Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Będzin’

W czasach studenckich Ligonia 7 w Katowicach to był istotny adres. Spędzałyśmy tam z koleżankami długie godziny nad niedostępnymi gdzie indziej książkami, skryptami, czasopismami. Lubiłyśmy tę czytelnię Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, bo zamawiane tytuły były dostępne od ręki. Niestety, zbiory biblioteki połączono wkrótce z nowo otwartą wtedy Biblioteką Ślaską, i szybki dostęp się skończył. Skończyło się również tanie kserowanie, bo w piwnicznym punkcie mogłyśmy zawsze odbić to, nad czym nie chciało nam się ślęczeć w czytelni, czyli na niezwykle ważne egzaminy powielać setki stron skryptów o wątpliwej jakości druku.

Dziś byłam w tym budynku odebrać najnowszy, czerwcowy numer Miesięcznika społeczno-kulturalnego „Śląsk”. Jest w nim mój artykuł o Dorze Reym, o której pisałam już w książce „Babiniec. Herstoria będzińska”.

Ci, którym nie chciało się czytać długiego rozdziału mają teraz możliwość zapoznania się z krótszą wersją historii będzinianki, której udało się przeżyć i getto będzińskie, i obóz koncentracyjny.

Artykuł dostępny jest tutaj.

Spis treści najnowszego numeru.

Read Full Post »

Przed wojną w Będzinie urodził się Stanisław Wygodzki. W maju minęła kolejna rocznica jego śmierci – zmarł w 1992 roku w Giwataim (koło Tel Awiwu w Izraelu).

Informację o śmierci Wygodzkiego (z błędną datą – zmarł 9 maja) przedrukował regionalny magazyn „Ekspres Zagłębiowski”, nr 7-8/1992, str. 2.

Wygodzki zaczął pisać w latach 30. XX wieku, a szczyt popularności jego twórczości przypadł na lata 50. i 60. Tworzył wiersze (wydał 9 zbiorów poezji), prozę, ale też opowiastki dla dzieci. Był recenzentem, tłumaczem, autorem reportaży i scenariuszy.

Jak wysoko ceniona było jego pisarstwo można przekonać się, przeglądając wydaną w 1957 roku broszurkę „Pisarze Polski Ludowej”. Sylwetka poety i prozaika z naszego miasta prezentowana jest tam razem z takimi tuzami literatury polskiej jak Tadeusz Konwicki, Stanisław Lem czy  Tadeusz Różewicz.

Adam Tatomir „Pisarze Polski Ludowej. Wybór sylwetek poetów i proziaków”. Warszawa 1957, s. 8-9.

Po wojnie Wygodzki opublikował tomik poezji „Pamiętnik miłości” (1948), za który dostał nagrodę Związku Literatów Polskich. Wiersze te, których nie sposób czytać bez wzruszenia, stanowiły pożegnanie z rodziną i były niejako rozrachunkiem z czasem wojny, w której stracił wszystkich bliskich. Podczas wywózki z getta w Będzinie podał sobie, żonie i czteroletniej córeczce luminal. Anna i Mindel zmarły, a do Auschwitz dojechał tylko on, bo jego dawka specyfiku okazała się zbyt mała na wieczny sen.

Do 1939 roku Będzin to było jego miejsce na ziemi. Po wojnie jednak tutaj nie wrócił, można sobie wyobrazić dlaczego. W jednym z opowiadań pisze o tym, co nie przestawało go dręczyć:

Gdyby wam wskazano, że oto tamta kobieta otruła swego syna w obawie, aby nie cierpiał w kaźni niemieckiej, czy mielibyście odwagę zapytać o to, co myśli, co czuje, gdy wspomina ten czyn? Czy zapytalibyście, jak czyn ów rozważa w swojej myśli nocą, gdy jest samotna? [„Ubranie”. W: „Upalny dzień”, Warszawa 1960, s. 254.]

Z drugą żoną Ireną i dwójką dzieci (Adamem, Ewą) osiedlił się w Warszawie. Wyjechał z Polski w 1968 roku, ale nigdy nie przyzwyczaił się do życia w Izraelu. Tęsknił za swoją ojczyzną, czemu dawał wyraz w poezji. Tak pisał w wierszu „64” z tomu „Drzewo ciemności” (Londyn 1971):

Raz tam być przejazdem –

wierzby, lipy, brzozy,

skrzyp chłopskiego wozu,

mgłą zasnute gwiazdy.

