Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Czerwiec 2012

Laba!

To niemożliwe, że już są wakacje – niemożliwe, bo przecież wakacje były dosłownie przed chwilą! Czas leci niemiłosiernie szybko, i nie jest to chyba dobra wiadomość 😦

Nie wszyscy chcieli dziś jak najszybciej wyjść wreszcie ze szkoły. Klaudia przyszła zapłakana i powiedziała, że nigdzie nie pójdzie. To taki szczególny moment w życiu absolwenta, kiedy wie, że jest już wolny, ale wtedy właśnie chciałby jeszcze trochę sobie do szkoły przynależeć 😉 Na otarcie absolwenckich łez pozwoliłam Klaudii siąść za konsolą bibliotekarską 😉 i „odpikać” ostatnie zwrócone przez nauczycieli książki:

Klaudia w mojej roli 🙂

A tu już Artur, który podobno mocno się zdziwił, kiedy wywołałam go po odbiór nagrody za… największą ilość zebranej w tym roku szkolnym makulatury (grubo ponad 300 kg):

Nagrodą był słownik, nie gitara 😉

I jeszcze ogłoszenia parafialne dla nauczycieli, bo tak się składa, że w wakacje zawsze znajdzie się ktoś, kto zapała nagłą chęcią przeczytania książki, która stoi właśnie u nas na półce. Kiedy wypożyczałam jeszcze książki na karty, zamiast za pomocą systemu MOL, sprawa była prosta – kartę zostawiało się na biurku z adnotacją, kto książkę zabrał. Teraz kart już nie ma, dlatego instrukcje są bardziej skomplikowane:

Pięknych wakacji moi drodzy! Wypoczywajcie ile wlezie!:-)

Read Full Post »

Koniec roku za 2 dni. Po szkole plątają się już nieliczne duszyczki uczniowskie. Dopisują tylko uczniowie klas III, którzy kończą gimnazjum i muszą stawiać się codziennie na próbę programu artystycznego z okazji zakończenia roku szkolnego.
Niektórzy z nich oczekiwali dziś na tę próbę u mnie w biblio. I tak ich nagle zmorzył sen poranny, że…


Jacek usnął, trochę pospał (w czym nie zamierzałam mu przeszkadzać), a kiedy się nagle przebudził, powiedział: o rany… myślałem, że jestem w domu… 😉

Szkoda, że Jacek już od nas odchodzi. Dziś odkryłam w nim kolejny talent (bo to bardzo zdolny chłopak jest 🙂 ) – ułożył mi w samochodzie ostatnią już w tym roku partię makulatury tak pięknie i sprytnie, jak nigdy nikomu dotąd się to nie udało. Dzięki! 😉

Read Full Post »

Będzińscy globtroterzy – Agnieszka i Grzegorz, czyli słynni Mumags Travellers, których już znacie, bo pisałam o nich m.in. tutaj, postanowili poratować dział z literaturą podróżniczą w naszej biblio. Wczoraj trafiły więc do nas takie cudowności:

Ten dział rzadko może liczyć na wzmocnienie, bo budżet dla szkolnej biblioteki przeznaczany jest w ostateczności na opozycyjny dział lektur i podziemny dział książek dla młodzieży.

Następna w kolejności jest literatura pedagogiczna, która broni się jeszcze w okopach, a książki podróżnicze ciągną się w tej karawanie przybytków na samym końcu. Można co prawda spotkać tam kilka nowych i żwawych wielbłądów, ale w grupie tej przeważają jednak starsze i wyliniałe już nieco osobniki, które powinny przejść wreszcie na zasłużoną emeryturę do zoo.

Dlatego zastrzyk świeżutkich reportaży z podróży stawia na nogi naszą karawanę, czyli dział „91 Geografia. Opisy krajów. Podróże”, i sprawia, że może ona znowu poderwać się do biegu, opuszczając zaciszną oazę regału.

W drodze na półki… 🙂

Już wczoraj chciano mi wydrzeć do czytania niektóre z tytułów, ale te mogą powędrować w świat dopiero po wpisaniu do inwentarza, co właśnie nastąpiło. Po książki wyciągają się już nauczycielskie ręce… Pomimo tego, że uczniowie muszą zwracać na koniec roku szkolnego wszystko, co ode mnie wypożyczyli, ugięłam się pod zmiękczającym serce spojrzeniem uczennicy, która uwielbia taką literaturę…

Dziękujemy serdecznie Agnieszce i Grzegorzowi za hojne dary! 🙂

Read Full Post »

Jeszcze pod koniec kwietnia tego roku Jerzy Stuhr dokonywał w zeszycie, który podarowała mu córka Marianna, ostatnich zapisków, a już w połowie czerwca notatki z okresu choroby ukazały się drukiem w Wydawnictwie Literackim.

