Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2012

Przed chwilą w TVP 1 skończył się „Wielki test o telewizji” z okazji 60-lecia jej istnienia. Na pytania odpowiadali goście w studio, pozostali mogli rozwiązywać test w internecie, lub pobrać na telefon specjalną aplikację.

Było już po pierwszej rundzie, kiedy ściągnęłam ją na telefon (aplikację, nie rundę). Przy rejestracji przypadkowo wcisnęłam na mapie Polski sąsiednie województwo…

Telewizja Polska realizuje swą misję edukacyjną 😉

Czy istnieje jakiś związek pomiędzy poziomem aplikacji i poziomem telewizji…? 😉

Reklamy

Read Full Post »

Patrząc na sobotnie tłumy na Targach nie można powiedzieć, że książka jest w odwrocie, jak chcą zwolennicy nowych mediów. Mam ochotę pokazać im język 😉

Sobota zapchała przejścia między wystawcami do granic nieprzytomności. Najgorzej było, kiedy na stoiskach pojawiali się bardzo popularni pisarze i VIP-y (lub po prostu celebryci). Przejście przez tłum graniczyło wtedy z cudem, i o ile komuś nie zależało, żeby dostać się do obleganego autora, najlepszym wyjściem było zmienić kierunek marszu, co też kilkakrotnie zrobiłyśmy – piszę w liczbie mnogiej, bo w sobotę pojechałam na Targi z Agatą.

Tak mniej więcej to wyglądało…

To pisarze i twórcy książek (ilustratorzy), których – mimo tłumów broniących do nich dostępu  – udało mi się uwiecznić (lepiej lub gorzej):

Edward Lutczyn i Wanda Chotomska.

Do książek z serii „Poczytaj mi mamo” ilustrator, Edward Lutczyn, wklejał takie wierszyki: Czyta Ci książki najlepsza z mam, ale niebawem poczytasz sam.

To oczywiście nie żaden pisarz, tylko pirat Rabarbar. Książkę o jego przygodach podpisał dla naszej biblio jej ilustrator, Edward Lutczyn.

Po lewej Jarosław Mikołajewski – tłumacz nowej wersji „Pinokia” wydanej przepięknie przez Media Rodzina. Po prawej ilustrator książki – Roberto Innocenti. Powiedział mi, że w jego ilustracjach odnajdę klimat Collodi, które zwiedziłam dwa lata temu.

Kolejkę do Rafała Kosika można było porównać z tymi do największych celebrytów, ale bardziej cieszyła moje oko, bo składała się głównie z młodzieży. I co najmilsze – po autograf pisarza stały nie tylko dziewczyny, bo te stanowią większość wśród młodych czytelników, ale było też wielu chłopców!

Rafał Kosik i jego wielbiciele.

Michał Ogórek podpisuje książkę, którą napisał wraz z Profesorem Jerzym Bralczykiem: „…Kiełbasa i sznurek”.

Agata Tuszyńska podpisuje nam „Ćwiczenia z utraty”.

Małgorzata Kalicińska (po lewej) z Agatą.

Monika Szwaja.

Ewa Lipska na tle ściany kamer i aparatów.

Dorota Masłowska, która według sondażu „Gazety Wyborczej” ma wśród pisarzy młodego pokolenia największe szanse, żeby w przyszłości dostać literackiego Nobla – siadła do stolika, żeby podpisywać książki, uprzedziwszy wcześniej, że nie życzy sobie zdjęć. Aparaty – z niechęcią, ale pochowano. Nie można było robić zdjęć autorce „Kochanie, zabiłam nasze koty”, ale wolno było sfotografować tych, którzy czekają na jej autograf. Na zdjęciu widać tylko ręce pisarki, które oddają podpisane książki 🙂

Ten pan sprzątnąłby każdego, kto by Dorocie Masłowskiej pstryknął fotkę 😉

Później, po zgraniu zdjęć okazało się, że robiąc fotografię Ewie Lipskiej, goszczącej na stoisku WL-u w tym samym, co Masłowska, momencie – uchwyciłam niechcący w tle, Pisarkę Która Nie Życzy Sobie Zdjęć 😉 Mam nadzieję, że będzie mi to przebaczone.

