Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2011

Na wczorajsze spotkanie z Wandą Chotomską w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Dąbrowie Górniczej przyszły zarówno małe dzieci (nawet dwuletnie) jak i młodzież, która już dawno dorosła (czyli sześćdziesięciolatki z wnukami).

Pisarka, na której wierszach wychowuje się już trzecie pokolenie, powitała wszystkich z Jackiem i Agatką – postaciami stworzonymi ongiś przez siebie, których telewizyjne występy pamiętali tylko najstarsi uczestnicy spotkania.

Chotomska rewelacyjnie  poprowadziła spotkanie sama ze sobą – dobrze bowiem wie, że w przypadku najmłodszych taka impreza nie może przebiegać w sposób tradycyjny: recytowała więc wiersze (ulubione przez dzieci „Kurcze blade” oraz „Dlaczego cielę ogonem miele”), śpiewała piosenkę („Jajecznica z sześciu jaj”), pokazywała książeczki. Zaprosiła też do wystąpienia w „musicalu” –  do piosenki „Na majówkę”, której słowa napisała, dzieci pokazywały scenki rodzajowe (w roli koca piknikowego wystąpił szal zdjęty z szyi pisarki).

W bardzo sprytny sposób przeszła od części zabawowej do tradycyjnego zadawania pytań. Dzieci miały wyobrazić sobie, że są dziennikarzami, odbywa się konferencja prasowa i teraz mogą pytać autorkę o różne rzeczy. Najmłodsi obdarzyli Chotomską zaufaniem i uznali chyba za prawdziwego eksperta w każdej dziedzinie, bo pierwsze pytanie brzmiało: „Dlaczego Ziemia jest okrągła?”, a później: „Ile pająki mają nóg?” Odpowiedź brzmiała: „za dużo!”, ale przy okazji wyniknęła bardzo istotna kwestia liczby pajęczych rąk, bo przecież nogą nie da się utkać sieci! 🙂

Późnej pytania były już zdecydowanie standardowe, a dzięki dociekliwości dzieci dowiedzieliśmy się, że:

  • Wanda Chotomska ze wszystkich przedmiotów w szkole lubiła najbardziej jeden: dzwonek. I to ten po matematyce! (Jakże bliskie mi są te odczucia! 🙂 )
  • Najtrudniejsza była dla niej do napisania książka „Dzieci pana Astronoma” – żeby mogła powstać, pisarka pobierała u męża korepetycje m.in. z matematyki.
  • Ma dużo zwierząt, ale… wszystkie w książkach. Z powodu częstych podróży nie może sobie pozwolić np. na posiadanie psa.
  • Czytać nauczyła się w wieku 4 lat. Pochłaniała chętnie utwory Brzechwy i Tuwima. Chcąc stworzyć własne wiersze, początkowo zbierała same rymy, bo nie wiedziała, że najważniejszy jest pomysł, czyli to, o czym chce się pisać.
  • Pierwszy wiersz, jaki napisała, poświęcony był ojcu, który wychodził często wędkować i zapominał o całym świecie. Wtedy na jego poszukiwania wyruszała mama Wandy, pozostawiając dzieci same sobie. Wiersz kończył się tak: „…a biedne dziatki są pozbawione opieki matki.”
  • Najchętniej pisze w pozycji leżącej, nocą, kiedy wszyscy już śpią.
  • Ulubione książki to „Iliada” i „Odyseja” Homera.
  • Jej nowa książka poświęcona będzie przysłowiom. Pomysł na nią pojawił się, kiedy siostrzeniec Rysio poczęstował pewną sąsiadkę ciastem, mówiąc: „Masz babo placek!”
  • Na pytanie, czy miała trudne dzieciństwo, odpowiada zawsze, że nie, ale za to dorośli mieli z nią trudną dorosłość…

Po spotkaniu wszyscy obecni na sali ustawili się w kolejce po autograf. Wanda Chotomska traktuje bardzo poważnie swoich czytelników – w każdej książeczce (niektórzy przynieśli bądź kupili kilka!) wpisywała długą dedykację (często rymowaną), więc podpisywanie trwało ponad godzinę…