[…]

Tam drzwi zaparte kłodą

na opuszczone pokoje

i tam, w milczeniu, postoję

dla nieskończonych powodów.

[Cytat za: Włodzimierz Wójcik „Żydowska polska dusza. O Poezji Stanisława Wygodzkiego”. W: „Spotkania zagłębiowskie”. Katowice 2006, s. 43.]

Od 1970 roku jego twórczość była w Polsce zakazana, więc z bibliotek masowo wycofywano zbiory prozy i poezji sygnowanych nazwiskiem Wygodzkiego. Nie przetrwało ich dużo, można więc uznać, że każdy ocalony egzemplarz jest dziś w jakiś sposób cenny.

Napisał wiele opowiadań, w których porusza tematykę Holocaustu, ale w swoich tekstach wraca też do Będzina sprzed wojny, z czasów młodości i dzieciństwa. Dzięki tym obrazom przelanym z pamięci na papier mamy możliwość przyjrzenia się miastu sprzed stu lat. Opisuje na przykład, jak wyglądało życie na Podzamczu, gdzie mieszkał.

Podzamcze w Będzinie. Źródło zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/5928674

To miejsce było wówczas inne niż obecnie: teren przy zamku i wzdłuż Przemszy był dosyć gęsto zabudowany. Mieszkali tam głównie ubodzy mieszkańcy pochodzenia żydowskiego, w przeciwieństwie do tych majętnych, którzy zajmowali reprezentacyjne kamienice przy ul. Małachowskiego. Choć była to dzielnica przeludniona, nędzna i raczej nieatrakcyjna, to we wspomnieniach Wygodzkiego jawi się jako klimatyczna, swojska. To pewnie także za sprawą czaru dzieciństwa, dzięki któremu każde miejsce – nawet i najbrzydsze na świecie –  zostaje opisane przeważnie w sposób pozytywny.

Jest w Będzinie zapomniana uliczka na terenie byłego getta będzińskiego, której w 2017 roku miasto nadało miano Stanisława Wygodzkiego. Idę o zakład, że mało który z jej mieszkańców wie, kto zacz, ten Wygodzki.

Widok na ulicę Stanisława Wygodzkiego od strony ulicy Rutki Laskier.

Jeden z przedwojennych domów przy ul. S. Wygodzkiego. Mieszkałam naprzeciw w domu, którego już nie ma.

Tuż obok, na ulicy Rutki Laskier, Wyzwolenia czy Wilczej mieszkają nasi uczniowie. Pewnie nie przypuszczają nawet, że pisarz przez pewien czas tam pomieszkiwał. W czasie wojny został wysiedlony ze swojego mieszkania przy ul. Sączewskiego 13, przenosił się kolejno na ul. Kołłątaja, potem Podjazie, by wylądować ostatecznie na Wilczej, o której wspomina nawet w wierszu „Kamionka”:

Dom przy ul. Sączewskiego 13, gdzie przed wojną mieszkał Stanisław Wygodzki.

Fragment ulicy Wilczej.

Obrazki z ulicy Wilczej.

Widok z końca ul. Wilczej na pola ciągnące się za Kamionką w kierunku sosnowieckiej Środuli, gdzie w czasie wojny również znajdowało się getto.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku szkolnym uda mi się przeprowadzić z naszymi uczniami cykl lekcji o pisarzu. Początkiem niech będzie to nagranie, w którym czytamy fragment opowiadania „Basy”. To jedno z tych, w którym Wygodzki przedstawia nam Będzin, jakiego do tej pory nie znaliśmy.

[Fragment „Basów” czytają uczniowie, którym bardzo dziękuję za udział w przedsięwzięciu: Alicja Ferdyn, Lena Stachera, Maria Wilk, Aleksander Zagórny.]

Już w 2010 roku Wojciech Grabowski zrealizował film „Wspomnienie z Będzina”, w którym wykorzystano fragment opowiadania „Szatanek” S. Wygodzkiego:

 

Przy pisaniu tekstu korzystałam m.in. z artykułów:

Monika Szabłowska-Zaremba „Tragarz pamięci” – rzecz o Stanisławie Wygodzkim. W: „Ślady pamięci”. Kraków 2010, s. 213-230.

