Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Będzin’

Gdyby żyła, obchodziłaby dziś 90. rocznicę urodzin. Można sobie tylko gdybać, czy dla Rutki Laskier wystarczające byłoby urodzić się w zupełnie innym miejscu, a w tym samym 1929 roku, żeby móc zachwycać się dziś letnim słońcem. Pewnie tak.

Rutka – nastolatka z Będzina – w najśmielszych marzeniach nie mogła przypuszać, że każde słowo, które pisała pomiędzy 19 stycznia a 24 kwietnia 1943 roku w zeszycie z zieloną okładką będzie tłumaczone po wielokroć. Że w te jej wyrazy stawiane w ciężkim czasie, w złości i bólu, wczytywać się będą ludzie na całym świecie. Że będzie bohaterką sztuk teatralnych (powstaje nawet przedstawienie na Broadwayu), że będą pisać o niej powieści, prace magisterskie i doktorskie. Że Będzin w roku 2017 podaruje jej ulicę – jedną z tych, gdzie w czasie wojny istniało getto, i skąd w ostatnią wędrówkę do obozu Auschwitz-Birkenau powędrowała z ojcem, matką, małym Heniusiem i tysiącami mieszkańców Będzina pochodzenia żydowskiego.

Gdyby ktoś zapytał wtedy czternastoletnią dziewczynę, co wolałaby: wolność, czy może, żeby tę ulicę, na której spędziła ostatnie tygodnie nazwać kiedyś jej imieniem – na pewno wybrałaby życie i niepamięć o sobie.

W urodziny Rutki nie można zapomnieć, że pamięci przywróciła ją właśnie Stanisława Sapińska. Ponad 60 lat przechowywała w szufladzie zapiski swojej znajomej i – mówiąc o nich w 2005 roku – pozwoliła „poznać” ją przyrodniej siostrze Zahavie Scherz, nam, będzinianom, i reszcie świata.

Przyrodnia siostra Rutki Zahava Scherz i Stanisława Sapińska podczas swoich 100. urodzin w Cafe Jerozolima.

Cieszę się, że mogłam mieć w ręce oryginał dziennika Rutki. Kartkowałam go wtedy i zastanawiałam się, kiedy i czemu Rutka wyrwała z niego kilka kartek. Były zapisane, czy czyste? Mam swoją teorię na ten temat.

Profesor Białas opisał w powieści, jak wyobrażał sobie życie Rutki (Zbigniew Białas „Rutka”, Wydawnictwo MG, 2018 r.), ja wymyśliłam kiedyś na własny użytek, co zrobiła z kartkami wydartymi pamiętnikowi:

 

„Kartki wyrwane z zeszytu”

Rutka prowadzi za rękę Heniusia. Dobrze wie, jaki jest cel tej wędrówki. Patrzy na ludzi stojących wzdłuż drogi. Tych, co nie muszą maszerować w dół, do stacji kolejowej Będzina: mieszkańców, którzy mogą zostać w mieście tylko dzięki odpowiedniemu pochodzeniu matek. Stoją w ciszy, patrzą na przesuwające się ulicą postaci. Oczy świdrują każdą żydowską twarz, łapią najdrobniejsze szczegóły fizjonomii, jakby chciały zapamiętać dla siebie i przyszłych pokoleń tych, którzy zawsze tu byli, a teraz rezygnują z obecności. Niektóre z tych oczu są radosne, a uśmiech nieśmiało wypełza na towarzyszące im usta, inne zimne i nieprzyjemne, kolejne jeszcze chowają w sobie trwogę i przerażenie.

