Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Nagroda literacka NIKE’

Laureatką tegorocznej Nagrody Literackiej Nike została Olga Tokarczuk za monumentalną powieść „Księgi Jakubowe” (1000 stron!). Tokarczuk była już 6. raz w finale nagrody, dostała ją do tej pory w roku 2008 za „Biegunów”. Natomiast po raz 5. zwyciężyła również w plebiscycie czytelników „Gazety Wyborczej”! Prawdziwy rekord!

„Księgi Jakubowe” zajęły Oldze Tokarczuk 6 lat pisania (a wcześniej zgłębiania i czytania źródeł). Na temat najnowszej książki wybrała Jakuba Franka, bo historia Żyda z Podola, heretyka, mistyka i proroka z XVIII w. nie był do tej pory przez nikogo opowiedziany. Jak sama mówiła: temat sam się narzucał, a ona tylko „wykonała usługę”. Piękna usługa na 1000 stron! I to spod pióra osoby, która twierdzi, że w środku pozostaje ciągle taka sama jak wtedy, kiedy miała 12 lat! 😉

Nike2015
„Jako że literaturę robi się z przeszłości i ze zmyślenia, nagrodziliśmy księgi – Jakubowe Księgi” – powiedział prof. Ryszard Koziołek, uzasadniając tegoroczny wybór jury.

Po otrzymaniu statuetki Olga Tokarczuk powiedziała, że historia sprzed wieków, którą opisała, tak naprawdę opowiada o współczesnych czasach. O ludziach, którzy szukają swojego miejsca w świecie obcym, wrogim, pełnym przemocy. Można ją bowiem czytać jako metaforę tego, co dzieje się teraz u bram Europy. Pokazuje, jak trudny jest proces asymilacji i przystosowania. Mówi też jedną prawdę: że nie ma społeczeństw, które są czyste etniczne, nie istnieją geny, które nas do czegoś predestynują. Jest kultura, język, wspólnota i solidarność, którą tworzymy.
Serdecznie gratuluję Oldze Tokarczuk!

***

PS. 1 Wykorzystam okazję, że mowa jest o pisarce, i wreszcie opiszę, jak reagują czytelnicy naszej biblioteki na tablicę z pisarzami polskimi, która wisi w czytelni. Wśród zdjęć umieściłam fotkę Olgi Tokarczuk. Każdy, kto na nią spojrzy, mówi: „Ale pani jest niej podobna! W ogóle myślałam/em w pierwszej chwili, że to pani zdjęcie tam wisi!”

Zdjęcie O. Tokarczuk.

Gdyby to był odosobniony przypadek, pewnie bym zapomniała, ale przychodzą wciąż nowe roczniki i ciągle pojawia się ten sam komentarz! Dlatego rok temu na spotkaniu z Olgą Tokarczuk w sosnowieckiej bibliotece poprosiłam o wspólną fotografię. Ostatecznie rozstrzygnie wątpliwości. 😉

OTit
PS. 2 (Moją mini-recenzję „Biegunów” zamieściła w 2008 r. GW – można ja przeczytać w zakładce „Publikacje”)

Reklamy

Read Full Post »

Nawet gdyby Joanna Bator nie została dziś laureatką Literackiej Nagrody Nike, tytuł tego wpisu i tak byłby identyczny.

Ciemno_BatorTradycją jest, że siódemka finalistów dostaje pamiątkowe złote pióra. W tym roku po raz pierwszy wszyscy nominowani nie siedzieli podczas całej uroczystości w pierwszym rzędzie, uśmiechając się w stresie do kamer, ale wychodzili też pojedynczo na scenę to swoje pióro odebrać. Mieli wtedy okazję powiedzieć coś (też zresztą w stresie) do zebranych. Były to głównie podziękowania dla jury za nominację, albo dla rodziny za wsparcie.

Autorka nagrodzonej książki „Ciemno, prawie noc” po podziękowaniach zapytała prowadzącą: rozumiem, że mam powiedzieć coś więcej? – i po chwili ciszy rzuciła: Polacy – czytajcie książki! Bardzo mnie tym ujęła.

To przesłanie od osoby, której twórczość nagrodzono najważniejszą w Polsce nagrodą literacką. Dla Joanny Bator była to już trzecia nominacja. No i jak to bywa – do trzech razy sztuka.