Stojący po prawej chłopczyk (Antoni), ten w okularach, nie dość, że grał piknikowego pieska, to jeszcze ujął nas, popędzając pisarkę przy wydawaniu autografów i zwracając się do niej: "Pani Wando Chotomsko!". A kiedy w końcu stanął przy biurku, czekając na autograf, powiedział: "Pani jest moją fanką!" 🙂

Patrząc na te wszystkie dzieci, które dostają autografy, i ja postanowiłam zdobyć jeden dla siebie. Kupiłam książeczkę „Moja babcia gra na trąbie” i dowiedziałam się przy okazji, że tak niewinna opowieść zatrzymana była kiedyś przez cenzurę, co we wpisie zaznaczyła sama autorka:

O ciekawym wywiadzie z Wandą Chotomską pisałam już wcześniej.

Reklamy

Read Full Post »

Wczoraj w naszej bibliotece uczniowie 4 szkół zmagali się z pytaniami międzyszkolnego konkursu „Potyczki literackie”, który organizuję od kilku lat.

Najwięcej problemów sprawiło gimnazjalistom pytanie o datę obchodów Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich oraz miesiąc, w którym przyznaje się Literacką Nagrodę Nobla. Nie było za to problemów z podaniem nazwisk pisarzy polskich, którzy taką nagrodę otrzymali.

Pewne trudności sprawiło też polecenie dopisania do bohaterów tytułów książek, w których powołano ich do życia. Uczniowie poradzili sobie za to dobrze z podziałem pisarzy na prozaików i poetów, czy podaniem nazw czasopism i gazet, które poruszają tematykę naszego regionu.

 Wyniki konkursu:

 I miejsce zajęła drużyna z Gimnazjum w Wojkowicach  – Michalina Dzienia, Oliwia Skórka.

 II miejsce zajęła drużyna z Gimnazjum nr 1 w Będzinie – Paulina Domagała,  Natalia Majka.

 III miejsce zajęła drużyna z MZS nr 4 w Będzinie  – Natalia Wójcik, Joanna Pałys.

Pani Dyrektor wręcza zdobywcom I miejsca nagrody i dyplomy

 Dziękuję uczniom za udział w konkursie i gratuluję zwycięzcom!

Read Full Post »

Dla naszych czytelników mam dwie nowe książki.

Pierwsza to „Błękitny chłopiec” Rakesh Satyal’a (wydana przez „Znak”), która znalazła się na liście „do kupienia” po przeczytaniu recenzji Grzegorza Wysockiego z „Gazety Wyborczej”. Do jej zakupu  przekonało mnie ostatecznie takie zdanie o Kiranie Sharma, tytułowym bohaterze: „Jego bezpiecznym rajem jest miejska biblioteka” 🙂

Podtytuł książki brzmi: Historia chłopca, który myślał, że jest Bogiem. To opowieść o sympatycznym nastolatku, który ukrywa swoją wyimaginowaną boskość przed rodziną i innymi, ale także o współczesnych hinduskich imigrantach w USA (i oczywiście o hinduizmie), o roli religii we współczesnym świecie. Co ciekawe z punktu widzenia nauczyciela: książka opisuje też głupiutkie „szkolne gwiazdy” i przykłady czarnych owiec grona pedagogicznego.

Książkę udało mi się kupić w baaaardzo atrakcyjnej cenie przez allegro, a odbiór osobisty w dalekiej Bydgoszczy udał się dzięki uprzejmości Pana Piotra Zielińskiego, któremu bardzo dziękuję! 🙂

Druga z nowości to „Chcę żyć!”  Marliese Arold. Wydana została przez Ossolineum w znanej i bardzo chętnie czytanej przez nastolatków serii „Nasza Biblioteka”, która  porusza trudne i aktualne tematy młodzieży, a opowieści oparte są zawsze na faktach autentycznych.

„Chcę żyć!” poświęcona jest problemowi AIDS.

