś zapanować opiekunowie, i prawie zero spotkań z autorami – większość odbywa się zawsze w sobotę i niedzielę, a jeżeli przed weekendem, to poza terenem EXPO, w ramach Festiwalu Conrada. Ale ma to też swoje zalety – można skupić się wyłacznie na przetrząsaniu stoisk i wypatrywaniu cudów książkowych, zamiast gnać od jednego wydawcy do drugiego, żeby upolować autograf pisarza po odstaniu godziny w kolejce.

W tym roku najjaśniejszą gwiazdą – co oczywiste – jest stoisko Wydawnictwa Literackiego. Bije stamtąd klimatyczna poświata, a dookoła czuć zapach zwycięstwa. 🙂 Wszystko jest tam w tym roku podporządkowane Królowej Pióra – Oldze Tokarczuk. Z jednej strony ogromne, piekne zdjęcie, z drugiej autograf, a w centralnym punkcie: od góry do dołu, oraz tuż przed nosem czytelnika – wyłącznie książki Noblistki. No i na dokładkę świetne koszulki ludzi z Wydawnictwa! (Ciekawe, kto wpadł na ten pomysł?) 🙂

Miałam wrażenie, że wszyscy z WL unosili się tam lekko nad ziemią! Wcale się nie dziwię i gratuluję Wydawnictwu Literackiemu, że przez tyle lat wiernie trwało przy Oldze Tokarczuk.

Ktokolwiek ma na Targach w swojej ofercie książki Tokarczuk – obowiązkowo je eksponuje, żeby przyciągnąć uwagę.

Jest jeszcze jedna wspaniała rzecz. Przed wejściem do hali Wisła stworzono stanowisko, gdzie w sobotę będzie można nagrać gratulacje dla Noblistki. Póki co, wystawiono tam piękny album, do którego czytelnicy mogą wpisać gratulacje i życzenia. Trafi do autorki „Biegunów” w niedzielę po 10.00, kiedy przy ul. Długiej 1 w Krakowie odbędzie się z nią spotkanie. Każdy, kto wpisze się w tym specyficznym „pamiętniku”, dostaje specjalną nalejkę #taksięcieszę. Dostałam i ja 🙂

Nobel przyćmił w tym roku trochę naszą Nagrodę Literacką Nike, z tej prostej przyczyny, że też jest nasz. 🙂 Ale nie wątpię, że na spotkania z Mariuszem Szczygłem przybędą tłumy.

Tegorocznym gościem honorowym Targów są Niemcy. Ja czekam z ustęsknieniem na Włochy…

Poza tym na Targach: gry (oczywiście!), Minecraft, mangi i pozostałe komiksy, piękne stoiska, dużo satysfakcjonujących promocji i wiele gadżetów związanych mniej lub bardziej z książkami. I tylko brak klimatycznej kawiarni, takiej jaka była kiedyś w starej hali przy ul. Centralnej (Pożegnanie z Afryką)…

Ci panowie bronili dostępu do półek z podręcznikami Minecraft i ciągle dzwonili do mamy, czy mogą kupić kolejną książkę z ulubionej gry! Urocze! 🙂

Skarpety dla prawdziwych moli książkowych! 🙂

To dopiero chwyt reklamowy! Książki w pudełka – i w mega rabacie 80%! Całe zapasy magazynowe idą jak ciepłe bułeczki! 😉

Zawsze zaś najbardziej radują mnie takie obrazki: młodzież rozczytana w swoich targowych zdobyczach, przecząca obiegowym opiniom, że uczniowie nie czytają. Otóż czytają! 🙂

 

Read Full Post »

To wielki dzień dla polskiej literatury! Wielki dzień dla Polski! Powiało patetyzmem, trudno – dziś trzeba.

Olga Tokarczuk dołączyła do panteonu Polaków uhonorowanych Literacką Nagrodą Nobla. Jest piąta: po Sienkiewiczu (1905), Reymoncie (1924), Miłoszu (1980) i Szymborskiej (1996).

Jestem dziś dumna, szczęśliwa, wzruszona i podekscytowana – wszystko za sprawą decyzji w dalekim Sztokholmie! 😊

Wielkie GRATULACJE dla Pisarki, dla Wydawnictwa Literackiego, w którym od lat ukazują się książki Olgi Tokarczuk i dla jej tłumaczy na całym świecie. Szczególne chyba należą się tłumaczom na język angielski i szwedzki, bo to dzięki nim Akademia Szwedzka miała możliwość zapoznać się z twórczością naszej pisarki.

Olga Tokarczuk dostała Nobla za rok 2018, bo wtedy nagrody nie przyznano. Za rok 2019 literackim Noblem uhonorowano pisarza austriackiego – Petera Handke.

