Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘News – reszta świata’ Category

Dziś odeszła Pani Stanisława Sapińska.

Ostatnia bedzinianka, która znała Rutkę Laskier i pięknie nam o niej opowiadała. Jak nikt potrafiła snuć barwne opowieści o tym, co działo się w naszym mieście w czasie wojny i przed nią. Mimo podeszłego wieku Pani Sapińska miała doskonałą pamięć, zawsze sypała jak z rękawa nazwiskami swoich dawnych nauczycieli, dyrektorów, nazwami przedsiębiorstw i zakładów na terenie miasta.

Gościła w naszej szkole w 2010 roku. Mówiła wtedy młodzieży o Rutce Laskier i o tym, jak weszła w posiadanie jej zapisków. Gimnazjaliści mieli okazję spotykać się z Nią jeszcze wielokrotnie: w bibliotece, Muzeum Modlitwy w Bramie Cukiermana czy w Cafe Jerozolima.

Stanisława Sapińska z młodzieżą Gimnazjum nr 3 w Będzinie podczas otwarcia Domu Modlitwy Brama Cukiermana – wrzesień 2007 r.

Razem z obecną dyrektor Gimnazjum Agatą Durbacz przygotowałyśmy w 2012 r. pracę na ogólnopolski konkurs historyczny „Zanim będzie za późno”. Pani Stanisława wyraziła zgodę, żeby zostać jedną z bohaterek tego projektu – była dla nas „Tą, co ocaliła”.

Nasza radosna, kochana Pani Stasia zobaczyła się dziś wreszcie na jakichś zielonych łąkach z całą rodziną, dawnym ukochanym Kokotkiem, którego wspominała z rozczuleniem. No i pewnie z Rutką, którą miała w serdecznej pamięci.

Pani Stanisława Sapińska (w środku) ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Pozwoliła zrobić mi zdjęcie tej fotografii podczas ostatniej wizyty…

Piszę „kochana Pani Stasia”, bo utrzymywałyśmy koleżeńskie stosunki od 2006 roku, kiedy to dosyć szczegółowo wypytywałam Ją o Rutkę i jej pamiętnik. Później widywałyśmy się kilka razy w roku, z okazji albo i bez. Zawsze było bardzo wesoło, bo Pani Stasia miała niesamowite poczucie humoru, i zawsze wspominkowo, bo myśli zawsze uciekały Jej w przeszłość. Uwielbiałam to i cieszę się, że pozwoliła mi nagrywać swoje opowieści.  Zdradziła nam też, że w 1939 roku założyła zeszyt do wierszyków, i że bardzo lubiła bawić się rymami.

Posłuchajcie, jak czyta jeden ze swoich wierszy:

 

W ubiegłym roku świętowaliśmy 100. rocznicę urodzin Pani Stasi. Wtedy też zrobiła sobie z nami swoje pierwsze selfie. Tak właśnie nas zapamiętam.

Selfie z Panią Stasią. Po lewej ja, po prawej Agata Durbacz.

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Read Full Post »

Gdyby żyła, obchodziłaby dziś 90. rocznicę urodzin. Można sobie tylko gdybać, czy dla Rutki Laskier wystarczające byłoby urodzić się w zupełnie innym miejscu, a w tym samym 1929 roku, żeby móc zachwycać się dziś letnim słońcem. Pewnie tak.

Rutka – nastolatka z Będzina – w najśmielszych marzeniach nie mogła przypuszać, że każde słowo, które pisała pomiędzy 19 stycznia a 24 kwietnia 1943 roku w zeszycie z zieloną okładką będzie tłumaczone po wielokroć. Że w te jej wyrazy stawiane w ciężkim czasie, w złości i bólu, wczytywać się będą ludzie na całym świecie. Że będzie bohaterką sztuk teatralnych (powstaje nawet przedstawienie na Broadwayu), że będą pisać o niej powieści, prace magisterskie i doktorskie. Że Będzin w roku 2017 podaruje jej ulicę – jedną z tych, gdzie w czasie wojny istniało getto, i skąd w ostatnią wędrówkę do obozu Auschwitz-Birkenau powędrowała z ojcem, matką, małym Heniusiem i tysiącami mieszkańców Będzina pochodzenia żydowskiego.