Podobno redaktor z wydawnictwa wiedziona przeczuciem sama zgłosiła się do aktora z prośbą o kontynuację współpracy (WL wydało w 2008 r. książkę „Stuhrowie. Historie rodzinne”). Notatki były już zaczęte, a aktor postanowił zakończyć je w momencie narodzin wnuczki, czyli córki Marianny – tej samej, która podsunęła ojcu zeszyt do zapisków, wiedząc, że najgorszą karą jest dla niego nicnierobienie. Zapisując pierwsze strony był przeświadczony, że będą to czytali tylko jego bliscy. Kiedy wiedział już, że wszystko to ujrzy jednak światło dzienne, zaczął – jak sam powiedział – troszczyć się o formę zapisu.

15 czerwca w Muzeum „Manggha” w Krakowie odbyła się promocja książki „Tak sobie myślę…”. Salę zapełnili przyjaciele, znajomi i wielbiciele Profesora, bo trzeba wiedzieć, że Jerzy Stuhr jest nie tylko aktorem i reżyserem, ale również profesorem zwyczajnym (czyli tym najwyższym w hierarchii). Wykłada na PWST w Krakowie i wydziałach tej uczelni, m.in. w Bytomiu. I to właśnie studenci z Bytomia przywitali go na początku spotkania z pieśnią na ustach 😉

Jerzy Stuhr witany brawami w Muzeum Manggha Krakowie. W tle zdjęcie z jego książki. Spotkanie prowadziła Aleksandra Pawlicka.

A to studenci z Bytomia, którzy mu zaraz potem zaśpiewali.

O jego walce z chorobą wiedział cały kraj – informowały o tym media, ukazały się też wywiady – ale dopiero wtedy, kiedy było już wiadomo, że walkę z rakiem udało mu się wygrać (sam podkreśla, że udało się póki co). W tym ciężkim dla siebie czasie Jerzy Stuhr otrzymał liczne dowody sympatii i ogromne wsparcie, co niewiarygodnie go wzmacniało. Były nawet zadziwiające deklaracje, takie jak ta od dzieci z kliniki hematologii: Jesteśmy dumne, że mamy taką samą chorobę, jak Pan Stuhr. To wszystko dawało mu taką wielką siłę, że myślał po prostu: Ja tych ludzi nie mogę zawieść, ja nie mogę umrzeć!!! – co było jednak ciężko wytłumaczyć lekarzom. 🙂 Bo ci, rozmawiając z pacjentem o chorobie, uderzają z reguły w pesymistyczne tony. Tak mówił o tym sam bohater wieczoru:

[youtube:http://youtu.be/XffT_k-NbIg%5D

Wszystko to działa też w drugą stronę. Aktor mówił, że ma teraz do zagrania najważniejszą rolę, jaką dostał od życia. Jest potrzebny ludziom, którzy sami cierpią tak, jak on, a jego choroba i zdrowienie dają siłę i nadzieję, jakiej nie mogą dać pacjentowi nawet lekarze.

Stuhr wspominał dziewczynę, która przyszła do niego w szpitalu po autograf. Podpisując się, aktor powiedział do niej zupełnie spontanicznie: wyzdrowiejesz! Następnego dnia pani doktor pytała, jak udało mu się tak diametralnie zmienić nastawienie tej młodej osoby do choroby? Podobno cała promienieje, chce brać leki, bo wie, że wyzdrowieje. Stuhr jej to powiedział! To wtedy aktor zaczął po raz pierwszy zastanawiać się nad tą specyficzną „mocą”, którą posiada.

Sam do swojej choroby podszedł bardzo rzeczowo: kiedy dowiedział się, co mu jest, przede wszystkim zapytał doktora, co trzeba robić, i do kiedy to potrwa. Po prostu postawił przed sobą zadanie, które zamierzał zrealizować.

Co w jego życiu zmieniła choroba? Ze słownika zniknęły niektóre wyrażenia, takie jak: na pewno, jestem przekonany, a zastąpiły je: mam nadzieję, chciałbym bardzo. Przede wszystkim jednak wzrosła radość z przeżywania dnia. Wzrósł mu czynnik tolerancji (np. na zacietrzewionych polityków), stara się też każdego zrozumieć. Sam podsumował, że zmienił się całkowicie, nastąpiła w nim jakby wymiana wszystkich komórek.

 Swoim „testem powrotu” Jerzy Stuhr chciałby uczynić występ w transmitowanym na żywo Teatrze Telewizji. Miałby to być spektakl, który wystawia Teatr Polonia, a przygotowany był na 40-lecie jego debiutu scenicznego. To „32 omdlenia” Antoniego Czechowa, gdzie występuje też Krystyna Janda i Ignacy Gogolewski. Jerzy Stuhr chciałby to zagrać przede wszystkim dla tych, którzy na siódmym piętrze onkologii w gliwickim szpitalu będą oglądali go w pidżamach, myśląc, że jeszcze niedawno i on był tam wśród nich. Dla nich właśnie będzie grał.