Kiedy czoło kolumny dochodzi do torów, skręca w lewo. Rutka patrzy zaś w prawo, którędy jeszcze niedawno codziennie rano chodziła do szopów. Za tłumem, który im się przypatruje, widzi jakiś ruch – ma wrażenie, że między gapiami próbuje przecisnąć się Stasia i macha do niej, podnosząc rękę najwyżej, jak tylko może. „Kochana Stasia…” – myśli ciepło Rutka. Puszcza na chwilę dłoń brata i odmachuje koleżance. Mała spocona rączka jakby tylko na to czekała. Chłopiec znika niespodziewanie między nogami osób stojących wzdłuż drogi. Dziewczyna widzi, jak piękna blondynka z długim warkoczem schyla się i przytrzymuje go za ramiona. Rutka podbiega do Heniusia, bierze go za rękę i przez chwilę patrzy w oczy kobiety. Są piękne i tak zupełnie inne od jej ciemnych oczu –  błękitne jak jezioro w górach, gdzie kiedyś była z rodzicami. Pamięta to jak przez mgłę. To było jakby w innym, poprzednim życiu. Wtedy, kiedy mogli podróżować wszędzie, gdzie pragnęli, robić, co uznali za stosowne i żyć tak, jak marzyli. Życie, którego już nie będzie – ona dobrze o tym wie.

– Kiedyś tu wrócisz – mówi powoli kobieta. A przynajmniej tak się Rutce wydaje, bo jest bardzo gorąco, a wypowiedziane słowa zagłusza obecność tych, którym już wszystko jedno, i głośne modlitwy idących z przodu. Bierze na ręce brata i biegnie do matki, przerażonej, kiwającej na nich, żeby dołączyli.

Na bocznicy przy stacji kolejowej ustawiono wagony towarowe, które w tym upale już z daleka czuć rozgrzanym drewnem zmieszanym z duszącym zapachem olejów i smarów. Za chwilę stłoczą w nich wszystkich źle urodzonych mieszkańców Będzina i puszczą w ruch koła, które w zależności od okoliczności stukocą radośnie na torach, albo wybijają rytm zbliżającego się końca.

W ścisku i gorącu, ściśnięta między ojcem, matką trzymającą na kolanach Heniusia, a rodziną starego Nunberga, od którego kupowali drewno i trociny, Rutka z trudem wkłada rękę do kieszeni spódniczki. Opuszki palców delikatnie gładzą kilka czystych kartek w linie złożonych na cztery. Wyrwała je w nagłym impulsie, zanim pod zepsutym schodem, tak jak tłumaczyła jej Stasia, ostatni raz schowała pisany w getcie dziennik.

Myślała, że może uda jej się też notować w miejscu, gdzie ich później przenieśli, ale nie dała rady napisać ani słowa. Teraz wiezie ze sobą kartki z tamtego zeszytu jak talizman, jak nadzieję na cud, jak zapowiedź czegoś dobrego. Dotykając ich, czuje się trochę spokojniejsza, serce wyrównuje rytm, a ze stukotu pod podłogą uszy wyławiają melodię, którą chcą słyszeć: kie-dyś tu wró-cisz, kie-dyś tu wró-cisz…

(tekst: Izabela Tumas-Matuszewska)

Read Full Post »

Nieuchronnie zbliża się ten dzień, w którym nasze gimnazjum przestanie istnieć. Od wielu dni robimy porządki w dokumentach, materiałach, pomocach naukowych. Są też stare zdjęcia – większość z imprez szkolnych, wycieczek albo klasowe. Ale znalazłam też wśród nich prawdziwe perełki. Przywracają wspomnienia, więc akurat dla mnie są drogocenne…

Dwa pierwsze niech będą ilustracją do opowieści o pewnym dniu sprzed lat – z książką w tle, a jakże!

To było wtedy, kiedy biegłam szczęśliwa w dół tej ulicy, którą widzicie na zdjęciu poniżej – wtedy jeszcze Alberta Dzijaka, teraz Brata Alberta. Może nawet mijał mnie autobus linii 16, który wówczas tamtędy jeździł, a ja minęłam na pewno ten przystanek, który jest widoczny po lewej stronie – w tamtych czasach był bliżej skrzyżowania z ulicą Sienkiewicza, niż teraz. Metalowy, z czerwoną literą „A” malowaną na boku za pomocą szablonu. Biegłam w dół jak na skrzydłach, bo wreszcie udało mi się uzbierać pieniądze na wymarzony słownik oglądany wielokrotnie w księgarni.

Ulica Alberta Dzijaka (obecnie Brata Alberta) w Będzinie, widok od strony stacji PKP Będzin Miasto.