Nadine dowiaduje się, że jej były chłopak jest zarażony wirusem HIV i dlatego podejrzewa, że i ona może być chora. Lektura ku przestrodze, która być może uświadomi młodzieży, że AIDS to nie problem dalekiej Afryki, ale coś, co przytrafić może się wszystkim i wszędzie.

Powyższe książki kupiłam do biblioteki – a jakże! – z pieniędzy makulaturowych. Tym razem nie mogłam powstrzymać się od uwiecznienia na zdjęciu, jakie sterty starych i niepotrzebnych papierzysk zamieniają się potem w świeże i nowiutkie lektury dla Was:

 

Read Full Post »

Miejska Biblioteka Publiczna w Sosnowcu już po raz siódmy organizuje Sosnowieckie Dni Literatury (6 maja – 3 czerwca), w ramach których odbywa się m.in. Salon Literacki, czyli cykl spotkań z pisarzami.

13 maja wybrałam się z jedną z naszych uczennic do siedziby Biblioteki Głównej na spotkanie z Mikołajem Łozińskim, autorem „Reisefieber” (2006), „Bajek dla Idy” (2008) i wydanej przed dwoma miesiącami „Książki”.

Rozmowa, którą prowadziła Agnieszka Nęcka, w głównej mierze dotyczyła tego ostatniego tekstu, ale wspominano oczywiście o poprzednich utworach autora.

Łoziński opowiadał, że bardzo wolno pisze: siedzi przed komputerem i raczej sprawdza obsesyjnie maila, niż tworzy.

„Książka” inspirowana jest losami jego rodziny, jednak fakty są przetworzone. Autor wspomniał, że jego ojciec, obecny na promocji książki w Warszawie, po przeczytaniu przez Mikołaja fragmentu dotyczącego śmierci dziadka na podwórku, przy czerwonej ładzie samarze, nie omieszkał dodać półgłosem: „Łada nie była czerwona, i nie była samara”. Jak zaznaczył pisarz, przy opisie bliskich stosował czułą bezwzględność. Jednak nie chciał ich oceniać, a  próbował jedynie zrozumieć.

Wydanie tego tekstu było niewątpliwie wielkim wydarzeniem dla rodziny, ale według autora zbliżyło ich wszystkich do siebie. Każdy z nich miał z ukazaniem się pozycji jakieś obawy, np. jedna z ciotek powiedziała podobno: „O Jezu, teraz wszyscy będą wiedzieć, że jesteśmy Żydami…”.

Książka pisana jest przez pryzmat przedmiotów. Rodzina podobno wspierała pisarza, przynosząc mu różne zdjęcia i pamiątki, sugerując jednocześnie, o czym powinien pisać, co zaś koniecznie pominąć. Sympatyczne są fragmenty powieści, w których Łoziński zapisał te rodzinne „przestrogi” i wskazówki, np.:

Synku, ta scena mojej dzisiejszej awantury w salonie komórkowym byłaby nawet ciekawa do opisania. (…) Tylko nie pisz, że mówiłem, że jestem VIP-em. Bo to byłoby po prostu śmieszne. Ale jednocześnie pokazywałoby, do czego zdolny jest człowiek, żeby dostać nową komórkę.

W książce nie ma imion, są tylko funkcje rodzinne. Łoziński wspominał, że miał początkowo obawy, czy przyjęty sposób konstrukcji książki (rozdziały poświęcone różnym przedmiotom oraz brak imion bohaterów) będzie zrozumiały. Okazało się jednak, że czytelnik nie ma problemów z odbiorem. „Książka” została podobno przyjęta lepiej nawet niż pierwsza (nagrodzona zresztą Nagrodą Kościelskich) powieść.

Mikołaj Łoziński czyta fragment swojej "Książki" podczas spotkania w Bibliotece Głównej w Sosnowcu.