Spotkanie z Romą Ligocką na stoisku Wydawnictwa Literackiego. Ostatnie  na naszej liście (bo najpóźniejsze), ale najbardziej wyczekiwane. Agata podchodzi pierwsza. Mówi pisarce, że dzięki jej opowiadaniu „Dzień luksusu” z książki „Wszystko z miłości” – od dłuższego już czasu i my celebrujemy taki dzień. –Bardzo się cieszę – mówi Roma Ligocka – bo takie było przesłanie tego tekstu: żeby od czasu do czasu poświęcić sobie dzień, w którym to my będziemy najważniejsze.

Roma Ligocka w podpisywanej książce narysowała tej siostrze różę.

Później przy stoliku siadam ja i podsuwam do podpisania „Księżyc nad Taorminą”, który kupiłam do biblioteki. Rozmawiamy chwilę o wspólnej znajomej – Dorocie Terakowskiej. Roma Ligocka jest pewna, że Dorota ciągle skądś nas obserwuje. Nie trzeba mnie o tym przekonywać – wiem to bardzo dobrze. Więcej – wiem, że pisarka, która zmarła w 2004 r. daje nam znać o sobie bardziej namacalnie. A przynajmniej tak było w moim wypadku.

Kilka lat temu, już po śmierci Terakowskiej, kiedy pisałam recenzję książki „Moja mama czarownica” Kaśki T. Nowak, jej córki, wydarzyło się coś, co spowodowało, że w jednym momencie włosy stanęły mi dęba. Jeszcze teraz, kiedy o tym piszę, czuję, jak zimno przechodzi mi po plecach. Co mnie tak poruszyło, opisałam tutaj.

Opowiadam o tym Romie Ligockiej, a ona odwdzięcza mi się podobnym wspomnieniem, które dotyczyło jej znajomego. Nasza rozmowa trochę się przedłuża, z kolejki do pisarki słyszę już nerwowe pochrząkiwania – znak, że czas kończyć rozmowę. Agata robi zdjęcia i straszy stojących po autograf: państwo jej nie znacie, ale ona może tak jeszcze długo… Uśmiechają się, ale nerwowo. Czas kończyć. –Szkoda, że nie możemy dłużej sobie tutaj porozmawiać – mówi Roma Ligocka.

Ale nic straconego – umówiłyśmy się na spotkanie autorskie. Może uda nam się dokończyć rozmowę.

Podobnie jak w poprzednie dni Targów, tak i w sobotę na okoliczność czytania przepytano kilka osób. Tym razem już bardziej znanych, niż w filmiku z ostatniego dnia.

Michał Rusinek, pisarz, były sekretarz Wisławy Szymborskiej mówi, dlaczego czyta.

Tutaj obejrzycie filmik, na którym wypowiadają się m.in. Janusz L. Wiśniewski, Krystyna Mazurówna, Ewa Wachowicz czy Jolanta Kwaśniewska:

A to już zdjęcia osób, które znane są bardziej z innego powodu niż ten, że popełnili jakieś książki:

Krystyna Mazurówna, tancerka, jurorka programu „Got to dance”.

Urszula Dudziak, wokalistka jazzowa.

Martyna Wojciechowska, podróżniczka.

Prezydentowa, Danuta Wałęsa.

Prezydentowa, Jolanta Kwaśniewska (i duży chłopiec).

Ewa Wachowicz – Miss Polonia z 1992 r., autorka książek kucharskich.

W tym roku ograniczałam się z osobistymi zakupami, pamiętając, że w domu nie mam już gdzie wcisnąć nowych książek. Oto, co – przypłacając naderwaniem ramion – przywlekłam jednak z Targów dla biblio i prywatnie:

Read Full Post »

Tegoroczne Targi Książki w Krakowie to ponad 550 wystawców, tysiące odwiedzających, setki spotkań z pisarzami. W piątek do hali na ul. Centralnej dotarło bardzo dużo miłośników książek, ale prawdziwy szturm i oblężenie Targi przeżyły w sobotę, o czym przekonałam się na własnej skórze. Migawki z sobotnich odwiedzin zamieszczę w następnym wpisie.

W piątek było jeszcze na tyle przestronnie między stoiskami wydawnictw, że możliwe było zrobienie zdjęcia takiego, jak to: kilka osób ogląda książki, przejście puste (a przynajmniej chwilowo):

Coraz większą popularnością cieszy się w naszym kraju literatura czeska – powstają wydawnictwa ukierunkowane na publikowanie twórczości pisarzy zza południowej granicy (Wydawnictwo Afera z Wrocławia), portale dedykowane tej literaturze (np. czeskieklimaty.pl).