Przeszłam przez dworzec PKP, który jest zaraz za plecami robiącego to zdjęcie, a potem wyszłam na główną ulicę miasta –  Małachowskiego, i skręciłam w prawo. No i już zaraz po lewej była ta księgarnia, którą znalazłam na maleńkim zdjęciu, i której w pierwszej chwili nie poznałam, bo w oczy rzuciły mi się tylko litery „ĘGAR” – i już myślałam, że to jakiś sklep na Węgrzech. 😉

Księgarnia przy ul. Małachowskiego 58 w Będzinie. Czyżby lata 80.?

A tu w cienu skryta koncówka – i wszystko jasne! To moja ulubiona księgarnia, gdzie na początku lat 90. kupowałam wiele książek z przeceny, zalegających wówczas w Składnicy Księgarskiej, żeby zasilić nimi moją bibliotekę powstałą dopiero co w schowku pod schodami. Spójrzcie na te kraty w drzwiach i na wystawie – a logo z przekreślonym lodem dyndające obok informacji o godzinach otwarcia? Pamiętam je doskonale. I jeszcze ta kosteczka na ścianach wokół – urocza!

Ten słownik, który wtedy kupiłam, nie był z przeceny – kosztował 55 000 zł (!), ale nie żal mi było ani złotówki, bo śniłam o nim odkąd go zobaczyłam. Możecie nie wierzyć, ale pamiętam doskonale drogę powrotną do domu z nim pod pachą – zawsze miałam w głowie to wspomnienie, jak idę ulicą Dzijaka pod górkę, minęłam już przystanek, jestem na wysokości tego domu, który za nim, i chce mnie rozerwać z radości, że wreszcie się spełniło – mam nowy, mój osobisty „Słownik wyrazów obcych” Władysława Kopalińskiego – wydanie XX! Takie miałam dziwne marzenia w roku 1990… W domu czytałam go najchętniej na wyrywki, od przodu i od tyłu, otwierając na chybił-trafił, a to przyzwyczajenie zostało mi do dziś. 🙂

W fakturach zakupu książek w naszej biblio udało mi się znaleźć pieczątkę z tej księgarni – stąd wiem, że mieściła się przy ul. Małachowskiego 58.

 

Gdybym, wychodząc z księgarni, nie wróciła do domu, a obok dworca poszła prosto, trafiłabym na ulicę Bema. Dzieciaki uwielbiały wycieczki w te rejony, bo mieściła się tam (i na szczęście nadal istnieje) słynna cukiernia „U Tkacza”, gdzie kupowaliśmy pyszne lody gałkowe – wtedy jedyne w mieście, oraz cudowne pączki, których sława wykracza już poza granice naszego miasta. A właśnie naprzeciw tej cukierni stoi ogromny budynek policji – który znalazłam na kolejnym zdjęciu.

Ul. Bema w Będzinie. Widok na budynek (wtedy) milicji. Na ulicy pustki, pomyka po niej jedynie nyska (na dole w środku).

I gdybym skręciła stamtąd w prawo, na ulicę Szolca (teraz 11 Listopada), to za kilka minut doszłabym do basenu, gdzie nie jeden raz z chęcią taplałam się w wodzie o kolorze zielonoburym, ciepłej nie tylko od słońca, i gdzie sama nauczyłam się pływać.

Basen przy OSiR w Będzinie.

A już zupełenie niedaleko, bo przed zamkiem, który stamtąd widoczny był jak na dłoni, przechodzi aleja Kołłątaja, którą kojarzą nawet ci, co tu rzadko przyjeżdżają, bo to ta ulica, przy której stoi będziński zamek i zabytkowy kościół na górce, czyli parafia św. Trójcy. I gdyby tak wjechać na tę aleję niedaleko wiaduktu, pod którym tory kolejowe, co biegną na ten dworzec, przez który przechodziłam w drodze po słownik, to wyglądało by to tak:

Aleja Kołłątaja w Będzinie. Zdjęcie z czasów, kiedy na reklamach numery telefonu w naszym mieście rozpoczynały się od 67 zamiast 267.