Gdyby ktoś zapytał wtedy czternastoletnią dziewczynę, co wolałaby: wolność, czy może, żeby tę ulicę, na której spędziła ostatnie tygodnie nazwać kiedyś jej imieniem – na pewno wybrałaby życie i niepamięć o sobie.

W urodziny Rutki nie można zapomnieć, że pamięci przywróciła ją właśnie Stanisława Sapińska. Ponad 60 lat przechowywała w szufladzie zapiski swojej znajomej i – mówiąc o nich w 2005 roku – pozwoliła „poznać” ją przyrodniej siostrze Zahavie Scherz, nam, będzinianom, i reszcie świata.

Przyrodnia siostra Rutki Zahava Scherz i Stanisława Sapińska podczas swoich 100. urodzin w Cafe Jerozolima.

Cieszę się, że mogłam mieć w ręce oryginał dziennika Rutki. Kartkowałam go wtedy i zastanawiałam się, kiedy i czemu Rutka wyrwała z niego kilka kartek. Były zapisane, czy czyste? Mam swoją teorię na ten temat.

Profesor Białas opisał w powieści, jak wyobrażał sobie życie Rutki (Zbigniew Białas „Rutka”, Wydawnictwo MG, 2018 r.), ja wymyśliłam kiedyś na własny użytek, co zrobiła z kartkami wydartymi pamiętnikowi:

 

„Kartki wyrwane z zeszytu”

Rutka prowadzi za rękę Heniusia. Dobrze wie, jaki jest cel tej wędrówki. Patrzy na ludzi stojących wzdłuż drogi. Tych, co nie muszą maszerować w dół, do stacji kolejowej Będzina: mieszkańców, którzy mogą zostać w mieście tylko dzięki odpowiedniemu pochodzeniu matek. Stoją w ciszy, patrzą na przesuwające się ulicą postaci. Oczy świdrują każdą żydowską twarz, łapią najdrobniejsze szczegóły fizjonomii, jakby chciały zapamiętać dla siebie i przyszłych pokoleń tych, którzy zawsze tu byli, a teraz rezygnują z obecności. Niektóre z tych oczu są radosne, a uśmiech nieśmiało wypełza na towarzyszące im usta, inne zimne i nieprzyjemne, kolejne jeszcze chowają w sobie trwogę i przerażenie.

Kiedy czoło kolumny dochodzi do torów, skręca w lewo. Rutka patrzy zaś w prawo, którędy jeszcze niedawno codziennie rano chodziła do szopów. Za tłumem, który im się przypatruje, widzi jakiś ruch – ma wrażenie, że między gapiami próbuje przecisnąć się Stasia i macha do niej, podnosząc rękę najwyżej, jak tylko może. „Kochana Stasia…” – myśli ciepło Rutka. Puszcza na chwilę dłoń brata i odmachuje koleżance. Mała spocona rączka jakby tylko na to czekała. Chłopiec znika niespodziewanie między nogami osób stojących wzdłuż drogi. Dziewczyna widzi, jak piękna blondynka z długim warkoczem schyla się i przytrzymuje go za ramiona. Rutka podbiega do Heniusia, bierze go za rękę i przez chwilę patrzy w oczy kobiety. Są piękne i tak zupełnie inne od jej ciemnych oczu –  błękitne jak jezioro w górach, gdzie kiedyś była z rodzicami. Pamięta to jak przez mgłę. To było jakby w innym, poprzednim życiu. Wtedy, kiedy mogli podróżować wszędzie, gdzie pragnęli, robić, co uznali za stosowne i żyć tak, jak marzyli. Życie, którego już nie będzie – ona dobrze o tym wie.

– Kiedyś tu wrócisz – mówi powoli kobieta. A przynajmniej tak się Rutce wydaje, bo jest bardzo gorąco, a wypowiedziane słowa zagłusza obecność tych, którym już wszystko jedno, i głośne modlitwy idących z przodu. Bierze na ręce brata i biegnie do matki, przerażonej, kiwającej na nich, żeby dołączyli.

Na bocznicy przy stacji kolejowej ustawiono wagony towarowe, które w tym upale już z daleka czuć rozgrzanym drewnem zmieszanym z duszącym zapachem olejów i smarów. Za chwilę stłoczą w nich wszystkich źle urodzonych mieszkańców Będzina i puszczą w ruch koła, które w zależności od okoliczności stukocą radośnie na torach, albo wybijają rytm zbliżającego się końca.

