Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Będzin’

Dziś mija 115. rocznica urodzin Stanisława Wygodzkiego.

W tym roku szkolnym podjęłam próbę przybliżenia pisarza uczniom mojej szkoły, składając z najważniejszych fragmentów jego biografii i twórczości innowację pedagogiczną.

Portret Stanisława Wygodzkiego z 1948 r. Fot. Benedykt Jerzy Dorys. Żródło: Polona.

Współpraca jest owocna. Przygotowaliśmy się do wejścia w temat, odbywając krótką podróż do Będzina z czasów dziecięctwa i młodości pisarza: oglądamy zdjęcia archiwalne miasta. To pozwala choć trochę wczuć się uczniom w tamte realia, spróbować spojrzeć na Będzin, którego nie znali, i zobaczyć go oczyma Wygodzkiego. A potem obraz wzmocnić tekstem, poznając fragmenty tych opowiadań autora, które mówią o dobrze nam znanych miejscach.

Po wyprawie będzińskimi tropami Stanisława Wygodzkiego przysiadamy się do jego poezji, która – jak widomo – sprawia uczniom trochę problemu.

Piszę „poeta, wiersz, poezja” i pytam, co uczniom kojarzy się z tymi słowami. Wśród odpowiedzi jest „Mickiewicz”, „rymy”, „uczucia”, ale pojawia się oczywiście: „nuda”, „o nie!” i „beznadzieja”.

A potem czytamy poezję Wygodzkiego: „Lokomotywa”, „Nad fotografią córki”, „O matce”. To wiersze o stracie, pełne bólu i niezgody na nieodwołalną nieobecność najbliższych. Uczniowie zamykają oczy, notują słowa, skojarzenia, uczucia lub szkicują obrazy, które podczas słuchania przyszły im do głowy.

Takie wejście w poezję trochę nas do niej przybliża, nie pozwala pozostać obojętnym, widzę, że po każdym wierszu uczniowie kreślą na leżących przed nimi kartkach kilka słów, szybki szkic.

Po lekturze wierszy wymazuję dotychczasowe skojarzenia, i wokół triady „poeta, wiersz, poezja” wyrastają nowe słowa – dyktowane oczywiście tym, co przed chwilą przeczytaliśmy/przeżyliśmy. Teraz pojawia się tam: smutek, żal, emocje, groza, strata.

Już po zajęciach dziewczyny przepisują na starej bibliotecznej maszynie jeden z wierszy Wygodzkiego.

Wiersz z tomu „Pamiętnik miłości” (1948).

Szukam informacji o pisarzu, zbieram okruchy, żeby jak najlepiej przygotować się do każdej lekcji z młodzieżą. Notatka w Wikipedii oczywiście nie wyczerpuje tematu.

Na dodatkowy, bardzo cenny ślad naprowadza mnie profesor Krystyna Heska-Kwaśniewicz z Uniwersytetu Śląskiego, była promotor mojej pracy magisterskiej, która zajmuje się m.in. literaturą śląską. Ponieważ opracowywała także literacką spuściznę Gustawa Morcinka od razu wskazuje mi książki, w których mowa jest o naszym pisarzu z Będzina.

W jej „Pisarskim zakonie. Biografii literackiej Gustawa Morcinka” odnajduję informację, że w lutym 1948 roku Morcinek był w Krakowie na zjeździe pisarzy-więźniów politycznych. Tam spotkał się m.in. ze Stanisławem Wygodzkim, którego zwierzenia bardzo nim wstrząsnęły. Po latach stały się one treścią rozdziału „O szyby deszcz dzwoni” z powieści „Judasz z Monte Sicuro” (1).

W książce jest odsyłacz do kolejnej książki: „Gustawa Morcinka ‚Listów spod morwy’ ciąg dalszy”, gdzie znajduję list Morcinka do Władysławy Ostrowskiej i wspomnienie o Wygodzkim:

(…) pytał się mnie kilka razy, czy jest zbrodniarzem, czy nim nie jest. Bo otruł dziecko – przypominam z tamtego poprzedniego listu, by ułatwić przypomnienie u Ciebie – bo otruł żonę i dziecko i siebie, gdy jechali z transportem z getta do Oświęcimia. Dziecko i żona skonały w pociągu, on wyszedł i teraz „krzyczy sumienie” u niego. Czy jest mordercą, czy nie jest? Nie jest! Lecz sumienie mówi co innego. (2)

List datowany jest na 16 lutego 1948 roku. To trzy lata po zakończeniu wojny, cztery i pół roku od momentu, w którym Wygodzki został z żoną i córeczką wysłany z Będzina do Auschwitz. W pociągu podał Annie, czteroletniej Ince i sobie truciznę. One zasnęły, on się obudził. Całe życie dręczyły go wyrzuty sumienia, że zamiast uratować rodzinę przed koszmarem śmierci w komorze gazowej zabił najdroższe osoby, a sobie zostawił zbyt małą dawkę trucizny.

Wielokrotnie przerabia ten temat w wierszach i opowiadaniach – do końca życia będzie zmagał się z konsekwencjami tego czynu. Ból po stracie wszystkich bliskich wyraża w przejmującym tomiku poetyckim „Pamiętnik miłości”, za który otrzymał nagrodę Związku Literatów Polskich w 1948 r. To z niego pochodzą wiersze, które czytaliśmy na zajęciach.