I gdyby jeszcze nagle przenieść się w czasie, i przejechać tą ulicą trochę dalej, pod górkę, a potem lekko w dół, to akurat na wysokości kościoła, kilkanaście lat wcześniej, wyglądało by to tak:

Aleja Kołłątaja w Będzinie. Widok na wysokości kościoła św. Trójcy na pozostałośc po będzińskim rynku.

I to już koniec wycieczek po mieście. Przed snem przekartkuję jeszcze mój stary słownik. 🙂

Może umieszczone tu zdjęcia zobaczy ktoś, kto je robił, bo nie ustaliłam ich autorstwa.

Read Full Post »

Mam ochotę bić brawo Sosnowieckiemu Centrum Sztuki – Zamkowi Sieleckiemu za wystawę, którą właśnie otworzył. Nosi nazwę „W oczach młodych. Życie i śmierć w będzińskim getcie”, i chociaż traktuje o jednym z miast Zagłębia Dąbrowskiego – moim mieście, to powstała w Stanach Zjednoczonych i jest prezentowana w Polsce po raz pierwszy!

 

Historia miejsca, w którym człowiek się wychowywał, i które wpłynęło na jego życie powinna fascynować – to dlatego tak entuzjastycznie zareagowałam na ten projekt. Bardzo długo mieszkałam na Kamionce, czyli właśnie w tej dzielnicy, której wojenną, niechlubną historię prezentuje wystawa.

Wszystko, co możemy na niej oglądać, to efekt zaangażowania studentów Northern Arizona University, którzy od 2013 do 2104 r. pod kierunkiem dr Björna Krondorfera zbierali materiały w ramach projektu badawczego Martin-Springer Institute. W wyniku ich pracy powstał cenny zbiór świadectw i dokumentów, które postanowiono przekazać do fachowego opracowania, żeby mogły być udostępnione jak najszerszemu gronu odbiorców. Studenci od samego początku zdecydowali się bazować tylko na źródłach dotyczących losów będzińskiej młodzieży. I to akurat świetnie dla naszego miasta, bo powstał produkt skrojony na miarę Będzina, który powinien znaleźć tutaj miejsce na stałe.

To, że wystawa trafiła do Polski jest zasługą Jeffreya Cymblera (jego przodkowie mieszkali w Będzinie i Zawierciu), który obejrzał ją w Nowym Jorku i pomyślał, że koniecznie muszą ją zobaczyć mieszkańcy naszego regionu. Dzięki jego pomocy „W oczach młodych” trafiło do nas. Kuratorem sosnowieckiej wystawy jest Monika Kempara.

Otwarcie wystawy. Z prawej Monika Kempra, drugi z lewej – Jeffrey Cymbler.

Wystawa prezentuje losy siedmiu młodych osób, które mieszkały w Będzinie przed wojną i w jej trakcie. Historię będzińskiego getta zaprezentowano, cytując m.in. fragmenty pamiętników, wspomnień oraz relacji tych, którym udało się przeżyć. Wśród „opowiadających” jest oczywiście znana bardzo dobrze będzinianom Rutka Laskier oraz Sam Pivnik, autor książki „Ocalały”, który przed wojną uczył się w murach naszej szkoły!

Na planszach możemy zobaczyć nieznane do tej pory zdjęcia dawnego Będzina. Pochodzą m.in. ze zbiorów Holocaust Memorial Museum, Yad Vashem, Muzeum Bojowników Getta w Izraelu, czy zbiorów prywatnych. I właśnie to ostatnie źródło ma największy potencjał, bo kryje materiały, których świat do tej pory nie widział. Fotografie zamieszczone na wystawie zrobiły na mnie wrażenie, bo odkrywają mało znane oblicze miejsca, które dobrze znam, i którego historii zawsze byłam ciekawa.

Wystawa jest tłumaczona z angielskiego (tłumaczenia dokonał Sławomir Konkol) i na drodze ustaleń z autorami nie wprowadzono w niej zmian, chociaż w niektórych miejscach można było – zgodnie z obecnym stanem wiedzy – coś uzupełnić lub wyjaśnić.

Rzeczy znalezione na terenie getta będzińskiego wypożyczone na czas wystawy od Fundacji Centrum Kultury Żydowskiej im. Rutki Laskier w Będzinie.