Nie wolno zapomnieć, że ogromne zasługi w promowaniu u nas literatury czeskiej ma Mariusz Szczygieł – dziennikarz, reportażysta i pisarz, autor m.in. „Gottlandu”  i świetnej książki „Zrób sobie raj”.

Na stoisku Wydawnictwa Afera można było kupić maskotki pożerające skarpetki – Niedoparki. To bohaterowie książki o tej samej nazwie, którą napisał Pavel Šrut.

Stoisko „Czeskich klimatów” – w centralnej części ten, który mówił tylko „ah jo”, a i tak wszyscy go kochali – Krecik (Krtek), którego stworzył w 1956 r. Zdeněk Miler.

Na samym końcu hali ulokowało się Wydawnictwo Element (gdzie – jak mówili jego przedstawiciele – nie wszyscy już docierają). To młode wydawnictwo – założone w 2009 r. i  ma w ofercie dopiero kilka tytułów. Może bym je przegapiła w ferworze targowym, gdyby nie to, że zastosowali chwyt, który mnie tam przyszpilił: odtwarzany na laptopie film. Ten sam, do którego w pierwszym w  tym roku szkolnym wpisie zamieściłam tutaj odnośnik. Jego bohaterem był Ken Robinson – jak sam mówi o sobie: dożywotni adwokat edukacji. Tylko, że nie takiej, jaka przychodzi nam w pierwszej chwili na myśl, a edukacji, która stawia na kreatywność i kładzie nacisk na znaczenie pasji. Polecam Wam obejrzenie tego krótkiego wykładu, bo jest lekki, dowcipny i ujmujący – ale mówi o bardzo ważnych sprawach.

Wydawnictwo Element zafascynowane ideami Robinsona postanowiło wydać jego książki. Tak to się zaczęło, ale pewnie tak nie skończy, bo Robinson napisał tylko trzy książki, a wydawnictwo chce promować – podobnie jak TED – idee warte rozpowszechniania.

Salon Nowe Media już na dobre rozgościł się na Targach Książki w Krakowie – w końcu rynek e-booków i technologii pozwalających na czytanie książek w postaci innej, niż tradycyjna przeżywa w Polsce (trochę powolniejszy, niż w innych krajach) rozkwit.

Nowy produkt Woblinka: ReadKid, system, który pozwala na tworzenie interaktywnych książeczek dla dzieci.

Nie bez przyczyny zamieszczam teraz zdjęcie Łukasza Gołębiewskiego, który był na Targach w piątek, bo to on napisał „Śmierć książki. No Future Book”, gdzie przedstawia – wydaje się, że nieuchronną – wizję świata z bibliotekami bez książek, światem bez księgarń… Gołębiewski jest też wydawcą miesięcznika „Magazyn Literacki Książki” i dwutygodnika „Biblioteka Analiz”. Co roku publikuje znaną monografię „Rynek książki w Polsce „.

Łukasz Gołębiewski

Ciągle jednak częściej słyszę, że ludzie wolą książki w postaci tradycyjnej, a nie elektronicznej, myślę więc, że papierowe wydawnictwa nie dadzą się tak łatwo wyprzeć z rynku.

Dosyć niewiarygodne wydają się także statystyki dotyczące czytelnictwa w Polsce, kiedy patrzy się na przewalające się przez Targi tłumy. W tym roku namawiano zwiedzających do wypowiedzi o tym, dlaczego czytają.

Tak nagrywano wypowiedzi o czytelnictwie odwiedzających Targi.

Tutaj zobaczycie króciutki filmik „Nakręć się na czytanie” zmontowany z ich wyznań:

Trafiłam też na stoisko nowego portalu e-usług bibliotecznych w.bibliotece.pl dedykowanego zainteresowanym wymianą informacji na temat książek i multimediów zgromadzonych w bibliotekach i prywatnych kolekcjach. To rodzaj globalnego katalogu polskich bibliotek publicznych i naukowych połączonego z forem dyskusyjnym miłośników książek.

W tym roku Honorowym Gościem Salonu Małe Ojczyzny było Podhale:

Piękna ekspozycja książek – stoisko Muzeum Tatrzańskiego.