Na koniec  Łoziński opowiedział, kto tak naprawdę zainspirował go do napisania tej powieści. W czasie studiów we Francji pracował u niewidomej terapeutki. Początkowo za każdym razem, kiedy do niej przychodził, prosiła go, aby opowiedział jej historię swojej rodziny. Robił to kilkakrotnie myśląc, że pani ma po prostu problemy z pamięcią. Podczas kolejnej wizyty, kiedy już przygotował się gruntownie do tej opowieści, pytanie o rodzinę nie padło… Ale to wystarczyło, żeby nakręcić w nim jakąś sprężynę, poruszyć chęć zapisania pewnych faktów – nawet, jeżeli w rezultacie trochę zmienionych.

Moje wrażenie po spotkaniu z pisarzem jest następujące: to bardzo sympatyczny, skromny i raczej nieśmiały człowiek. Chyba, że się kamuflował 😉  Aha: i jeszcze niezbyt dobrze idzie mu głośne czytanie własnych tekstów 🙂

Na stronie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sosnowcu znajduje się kilka zdjęć ze spotkania. Na jednym z nich jestem i ja, obok pisarza, który podpisuje właśnie czytelnikom naszej biblioteki swoją powieść.

Read Full Post »

Zakończyła się właśnie szaleńcza Noc Muzeów, kiedy większość mieszkańców nie śpi, tylko biega w amoku po muzeach, jakby za chwilę mieli je zamknąć 😉 Wydarzenie zapoczątkował 14 lat temu Berlin. Wielkie powodzenie imprezy, w ramach której łaknąca kultury społeczność ma możliwość nieodpłatnego zwiedzania muzeów w swoim regionie spowodowało, że w akcję włączyło się wiele państw europejskich. I tak Polska udostępnia swoje placówki muzealne od 7 lat (Poznań zapoczątkował chlubną tradycję w 2003 r.)

Wczoraj i ja wybrałam się do jednego z takich miejsc: na teren nowej siedziby Muzeum Śląskiego, czyli dawnej kopalni „Katowice”. Jako że pora była już późna (wszak to noc, a nie dzień – muzeów), aparat słaby i światła mało- na zdjęciach wyszło to, co dało radę się tam pojawić.

Między muzeami krążył taki nocny dowoziciel kulturalny.

Tak kolorowo bywa na terenie byłej kopalni...

W tym budynku...

... na parterze stoi taka cudna szafka, która zachwyciła mnie, jako rasową bibliotekarkę, mnogością szufladek (bynajmniej nie katalogowych) 🙂

... zaś na 1. piętrze maszynerie niebiblioteczne...

... gdzie jest krzyż?...

Kolejny budynek kopalni. W tle wieżowiec z hotelem "Altus" w centrum Katowic.

Jeden z eksponatów: Messerschmitt Bf 109 wersja k z silnikiem DB 605 - rozbił się ok. 26 marca 1945 roku w okolicach Raciborza.

Przód rozbitego Messerschmitta.

Nie rozbity, ale mocno zużyty, eksponat kiedyś jeżdżący 😉

A to już koncert grupy "Muariolanza" w kuźni.

Kto chce trochę posłuchać tego, czego i ja wysłuchałam, niech zajrzy na stronę zespołu.

A tu kawałek z ich najnowszej płyty:

Read Full Post »

Od przyszłego roku szkolnego w gimnazjalnym programie historii nie będzie tematyki II wojny światowej. Dlatego całkiem prawdopodobne, że  już ostatni raz pojechaliśmy z klasami III do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.  Podczas corocznych wyjazdów nie zwiedziliśmy nigdy znajdującego się na terenie Brzezinki budynku Sauny oraz tzw. Kanady, gdzie rozdzielano dobytek zrabowany przybyłym do obozu.

Postanowiliśmy więc nadrobić zaległości i w końcu się tam udać, tym bardziej, że w budynku Sauny znajduje się stała ekspozycja przedwojennych zdjęć Żydów z Będzina i okolicznych miast. Fotografie znaleziono po wojnie w walizeczce ukrytej w budynku Kanady. Cud, że przetrwały, bo takie rzeczy niszczono tam od razu. Wszystkie zdjęcia wydano w  albumie „Zanim odeszli…”, który dzięki dyrekcji Muzeum mamy w zbiorach biblioteki. O darowiźnie pisałam tutaj.