W zbiorach gimnazjalnych mieliśmy m.in. taką książkę z dedykacją od Noblistki (wszystkie jej książki powędrowały za mną do biblioteki SP nr 8 w Będzinie).

A teraz o moich „związkach” z Noblistką… (już tu o tym kiedyś wspominałam).

Otóż w czytelni gimnazjum przez lata wisiała tablica z podobiznami pisarzy polskich. Wśród nich oczywiście Tokarczuk. Ile razy uczniowie spoglądali na jej zdjęcie, tyle razy słyszałam: To jest pisarka? Naprawdę?… Myślałem, że to pani, bo taka podobna! 😊 Przychodziły kolejne roczniki – i ciągle gadali to samo!

Żeby rozwiać te wątpliwości podczas ostatniego spotkania autorskiego poprosiłam o wspólne zdjęcie – celem porównania. No cóż… niepodobna jestem, ale wszystko bym dała, żeby jednak być choć troszkę podobną.😊

 

 

 

 

 

 

Read Full Post »

Dziś odeszła Pani Stanisława Sapińska.

Ostatnia bedzinianka, która znała Rutkę Laskier i pięknie nam o niej opowiadała. Jak nikt potrafiła snuć barwne opowieści o tym, co działo się w naszym mieście w czasie wojny i przed nią. Mimo podeszłego wieku Pani Sapińska miała doskonałą pamięć, zawsze sypała jak z rękawa nazwiskami swoich dawnych nauczycieli, dyrektorów, nazwami przedsiębiorstw i zakładów na terenie miasta.

Gościła w naszej szkole w 2010 roku. Mówiła wtedy młodzieży o Rutce Laskier i o tym, jak weszła w posiadanie jej zapisków. Gimnazjaliści mieli okazję spotykać się z Nią jeszcze wielokrotnie: w bibliotece, Muzeum Modlitwy w Bramie Cukiermana czy w Cafe Jerozolima.

Stanisława Sapińska z młodzieżą Gimnazjum nr 3 w Będzinie podczas otwarcia Domu Modlitwy Brama Cukiermana – wrzesień 2007 r.

Razem z obecną dyrektor Gimnazjum Agatą Durbacz przygotowałyśmy w 2012 r. pracę na ogólnopolski konkurs historyczny „Zanim będzie za późno”. Pani Stanisława wyraziła zgodę, żeby zostać jedną z bohaterek tego projektu – była dla nas „Tą, co ocaliła”.

Nasza radosna, kochana Pani Stasia zobaczyła się dziś wreszcie na jakichś zielonych łąkach z całą rodziną, dawnym ukochanym Kokotkiem, którego wspominała z rozczuleniem. No i pewnie z Rutką, którą miała w serdecznej pamięci.

Pani Stanisława Sapińska (w środku) ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Pozwoliła zrobić mi zdjęcie tej fotografii podczas ostatniej wizyty…

Piszę „kochana Pani Stasia”, bo utrzymywałyśmy koleżeńskie stosunki od 2006 roku, kiedy to dosyć szczegółowo wypytywałam Ją o Rutkę i jej pamiętnik. Później widywałyśmy się kilka razy w roku, z okazji albo i bez. Zawsze było bardzo wesoło, bo Pani Stasia miała niesamowite poczucie humoru, i zawsze wspominkowo, bo myśli zawsze uciekały Jej w przeszłość. Uwielbiałam to i cieszę się, że pozwoliła mi nagrywać swoje opowieści.  Zdradziła nam też, że w 1939 roku założyła zeszyt do wierszyków, i że bardzo lubiła bawić się rymami.

Posłuchajcie, jak czyta jeden ze swoich wierszy:

 

W ubiegłym roku świętowaliśmy 100. rocznicę urodzin Pani Stasi. Wtedy też zrobiła sobie z nami swoje pierwsze selfie. Tak właśnie nas zapamiętam.

Selfie z Panią Stasią. Po lewej ja, po prawej Agata Durbacz.

 

 

 

 

 

 

Read Full Post »

Gdyby żyła, obchodziłaby dziś 90. rocznicę urodzin. Można sobie tylko gdybać, czy dla Rutki Laskier wystarczające byłoby urodzić się w zupełnie innym miejscu, a w tym samym 1929 roku, żeby móc zachwycać się dziś letnim słońcem. Pewnie tak.