W ścisku i gorącu, ściśnięta między ojcem, matką trzymającą na kolanach Heniusia, a rodziną starego Nunberga, od którego kupowali drewno i trociny, Rutka z trudem wkłada rękę do kieszeni spódniczki. Opuszki palców delikatnie gładzą kilka czystych kartek w linie złożonych na cztery. Wyrwała je w nagłym impulsie, zanim pod zepsutym schodem, tak jak tłumaczyła jej Stasia, ostatni raz schowała pisany w getcie dziennik.

Myślała, że może uda jej się też notować w miejscu, gdzie ich później przenieśli, ale nie dała rady napisać ani słowa. Teraz wiezie ze sobą kartki z tamtego zeszytu jak talizman, jak nadzieję na cud, jak zapowiedź czegoś dobrego. Dotykając ich, czuje się trochę spokojniejsza, serce wyrównuje rytm, a ze stukotu pod podłogą uszy wyławiają melodię, którą chcą słyszeć: kie-dyś tu wró-cisz, kie-dyś tu wró-cisz…

(tekst: Izabela Tumas-Matuszewska)

Read Full Post »

Il. Kęstutis Kasparavičiusz

Dziś urodziny Hansa Christina Andersena, a właśnie tego dnia od 1967 roku obchodzimy Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci.

Hasło tegorocznej edycji to „Książki pomagają nam zwolnić”, a autorem plakatu i listu do świętujących jest Kęstutis Kasparavičiusz z Litwy. (Każdego roku inne państwo jest gospodarzem obchodów).

Z dostępnych w bibliotece gimnazjalnej książek dla najmłodszych zrobiłam sobie osobisty plakat na dzisiejsze święto. Użyłam książek z dzieciństwa, których już same tylko okładki wywołują przyjemny ucisk w okolicach mostka i działają jak wehikuł czasu, przenosząc mnie do krainy dzieciństwa. Otwierając je ponownie czuję drżenie rąk i drżenie serca. Od razu wydaje mi się, że wcale nie trzymają ich dłonie z obrączką na palcu, a znowu rączki małej czytelniczki. Tak potrafią działać lektury dzieciństwa, dobrze o tym wiedzieć.

Te książki tak bardzo odcisnęły mi się w pamięci, że do dziś pamiętam nie tylko ich treść, ilustracje, ale też rodzaj czcionki czy fakturę papieru, na którym były drukowane.

Kiedy myślę o Plastusiu widzę go w piórniku z innymi przyborami (papier książki raczej grubszy, zżółknięty), kiedy o bohaterach z Bullerbyn, mam przed oczyma dwa domki połączone sznurkiem, na którym bohaterowie puszczali sobie wiadomości wypisane na karteczkach, przedsmak smsów (mały format, papier cienki), a kiedy o malutkich książeczkach serii „Z wiewiórką” wiem, że były śliskie i przyjemne w dotyku.

W grudniu ubiegłego roku trafiłam w sieci na zabłąkaną informację, że zmarł Ryszard Marek Groński. Przed oczyma od razu stanęła mi jego książka „Niezwykłe zdarzenie” z serii „Poczytaj mi mamo”, którą dawno temu chętnie czytałam, mimo że rysunki wydawały mi się troszkę dziwne. Pewnie dlatego utkwiły w pamięci. Widomość o śmierci pisarza przywołała je w sekundę, jak flesz: ulicą idą panowie, którym wyrastają z głowy kwiaty. Dziś po raz pierwszy od dziesięcioleci ponownie otworzyłam tę broszurkę i zadumałam się nad potęgą przechowywanych w głowie obrazów.

Ilustracja Krystyny Michałowskiej do książki R.M. Grońskiego „Niezwykłe zdarzenie”. Wyd. Nasza Księgarnia 1978.

Bo czy nie sądzicie, że ta ilustracja Krystyny Michałowskiej nieświadomie zainspirowała mnie trzydzieści lat później, kiedy tworzyłam z młodzieżą plakat na konkurs o czytaniu?

Wypożyczajcie, kupujcie i czytajcie dużo swoim (i nie swoim) dzieciom – nie wiadomo kiedy przyniesie to nieoczekiwane korzyści.

Read Full Post »

Mam ochotę bić brawo Sosnowieckiemu Centrum Sztuki – Zamkowi Sieleckiemu za wystawę, którą właśnie otworzył. Nosi nazwę „W oczach młodych. Życie i śmierć w będzińskim getcie”, i chociaż traktuje o jednym z miast Zagłębia Dąbrowskiego – moim mieście, to powstała w Stanach Zjednoczonych i jest prezentowana w Polsce po raz pierwszy!