Gościem Targów była w piątek Anna Sztaudynger-Kaliszewicz, córka, drugiego po Janie Kochanowskim, wybitnego fraszkopisarza i poety polskiego, Jana Sztaudyngera. O jego istnieniu dowiedziałam się dopiero podczas studiów i zachwyciłam się jego mistrzowskim ujęciem, najczęściej w dwuwiersz, rzeczy ważnych i błahych.

Sztaudynger napisał wiele fraszek frywolnych, ale nie mogę ich tu zamieścić, przecież to blog dla gimnazjalistów. Cytuję więc te grzeczne:

Prawda kole

W aureolę.

___

Daruj minutom, dniom, godzinom –

Miną…

______

Echo

Ma własne zdanie –

Na zawołanie…

Pani Anna Sztaudynger-Kaliszewicz, która przygotowała do druku większość książek ojca, podpisywała (nie tylko) „Różowe piórka”:

Od Pani Anny Sztaudynger-Kaliszewicz dostałam taki wpis: „Izabela miła jak morela” 😉

Najwięcej pisarzy gości na Targach w sobotę i niedzielę, kiedy i odwiedzających jest więcej. W piątek udało mi się utrwalić na fotografii tylko trzech piszących:

Pani Anna Onichimowska, której książki młodzież bardzo lubi (szczególnie „Hera, moja miłość”) podpisuje nam opowiadania „Pomiędzy”.

Anna Łacina podpisuje dla naszej biblioteki „Telefony do przyjaciela”.

Krzysztof Varga promował swoją najnowszą książkę „Polska mistrzem Polski” – zbiór felietonów, które ukazały się w „Dużym Formacie”. To właśnie od nich rozpoczynam czwartkowe czytanie tego dodatku 🙂

A na koniec piękne podpórki do książek, które – jak zauważyłam podczas dwóch dni Targów- cieszyły się dużym zainteresowaniem (w tym moim). Produkuje je  AleArte z Łodzi, a sprzedaje m.in. Ideadizajn.

Prawda, że nie można przejść obok nich obojętnie?

Read Full Post »

Poniżej wspominałam o wizycie w Małej Galerii Biurowości, którą obejrzałam w Zespole Szkół Ekonomiczno-Administracyjnych w Bydgoszczy podczas Forum TNBSP. Galerię – wcale zresztą nie taką małą, z pasją i zaangażowaniem stworzyła Pani Małgorzata Klisz –Lipkowska. Eksponaty zgromadzono w niewielkim pomieszczeniu przylegającym do pracowni ekonomicznej.

Pani Małgorzata Klisz-Lipkowska, pomysłodawczyni i opiekun Małej Galerii Biurowości.

Kolekcję zapoczątkował przestarzały sprzęt szkolny (maszyny, komputery), który został uratowany przed unicestwieniem, później pojawiły się dary od osób prywatnych, uczniów i innych nauczycieli. Wiele rzeczy do galerii ściągnęła oczywiście sama gospodyni tego miejsca.

Te eksponaty nie dziwne są pewnie rodzicom dzisiejszych uczniów, ale dla młodzieży to niezła ciekawostka. Dzięki galerii mogą wyobrazić sobie, jak pracowano w biurze przed laty, zanim wszelkie maszyny i urządzenia zastąpiło to jedno – komputer, oraz jak wyglądały dużo wcześniejsze wersje dzisiejszych laptopów (dla dzisiejszego gimnazjalisty zwykła dyskietka to już gadżet, który odkryto prawdopodobnie podczas wykopalisk archeologicznych;-)

Oprócz maszyn do pisania, maszyn liczących i liczydeł w galerii znajdują się artykuły biurowe, dokumentacja, materiały i meble biurowe.

Te cudeńka użytkowane były nie tak znowu dawno temu.

Widoczna po lewej pierwsza myszka IBM jest podobno niezniszczalna. Nie to, co dzisiejsze, delikatne i mało odporne na upadki sprzęty. Po prawej pierwsze dyskietki – rozmiar 5,25 – cienkie i giętkie.

A to już maszyna do liczenia – bajecznie prosta w obsłudze… 😉

I kolejna, równie okazała. Trzeba było znać na pamięć funkcje wszystkich klawiszy po lewej.

Liczące, urocze maleństwa.

A takie wynalazki ciągle jeszcze są gdzieniegdzie w użyciu.

Liczydło chińskie podarowane do galerii przez jedną z nauczycielek.