Włodzimierz Wójcik „Żydowska polska dusza. O Poezji Stanisława Wygodzkiego”. W: „Spotkania zagłębiowskie”. Katowice 2006, s. 37-49.

 

O Stanisławie Wygodzkim pisałam też tutaj.

Read Full Post »

Od lat słyszę, że bibliotekarze są zupełnie niedocenianą grupą zawodową. A już bibliotekarze szkolni! – szkoda gadać…
Dlatego napiszę tutaj o pewnym miłym geście, który przeczy tej opinii.

Od 7 stycznia 2020 r. trwa plebiscyt „Dziennika Zachodniego” – Osobowość Roku 2019. Po dwóch tygodniach jego trwania przypadkiem dowiedziałam się, że moje nazwisko znajduje się na liście nominowanych. W pierwszej chwili zareagowałam złością – byłam przekonana, że ktoś zrobił sobie głupi żart. Dopiero kiedy zadzwoniłam do redakcji „Dziennika Zachodniego” i dowiedziałam się, że to sami dziennikarze zgłosili moją nominację do plebiscytu, złość ustąpiła radości. Nieczęsto zdarza się, że osoby z zewnątrz uznają za wartą wyróżnienia pracę na rzecz biblioteki i społeczności (w tym przypadku szkolnej).

Walka w ogólnopolskim konkursie Empiku „Tysiąc powodów by czytać” trwała miesiąc i był to czas wyjęty z życiorysu. Żeby wygrać dla biblioteki szkolnej 1000 książek zajmowałam się nadzorem nad konkursem od rana do później nocy – przysporzyło mi to wielu siwych włosów i odjęło kilka kilogramów. O tym wszystkim nie musieli przecież wiedzieć ci, co zgłosili moją kandydaturę. Mimo wszystko uznali, że warto wpisać na listę nominowanych bibliotekarkę szkolną. To bardzo miłe.

Jest plebiscyt, jest więc głosowanie. Za nominację podziękowałam „Dziennikowi Zachodniemu”, ale napisałam też znajomym na FB: ponieważ cała zabawa jest (oczywiście) płatna, nie proszę Państwa o żadne smsy – tę informację podaję jako ciekawostkę, bo przecież już sama nominacja jest nobilitująca!
I tak jest! 🙂

Warto zaznaczyć, że nie jestem jedyną osobą związaną z biblioteką i nominowaną w kategorii „Działalność społeczna i charytatywna” w moim powiecie. Na liście znajduje się też dyrektorka Gminnej Biblioteki Publicznej, a więc biblioteki górą! 🙂

Tutaj lista nominowanych: https://dziennikzachodni.pl/p/kandydaci/osobowosc-roku-2019%2C1006591/?groupId=60077&fbclid=IwAR1Ff49hfjqvA2N-AxVvyGe_Wm8CIVTKXVHSjmYW2n2Ax0zliz14VjVqQAw

Read Full Post »

„Babiniec. Herstoria będzińska” to wielogłos o kobietach, które związane były z moim miastem: albo tutaj się urodziły, albo mieszkały, zaś to, co je wszystkie łączyło, to doświadczenie wojny i żydowskie pochodzenie. Żeby przywrócić je miastu i pamięci obecnych mieszkańców kilka kobiet współczesnych postanowiło spleść swoje historie z biografiami tych zapomnianych. Wszystko pod kierunkiem i redakcją Patrycji Dołowy, pisarki i artystki multimedialnej (to w wielkim skrócie, zajrzyjcie tutaj!) autorki niezwykłej książki „Wrócę, gdy będziesz spała” (Wydawnictwo Czarne, 2019).

Tam wszystko się zaczęło: pomiędzy dwoma niższymi budynkami uliczka, gdzie mieści się siedziba Fundacji Brama Cukermana – dawny dom modlitwy. Legenda głosi, że był tam też babiniec, czyli oddzielne miejsce przeznaczone dla modlących się Żydówek.

W naszym wydawnictwie znalazły się więc zarówno teksty osobiste, jak i próby literackie bazujące na historiach związanych z Będzinem kobiet: Dory Diamant, Chajki Klinger, Cyrli Szajn, Racheli Zelmanowicz-Olewski, Heleny Warszawskiej, Dory Reym. O tej ostatniej pisałam m.in. ja (rozdział „Miejsca”, s. 74-87.)