 

Historia miejsca, w którym człowiek się wychowywał, i które wpłynęło na jego życie powinna fascynować – to dlatego tak entuzjastycznie zareagowałam na ten projekt. Bardzo długo mieszkałam na Kamionce, czyli właśnie w tej dzielnicy, której wojenną, niechlubną historię prezentuje wystawa.

Wszystko, co możemy na niej oglądać, to efekt zaangażowania studentów Northern Arizona University, którzy od 2013 do 2104 r. pod kierunkiem dr Björna Krondorfera zbierali materiały w ramach projektu badawczego Martin-Springer Institute. W wyniku ich pracy powstał cenny zbiór świadectw i dokumentów, które postanowiono przekazać do fachowego opracowania, żeby mogły być udostępnione jak najszerszemu gronu odbiorców. Studenci od samego początku zdecydowali się bazować tylko na źródłach dotyczących losów będzińskiej młodzieży. I to akurat świetnie dla naszego miasta, bo powstał produkt skrojony na miarę Będzina, który powinien znaleźć tutaj miejsce na stałe.

To, że wystawa trafiła do Polski jest zasługą Jeffreya Cymblera (jego przodkowie mieszkali w Będzinie i Zawierciu), który obejrzał ją w Nowym Jorku i pomyślał, że koniecznie muszą ją zobaczyć mieszkańcy naszego regionu. Dzięki jego pomocy „W oczach młodych” trafiło do nas. Kuratorem sosnowieckiej wystawy jest Monika Kempara.

Otwarcie wystawy. Z prawej Monika Kempra, drugi z lewej – Jeffrey Cymbler.

Wystawa prezentuje losy siedmiu młodych osób, które mieszkały w Będzinie przed wojną i w jej trakcie. Historię będzińskiego getta zaprezentowano, cytując m.in. fragmenty pamiętników, wspomnień oraz relacji tych, którym udało się przeżyć. Wśród „opowiadających” jest oczywiście znana bardzo dobrze będzinianom Rutka Laskier oraz Sam Pivnik, autor książki „Ocalały”, który przed wojną uczył się w murach naszej szkoły!

Na planszach możemy zobaczyć nieznane do tej pory zdjęcia dawnego Będzina. Pochodzą m.in. ze zbiorów Holocaust Memorial Museum, Yad Vashem, Muzeum Bojowników Getta w Izraelu, czy zbiorów prywatnych. I właśnie to ostatnie źródło ma największy potencjał, bo kryje materiały, których świat do tej pory nie widział. Fotografie zamieszczone na wystawie zrobiły na mnie wrażenie, bo odkrywają mało znane oblicze miejsca, które dobrze znam, i którego historii zawsze byłam ciekawa.

Wystawa jest tłumaczona z angielskiego (tłumaczenia dokonał Sławomir Konkol) i na drodze ustaleń z autorami nie wprowadzono w niej zmian, chociaż w niektórych miejscach można było – zgodnie z obecnym stanem wiedzy – coś uzupełnić lub wyjaśnić.

Rzeczy znalezione na terenie getta będzińskiego wypożyczone na czas wystawy od Fundacji Centrum Kultury Żydowskiej im. Rutki Laskier w Będzinie.

W wielu miejscach przytaczane są słowa z pamiętnika Rutki Laskier, który pisany był na Kamionce. Pod wpływem podwójnej translacji – z polskiego na angielski i z angielskiego znów na polski –  słowa będzińskiej Żydówki zostały zniekształcone. Z wysoko uniesioną brwią czytałam, co też Rutka napisała, chociaż przecież dobrze znam jej zapiski i wiem, że w tym miejscu używa zupełnie innych słów. Nie ma to znaczenia dla przeciętego odbiorcy – przekaz jest zachowany, tylko słowa różnią się od oryginalnych.

W oryginale dziennika Rutki ten fragment brzmi: „Obrzydły mi te szare domy, strach malujący się na każdej twarzy. Ten strach przyczepia się do każdego swymi mackami i nie chce puścić.”