Wrócmy jednak do Morcinka i wspomnianego wyżej „Judasza z Monte Sicuro”. Zasłyszana od Stanisława Wygodzkiego traumatyczna historia znajduje odzwierciedlenie w opowiadaniu powieściowego Szymona Rozencwajga, który jedzie do obozu z Warszawy, a nie z Będzina, ale reszta jest już prawie taka jak u Wygodzkiego. Znajomi nazywają w książce Rozencwajga „Luminalem” i my wiemy, skąd to przezwisko. Tę truciznę zarówno pierwowzór bohatera książki, jak i on sam kupił od życzliwego aptekarza, co to wiedział, gdzie kończy się podróż żydowskich rodzin. Najpierw więc bohater opowieści daje ją córeczce, która usypia na kolanach matki, a następnie żonie.

Tylko że w powieści Morcinka jest straszniej niż było w rzeczywistości, bo Wygodzki dojechał do Auschwitz, gdzie ciała żony i córki zostały zapewne spalone. Opowiadanie Morcinka sprawia nam dodatkowy ból, fundując nagły zwrot akcji, bo oto kiedy swoją dawkę trucizny chce zażyć Rozencwajg, nagle słychać strzały, pociąg się zatrzymuje:

A gdy tak strasznie strzelali, ktoś rozbijał kłódkę przy drzwiach wagonu. Rozbił, drzwi odsunął. Ktoś świecił elektryczną latarką. A strzały wciąż były, i ktoś spoza światła krzyczał: – Żydy, uciekajcie w las! Partyzanci odbili pociąg!… To wszyscy porwali się i uciekli w las… – A ty, Luminal? – zapytał znowu starosta. – Ja też uciekał. Ostatni. Bo ja… Bo ja budziłem Joannę i Klarę. Uciekajcie, krzyczałem, jesteśmy wolni! Panowie partyzanci odbili pociąg! Klara, wstawaj, dzieciątko ty moje miłe! Joanna, zbudź się… (3)

Rysunek Zosi do wiersza „Lokomotywa” S. Wygodzkiego.

Wygodzki należy dziś do najbardziej popularnych autorów współczesnych, jego książki — szczególnie „Koncert życzeń” — szybko znikają z półek księgarskich – pisał w 1961 roku Zbigniew Żabicki. (4)

Współcześnie badająca twórczość Wygodzkiego dr Monika Szabłowska-Zaremba z KUL nazywa pisarza za Krystyną Bernard „tragarzem pamięci”, ale pisze też, że „należy on do autorów zapomnianych, z rzadka przywoływanych” (5).

To prawda, stąd mój pomysł na innowację pedagogiczną, która ma wydobyć Wygodzkiego z mroków niepamięci – przynajmniej w Będzinie, choćby tylko w naszej szkole.

Odkąd zajmuję się twórczością pisarza co i rusz trafiam na jakiś ślad, wątek. 24 grudnia 2021 dostaję (zapewne pod choinkę) kolejną wzmiankę o nim w artykule opublikowanym w „Magazynie od Święta” Gazety Wyborczej. Tekst nosi tytuł „Świat to jeden wielki obóz” i jest adaptacją przedmowy Timothy Snyder’a do książki „Here in Our Auschwitz and Other Stories”, zbioru opowiadań Tadeusza Borowskiego wydanego przez Yale University Press w 2021 r.

Skoro mowa w nim o Tadeuszu Borowskim od razu przeczuwam, że będzie też o Wygodzkim, z którym autor „Pożegnania z Marią” oczywiście się znał, i nie mylę się: pisarza wspomina się tam dwukrotnie. [W pierwszym fragmencie błędnie napisano, że opuścił Będzin w 1944 roku, w rzeczywistości było to w sierpniu 1943 roku podczas likwidacji getta.]

Timothy Snyder: Świat to jeden wielki obóz. „Magazyn od Święta” Gazety Wyborczej z 24.12.2021 r., s. 34.
Timothy Snyder: Świat to jeden wielki obóz. „Magazyn od Święta” Gazety Wyborczej z 24.12.2021 r., s. 35.

Czy te wzmianki znaczą, że jednak nie całkiem zapomniano o pisarzu z Będzina? Nie wiem, ale spróbujemy coś zrobić. Jest już w Będzinie ulica Stanisława Wygodzkiego, teraz będzie też pamięć.

***

(1) Krystyna Heska-Kwaśniewicz: Pisarski zakon. Biografia literacka Gustawa Morcinka. Opole, 1988, s. 142.

(2) Gustawa Morcinka „Listów spod morwy” ciąg dalszy. Listy Gustawa Morcinka do Władysławy Ostrowskiej. Katowice, 1985, s. 128-129.

(3) Gustaw Morcinek: Judasz z Monte Sicuro. Katowice 1982, s. 72-73.

(4) Zbigniew Żabicki: O Stanisławie Wygodzkim. „Poradnik bibliotekarza” 1961, nr 11, s. 334.

(5) Monika Szabłowska-Zaremba: „Tragarz pamięci” – rzecz o Stanisławie Wygodzkim. W: Ślady pamięci. Kraków 2010, s. 213.