Record – liczydło z Niemiec, które przyniosła uczennica. Nie wiadomo jednak, jak się na nim liczyło.

A to potocznie nazywana „amerykanką” tabelaryczna forma księgowości.

Piękny Continental, który nie kojarzy mi się z biurem, a z pisarzem 🙂

Akcesoria do maszyny, a w tle – pisze pani na maszynie 🙂

Do zrobienia sobie takiego zdjęcia zachęca wszystkich odwiedzających opiekunka galerii.

Ta wystawa to bardzo ciekawa rzecz, a dzięki niej przypomniałam sobie o pomyśle (oczywiście do zrealizowania w naszej biblio), który wpadł mi do głowy jeszcze przed wakacjami, a teraz pewnie wreszcie go sfinalizuję.

Jeżeli mowa o maszynach, to warto wspomnieć, że z Bydgoszczą związana jest jeszcze jedna, maszyna o światowej sławie: Enigma.

Otóż w tym mieście urodził się w 1905 r. Marian Rejewski, matematyk i kryptolog. To właśnie on wraz z dwoma innymi kolegami złamał szyfr Enigmy, którą hitlerowskie Niemcy posługiwały się do pisania korespondencji.

Jego pomnik – ławeczka stoi w Bydgoszczy przy zbiegu ulic Gdańskiej i Śniadeckich:

Read Full Post »

W pięknej Bydgoszczy w ostatni weekend (20-21 października) zorganizowano Forum Towarzystwa Nauczycieli Bibliotekarzy Szkół Polskich. Było to już XIII spotkanie tego typu, ale szczególne, bo w jubileuszowym, dwudziestym roku istnienia.

W centrum Bydgoszczy.

Widok na Wyspę Młyńską z mostu, który zakochani przyozdabiają kłódkami ze swoimi imionami.

Urokliwa bydgoska Wenecja – koncert w ramach imprezy „Ster na Bydgoszcz” w roku 2011. Słuchaliśmy muzyki Krzysztofa Komedy.

Przez Bydgoszcz przechodzi 18 południk długości geograficznej wschodniej. To miejsce na Wyspie Młyńskiej, które o tym przypomina.

Widok na hotel „Pod Orłem” przy ul. Gdańskiej. Patrzy na niego nieustająco rzeźba – wędrowiec.

TNBSP powstało w 1992 r., jako pierwsza samodzielna organizacja społeczna skupiająca nauczycieli bibliotekarzy. Towarzystwo podejmuje różne działania, a ostatnio jest szczególnie aktywne, występując w obronie interesów zawodowych środowiska bibliotekarzy szkolnych – wiadomo, z jakich powodów.

Forum rozpoczęło się od prezentacji filmu. W niecodziennej roli wystąpił w nim były członek aktywu bibliotecznego, od kilku lat już absolwent Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2 w Bydgoszczy, gdzie nauczycielem bibliotekarzem jest Danuta Brzezińska, obecny Prezes Rady Głównej TNBSP (od 2012 r.).

XIII Forum TNBSP otwiera jego Prezes, Danuta Brzezińska.

Za działalność w TNBSP nagrody odbierają: skarbnik Maria Krajewska i redaktor naczelny „Biblioteki w Szkole” – Juliusz Wasilewski. Pozostali zasłużeni – chwilowo nieobecni.

Molik – maskotka promująca katalog MOL dla najmłodszych.

Łukasz grał rolę podsekretarza stanu w MEN, zresztą internowanego, bo władzy nie spodobała się jego odpowiedź na interpelację „posłanki” Danuty Brzezińskiej, w której zadała ministerstwu pytania o cel utrzymywania bibliotek szkolnych i rolę bibliotekarzy. W odpowiedzi tej usłyszeliśmy m.in., że biblioteka nie jest przechowalnią niepotrzebnej makulatury i miejscem, gdzie hoduje się nowe odmiany alergii na kurz 😉 (obecność takich oczywistych stwierdzeń wydaje się dziś w niektórych przypadkach mocno uzasadniona…).

Nagranie brutalnie przerwano, kiedy podsekretarz podsumowywał, że bez dostępu do bibliotek szkolnych (dla wielu pierwszych i przez to najważniejszych w życiu), i ograniczając funkcje bibliotekarza tam pracującego, czeka nas spadek kultury w kraju, a także rosnąca głupota społeczeństwa… Tak, pewnych rzeczy niewygodnie jest słuchać.