To oczywiście drobnostka wobec znaczenia i niepowtarzalności tej wystawy. Uważam, że licealiści i gimnazjaliści z naszego miasta powinni ją zobaczyć. Mam nadzieję, że po 17 marca, do kiedy można ja oglądać w Sosnowcu, trafi też do Będzina, o którym przecież traktuje. I wtedy też będę biła brawo Muzeum Zagłębia w Będzinie.

Panel dyskusyjny po wystawie „Trough the Eyes of Youth: Life and Death in the Bedzin Ghetto” w USA: https://vimeo.com/254849284


W 2012 roku praca „W getcie będzińskim…” przygotowana przez naszych gimnazjalistów zajęła III miejsce w ogólnopolskim konkursie „Póki nie jest za późno”. Można o niej poczytać tutaj.

Read Full Post »

Wraz z rozpoczęciem edukacji w Szkole Podstawowej nr 8 w Będzinie zaczynał się również okres marzeń dotyczący mojej przyszłości. Już wtedy wiedziałam, że zwiążę się trwale z książkami.

We wrześniu 2018 r. wróciłam do mojej dawnej szkoły jako pracownik. Nauczyciele, którzy pracują tam od dawna wspominali, że mają mnie przed oczyma za ladą biblioteki szkolnej trwającą na posterunku podczas każdej przerwy. I tak do końca ósmej klasy. A potem jeszcze dalej, do spełnienia marzeń.

Wracając do tamtego 1 września sprzed wieków: stałam sobie podczas uroczystości przyjęcia w grono uczniów na stali gimnastycznej (co utrwalono nawet na zdjęciu) i gdzieś tam zaczynałam roić o pracy w bibliotece.

Stoję w środku, w sukience z dwoma guzikami, którą uszyła mi Babcia.

Dużo, dużo później, czyli przed dwoma tygodniami, stanęłam dokładnie w tym samym miejscu jako bibliotekarka, szczęśliwa, że przyczyniłam się do wzbogacenia tysiącem książek mojej pierwszej biblioteki, w której spędzałam w dzieciństwie każdą wolną chwilę. Czy możecie wyobrazić sobie takie zapętlenie? Uwikłanie w marzenia, które teraźniejszością nawiązały do przeszłości.

Miesiąc temu w archiwum z dokumentacją biblioteczną znalazłam zeszyt w wiekowej okładce: Wiersze na różne uroczystości. W środku, obok wpisanego starannym pismem wierszyka o księgarni, odkryłam dopisane ołówkiem moje imię i nazwisko. Ze wzruszeniem wydobyłam z pamięci szkolną akademię, podczas której go recytowałam.

Od razu pomyślałam, że ten wiersz musi rozpoczynać zbliżającą się uroczystość empikową. Akurat nadawał się idealnie – tematem była księgarnia, ogrom oferowanych przez nią książek – wszystko się zgadzało! Reszta scenariusza wypłynęła z tego wierszyka jak rzeka. Tak skierowałam odrobinę przeszłości do teraźniejszości, z uśmiechem i ze wzruszeniem. To była prywata o podłożu sentymentalnym, do tej pory utajona… Wiedziała o niej moja współbibliotekarka w SP nr 8 – Agnieszka, i nauczycielka, która przygotowała uczennice do recytacji.

Tak więc wierszyk wybrzmiał znów w tym samym miejscu, uczniowie z zaangażowaniem przedstawili wszystkie składniki przepisu na sukces, dzięki któremu mamy teraz 1000 powodów by czytać: piękny plakat, namolne przypominanie o głosowaniu, zaklejenie całej szkoły i połowy miasta prośbami o głosy, dręczenie o nie wszystkich rano i wieczorem na Facebooku, baner na płocie szkoły i pozyskanie przychylności wielu, wielu osób i instytucji, dzięki którym uzbierało się nam ponad 22 tysiące głosów.

Uczniowie prezentują składniki „Przepisu na sukces”.

A potem zabrzmiała melodia, którą wielu zna i lubi. Kojarzy się tak pozytywnie, jak nam, zwycięzcom III edycji konkursu „Tysiąc powodów by czytać” będzie kojarzył się już zawsze Empik, organizator tego całego zamieszania ;-).

Ze starej melodii do piosenki „Cicha woda brzegi rwie” i nowych słów o naszych zmaganiach powstała „Piosenka empikowa” – jak napisał mój znajomy, Grzegorz – wisienka na torcie uroczystości z dnia 18 stycznia 2019 r. Bardzo mnie to cieszy, bo chciałam, żeby była charakterystyczna.