Rutka – nastolatka z Będzina – w najśmielszych marzeniach nie mogła przypuszać, że każde słowo, które pisała pomiędzy 19 stycznia a 24 kwietnia 1943 roku w zeszycie z zieloną okładką będzie tłumaczone po wielokroć. Że w te jej wyrazy stawiane w ciężkim czasie, w złości i bólu, wczytywać się będą ludzie na całym świecie. Że będzie bohaterką sztuk teatralnych (powstaje nawet przedstawienie na Broadwayu), że będą pisać o niej powieści, prace magisterskie i doktorskie. Że Będzin w roku 2017 podaruje jej ulicę – jedną z tych, gdzie w czasie wojny istniało getto, i skąd w ostatnią wędrówkę do obozu Auschwitz-Birkenau powędrowała z ojcem, matką, małym Heniusiem i tysiącami mieszkańców Będzina pochodzenia żydowskiego.

Gdyby ktoś zapytał wtedy czternastoletnią dziewczynę, co wolałaby: wolność, czy może, żeby tę ulicę, na której spędziła ostatnie tygodnie nazwać kiedyś jej imieniem – na pewno wybrałaby życie i niepamięć o sobie.

W urodziny Rutki nie można zapomnieć, że pamięci przywróciła ją właśnie Stanisława Sapińska. Ponad 60 lat przechowywała w szufladzie zapiski swojej znajomej i – mówiąc o nich w 2005 roku – pozwoliła „poznać” ją przyrodniej siostrze Zahavie Scherz, nam, będzinianom, i reszcie świata.

Przyrodnia siostra Rutki Zahava Scherz i Stanisława Sapińska podczas swoich 100. urodzin w Cafe Jerozolima.

Cieszę się, że mogłam mieć w ręce oryginał dziennika Rutki. Kartkowałam go wtedy i zastanawiałam się, kiedy i czemu Rutka wyrwała z niego kilka kartek. Były zapisane, czy czyste? Mam swoją teorię na ten temat.

Profesor Białas opisał w powieści, jak wyobrażał sobie życie Rutki (Zbigniew Białas „Rutka”, Wydawnictwo MG, 2018 r.), ja wymyśliłam kiedyś na własny użytek, co zrobiła z kartkami wydartymi pamiętnikowi:

 

„Kartki wyrwane z zeszytu”

Rutka prowadzi za rękę Heniusia. Dobrze wie, jaki jest cel tej wędrówki. Patrzy na ludzi stojących wzdłuż drogi. Tych, co nie muszą maszerować w dół, do stacji kolejowej Będzina: mieszkańców, którzy mogą zostać w mieście tylko dzięki odpowiedniemu pochodzeniu matek. Stoją w ciszy, patrzą na przesuwające się ulicą postaci. Oczy świdrują każdą żydowską twarz, łapią najdrobniejsze szczegóły fizjonomii, jakby chciały zapamiętać dla siebie i przyszłych pokoleń tych, którzy zawsze tu byli, a teraz rezygnują z obecności. Niektóre z tych oczu są radosne, a uśmiech nieśmiało wypełza na towarzyszące im usta, inne zimne i nieprzyjemne, kolejne jeszcze chowają w sobie trwogę i przerażenie.

Kiedy czoło kolumny dochodzi do torów, skręca w lewo. Rutka patrzy zaś w prawo, którędy jeszcze niedawno codziennie rano chodziła do szopów. Za tłumem, który im się przypatruje, widzi jakiś ruch – ma wrażenie, że między gapiami próbuje przecisnąć się Stasia i macha do niej, podnosząc rękę najwyżej, jak tylko może. „Kochana Stasia…” – myśli ciepło Rutka. Puszcza na chwilę dłoń brata i odmachuje koleżance. Mała spocona rączka jakby tylko na to czekała. Chłopiec znika niespodziewanie między nogami osób stojących wzdłuż drogi. Dziewczyna widzi, jak piękna blondynka z długim warkoczem schyla się i przytrzymuje go za ramiona. Rutka podbiega do Heniusia, bierze go za rękę i przez chwilę patrzy w oczy kobiety. Są piękne i tak zupełnie inne od jej ciemnych oczu –  błękitne jak jezioro w górach, gdzie kiedyś była z rodzicami. Pamięta to jak przez mgłę. To było jakby w innym, poprzednim życiu. Wtedy, kiedy mogli podróżować wszędzie, gdzie pragnęli, robić, co uznali za stosowne i żyć tak, jak marzyli. Życie, którego już nie będzie – ona dobrze o tym wie.

– Kiedyś tu wrócisz – mówi powoli kobieta. A przynajmniej tak się Rutce wydaje, bo jest bardzo gorąco, a wypowiedziane słowa zagłusza obecność tych, którym już wszystko jedno, i głośne modlitwy idących z przodu. Bierze na ręce brata i biegnie do matki, przerażonej, kiwającej na nich, żeby dołączyli.