Prezentuje się oddział bydgoski TNBSP – po prawej Prezes z bookcrossingową parasolką.

W pierwszym dniu zaprezentowano dokonania poszczególnych oddziałów TNBSP. Nie można było trafniej dobrać motta do tegorocznego forum –  „Po owocach nas poznacie”. Przedsięwzięć i ich efektów było mnóstwo, szkoda tylko, że Bardzo Ważne Osoby, które m.in. decydują o losie bibliotek szkolnych, nie mają zazwyczaj możliwości, aby pojawić się na takim spotkaniu i zobaczyć to wszystko na własne oczy. Najczęściej przysyłają w zastępstwie kogoś z bardzo miłym listem, w którym życzą owocnych obrad i wszelkiego powodzenia. Szkoda… bo później znajdują jednak czas, aby w sprawie bibliotek szkolnych dyskutować – ale już tylko w kontekście osłabienia ich roli lub nawet wymazania ich ze struktur szkoły.

Ja im się nie dziwię. Wiecie, dlaczego? Bo w większości osoby te chodziły do szkoły 20, 30 lat temu. Wtedy wizerunek bibliotek szkolnych pozostawiał jeszcze wiele do życzenia: przycupnięte gdzieś w ciasnym pomieszczeniu, na regałach książki przyobleczone oczywiście w okładki papierowe koloru niezachęcającego. Paradoksalnie – wtedy, w latach 70. i 80., nikt nie zastanawiał się nad zasadnością istnienia bibliotek szkolnych, ani nad rozstrzyganiem, czy bibliotekarz tam pracujący jest rzeczywiście nauczycielem, czy też może pracownikiem administracji. Taki obraz bibliotek w szkołach pamiętają osoby, które o nich teraz dyskutują, jakby nie biorąc poprawki na to, że dziś takie biblioteki nie są starymi archiwami. To centra informacji wyposażone w nowoczesny sprzęt, który pozwala na korzystanie ze współczesnych mediów, a także centra kulturalne szkoły, gdzie źródło mają projekty edukacyjne i wiele inicjatyw, które rozwijają potencjał uczniów i na wiele sposobów służą ich rozwojowi emocjonalnemu i intelektualnemu.

W drugim dniu forum było więcej teorii: wysłuchaliśmy wystąpień, m.in. o otwartych zasobach edukacyjnych, e-bookach czy aktywizujących metodach nauczania w kształceniu przyszłych nauczycieli bibliotekarzy (tylko… czy zawód przetrwa?).

Ekipa z Lublina wyróżniała się kolczykami-książkami, wykonanymi metodą origami. (Była też broszka.)

Okienne warsztaty origami, czyli jak się robi książeczkę do kolczyków.

Przewodnik napisany przez uczniów pod kier. Marty Idzik-Ropa i Aleksandry Szydłowskiej.

Był też czas na przybliżenie nam konkretnych działań bibliotekarzy, przedsięwzięć długofalowych, którymi po prostu należało się pochwalić: wydanie z młodzieżą działającą w Klubie Młodych Twórców przy Zespole Szkół Administracyjno-Ekonomicznych w Bydgoszczy nietypowego przewodnika po tym pięknym mieście (Marta Idzik-Ropa), czy konkursie dla uczniów województwa mazowieckiego (mającym już 12 edycję!) na książkę z wierszami o przyrodzie, którego pokłosiem są rokrocznie wydawane przepięknie tomiki poetyckie (Stanisława Fadrowska-Adamczyk, Izabelin).

Wystąpienie Elżbiety Bursztyki z biblioteki LO nr 3 w Otwocku wzbudziło w gronie słuchaczy prawdziwe poruszenie, bo dowiedzieliśmy się, że tamtejsza biblioteka dostaje na swoją działalność 300 zł miesięcznie i… 10 000 zł w grudniu. Trzeba było słyszeć ten jęk niedowierzania na sali (był to jednocześnie jęk zazdrości). To podobno po lekturze kultowego podręcznika „Bibliotekarstwo szkolne” Jadwigi Andrzejewskiej dyrektor tego liceum wychodzi z przekonania, że „bez porządnej biblioteki w porządnej szkole porządnie uczyć się nie da”. Święta racja, ale cóż, z pustego i Salomon nie naleje – jeżeli funduszy w wielu szkołach nie ma, to i nie ma czego dzielić.