I to już koniec – a właściwie początek. 1000 książek jest już w bibliotece, teraz układamy je alfabetycznie i za chwilę ekspresowo wpiszemy do systemu, żeby poszły w dobre, czytelnicze ręce! 😊

Książki przed szkołą – jeszcze zapakowane…

 

… i wyswobodzone 🙂

—-

O sukcesie Będzina w konkursie Empiku napisano m. in. tutaj:

Strona FB Biblioteki SP nr 8 – TUTAJ.

—-

Nasi gimnazjaliści, Pani Dyrektor i pracownicy Gimnazjum nr 3 przyczynili się bardzo do zwycięstwa SP nr 8 – na moją prośbę głosowali przez trzy długie tygodnie. Cieszę się, że przybyli na uroczystość przedstawiciele Empiku i aktorzy z Poznania mogli im osobiście podziękować. I ja też jeszcze raz dziękuję! 😊

Read Full Post »

Konkurs „Booktalking, czyli gawęda o książce” organizowany od siedmiu lat przez Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Wojkowicach jest jednym z najlepszych konkursów dotyczących książek, do których przygotowuję uczniów. Powiedziałam dziś o tym jego organizatorce, pani Agnieszce Mańce, i dodałam, że bardzo jej zazdroszczę, że w 2012 roku wpadła na tak wspaniały pomysł promowania czytelnictwa. Przez ten czas konkurs zyskał renomę i ma zasięg regionalny*.

Organizatorka konkursu, pani Agnieszka Mańka wita uczestników.

Dlaczego tak cenię ten konkurs? Bo w jego przypadku obywa się bez ślęczenia nad trudno dostępnymi pozycjami z długiej listy bibliografii i bez wkuwania faktów, o których niedługo się zapomni. Uczniowie – miłośnicy czytania, lub ci uzdolnieni aktorsko – prezentują wybraną książkę i przez pięć minut próbują przekonać do niej, i do swojego występu, zgromadzonych licznie na sali.

Na pierwszym planie nasze uczennice – od prawej: Martyna i Paula.

Mogą to robić w sposób, który sami uznają za stosowny – wcielając się w postać z książki, pozostawać na uboczu w roli narratora, albo jeszcze inaczej. Ważne, że książkę, o której mówią, przeczytali, i wypowiadają się o niej z zaangażowaniem. Tylko tyle, i aż tyle. To wystarczy, żeby z przyjemnością i zaciekawieniem oglądać wszystkie wystąpienia.

 

Gandalf zachęca do sięgnięcia po „Hobbita”.

Jednym z jurorów konkursu był Mateusz Banaszkiewicz z Kabaretu Młodych Panów.

Z Martyną Będkowską, uczennicą klasy III, przygotowałyśmy tekst wystąpienia i krótką prezentację, która była wizualnym uzupełnieniem opowieści. Już temat gwarantował zainteresowanie słuchaczy i samego jury – bo chodziło o książkę, która powstała w naszym mieście. Regionalizm, ale o skali światowej – bo przetłumaczony już na wiele języków „Pamiętnik” Rutki Laskier.

Martyna zdobyła II miejsce w tym konkursie (w kategorii „Szkoły podstawowe i gimnazja”) i cieszę się z jej sukcesu, jakby to był mój własny. 😊

Paula Helm – również z naszej szkoły – zdobyła wyróżnienie, zachęcając do lektury „Hamleta”. Nad Paulą opiekę sprawowała pani Kamilla Rybarz.

Dziewczyny, bardzo Wam gratuluję! 🙂

Przed ogłoszeniem wyników.

Martyna Będkowska – II miejsce, i Paula Helm – wyróżnienie w konkursie „Booktalking”.

Występ Martyny można obejrzeć tutaj:

A jak w poprzednich latach poszło w tym konkursie naszym uczniom (Patrykowi, Bartkowi, Arturowi) można przeczytać tutaj:

https://bibliog3.wordpress.com/2013/12/05/zapraszamy-do-reklamy-ksiazek/

https://bibliog3.wordpress.com/2012/11/30/booktalking-w-wydaniu-meskim/

*(Konkurs „Booktalking” został wpisany do wykazu zawodów wiedzy, artystycznych i sportowych organizowanych przez kuratora oświaty i inne podmioty działające na terenie szkoły, które mogą być wymienione na świadectwie ukończenia szkoły podstawowej i gimnazjum.)