Wątek pidżamy pojawił się w opowieści Stuhra jeszcze raz. Otóż wiele lat wcześniej aktor leczył się w szpitalu kardiologicznym w Rabce. Potem kupił tam dom. Kiedy w czasie swoich późniejszych pobytów grywał tam w tenisa, lekarze masowo wysyłali pod kort swoich pacjentów „z serca”, aby popatrzyli, jak on gra. Mówili im przy tym: Idźcie popatrzeć, jak tam Stuhr teraz gra, a jeszcze niedawno leżał tutaj, gdzie i wy. Zazwyczaj było to koło południa, kiedy aktor, zmachany na korcie, spostrzegał w oddali, ciągnące grupkami, nieśmiało, postaci w pidżamach. Myślał: O, znowu lekarze wysłali tych z serca, żeby mnie sobie pooglądali! 🙂

Tak się więc jakoś składa, że aktor odgrywa, oprócz tych ról, jakie przypadły mu na ekranie i deskach teatrów, najważniejszą chyba rolę – taką, w której gra siebie samego. A w roli tej zachwyca szczególnie: nadzieja dla chorych i optymizm, którego im czasami brak.

Profesorowi Stuhrowi życzę, aby już nie stracił tej radości z życia, którą zyskał w ostatnich miesiącach!

Po spotkaniu ustawiły się dwie kolejki do autografów.

Można by przypuszczać, że podpisywanie ponad setki książek jest dosyć nużące, ale Pan Jerzy Stuhr powiedział mi, że to bardzo przyjemne 🙂

Read Full Post »

Wyniki meczów do tabeli na bieżąco wpisuje Norbert.

Z okazji EURO 2012 w ręce uczniów trafił stareńki już album Zbigniewa Bońka z mistrzostw świata w piłce nożnej we Włoszech w 1990 r. Oglądają go z ciekawością – wtedy przecież nie było ich jeszcze na świecie!

Wesołość oglądających wzbudza szczególnie fryzura tego zawodnika z Kolumbii:

Read Full Post »

Nie jestem fanką futbolu, ale w obliczu nacierających zewsząd informacji o tym, że: już niedługo Euro 2012, za chwilę Euro, Euro tuż-tuż – i ja postanowiłam napomknąć coś o piłce, chociaż może nie wprost.

Z pomocą przyjdzie mi grupa wokalna „Panie i Panowie” i wykonywany przez nich a cappella (uczniowie: czyli tylko paszczami) utwór. Jest on zainspirowany innym słynnym utworem, który wzbudzał nie tak dawno wiele emocji wśród części społeczeństwa, a tematem w nim poruszanym jest oczywiście piłka nożna i tak jakby drób.

Dlaczego właśnie „Panie i Panowie” pojawiają się na tym blogu? Bo to moi przyjaciele, bardzo ich lubię, szczerze podziwiam i kibicuję ich przedsięwzięciom 🙂

Jest jeszcze jeden powód, właśnie biblioteczny: otóż jeden z wokalistów tej grupy pracuje co prawda w chórze w Filharmonii Śląskiej, ale pełni tam dodatkowo funkcję… bibliotekarza! (To ten przystojny mężczyzna w środku. Adam – pozdrawiam!) Poza tym jest naprawdę zaangażowany w bibliotekarstwo, powiedziałabym nawet, osaczony przez osoby parające się tym zawodem: jego osobista żona (a moja przyjaciółka) również jest bibliotekarką, więc większość jego koleżanek (w tym i ja) – też bawi się zawodowo książkami. Jesteśmy więc wielkim klanem bibliotekarskim, a łączy nas jedno:  miłość do książek! 😉

Pozdrawiam serdecznie grupę „Panie i Panowie”, życząc im niewysychającego źródła dobrych i dowcipnych pomysłów na wokalną prezentację siebie.

(Wokalistom nie życzy się raczej połamania gardeł, prawda? 😉 )

Tutaj można jeszcze obejrzeć, co zaproponowali z okazji Dnia Dziecka:

Prawda, że są wspaniali? 🙂

A tutaj: facebookowa strona grupy.

Read Full Post »

Chociaż rok szkolny ma się ku końcowi i książki trzeba do biblioteki raczej zwracać, niż wypożyczać (dotyczy to głównie uczniów klas 3, którzy muszą obowiązkowo rozliczyć się z biblioteką, zanim dostaną do ręki świadectwo ukończenia gimnazjum!) – nie mogłam jak zwykle oprzeć się wyprzedaży – w  tych samych, co zwykle, miejscach 🙂

Do biblioteki trafiają więc:

Tylko „Fikołki na trzepaku” kupiłam w Matrasie (6,99 zł). Resztę po 3,98 zł w Auchan.

Nie mogę nie pochwalić się jeszcze jednym zakupem, ale już prywatnym, z którego jestem bardzo zadowolona. Może ktoś, kto ma blisko do Auchan też miałby ochotę na te trzy tomy rozmów J. L. Borgesa z O. Ferrari, za które nie zapłaciłam nawet 12 zł, podczas kiedy rynkowa cena tych książek to jakieś 80, 90 zł…

Read Full Post »

Older Posts »