***

O pisarzu pisałam też tutaj:

Read Full Post »

Jeszcze w kwietniu tego roku na nieużywanej i zarośniętej rampie kolejowej w Będzinie, która znajduje się na wysokości zbiegu dwóch ulic: Sieleckiej i Zagórskiej, wszystko było po staremu. To znaczy w ziemi spokojnie leżało to, czego dawno temu użyto do jej budowy – macewy z kirkutu (cmentarza żydowskiego) znajdującego się kiedyś przy ulicy Sieleckiej. Tak wyglądał on w czasie wojny:

(Źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/photo?fbid=3911273552254113&set=pcb.3911331618914973)

To był jeden z trzech kirkutów w naszym mieście (po tym na Podzamczu i przy starych murach miasta w dzielnicy Zawale). Powstał pod koniec wieku XIX i służył do początków XX. W sieci krąży zdjęcie, na którym robotnicy firmy „Eltes” podbierają kamień wapienny ze skarpy, przyczyniając się do niszczenia znajdującego się na górze cmentarza – widocznego z dala dzięki charakterystycznemu kształtowi macew. Zdjęcie to, a także skany przedwojennych map i zdjęcia lotnicze tego terenu oraz jego stan obecny można obejrzeć w wątku poświęconym dawnemu będzińskiemu cmentarzowi na forum „Strażnicy czasu”.

Co ciekawe, na fragmencie „Planu miasta Będzina” wydanego przed 1939 rokiem „Nakładem Księgarni i składów materjałów piśmiennych Adolfa Zmigroda” widnieje już zaznaczona jakaś rampa kolejowa – krótka, prowadząca z terenów przy ul. Zagórskiej na Sielecką – możliwe, że służyła właśnie firmie „Eltes”.

Mapa dostępna w domenie publicznej na stronie: https://polona.pl/item/plan-m-bedzina,NDU5Mzc0OTc/7/#info:metadata

O tym cmentarzu i rampie pisał w „Basach” (PIW, 1965, s. 35) Stanisław Wygodzki, pisarz pochodzący z Będzina, snując opowieść o przedwojennym mieście:

Rudzielcy przychodzili na Podzamcze z przeciwległego krańca miasta, z ulicy Sieleckiej, graniczącej z drugim cmentarzem żydowskim, „nowym”, przyjmującym jeszcze nieboszczyków i zapełniającym się powoli grobami i kamieniami nagrobkowymi, które widać było z pobliskiej rampy kolejowej.

O tym, że obecna rampa powstała z elementów nagrobków wiadomo było już od dawna – wg artykułu w „Fakcie” już w 2008 roku ktoś natknął się tam na fragmenty kamieni z dziwnymi napisami. Na forum „Strażnicy czasu” w styczniu 2016 roku Karolina Kot pisze:

„W 2010 roku odkryliśmy fragmenty macew, leżące na chodniku i – najwyraźniej nieświadomie – używane do podtrzymywania reklamy cementu oraz innych materiałów budowlanych. Dzięki Conanowi relikty te zostały starannie zebrane i przewiezione Archimedesem na cmentarz żydowski przy ulicy Podzamcze.”

Foto ze strony: http://www.straznicyczasu.pl/viewtopic.php?t=4487

Do tej pory nikt nie podjął się jednak wyciągnięcia macew. Dopiero pod koniec kwietnia 2021 r. pod kierunkiem Adama Szydłowskiego – prezesa działającej w Będzinie Fundacji Centrum Kultury Żydowskiej im. Rutki Laskier oraz Marcina Majchrowicza, który udostępnił ciężki sprzęt – wydobyto na światło dzienne kamienie nagrobne skrywane dziesiątki lat pod ziemią.

Stan rampy przed operacją wyciągania macew można obejrzeć na znalezionym w sieci filmiku:

Kiedy zaczęto wydobywać macewy rampa prezentowała się tak:

25 września 2021 r. na terenie zlikwidowanej już Huty Będzin (niegdyś: Zakłady Przemysłu Cynkowego, których głównym akcjonariuszem był znany w mieście Szymon Fürstenberg) można było zobaczyć wydobyte z konstrukcji rampy fragmenty macew. Widok robił przygnębiające wrażenie. Dzięki pomocy uczniów z I LO im. M. Kopernika w Będzinie z niemal tysiąca fragmentów udało się zrekonstruować kilka macew, odczytano też wyryte na nich dane:

Wszystkiemu przyglądali się z okien biura huty Szymon Fürstenberg z żoną…

Adam Szydłowski chciałby, aby macewy (a przynajmniej ich część) wróciła na swoje dawne miejsce przy ul. Sieleckiej. Czas pokaże, czy uda się zrealizować ten pomysł.

Więcej informacji o akcji wyciągania macew można przeczytać w licznych artykułach lub obejrzeć materiał przygotowany przez telewizję lokalną:

https://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/7,93867,27600934,kamien-do-kamienia-zlozyc-trudno.html?fbclid=IwAR1zMg_nvAoR4cOYIJh-vqkq_EyMwxzhdkqHyA2ybXIo1tuGcn7yeOXW8U0

https://bedzin.naszemiasto.pl/w-bedzinie-wydobywaja-zydowskie-nagrobki-z-rampy-kolejowej/ar/c1-8255048

https://tvs.pl/informacje/historia-jak-z-poklosia-w-bedzinie-z-zydowskich-macew-zbudowano-rampe-kolejowa-prywatna-firma-pomaga-w-ich-odzyskaniu-wideo/

Read Full Post »

Nieoczekiwanie nadeszła przesyłka zza ocenau.

Wręczono mi ją rano w pracy i najpierw zamierzałam poddć ją kwarantannie… no ale nie wytrzymałam.

W środku – dwa numery „Kurier Plus Polish Weekly Magazine” (jak piszą na stronie: „Dociera do największego skupiska Polaków na Wschodnim Wybrzeżu USA w pięciu stanach: New York, New Jersey, Connecticut, Pennsylvania i Masaachusetts”).