Kiedyś pisałam już tutaj o tym, że gimnazjalistom Nike kojarzy się wyłącznie z marką butów. Po odebraniu statuetki (i czeku na 100 tys. zł) autorka „Chmurdalii” powiedziała, że od dziś to słowo będzie kojarzyło jej się przede wszystkim z nagrodą, którą dziś otrzymała, a nie z butami do biegania. 😉

Tym, którym wydaje się, że pisarstwo to czynność łatwa i przyjemna Bator wyjaśniła, że to robota mokra: pot, krew i łzy. I praca samotna, dlatego potrzebna jest też pomoc innych. Dziękowała swojemu partnerowi oraz wydawcy – Beacie Stasińskiej (Wydawnictwo W.A.B.), która od pierwszej książki Bator uwierzyła w jej talent. No i oczywiście Wałbrzychowi – swojemu miastu rodzinnemu, z którego wyjechała 30 lat temu, ale które jest w niej tak głęboko obecne, że uczyniła z niego bohatera swoich powieści.

JB

Joanna Bator. Fot. Adam Golec. Źródło strony – klik w foto.

Ciekawe, jakie wspomnienia Joanna Bator będzie miała po roku dzierżenia korony królowej literatury polskiej. Na początku uroczystości rok ubiegły wspominał poprzedni laureat Nike – Marek Bieńczyk. Na pytanie Grażyny Torbickiej „co słychać?” przywołał anegdotę ze Sławomirem Mrożkiem. Ten, zaczepiany tak na rynku w Krakowie grzebał podobno po kieszeniach, aż znajdował karteczkę, którą odczytywał nagabującemu: „po staremu”. 😉 Za miłe uznał Bieńczyk liczne podróże po Polsce i siedmiokilowy tort z jego podobizną, którym nakarmił cały blok.

A nowemu laureatowi, ku przestrodze, przytoczył taką historyjkę: hydraulik, który został wezwany do domu pisarza na interwencję, dogaszając peta powiedział do Bieńczyka: „Nikie(!) pan dostał, ale wanna się panu i tak zapchała!” 😉

Jak co roku czytelnicy „Gazety Wyborczej” wybierali też swojego zwycięzcę.  Nagrodę przyznali Szczepanowi Twardochowi za powieść „Morfina”.

A to opinie czytelników o książkach-finalistach (jest tam też moja o „Mokradełku”):

Gazeta Wyborcza z 5-6 października 2013 r, s. 15.

„Gazeta Wyborcza” z 5-6 października 2013 r., s. 15.

Read Full Post »

Na ubiegłorocznej gali ogłoszenia zwycięzcy Nagrody Literackiej Nike Marek Bieńczyk pomyślał, że ma tylko minutę na wymyślenie tego, co powie po odebraniu statuetki, ale także, że musi koniecznie zapiąć guzik marynarki (który jak na złość właśnie nie dawał się zapiąć). A potem, kiedy ruszyli na niego fotoreporterzy, przemknęło mu przez myśl, że należy do nich machać (podobnie jak robią to sportowcy na podium). Tak na środowym spotkaniu w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sosnowcu opowiadał czytelnikom, co zapamiętał z tamtego październikowego wieczoru.

Profesor Dariusz Nowacki, który prowadził spotkanie, zapytał pisarza, jak zmieniło się jego życie po nagrodzie. Marek Bieńczyk powiedział, że sąsiadka, która do tej pory brała go za durnia, patrzy na niego teraz trochę przychylniej, a listonosz, który już od lat pojawia się z listami, nagle zaczął mu się baczniej przyglądać i mówić „gdzieś już pana widziałem…” :).

Bien_Sosn03

Nie zapraszają go co prawda na wywiady do tak popularnych czasopism jak „Gala” czy „Viva”, ale za to w magazynie o książkach „Papermint”, gdzie sam publikuje felietony, zaproponowano mu sesję fotograficzną z książką…w wannie. Odmówił. Znajomi podobno podsumowali wiadomość o przyznaniu mu nagrody Nike krótkim stwierdzeniem: jesteś skończony.

Prowadzący pytał Bieńczyka o stosunek do pisania. Ten powiedział, że obce są mu postawy tzw. „życiopisania” – czyli całkowitego podporządkowania wszystkiego literaturze, czy „pisania krwią” – bo to raczej postulat historyczny czy ideowy. Jednak życie nie dzieje się gdzie indziej, a z zaklętego kręgu słowa nie da się wydostać.

Rozmawiano o tym, że Bieńczyk nie umie pisać „na sprzedaż”. Dariusz Nowacki mówił, że nie spotkał się jeszcze z jakąkolwiek niepochlebną opinią na temat twórczości autora (pewnie w końcu jakaś się pojawi, bo wywyższony musi zostać poniżony, odpowiedział pisarz), aczkolwiek ci, którzy go czytają mówią, że pisze nieodpowiednie rzeczy, to znaczy felietony zamiast powieści. Tak naprawdę Marek Bieńczyk zaczynał od tego gatunku literackiego – miał wtedy siedem lat i napisał o przyjaźni białego chłopca z Indianinem. Ilustracje do tekstu zrobił kolega, który miał zdolności plastyczne.