W wielu miejscach przytaczane są słowa z pamiętnika Rutki Laskier, który pisany był na Kamionce. Pod wpływem podwójnej translacji – z polskiego na angielski i z angielskiego znów na polski –  słowa będzińskiej Żydówki zostały zniekształcone. Z wysoko uniesioną brwią czytałam, co też Rutka napisała, chociaż przecież dobrze znam jej zapiski i wiem, że w tym miejscu używa zupełnie innych słów. Nie ma to znaczenia dla przeciętego odbiorcy – przekaz jest zachowany, tylko słowa różnią się od oryginalnych.

W oryginale dziennika Rutki ten fragment brzmi: „Obrzydły mi te szare domy, strach malujący się na każdej twarzy. Ten strach przyczepia się do każdego swymi mackami i nie chce puścić.”

To oczywiście drobnostka wobec znaczenia i niepowtarzalności tej wystawy. Uważam, że licealiści i gimnazjaliści z naszego miasta powinni ją zobaczyć. Mam nadzieję, że po 17 marca, do kiedy można ja oglądać w Sosnowcu, trafi też do Będzina, o którym przecież traktuje. I wtedy też będę biła brawo Muzeum Zagłębia w Będzinie.

Panel dyskusyjny po wystawie „Trough the Eyes of Youth: Life and Death in the Bedzin Ghetto” w USA: https://vimeo.com/254849284


W 2012 roku praca „W getcie będzińskim…” przygotowana przez naszych gimnazjalistów zajęła III miejsce w ogólnopolskim konkursie „Póki nie jest za późno”. Można o niej poczytać tutaj.

Read Full Post »

Nasze gimnazjum było w tym roku partnerem będzińskiego Narodowego Czytania. Organizatorem imprezy była Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna, Muzeum Zagłębia oraz Urząd Miejski.

Postanowiłam dołożyć swoje trzy grosze do zwyczajowego udziału w tego typu przedsięwzięciu, czyli odczytaniu fragmentów lektury, którą w tym roku było „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego, notabene patrona będzińskiej biblioteki.

Do działania zainspirowała mnie dyskusja nad warszawskimi przeróbkami oryginalnego tekstu utworu i wycinanie z niego „tudzieży” i innych słów czy wyrażeń. Zaproponowałam uczniom, że zrobimy to samo, czyli wytniemy sobie z książki, co nam się żywnie podoba, ale nic nie wyrzucimy, tylko zrobimy z tych ubytków ponowny użytek.

Odbiłam w powiększeniu fragmenty powieści, rozdałam je uczniom w towarzystwie nożyczek, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Zabawa okazała się bardzo wciągająca, a z zaangażowania gimnazjalistów powstała tablica z wyklejankami stworzonymi wyłącznie z „Przedwiośniowych” słów.

I tak właśnie powstało ‚Wycięte z „Przedwiośnia” (tudzież wyklejone)’ – prace można jeszcze kilka dni czytać w holu na piętrze będzińskiej książnicy.

Tutaj kilka zbliżeń na wyklejanki z tablicy:

Fragmenty „Przedwiośnia” czytane były w bibliotece przez osoby związane z Będzinem, m.in. wiceprezydentów miasta: Rafała Adamczyka i Darię Peterek, naczelnika Wydziału Oświaty UM Romana Goczoła, redaktor „Akualności Będzińskich” Martę Sowińską – Kłosowską czy dyrektora Teatru Dzieci Zagłębia, Pawła Klicę. Czytały też oczywiście dyrektor naszego gimnazjum Agata Durbacz i uczennica Julia Wojciechowska.

Słowa Żeromskiego czyta Roman Goczoł, naczelnik Wydziału Oświaty UM.

Julia Wojciechowska czyta fragmenty „Przedwiośnia”.

Agata Durbacz, dyrektor Gimnazjum nr 3 w Będzinie. Obok Julia.

Żeby nie znużyć słuchających, fragmenty książki przerywane były występami muzycznymi, wstawkami popularnonaukowymi dotyczącymi związków Żeromskiego z naszym regionem czy czasów historycznych, o których traktuje „Przedwiośnie”.