Na pierwszej stronie i w środku wywiad z pewną bibliotekarką z Będzina… Jest o tym, jak zaczynałam moją fascynującą przygodę z bibliotekarstwem, i jak ją kontynuuję.

Fajnie popłynąć za ocean, będąc jednocześnie w domu.

Kolega, który wszedł do sklepu w Nowym Jorku i w gazecie dla Polonii zobaczył na 1. stronie moją twarz zdębiał, bo powód, dla którego mogłabym tam się znaleźć należał do tych mało prawdopodobnych…. Jak widać nawet przygody zwykłej pani lubiącej od dzieciństwa książki mogą stać się impulsem do rozmowy.

Tytuł to zwykły chwyt marketingowy. O tańcu jest tam całe jedno zdanie (i to na końcu) oraz – również sztuk jeden – zdjęcie z dawnego turnieju tańca (które zresztą zamieściłam kiedyś na tej stronie).

Wywiad przeprowadziła Katarzyna T. Nowak (w styczniu, więc w ogóle zapomniałam, że to w ogóle miało się ukazać).

W tekście przy składzie popełniono błąd. Zeszyt Rutki Laskier przetrwał wojnę, a po 60 latach został ujawniony, potem przetłumaczony na wiele języków, nie zaś wydrukowany w latach 60.!

Całość wywiadu można przeczytać tutaj: https://issuu.com/kurierplus/docs/kurier1391

*Ciekawostka – Numer ukazał się 8 maja, a więc w Dzień Bibliotekarza!

Read Full Post »

W czasach studenckich Ligonia 7 w Katowicach to był istotny adres. Spędzałyśmy tam z koleżankami długie godziny nad niedostępnymi gdzie indziej książkami, skryptami, czasopismami. Lubiłyśmy tę czytelnię Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, bo zamawiane tytuły były dostępne od ręki. Niestety, zbiory biblioteki połączono wkrótce z nowo otwartą wtedy Biblioteką Ślaską, i szybki dostęp się skończył. Skończyło się również tanie kserowanie, bo w piwnicznym punkcie mogłyśmy zawsze odbić to, nad czym nie chciało nam się ślęczeć w czytelni, czyli na niezwykle ważne egzaminy powielać setki stron skryptów o wątpliwej jakości druku.

Dziś byłam w tym budynku odebrać najnowszy, czerwcowy numer Miesięcznika społeczno-kulturalnego „Śląsk”. Jest w nim mój artykuł o Dorze Reym, o której pisałam już w książce „Babiniec. Herstoria będzińska”.

Ci, którym nie chciało się czytać długiego rozdziału mają teraz możliwość zapoznania się z krótszą wersją historii będzinianki, której udało się przeżyć i getto będzińskie, i obóz koncentracyjny.

Artykuł dostępny jest tutaj:  Niezwykły przypadek Dory Reym.

Spis treści najnowszego numeru.

Read Full Post »

Przed wojną w Będzinie urodził się Stanisław Wygodzki. W maju minęła kolejna rocznica jego śmierci – zmarł w 1992 roku w Giwataim (koło Tel Awiwu w Izraelu).

Informację o śmierci Wygodzkiego (z błędną datą – zmarł 9 maja) przedrukował regionalny magazyn „Ekspres Zagłębiowski”, nr 7-8/1992, str. 2.

Wygodzki zaczął pisać w latach 30. XX wieku, a szczyt popularności jego twórczości przypadł na lata 50. i 60. Tworzył wiersze (wydał 9 zbiorów poezji), prozę, ale też opowiastki dla dzieci. Był recenzentem, tłumaczem, autorem reportaży i scenariuszy.

Jak wysoko ceniona było jego pisarstwo można przekonać się, przeglądając wydaną w 1957 roku broszurkę „Pisarze Polski Ludowej”. Sylwetka poety i prozaika z naszego miasta prezentowana jest tam razem z takimi tuzami literatury polskiej jak Tadeusz Konwicki, Stanisław Lem czy  Tadeusz Różewicz.

Adam Tatomir „Pisarze Polski Ludowej. Wybór sylwetek poetów i proziaków”. Warszawa 1957, s. 8-9.

Po wojnie Wygodzki opublikował tomik poezji „Pamiętnik miłości” (1948), za który dostał nagrodę Związku Literatów Polskich. Wiersze te, których nie sposób czytać bez wzruszenia, stanowiły pożegnanie z rodziną i były niejako rozrachunkiem z czasem wojny, w której stracił wszystkich bliskich. Podczas wywózki z getta w Będzinie podał sobie, żonie i czteroletniej córeczce luminal. Anna i Mindel zmarły, a do Auschwitz dojechał tylko on, bo jego dawka specyfiku okazała się zbyt mała na wieczny sen.

Do 1939 roku Będzin to było jego miejsce na ziemi. Po wojnie jednak tutaj nie wrócił, można sobie wyobrazić dlaczego. W jednym z opowiadań pisze o tym, co nie przestawało go dręczyć:

Gdyby wam wskazano, że oto tamta kobieta otruła swego syna w obawie, aby nie cierpiał w kaźni niemieckiej, czy mielibyście odwagę zapytać o to, co myśli, co czuje, gdy wspomina ten czyn? Czy zapytalibyście, jak czyn ów rozważa w swojej myśli nocą, gdy jest samotna? [„Ubranie”. W: „Upalny dzień”, Warszawa 1960, s. 254.]