 

Read Full Post »

Wcale nie tak dawno temu, za górami, za lasami stała sobie ogromna i piękna biblioteka. Po wejściu do środka nie było jednak widać tam ani jednej książki (może poza tą na witrażu na wprost schodów, albo na jakimś plakacie). Większość z nich trwała zaklęta w letargu na wysokiej wieży, gdzie straż pełniła najwspanialsza bibliotekarka świata – wielka mechaniczna łapa z krainy zwanej Magazynem Wysokiego Składowania.

Łapa była zawsze do dyspozycji, nigdy nie brała zwolnienia, nie było też widać po niej oznak zmęczenia. Pracowała ciężko, cierpliwie wyszukując książki w zawieszonych wysoko koszach, i wkładając je do wagoników, które zjeżdżały do wypożyczalni i licznych czytelń. Do rąk własnych mógł je dostać tylko ten śmiałek, który pokonał smoka o nazwie OPAC i – fechtując odpowiednio klawiaturą – był w stanie zamówić książkę, a potem to zamówienie poprawnie wysłać.

Biblioteka Śląska

Wolumin lądował w rękach spragnionego czytelnika w najbardziej niebibliotecznej wypożyczalni, jaką kiedykolwiek stworzono – oddzielającej bibliotekarza od reszty świata wysoką, pancerną szybą, niczym w aptece. Wyczekaną książkę, pożądaną jak księżniczkę z wieży, pracownik podawał petentowi wąską luką między szybą a ladą. Dopiero wtedy można było – zakrywając ją rąbkiem torby bawełnianej – zakrzyknąć (przyciszonym jednak głosem): moja ci ona! i uprowadzić ją na rączych rumakach do swoich domostw.

Ale oto w królestwie książek zapanował nowy król. I nastąpiło małe trzęsienie ziemi, a poddani wzdychali w zachwycie (jedni), albo wybuchali oburzeniem (inni). Król zaproponował, żeby przestrzeń wypełnioną do tej pory kilometrami katalogów klamrowych – ciekawych tylko dla bibliotekoznawców, ożywić Strefą Otwartą.

Od tej pory każdy poddany będzie mógł bezpośrednio po wejściu do budynku od razu wybrać tam coś dla siebie z gorących bestsellerów, starannie wydanych komiksów, albo odetchnąć 3 minuty, zachęcając do sięgnięcia po nowe, piękne książki dziatki, wiszące u szyi 24 godziny na dobę. Będzie też można wysłuchać audiobooków, na wygodnej sofie obejrzeć film, albo przeglądać swobodnie prasę bez konieczności wypisywania na każdy tytuł rewersu z poprzedniego wieku.

Do tej pory za ladą była rejestracja, a w głębi ciągnęły się rzędy katalogów klamrowych.

Duży wybór komiksów!

Po prawej za drzwiami wypożyczalnia z szybą. Wśród książek wystawionych do zabrania można znaleźć prawdziwe perełki. Ja wyszłam stamtąd ze stosikiem, niczym z Targów Książki 🙂

Czy są tu jacyś miłośnicy historii Elbląga?

Zabrać książkę można też od strony wypożyczalni.

Kącik przy informatorium, gdzie przeniesiono teraz teraz katalogi klamrowe.

 

Katalogi klamrowe wylądowały w towarzystwie katalogów kartkowych, Przewodnika Bibliograficznego, Bibliografii Zawartości Czasopism czy Polskiej Bibliografii Literackiej, do których zaglądają tylko studenci i naukowcy.

Karta w katalogu klamrowym.

Znaleźli się i tacy, którym nie w smak obecne rozwiązanie. Jako że książek, które trafiają do Strefy Otwartej nie można zamawiać elektronicznie, czytelniczka z dalekich stron powiedziała, że to powrót do średniowiecza(!), bo zanim ona dojedzie po książkę, na której jej zależy, ktoś ją sobie może spokojnie wziąć z półki i ona jej nie dostanie.

Myślę, że ten głos zatonie w powodzi innych, pełnych zachwytu nad Strefą Otwartą BŚ.

BRAWO dla nowego dyrektora Biblioteki Śląskiej – Zbigniewa Kadłubka!

O Strefie Otwartej na stronie BŚ:  http://www.bs.katowice.pl/pl/strefa_otwarta

Read Full Post »

Older Posts »