Na scenie Antonina Wiktorowicz, pod sceną – prowadzący imprezę: Beata Wardęga z MiPBP oraz Kamil Gryma z Muzeum Zagłebia w Będzinie.

Wysłuchaliśmy też nagrania głosu pisarza zarejestrowanego w 1924 roku, a na koniec wszyscy uczestnicy imprezy wzięli udział w quizie ze znajomości czytanej lektury. Miło mi donieść, że dwie z czterech nagród (które ufundował Antykwariat „Latarnik” z Czeladzi) udało się zdobyć Agacie Durbacz – dyrektor naszej szkoły oraz piszącej te słowa, czyli autorce bloga 🙂

Quiz. Żenia się inspiruje… Pani Kamilla Rybarz z uczniami.

Fragment wystawy towarzyszącej NC o życiu i twórczości Stefana Żeromskiego

Pracownik biblioteki Andrzej Noga zaprasza do obejrzenia wystawy w holu dolnym biblioteki. Wcześniej odczytał słowa Żeromskiego nagrane przed 90 laty i przeprowadził quiz, który tak dobrze nam poszedł.

Prace Tomasza Motłocha i jego syna Stasia.

Siła sprawcza Narodowego Czytania w Będzinie.

Read Full Post »

Jakiś czas temu Hans, mój znajomy z USA (znajomy dzięki temu blogowi, oczywiście!), wysłał mi informację o funkcjonujących w Stanach od 2009 r. „Little Free Library” – małych budkach z książkami dla lokalnej społeczności. Usiana jest nimi cała Ameryka. W Polsce niestety nie ma ani jednej… Lokalizację półek można sprawdzić tutaj.

To oczywiście pochodna idei „bookcrossing” wymyślonej też za oceanem, ale trochę wcześniej, bo w 2001 r. Ta moda na wymianę książek zarejestrowanych wcześniej na stronie przyszła do Polski dwa lata później. Dziś na „bookcrossing.pl” jest już ponad 26 tys. użytkowników i ponad 223 tys. uwolnionych książek!

Podobną budkę, jak te w Stanach, widziałam też na moich ukochanych Mazurach, niedaleko Muzeum K. I. Gałczyńskiego, czyli Leśniczówki Pranie:

biblioteka przydrozna

Wielokrotnie wspominałam też o idei książkokrążenia we Włoszech, np. tutaj i tutaj.

Postanowiliśmy dołożyć swoje pięć groszy w tej sprawie, a przy okazji uczcić Światowy Dzień Książki. Przed szkołą powiesiliśmy z uczniami specjalną półkę do wymiany książek. Ma służyć nie tylko osobom z naszej szkoły, ale wszystkim mieszkańcom – po prostu tym, którzy przechodzą obok budynku przy ul. Krakowskiej. Całej akcji przyświeca hasło, że dzielenie się książką z innymi jest lepsze od jej posiadania.

Każdy może wybrać z półki coś dla siebie, a po przeczytaniu udostępnić książkę innym. Na „Półeczce Gim 3” można też zostawić książkę, która nie jest nam już potrzebna. Punkt wymiany działa w godzinach pracy biblioteki szkolnej.

Już od dawna można wymieniać książki w ramach bookcrossingu w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publiczne w Będzinie, ale taka półeczka na wolnym powietrzu to nowość w naszym mieście. 🙂

Półka Gim 3 Będzin

Jednak zanim zawisła przed szkołą, przeszła lekką metamorfozę z najzwyklejszej półki pod słońcem w półkę niepowtarzalną. Najpierw zbiliśmy ją z desek pilśniowych, potem okleiliśmy gazetami za pomocą metody decoupage. Później na gazety naklejono zdjęcia oczu – bo to przecież dzięki nim czytamy książki. Tak wyglądały prace:

Twórcze targanie gazet :-)

Twórcze targanie gazet 🙂

Na pierwszy rzut poszła półka.

Na pierwszy rzut poszła półka. Z tyłu całość przed metamorfozą.

Bezpośrednio po przyklejeniu efekt nie jest oszałamiający.