Pani Bursztyka powiedziała jeszcze jedną ważną rzecz, a mianowicie, że dziś nieaktualne jest już powiedzenie „siedź w kącie, a znajdą cię”, natomiast ciągle prawdziwe jest inne: „jak cię widzą, tak cię piszą”. Bibliotekarze szkolni muszą o tym pamiętać szczególnie dziś, w niepewnych dla siebie czasach. Podpisuję się pod tym obiema rękami (a zważywszy, że piszę na klawiaturze – nie jest to trudne 😉 )

Członkowie TNBSP z Bydgoszczy. Z mikrofonem stoi Alina Szmigiel, założycielka i prezes oddziału Towarzystwa w Bydgoszczy w latach 2001-2006.

Podczas pierwszego dnia forum zwiedziłam „Małą galerię biurowości” działającą w bydgoskim Zespole Szkół Administracyjno-Ekonomicznych, gdzie odbywało się nasze spotkanie. To bardzo ciekawe miejsce i mam stamtąd tak dużo zdjęć, że zamieszczę je dopiero w następnym wpisie.

PS. Oczywiście za każdym razem, kiedy jestem w Bydgoszczy zajadam się wypiekami tamtejszej cukierni „Sowa”. Polecam je każdemu wielbicielowi słodkości, bo jeszcze nigdzie nie jadłam lepszych. I to nie tylko moje zdanie: znam pewnego kucharza z Luksemburga, który niejedno już jadł, a sądzi tak samo 🙂

Na to nie można patrzeć – to należy jeść 😉

Read Full Post »

Liter czar

Do programu „Scrabble w szkole” przystąpiło już ponad 250 szkół z Polski. W tym roku szkolnym rusza jego druga edycja.

W poprzednim roku skupiłam się na tym, żeby zakończyć wreszcie budowanie bazy danych programu bibliotecznego MOL i zajęcia ze scrabble mogłyby chyba odbywać się nocami 😉

Co innego w tym roku – teraz nareszcie mogłam nas zapisać.  Do biblio dotarło właśnie pięć zestawów do gry i od razu rozpoczęliśmy ich eksploatację. Uczniowie są bardzo chętni, żeby pobawić się słowami.

Zapraszam do biblio przed lekcjami (tych, którzy zaczynają później zajęcia), po lekcjach, lub w każdej wolnej chwili. Rozkręcamy zabawę scrabblową!

Read Full Post »

Takich miejsc jest na świecie coraz więcej: muzeów, gdzie zbędne są filcowe bambosze, a eksponatów nie odgrodzono od zwiedzających sznurem zakończonym złotymi końcówkami. Tam, gdzie byłam w ubiegłą niedzielę, można wszystkiego dotykać, próbować, eksperymentować (a może nawet zepsuć), bo to nietypowe muzeum edukacyjne.

Oczywiście chodzi mi o Centrum Nauki „Kopernik” w Warszawie, które otwarto dla publiczności w listopadzie 2010 r., i od tamtej pory przeżywa nieustające oblężenie.

Kolejki ciągną się przed wejściem jak węże, i to bez względu na godzinę i porę roku. W niedzielę „Kopernika” otwierano o 10.00. Byłam tam kilka minut wcześniej, a i tak do chwili, kiedy dotarłam do kasy i dostałam kartę wstępu upłynęła ponad godzina!!!

To tylko część niedzielnej kolejki do Centrum Nauki. Po godzinie jej długość była dokładnie taka sama.

Nie opiszę tutaj wszystkiego, co zobaczyłam i czego doświadczyłam w CNK, wybiorę tylko te rzeczy, które najbardziej mnie zaciekawiły. Oto wybór z setek zdjęć, które zrobiłam podczas 6-godzinnej wizyty… Wydaje się, że 6 godzin to dużo, ale i tak nie zobaczyłam połowy rzeczy! Jedno jest więc pewne: na pewno tam wrócę!

Naprzeciw kas stoi robot, który – aby umilić życie oczekującym w kolejkach – gestykuluje, mruga, śpiewa i mówi. Cytuje m.in. znane kawałki z kultowych seriali: Panie, tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk ruchu! Ja tu mięso mam!

Widok z pierwszego piętra. Wahadło francuskiego astronoma Foucaulta, który w 1851 r. dowiódł przy jego pomocy, że Ziemia kręci się wokół własnej osi.