Z drugą żoną Ireną i dwójką dzieci (Adamem, Ewą) osiedlił się w Warszawie. Wyjechał z Polski w 1968 roku, ale nigdy nie przyzwyczaił się do życia w Izraelu. Tęsknił za swoją ojczyzną, czemu dawał wyraz w poezji. Tak pisał w wierszu „64” z tomu „Drzewo ciemności” (Londyn 1971):

Raz tam być przejazdem –

wierzby, lipy, brzozy,

skrzyp chłopskiego wozu,

mgłą zasnute gwiazdy.

[…]

Tam drzwi zaparte kłodą

na opuszczone pokoje

i tam, w milczeniu, postoję

dla nieskończonych powodów.

[Cytat za: Włodzimierz Wójcik „Żydowska polska dusza. O Poezji Stanisława Wygodzkiego”. W: „Spotkania zagłębiowskie”. Katowice 2006, s. 43.]

Od 1970 roku jego twórczość była w Polsce zakazana, więc z bibliotek masowo wycofywano zbiory prozy i poezji sygnowanych nazwiskiem Wygodzkiego. Nie przetrwało ich dużo, można więc uznać, że każdy ocalony egzemplarz jest dziś w jakiś sposób cenny.

Napisał wiele opowiadań, w których porusza tematykę Holocaustu, ale w swoich tekstach wraca też do Będzina sprzed wojny, z czasów młodości i dzieciństwa. Dzięki tym obrazom przelanym z pamięci na papier mamy możliwość przyjrzenia się miastu sprzed stu lat. Opisuje na przykład, jak wyglądało życie na Podzamczu, gdzie mieszkał.

Podzamcze w Będzinie. Źródło zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/5928674

To miejsce było wówczas inne niż obecnie: teren przy zamku i wzdłuż Przemszy był dosyć gęsto zabudowany. Mieszkali tam głównie ubodzy mieszkańcy pochodzenia żydowskiego, w przeciwieństwie do tych majętnych, którzy zajmowali reprezentacyjne kamienice przy ul. Małachowskiego. Choć była to dzielnica przeludniona, nędzna i raczej nieatrakcyjna, to we wspomnieniach Wygodzkiego jawi się jako klimatyczna, swojska. To pewnie także za sprawą czaru dzieciństwa, dzięki któremu każde miejsce – nawet i najbrzydsze na świecie –  zostaje opisane przeważnie w sposób pozytywny.

Jest w Będzinie zapomniana uliczka na terenie byłego getta będzińskiego, której w 2017 roku miasto nadało miano Stanisława Wygodzkiego. Idę o zakład, że mało który z jej mieszkańców wie, kto zacz, ten Wygodzki.

Widok na ulicę Stanisława Wygodzkiego od strony ulicy Rutki Laskier.

Jeden z przedwojennych domów przy ul. S. Wygodzkiego. Mieszkałam naprzeciw w domu, którego już nie ma.

Tuż obok, na ulicy Rutki Laskier, Wyzwolenia czy Wilczej mieszkają nasi uczniowie. Pewnie nie przypuszczają nawet, że pisarz przez pewien czas tam pomieszkiwał. W czasie wojny został wysiedlony ze swojego mieszkania przy ul. Sączewskiego 13, przenosił się kolejno na ul. Kołłątaja, potem Podjazie, by wylądować ostatecznie na Wilczej, o której wspomina nawet w wierszu „Kamionka”:

Dom przy ul. Sączewskiego 13, gdzie przed wojną mieszkał Stanisław Wygodzki.

Fragment ulicy Wilczej.

Obrazki z ulicy Wilczej.

Widok z końca ul. Wilczej na pola ciągnące się za Kamionką w kierunku sosnowieckiej Środuli, gdzie w czasie wojny również znajdowało się getto.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku szkolnym uda mi się przeprowadzić z naszymi uczniami cykl lekcji o pisarzu. Początkiem niech będzie to nagranie, w którym czytamy fragment opowiadania „Basy”. To jedno z tych, w którym Wygodzki przedstawia nam Będzin, jakiego do tej pory nie znaliśmy.

[Fragment „Basów” czytają uczniowie, którym bardzo dziękuję za udział w przedsięwzięciu: Alicja Ferdyn, Lena Stachera, Maria Wilk, Aleksander Zagórny.]

Już w 2004 roku Wojciech Grabowski zrealizował film „Wspomnienie z Będzina”, w którym wykorzystano fragment opowiadania „Szatanek” S. Wygodzkiego:

Przy pisaniu tekstu korzystałam m.in. z artykułów:

Monika Szabłowska-Zaremba „Tragarz pamięci” – rzecz o Stanisławie Wygodzkim. W: „Ślady pamięci”. Kraków 2010, s. 213-230.

Włodzimierz Wójcik „Żydowska polska dusza. O Poezji Stanisława Wygodzkiego”. W: „Spotkania zagłębiowskie”. Katowice 2006, s. 37-49.

O Stanisławie Wygodzkim pisałam też tutaj.

Read Full Post »

Od lat słyszę, że bibliotekarze są zupełnie niedocenianą grupą zawodową. A już bibliotekarze szkolni! – szkoda gadać…
Dlatego napiszę tutaj o pewnym miłym geście, który przeczy tej opinii.