Bezpośrednio po przyklejeniu efekt nie jest oszałamiający.

Bartek był najlepszy w dobieraniu kawałków gazet do siebie, ale najwięcej frajdy sprawiło mu lakierowanie.

Bartek był najlepszy w dobieraniu kawałków gazet do siebie, ale najwięcej frajdy sprawiło mu lakierowanie.

Krajobraz po bitwie ;-)

Krajobraz po bitwie 😉

I już. Gotowa :-)

I już. Gotowa 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwsza wybrała coś dla siebie Monika.

Monika wybrała coś dla siebie jako pierwsza.

 

Bezpieczeństwa półki strzegą m.in. oczy jednego z najbardziej uwielbianych przez nastolatki bohaterów filmów o wapirach

Bezpieczeństwa półki strzegą m.in. oczy uwielbianego przez nastolatki bohatera filmów o wampirach.

Uwalniane przez nas książki są oklejane specjalnymi naklejkami z numerem. Można sprawdzić, jaką drogę przebył każdy z zarejestrowanych woluminów – numer z naklejki wystarczy wpisać na stronie: http://www.bookcrossing.pl/

Dziękuję wszystkim uczniom za zaangażowanie w prace! 🙂

Miłej lektury! 🙂

 

 

 

Read Full Post »

Nasza biblioteka współorganizowała miejski konkurs „Będzin – spotkanie z historią”. Do rozgrywek zaprosiliśmy uczniów klas szóstych. Zaproszenie do zabawy przyjęły Szkoły Podstawowe: nr 1, nr 3, nr 6, nr 8, nr 10.

Napisałam „do zabawy”, bo oprócz wiedzy uczniowie musieli wykazać się sprytem i zręcznością, układali bowiem na czas puzzle i rzucali do celu. Wszystko oczywiście związane było tematycznie z naszym miastem. Puzzle zrobiliśmy ze starej pocztówki A. Żmigroda z 1925 r. przedstawiającej ruiny zamku będzińskiego.zamekZmigrod

Rzutowi do celu przyświecało hasło „Będzin – tu mi się podoba”. Za tarczę posłużyła nam mapa miasta. Najwyżej cenione były trafienia w centrum, niżej te na peryferiach. 😉

????????

????????

????????

Pytania z wiedzy historycznej obejmowały okres od czasów najdawniejszych aż po wiek XXI – uczniowie odpowiadali np. na pytanie o nazwisko prezydenta miasta, honorowych obywateli Będzina czy cykliczne imprezy kulturalne.

Hitem okazał się poczęstunek związany tematycznie z konkursem – ciastka w kształcie zamku!

????????

????????

Cieszymy się, że mogliśmy miło zaskoczyć również nauczycieli – opiekunów szóstoklasistów. Z przyjemnością wysłuchali nieznanej im do tej pory piosenki o Będzinie, którą w okresie międzywojennym nagrała Hanka Ordonówna. Autorem słów jest Julian Tuwim:

 

WYNIKI KONKURSU:

1. miejsce: SP nr 10,
2. miejsce: SP nr 8
3 miejsce: SP nr 3.

Gratulujemy uczniom i dziękujemy za udział w zabawie!

Uczestnicy konkursu.

Uczestnicy konkursu.

Konkurs przygotowały nauczycielki: Izabela Tumas i Agata Durbacz z pomocą Ady Strzemińskiej i Małgorzaty Klimek.

????????

Archiwalne zdjęcia Będzina – fragment konkursowej dekoracji.

Read Full Post »

Urząd Miejski w Będzinie wraz z Miejską i Powiatową Biblioteką Publiczną naszego miasta zainicjował projekt „Wirtualna biblioteka – skanuj i czytaj”.

Na kilku przystankach umieszczono plakaty z kodami QR. Ich zeskanowanie przez telefon lub tablet za pomocą specjalnej aplikacji umożliwia pobranie kilku tytułów książek w wersji elektronicznej – oczywiście gratis!

skanuj i czytaj_plakat

O całym przedsięwzięciu pisze tutaj wczorajsze katowickie wydanie GW.

Read Full Post »

Older Posts »