Kiedy dwie osoby na dole ciągną za sznurki, u góry tworzy się wielka ściana mydlana. Jeżeli ktoś dmuchnie w nią na górze – udaje się puścić olbrzymią bańkę.

W CNK równie dobrze bawią się mali i duzi.

Braciszek za pomocą dźwigni urządzi zaraz siostrze łoże fakira. Tutaj na własnej skórze można przekonać się, że leżenie na drewnianym piłeczkach jest bardziej niewygodne, niż na łożu z gwoździ.

W czole robota zainstalowano kamerkę. Dzięki temu Feliks naśladuje mimikę twarzy tego, kto przed nim stroi miny.

A tutaj już znajome klimaty 😉 W galerii „Strefa Światła” (dla amatorów zagadek kryminalnych) znajduje się m.in. willa złoczyńcy, Arseniusza Crona, a w niej – jego biblioteka z popiersiem ukochanej żony Aurory.

W tej samej „Strefie światła” znajdziemy jeden z najpopularniejszych tutaj eksponatów – pokój, który wymyślił w 1934 r. amerykański okulista,  Adelbert Ames. Z zewnątrz pokój wygląda normalnie, ale w rzeczywistości pomieszczenie ma kształt trapezu, a ściany, podłoga i sufit ustawione są  skośnie. Tak uzyskano perspektywę, dzięki której osoby stojące po lewej wydają nam się małe, a po prawej – nienaturalnie duże. Wypróbowałam to na sobie 😉

Ja i mała i ja duża 😉

Na wystawie „Re:Generacja” znalazłam coś, co przydałoby się do przeprowadzanych przeze mnie lekcji o cenzurze (przy okazji wystawy o zakazanych książkach). Tutaj można było wczuć się w rolę cenzora i samemu poprawić nieprawomyślne teksty.

Na wystawie „Korzenie cywilizacji” można było obejrzeć trójwymiarowy Kamień z Rosetty, który umożliwił naukowcom odczytanie hieroglifów, czyli „świętych znaków” (dzięki temu, że napisy były umieszczone także w języku greckim i egipskim). Oryginalny Kamień jest z bazaltu, ma 114 cm wysokości, 72 cm szerokości i 30 cm grubości; waży 762 kg. Jest przechowywany w British Museum w Londynie.

Obok Kamienia z Rosetty znajduje się maszyna, która tłumaczy tekst na hieroglify. Tak przetłumaczyła wpisany przeze mnie wyraz „biblioteka”:

Przy tej postaci zabawiłam dłużej – to Elektrybałt, postać, którą wymyślił Stanisław Lem. Ten elektroniczny poeta trzyma w ręku „książkę”, w której wybieramy, jaki wiersz ma nam wymyślić, a potem wyrecytować. Możemy wskazać m.in. sonet, limeryk czy balladę, a potem zainspirować, wskazując mu słowa, których ma użyć.

Oczywiście byłam bardzo monotematyczna i z uporem wpisywałam: bibliotekarz, księgozbiór, bibliofil. Efektem pracy poety było m.in. takie piękne haiku, które na zdjęciu wyszło nieostro, dlatego je przepisuję:

Książka znów boli

Poranek nabiera barw

Tańczę w ciemności

To pozostałe wiersze, które stworzył dla mnie Elektrybałt:

Epitafium.

Limeryk.

Haiku.

A to prawdziwa rewelacja – mindball: na tym urządzeniu można zmierzyć się w pojedynku umysłów. Na środku stolika leży kulka. Dwie osoby zakładają na głowę opaskę, która rejestruje intensywność ich fal mózgowych. Ten, kto ma spokojniejsze myśli lub potrafi je wytłumić, wbija przeciwnikowi piłeczkę do bramki. Ja poniosłam w tym pojedynku sromotną klęskę, bo mam tysiąc myśli na minutę;-), a wiadomo, jak trudno jest nagle, na zawołanie, nie myśleć o niczym.

I już ostatni eksponat, który znajduje się w galerii „Człowiek i środowisko”. Można siłować się z maszyną, wybierając wcześniej odpowiedni dla swoich możliwości poziom: słabeusz, początkujący, twardziel, siłacz i mistrz. Zrobiłam to zdjęcie z myślą o przychodzących do biblio uczniach, którzy używają czasami stołów czytelni, jako miejsc do pojedynków na rękę…

Read Full Post »

Older Posts »