Od 7 stycznia 2020 r. trwa plebiscyt „Dziennika Zachodniego” – Osobowość Roku 2019. Po dwóch tygodniach jego trwania przypadkiem dowiedziałam się, że moje nazwisko znajduje się na liście nominowanych. W pierwszej chwili zareagowałam złością – byłam przekonana, że ktoś zrobił sobie głupi żart. Dopiero kiedy zadzwoniłam do redakcji „Dziennika Zachodniego” i dowiedziałam się, że to sami dziennikarze zgłosili moją nominację do plebiscytu, złość ustąpiła radości. Nieczęsto zdarza się, że osoby z zewnątrz uznają za wartą wyróżnienia pracę na rzecz biblioteki i społeczności (w tym przypadku szkolnej).

Walka w ogólnopolskim konkursie Empiku „Tysiąc powodów by czytać” trwała miesiąc i był to czas wyjęty z życiorysu. Żeby wygrać dla biblioteki szkolnej 1000 książek zajmowałam się nadzorem nad konkursem od rana do później nocy – przysporzyło mi to wielu siwych włosów i odjęło kilka kilogramów. O tym wszystkim nie musieli przecież wiedzieć ci, co zgłosili moją kandydaturę. Mimo wszystko uznali, że warto wpisać na listę nominowanych bibliotekarkę szkolną. To bardzo miłe.

Jest plebiscyt, jest więc głosowanie. Za nominację podziękowałam „Dziennikowi Zachodniemu”, ale napisałam też znajomym na FB: ponieważ cała zabawa jest (oczywiście) płatna, nie proszę Państwa o żadne smsy – tę informację podaję jako ciekawostkę, bo przecież już sama nominacja jest nobilitująca!
I tak jest! 🙂

Warto zaznaczyć, że nie jestem jedyną osobą związaną z biblioteką i nominowaną w kategorii „Działalność społeczna i charytatywna” w moim powiecie. Na liście znajduje się też dyrektorka Gminnej Biblioteki Publicznej, a więc biblioteki górą! 🙂

Tutaj lista nominowanych: https://dziennikzachodni.pl/p/kandydaci/osobowosc-roku-2019%2C1006591/?groupId=60077&fbclid=IwAR1Ff49hfjqvA2N-AxVvyGe_Wm8CIVTKXVHSjmYW2n2Ax0zliz14VjVqQAw

Read Full Post »

„Babiniec. Herstoria będzińska” to wielogłos o kobietach, które związane były z moim miastem: albo tutaj się urodziły, albo mieszkały, zaś to, co je wszystkie łączyło, to doświadczenie wojny i żydowskie pochodzenie. Żeby przywrócić je miastu i pamięci obecnych mieszkańców kilka kobiet współczesnych postanowiło spleść swoje historie z biografiami tych zapomnianych. Wszystko pod kierunkiem i redakcją Patrycji Dołowy, pisarki i artystki multimedialnej (to w wielkim skrócie, zajrzyjcie tutaj!) autorki niezwykłej książki „Wrócę, gdy będziesz spała” (Wydawnictwo Czarne, 2019).

Tam wszystko się zaczęło: pomiędzy dwoma niższymi budynkami uliczka, gdzie mieści się siedziba Fundacji Brama Cukermana – dawny dom modlitwy. Legenda głosi, że był tam też babiniec, czyli oddzielne miejsce przeznaczone dla modlących się Żydówek.

W naszym wydawnictwie znalazły się więc zarówno teksty osobiste, jak i próby literackie bazujące na historiach związanych z Będzinem kobiet: Dory Diamant, Chajki Klinger, Cyrli Szajn, Racheli Zelmanowicz-Olewski, Heleny Warszawskiej, Dory Reym. O tej ostatniej pisałam m.in. ja (rozdział „Miejsca”, s. 74-87.)

Przypominanie historii będzinianek to tylko jedna z aktywności w ramach projektu „Babiniec – mieszkanki, artystki, animatorki” trwającego od czerwca do września 2019 r. w Fundacji „Brama Cukermana” w Będzinie – organizatora projektu. (Autorkami i kuratorkami projektu były Iza Grauman, Karolina Jakoweńko).

Poza tym były jeszcze m.in. warsztaty z cieniami, które koordynowała artystka wizualna Aga Szreder. To z jej inspiracji podczas finału „Babińca” na ścianach kamienic w centrum Będzina pojawiły się cienie instalacji nawiązujących do biografii naszych bohaterek. Niecodzienne wydarzenie i niezwykłe przeżycie dla nas, autorek tych prac i tekstów. Gdyby Dora – opuszczając swoje mieszkanie przy ul. Małachowskiego 36 wiedziała, że za niemal 80 lat ktoś zada sobie trud przełożenia historii jej życia na cień, który przysiądzie na fasadzie tego budynku… Gdyby one wszystkie wiedziały…

Cień poświęcony Cyrli Szajn autorstwa Agi Szreder rzucony na budynek dawnego sierocińca przy ulicy Sienkiewicza 17. Cyrla przyczyniła się do powstania tego miejsca.

—-

Szczegółowe informacje o przebiegu całego projektu (bo był też haft, szycie i pozowanie, spacery po mieście w poszukiwaniu śladów naszych bohaterek, ale też śpiew i ruch w towarzystwie instrumentów) można znaleźć na stronie:

http://www.bramacukermana.com/new/babiniec-mieszkanki-artystki-animatorki/

Tam również można pobrać plik pdf z książką „Babiniec. Herstoria będzińska”.

Uczestniczki „Babińca” (nie wszystkie) ze swoimi portretami namalowanymi przez Liszkę Stefek (po prawej). Promocja książki w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Będzinie – 9 stycznia 2020 r.