Na bocznicy przy stacji kolejowej ustawiono wagony towarowe, które w tym upale już z daleka czuć rozgrzanym drewnem zmieszanym z duszącym zapachem olejów i smarów. Za chwilę stłoczą w nich wszystkich źle urodzonych mieszkańców Będzina i puszczą w ruch koła, które w zależności od okoliczności stukocą radośnie na torach, albo wybijają rytm zbliżającego się końca.

W ścisku i gorącu, ściśnięta między ojcem, matką trzymającą na kolanach Heniusia, a rodziną starego Nunberga, od którego kupowali drewno i trociny, Rutka z trudem wkłada rękę do kieszeni spódniczki. Opuszki palców delikatnie gładzą kilka czystych kartek w linie złożonych na cztery. Wyrwała je w nagłym impulsie, zanim pod zepsutym schodem, tak jak tłumaczyła jej Stasia, ostatni raz schowała pisany w getcie dziennik.

Myślała, że może uda jej się też notować w miejscu, gdzie ich później przenieśli, ale nie dała rady napisać ani słowa. Teraz wiezie ze sobą kartki z tamtego zeszytu jak talizman, jak nadzieję na cud, jak zapowiedź czegoś dobrego. Dotykając ich, czuje się trochę spokojniejsza, serce wyrównuje rytm, a ze stukotu pod podłogą uszy wyławiają melodię, którą chcą słyszeć: kie-dyś tu wró-cisz, kie-dyś tu wró-cisz…

(tekst: Izabela Tumas-Matuszewska)

Read Full Post »

Il. Kęstutis Kasparavičiusz

Dziś urodziny Hansa Christina Andersena, a właśnie tego dnia od 1967 roku obchodzimy Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci.

Hasło tegorocznej edycji to „Książki pomagają nam zwolnić”, a autorem plakatu i listu do świętujących jest Kęstutis Kasparavičiusz z Litwy. (Każdego roku inne państwo jest gospodarzem obchodów).

Z dostępnych w bibliotece gimnazjalnej książek dla najmłodszych zrobiłam sobie osobisty plakat na dzisiejsze święto. Użyłam książek z dzieciństwa, których już same tylko okładki wywołują przyjemny ucisk w okolicach mostka i działają jak wehikuł czasu, przenosząc mnie do krainy dzieciństwa. Otwierając je ponownie czuję drżenie rąk i drżenie serca. Od razu wydaje mi się, że wcale nie trzymają ich dłonie z obrączką na palcu, a znowu rączki małej czytelniczki. Tak potrafią działać lektury dzieciństwa, dobrze o tym wiedzieć.

Te książki tak bardzo odcisnęły mi się w pamięci, że do dziś pamiętam nie tylko ich treść, ilustracje, ale też rodzaj czcionki czy fakturę papieru, na którym były drukowane.

Kiedy myślę o Plastusiu widzę go w piórniku z innymi przyborami (papier książki raczej grubszy, zżółknięty), kiedy o bohaterach z Bullerbyn, mam przed oczyma dwa domki połączone sznurkiem, na którym bohaterowie puszczali sobie wiadomości wypisane na karteczkach, przedsmak smsów (mały format, papier cienki), a kiedy o malutkich książeczkach serii „Z wiewiórką” wiem, że były śliskie i przyjemne w dotyku.

W grudniu ubiegłego roku trafiłam w sieci na zabłąkaną informację, że zmarł Ryszard Marek Groński. Przed oczyma od razu stanęła mi jego książka „Niezwykłe zdarzenie” z serii „Poczytaj mi mamo”, którą dawno temu chętnie czytałam, mimo że rysunki wydawały mi się troszkę dziwne. Pewnie dlatego utkwiły w pamięci. Widomość o śmierci pisarza przywołała je w sekundę, jak flesz: ulicą idą panowie, którym wyrastają z głowy kwiaty. Dziś po raz pierwszy od dziesięcioleci ponownie otworzyłam tę broszurkę i zadumałam się nad potęgą przechowywanych w głowie obrazów.

Ilustracja Krystyny Michałowskiej do książki R.M. Grońskiego „Niezwykłe zdarzenie”. Wyd. Nasza Księgarnia 1978.

Bo czy nie sądzicie, że ta ilustracja Krystyny Michałowskiej nieświadomie zainspirowała mnie trzydzieści lat później, kiedy tworzyłam z młodzieżą plakat na konkurs o czytaniu?

Wypożyczajcie, kupujcie i czytajcie dużo swoim (i nie swoim) dzieciom – nie wiadomo kiedy przyniesie to nieoczekiwane korzyści.

Read Full Post »

Older Posts »