Bieńczyk powiedział, że powieść to zbyt poważna sprawa, żeby można ją sobie ot, tak napisać. Irytuje go nadmiar powieści, zwłaszcza że większość z nich to literatura jednorazowa. Podał przykład Francji, gdzie wydaje się ich około 600 rocznie.

Z pisaniem powieści u Marka Bieńczyka jest tak, że chociaż zaczyna coś jak powieść (np. wydaną w 2007 r. „Przezroczystość”), to ostatecznie kończy się na esejo-powieści.

Pisarz zaznaczył jednak, że chciałby teraz powieść napisać. Musi mieć jednak do tego osobisty powód, a chwilowo nie ma takiej sprawy, z którą mógłby się rozprawić. Jest oczywiście kilka tematów, ale nie mają one takiej siły uczuciowej jak np. w jego wcześniejszym utworze „Tworki”. Mówił, że przy pisaniu prozy musi mieć uczucia rozgrzane do białości. Na razie jest przyczajony przed nowym – jak Jerzy Kulej skryty za podwójną gardą w nadziei, że za chwilę walnie serię.

Ma umowę na napisanie książki, ale zaznaczył, że życzy jej napisania bardziej sobie, niż nam. Chciałby móc powiedzieć, że nie ma w związku z tym nerwicy (jak niegdyś powiedział mu Milan Kundera, którego książki tłumaczy dla nas z francuskiego), ale jednak chyba trochę ma…

ktBienOpowiadając o przekładzie „Niebezpiecznych związków” przez Boya- Żeleńskiego (napisał o tym w jednym z esejów zamieszczonych w nagrodzonej „Nike” „Książce twarzy”) wyszło na jaw, że Marek Bieńczyk ma fiksum dyrdum na punkcie stosowanych w swoich tekstach znaków interpunkcyjnych czy akapitów. Muszą zostać tam, gdzie autor je postawi. Podobno zdarzyło mu się też nakrzyczeć na redaktorów, którzy np. rozbili jeden jego akapit na trzy, żeby czytelnikowi lepiej się czytało. Według niego jest to niedopuszczalne.

Profesor Dariusz Nowacki rozpływał się w zachwytach, że teksty Bieńczyka nie są w stylistycznym konflikcie bez względu na ich tematykę. Autor „Książki twarzy” jest genialnie jednojęzyczny, pisząc zarówno o kajakach, jak i romantykach. A trzeba dodać, że pisarz jest też enologiem i publikuje teksty o winach – wydał pierwszy polski przewodnik „Wina Europy”.

Bien_Sosn02

Spotkanie nie trwało długo, bo pisarz musiał jeszcze tego samego wieczoru wracać z Sosnowca do Warszawy, ale czytelnicy zdążyli zadać mu kilka pytań. Na przykład o ulubione lektury. W odpowiedzi nie padły jednak żadne szybkie wyliczanki. Bieńczyk długo się zastanawiał, po czym wymienił Diderota i Flauberta (z mistrzowską „Panią Bovary”), a ze współczesnych W. G. Sebalda (zdradził, że chciałby napisać jego „Austerlitz” ;-)).

Powiedział, że póki co żyje w rozproszeniu lekturowym i na razie robi sobie w głowie kupkę książek do przeczytania. Znajduje się tam m.in. najnowsze wydanie dzienników Susan Sontag.

Bien_Sosn01

Bieńczyka zapytano też, co powiedziałby sobie, gdyby miał możliwość spotkać dziś siebie samego z okresu przed pisaniem. Po krótkim namyśle powiedział, że chyba radziłby młodemu Markowi: „mniej futbolu, więcej czytania”, albo może: „żyj odważniej!”? Ciekawe… Może to jest właśnie odpowiedni temat na oczekiwaną powieść?

Read Full Post »

Nagroda Literacka Nike przyznawana jest już od 16 lat. W tym roku po raz pierwszy w jej historii nagrodzono nie powieść, poezję czy dramat, a zbiór esejów – książkę Marka Bieńczyka „Książka twarzy” (wyd. „Świat Książki”).

W wywiadzie udzielonym Magazynowi WOK (Wszystko o Kulturze) zaraz po gali wręczenia nagrody pisarz powiedział, że podczas warsztatów literackich, które prowadzi, nikt nie chce nigdy pisać esejów. W ogóle eseje wydaje się w małych nakładach i nie czyta się ich gremialnie, dlatego ta nagroda jest dla niego szczególnie ważna.