Read Full Post »

W 2017 roku w Będzinie zmieniono nazwy niektórych ulic. Najbliższe mojemu sercu ulice z dzieciństwa – Podsiadły i Pstrowskiego otrzymały odpowiednio nazwy: Rutki Laskier i Stanisława Wygodzkiego. I o ile pierwsze nazwisko jest albo znane, albo przynajmniej kojarzone przez mieszkańców miasta, o tyle drugie przywołuje na twarz zakłopotanie przykrywające niewiedzę.

Dziś, 13 stycznia, przypada rocznica urodzin Wygodzkiego – poety i pisarza urodzonego w 1907 roku Będzinie, i związanego z naszym miastem do 1943 roku. Znający historię Będzina już zgadują, co może oznaczać ten rok, i jakie były losy będzinianina pochodzenia żydowskiego. Po likwidacji getta na Kamionce (właśnie tam znajduje się teraz ulica, której patronem jest pisarz) Wygodzki trafił do obozów w Oświęcimiu, Oranienburgu, Sachsenhausen i Dachau. Udało mu się przetrwać to piekło – w 1947 roku wrócił do Polski i zamieszkał w Warszawie. Pracował m.in. w Ministerstwie Kultury i Sztuki, w Polskim Radiu, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego działu literackiego.

Debiutował tomikiem wierszy („Apel” i „Żywioł liścia” w latach 30. XX wieku), ale pisał także wzruszające opowiadania o Będzinie z czasów okupacji, za które należałaby mu się jedna z głównych, a nie tylko maleńka, skromna uliczka gdzieś na końcu miasta.

Tak się składa, że na tej uliczce mieszkałam zaraz po urodzeniu, mieszkały tam również moje babcie, więc spędziłam na niej pierwsze lata życia. Po przemyśleniu sprawy jednak cieszę się, że patronat właśnie nad moją dawną ulicą dostał autor „Basów” i „Koncertu życzeń”. (Druga ulica, na której mieszkałam, to Rutki Laskier (!)).

Wygodzki był uznanym poetą, pisarzem i tłumaczem (z literatury niemieckiej i żydowskiej). W 1949 został odznaczony Orderem Sztandaru Pracy II klasy, a w 1959 Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Pisał również dla dzieci – mój syn uwielbia jego książkę „Uciekł lew”. Kupiliśmy ją na allegro – wydanie z 1965 roku, niestety od tamtej pory nie było wznowień tej rewelacyjnej opowiastki.

Stanisław Wygodzki „Uciekł lew”. Nasza Księgarnia 1965. Ilustrował Ignacy Witz.

Wygodzki wyjechał z kraju – wiadomo – w 1968 roku. Jak piszą w Wikipedii: głównie z powodu szykan wobec jego dzieci: Adama i Ewy, które miał z drugą, poznaną po wojnie, żoną Ireną.

Historia jego pierwszej rodziny jest boleśnie tragiczna. W sierpniu 1943 roku, w pociągu wiozącym do obozu Auschwitz-Birkeanu tysiące mieszkańców Będzina, Wygodzki  – wiedząc, co czeka ich na miejscu – podaje sobie, swojej żonie i córeczce luminal… Niestety, sobie wymierzył zbyt małą dawkę trucizny. Jak można się domyślić, niezgoda na te śmierci nigdy go nie opuści. Sam pisze o tym w wierszu pochodzącym ze zbioru „Pożegnanie”:

Stanisław Wygodzki „Pożegnanie”. Czytelnik 1990.

Stanisław Wygodzki zmarł w 1992 roku w Tel Awiwie.

Read Full Post »

To dopiero niespodzianka!

Portal „bedzin.naszemiasto” opublikował zdjęcia z Będzina w roku 2006.

Wśród nich są trzy fotki zrobione przez fotografa „Dziennika Zachodniego” w czytelni nieistniejącej już biblioteki Gimnazjum nr 3 (tak, tej samej, dla której założyłam ten blog).

Zobaczyłam je pierwszy raz, bo 13 lat temu opublikowano tylko jedno zrobione wtedy zdjęcie – na okładce dodatku „Edukacja”:

Wszystkie zdjęcia z Będzina w roku 2006 można zobaczyć tutaj.

Read Full Post »

Gdyby żyła, obchodziłaby dziś 90. rocznicę urodzin. Można sobie tylko gdybać, czy dla Rutki Laskier wystarczające byłoby urodzić się w zupełnie innym miejscu, a w tym samym 1929 roku, żeby móc zachwycać się dziś letnim słońcem. Pewnie tak.

Rutka – nastolatka z Będzina – w najśmielszych marzeniach nie mogła przypuszać, że każde słowo, które pisała pomiędzy 19 stycznia a 24 kwietnia 1943 roku w zeszycie z zieloną okładką będzie tłumaczone po wielokroć. Że w te jej wyrazy stawiane w ciężkim czasie, w złości i bólu, wczytywać się będą ludzie na całym świecie. Że będzie bohaterką sztuk teatralnych (powstaje nawet przedstawienie na Broadwayu), że będą pisać o niej powieści, prace magisterskie i doktorskie. Że Będzin w roku 2017 podaruje jej ulicę – jedną z tych, gdzie w czasie wojny istniało getto, i skąd w ostatnią wędrówkę do obozu Auschwitz-Birkenau powędrowała z ojcem, matką, małym Heniusiem i tysiącami mieszkańców Będzina pochodzenia żydowskiego.