 Sauna znajduje się na końcu obozu w Birkenau. Żeby tam trafić należy za pomnikiem skierować się ścieżką w prawo.  Roztoczy się wtedy przed nami taki widok:

Baseny i okrągłe budowle stanowiły zespół oczyszczalników budowanych w związku ze stale zwiększającą się liczbą więźniów oraz planami dalszej rozbudowy KL Auschwitz.

To budynek Sauny, w którym mieści się m.in. ekspozycja zdjęć.

Po przejściu przez prawie puste pomieszczenia  Sauny, gdzie odbywały się: kąpiel, strzyżenie, segregacja i dezynfekcja ubrań, tatuowanie numerów, wchodzimy do pomieszczenia, w którym nagle uderza w oczy widok setek twarzy. Niesamowite uczucie, zwłaszcza, że to zdjęcia ludzi, którzy mieszkali również w naszym mieście…

Podczas wizyty w Oświęcimiu kupowałam zawsze do biblioteki jakieś wydawnictwa związane z Holocaustem. Nie inaczej teraz: nabyłam książkę Augusta Kowalczyka „Refren kolczastego drutu”.

Nie był to wybór przypadkowy: kilka lat temu byłam z młodzieżą na recitalu aktorskim „6804 – Z pamięci gawęda osobista Augusta Kowalczyka byłego więźnia KL Auschwitz”. Rzecz niezwykła – autor książki, aktor, zaprezentował autorski monodram o tym, co przeżył w obozie, o ucieczce stamtąd i o tych, co potem pomogli ocalić mu życie. Występ zrobił na nas niesamowite wrażenie, więc  kupiłam książkę dla tych, co nie mogli na żywo zobaczyć monodramu autora. A i ja, chociaż widziałam, z chęcią ją przeczytam i przypomnę sobie wszystko, co wtedy nam opowiadał.

Read Full Post »

Podczas Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek, który trwa od 8 do 15 maja, większość bibliotek miejskich (inne też, ale już nie tak masowo) przygotowuje specjalną ofertę kulturalną dla swoich mieszkańców.

Tegoroczne hasło imprezy znane jest już chyba wszystkim:

 Biblioteka zawsze po drodze, nie mijam – wchodzę!

 Plakat promujący wydarzenie (który bardzo mi się podoba) wygląda tak:

 

W  ramach OTB w Sosnowcu będzie można spotkać się m.in. z Mikołajem Łozińskim (13. maja) – fotografem i pisarzem, którego ojciec, Marcel Łoziński jest znanym reżyserem-dokumentalistą. To właśnie jego dokument „Wszystko może się przytrafić” polecałam Wam kiedyś w „Poradniotece” – w filmie bierze udział Mikołaj, który miał wtedy pięć lat.

Cały program obchodów Tygodnia Bibliotek w Sosnowcu znajduje się tutaj.

Jeżeli natomiast chcecie spotkać się np. ze Zbigniewem Masternakiem – pisarzem i autorem scenariuszy filmowych, musicie wybrać się 11. kwietnia do biblioteki w Będzinie. Książnica koło Przemszy zaplanowała jeszcze np. szafing– czyli bezgotówkową wymianę ubrań (14. maja), czy akcję uwalniania książek raz przeczytanych (9-13. maja), która prowadzona będzie przed biblioteką i w holu głównym na parterze.

Szczegółowy program obchodów Tygodnia Bibliotek w Będzinie znajduje się tutaj.

Nasza biblioteka szkolna w Ogólnopolskim Tygodniu Bibliotek ma ważną misję do wypełnienia: wzmożone wpisywanie opisów bibliograficznych do programu MOL (należy zdążyć przed końcem roku z całością, a zostały jeszcze 4 dwustronne regały) oraz wyjazd z młodzieżą do Muzeum Auschwitz-Birkenau…

Życie samo układa plan zajęć 🙂

Read Full Post »

Older Posts »