Nazwał esej wampiryczną formą, bo okazuje się, że za każdym razem, kiedy zaczyna pisać prozę, zawsze ściąga go w stronę eseju.

Mówił też o tym, jak powstała książka: z tekstów pisanych dla siebie, i dla innych – na zamówienie. Wszystkie wyrosły jednak z namiętności do ludzi, o których opowiadał (a pisze m.in. o Słowackim, Krasińskim, Beenhakkerze, Górskim i Deynie).

Zdradził, że siedząc pewnego razu na pustym boisku we Francji doznał iluminacji, że wszystkie te jego pojedyncze teksty składają się w całość. Książka jest więc różnorodna, ale przy tym spójna.

Spodobało mi się, że autor powiedział, ze teraz będzie dalej pisał, bo nie ma nic innego lepszego do roboty! 🙂

Podczas wywiadu zdradził też, jak powstawały jego teksty: rano włączał jednocześnie ekspres do kawy i komputer. Ten zestaw bardzo działa na moją wyobraźnię (komputer oczywiście w roli maszyny do pisania).

Prowadzący wywiad zapytali pisarza, dlaczego warto czytać? Bieńczyk odpowiedział, że przeżył już wiele i próbował różnych rzeczy, ale nie ma nic piękniejszego od materialnego kontaktu z tekstem: chwili, w której siada się i dotyka papierowej książki, żeby ją przeczytać. Doskonale wiem, o czym mówił pisarz (podobnie jak i inni miłośnicy książek i czytania).

Marek Bieńczyk ze statuetką Nike. (fot. PAP/Radek Pietruszka).

Tytuł „Książka twarzy” to oczywiste nawiązanie do Facebooka – połączenie polskich odpowiedników słów „book” i „face”. Tak jak każdy ze społeczności fejsa określa się poprzez lajkowanie pewnych treści, tak Marek Bieńczyk pisząc o tym, co jemu bliskie, i co jemu się podoba – stworzył w ten sposób swój papierowy profil.

Na koniec jeszcze rzecz wyczytana już w „Gazecie Wyborczej”, która wywołała uśmiech na mojej twarzy. Marek Bieńczyk opowiadał tam, że w jego domu było bardzo dużo książek gromadzonych przez ojca, o którym powiedział tak:

– Co niedziela wymyślał mi tematy wypracowań. Zamiast iść do kościoła, siadałem nad kartką (…). Przynosił mi dwie koperty, jak w „Wielkiej grze”, i pytał, którą chcę. Nagrodą za tekst był bilet do kina czy na mecz…”.

Widać wszystko tu zadziałało: kreatywny rodzic i chętny do zabawy w literaturę mały Marek, przyszły laureat Nagrody Literackiej Nike AD 2012.

Read Full Post »

Gimnazjalistom spieszę wyjaśnić, że nagroda Nike nie jest przyznawana w dziedzinie obuwnictwa sportowego.


Statuetka nagrody literackiej Nike projektu Gustawa Zemły

To nagroda literacka, ufundowana przez „Gazetę Wyborczą” i Fundację Agory, przyznawana od 14 lat za najlepszą polską książkę roku poprzedniego. W maju podaje się do publicznej wiadomości 20 książek nominowanych do nagrody, we wrześniu poznajemy finałową siódemkę, z której jury na początku października wyłania zwycięzcę.

Czytelnicy również mogą przyznać swoją nagrodę, głosując na wybraną pozycję. Nagroda czytelników jest bardzo ważna dla autora, jednak to zwycięzca wybrany przez jury dostaje statuetkę oraz czek o wartości 100 tysięcy złotych.

Do tej pory nagrodę przyznawano głównie powieściom, chociaż w finale znajdowały się też poezje, reportaże, publicystyka. Wczoraj po raz pierwszy nagrodzono dramat. Jego tytuł wyda się młodym bardzo znajomy: „Nasza klasa”. Nie jest to jednak studium modnego w ostatnich latach portalu. Dramat ten zainspirowany jest wojennymi wydarzeniami w Jedwabnem, gdzie pewnego dnia Polacy spalili w stodole swoich sąsiadów pochodzenia żydowskiego.

Autor dramatu, Tadeusz Słobodzianek, przedstawia losy kilku uczniów jednej klasy, Polaków i Żydów, z których jedni – tak chciała historia – stali się katami, inni ofiarami.

Sztuka według dramatu Słobodzianka wystawiana będzie niedługo w Teatrze na Woli w Warszawie.

Tutaj strona NIKE i wszyscy jej dotychczasowi laureaci.

Read Full Post »