Gdyby ktoś zapytał wtedy czternastoletnią dziewczynę, co wolałaby: wolność, czy może, żeby tę ulicę, na której spędziła ostatnie tygodnie nazwać kiedyś jej imieniem – na pewno wybrałaby życie i niepamięć o sobie.

W urodziny Rutki nie można zapomnieć, że pamięci przywróciła ją właśnie Stanisława Sapińska. Ponad 60 lat przechowywała w szufladzie zapiski swojej znajomej i – mówiąc o nich w 2005 roku – pozwoliła „poznać” ją przyrodniej siostrze Zahavie Scherz, nam, będzinianom, i reszcie świata.

Przyrodnia siostra Rutki Zahava Scherz i Stanisława Sapińska podczas swoich 100. urodzin w Cafe Jerozolima.

Cieszę się, że mogłam mieć w ręce oryginał dziennika Rutki. Kartkowałam go wtedy i zastanawiałam się, kiedy i czemu Rutka wyrwała z niego kilka kartek. Były zapisane, czy czyste? Mam swoją teorię na ten temat.

Profesor Białas opisał w powieści, jak wyobrażał sobie życie Rutki (Zbigniew Białas „Rutka”, Wydawnictwo MG, 2018 r.), ja wymyśliłam kiedyś na własny użytek, co zrobiła z kartkami wydartymi pamiętnikowi:

 

„Kartki wyrwane z zeszytu”

Rutka prowadzi za rękę Heniusia. Dobrze wie, jaki jest cel tej wędrówki. Patrzy na ludzi stojących wzdłuż drogi. Tych, co nie muszą maszerować w dół, do stacji kolejowej Będzina: mieszkańców, którzy mogą zostać w mieście tylko dzięki odpowiedniemu pochodzeniu matek. Stoją w ciszy, patrzą na przesuwające się ulicą postaci. Oczy świdrują każdą żydowską twarz, łapią najdrobniejsze szczegóły fizjonomii, jakby chciały zapamiętać dla siebie i przyszłych pokoleń tych, którzy zawsze tu byli, a teraz rezygnują z obecności. Niektóre z tych oczu są radosne, a uśmiech nieśmiało wypełza na towarzyszące im usta, inne zimne i nieprzyjemne, kolejne jeszcze chowają w sobie trwogę i przerażenie.

Kiedy czoło kolumny dochodzi do torów, skręca w lewo. Rutka patrzy zaś w prawo, którędy jeszcze niedawno codziennie rano chodziła do szopów. Za tłumem, który im się przypatruje, widzi jakiś ruch – ma wrażenie, że między gapiami próbuje przecisnąć się Stasia i macha do niej, podnosząc rękę najwyżej, jak tylko może. „Kochana Stasia…” – myśli ciepło Rutka. Puszcza na chwilę dłoń brata i odmachuje koleżance. Mała spocona rączka jakby tylko na to czekała. Chłopiec znika niespodziewanie między nogami osób stojących wzdłuż drogi. Dziewczyna widzi, jak piękna blondynka z długim warkoczem schyla się i przytrzymuje go za ramiona. Rutka podbiega do Heniusia, bierze go za rękę i przez chwilę patrzy w oczy kobiety. Są piękne i tak zupełnie inne od jej ciemnych oczu –  błękitne jak jezioro w górach, gdzie kiedyś była z rodzicami. Pamięta to jak przez mgłę. To było jakby w innym, poprzednim życiu. Wtedy, kiedy mogli podróżować wszędzie, gdzie pragnęli, robić, co uznali za stosowne i żyć tak, jak marzyli. Życie, którego już nie będzie – ona dobrze o tym wie.

– Kiedyś tu wrócisz – mówi powoli kobieta. A przynajmniej tak się Rutce wydaje, bo jest bardzo gorąco, a wypowiedziane słowa zagłusza obecność tych, którym już wszystko jedno, i głośne modlitwy idących z przodu. Bierze na ręce brata i biegnie do matki, przerażonej, kiwającej na nich, żeby dołączyli.

Na bocznicy przy stacji kolejowej ustawiono wagony towarowe, które w tym upale już z daleka czuć rozgrzanym drewnem zmieszanym z duszącym zapachem olejów i smarów. Za chwilę stłoczą w nich wszystkich źle urodzonych mieszkańców Będzina i puszczą w ruch koła, które w zależności od okoliczności stukocą radośnie na torach, albo wybijają rytm zbliżającego się końca.

W ścisku i gorącu, ściśnięta między ojcem, matką trzymającą na kolanach Heniusia, a rodziną starego Nunberga, od którego kupowali drewno i trociny, Rutka z trudem wkłada rękę do kieszeni spódniczki. Opuszki palców delikatnie gładzą kilka czystych kartek w linie złożonych na cztery. Wyrwała je w nagłym impulsie, zanim pod zepsutym schodem, tak jak tłumaczyła jej Stasia, ostatni raz schowała pisany w getcie dziennik.

Myślała, że może uda jej się też notować w miejscu, gdzie ich później przenieśli, ale nie dała rady napisać ani słowa. Teraz wiezie ze sobą kartki z tamtego zeszytu jak talizman, jak nadzieję na cud, jak zapowiedź czegoś dobrego. Dotykając ich, czuje się trochę spokojniejsza, serce wyrównuje rytm, a ze stukotu pod podłogą uszy wyławiają melodię, którą chcą słyszeć: kie-dyś tu wró-cisz, kie-dyś tu wró-cisz…

(tekst: Izabela Tumas-Matuszewska)

Read Full Post »

Older Posts »