Przypominanie historii będzinianek to tylko jedna z aktywności w ramach projektu „Babiniec – mieszkanki, artystki, animatorki” trwającego od czerwca do września 2019 r. w Fundacji „Brama Cukermana” w Będzinie – organizatora projektu. (Autorkami i kuratorkami projektu były Iza Grauman, Karolina Jakoweńko).

Poza tym były jeszcze m.in. warsztaty z cieniami, które koordynowała artystka wizualna Aga Szreder. To z jej inspiracji podczas finału „Babińca” na ścianach kamienic w centrum Będzina pojawiły się cienie instalacji nawiązujących do biografii naszych bohaterek. Niecodzienne wydarzenie i niezwykłe przeżycie dla nas, autorek tych prac i tekstów. Gdyby Dora – opuszczając swoje mieszkanie przy ul. Małachowskiego 36 wiedziała, że za niemal 80 lat ktoś zada sobie trud przełożenia historii jej życia na cień, który przysiądzie na fasadzie tego budynku… Gdyby one wszystkie wiedziały…

Cień poświęcony Cyrli Szajn autorstwa Agi Szreder rzucony na budynek dawnego sierocińca przy ulicy Sienkiewicza 17. Cyrla przyczyniła się do powstania tego miejsca.

—-

Szczegółowe informacje o przebiegu całego projektu (bo był też haft, szycie i pozowanie, spacery po mieście w poszukiwaniu śladów naszych bohaterek, ale też śpiew i ruch w towarzystwie instrumentów) można znaleźć na stronie:

http://www.bramacukermana.com/new/babiniec-mieszkanki-artystki-animatorki/

Tam również można pobrać plik pdf z książką „Babiniec. Herstoria będzińska”.

Uczestniczki „Babińca” (nie wszystkie) ze swoimi portretami namalowanymi przez Liszkę Stefek (po prawej). Promocja książki w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Będzinie – 9 stycznia 2020 r.

Read Full Post »

W 2017 roku w Będzinie zmieniono nazwy niektórych ulic. Najbliższe mojemu sercu ulice z dzieciństwa – Podsiadły i Pstrowskiego otrzymały odpowiednio nazwy: Rutki Laskier i Stanisława Wygodzkiego. I o ile pierwsze nazwisko jest albo znane, albo przynajmniej kojarzone przez mieszkańców miasta, o tyle drugie przywołuje na twarz zakłopotanie przykrywające niewiedzę.

Dziś, 13 stycznia, przypada rocznica urodzin Wygodzkiego – poety i pisarza urodzonego w 1907 roku Będzinie, i związanego z naszym miastem do 1943 roku. Znający historię Będzina już zgadują, co może oznaczać ten rok, i jakie były losy będzinianina pochodzenia żydowskiego. Po likwidacji getta na Kamionce (właśnie tam znajduje się teraz ulica, której patronem jest pisarz) Wygodzki trafił do obozów w Oświęcimiu, Oranienburgu, Sachsenhausen i Dachau. Udało mu się przetrwać to piekło – w 1947 roku wrócił do Polski i zamieszkał w Warszawie. Pracował m.in. w Ministerstwie Kultury i Sztuki, w Polskim Radiu, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego działu literackiego.

Debiutował tomikiem wierszy („Apel” i „Żywioł liścia” w latach 30. XX wieku), ale pisał także wzruszające opowiadania o Będzinie z czasów okupacji, za które należałaby mu się jedna z głównych, a nie tylko maleńka, skromna uliczka gdzieś na końcu miasta.

Tak się składa, że na tej uliczce mieszkałam zaraz po urodzeniu, mieszkały tam również moje babcie, więc spędziłam na niej pierwsze lata życia. Po przemyśleniu sprawy jednak cieszę się, że patronat właśnie nad moją dawną ulicą dostał autor „Basów” i „Koncertu życzeń”. (Druga ulica, na której mieszkałam, to Rutki Laskier (!)).

Wygodzki był uznanym poetą, pisarzem i tłumaczem (z literatury niemieckiej i żydowskiej). W 1949 został odznaczony Orderem Sztandaru Pracy II klasy, a w 1959 Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Pisał również dla dzieci – mój syn uwielbia jego książkę „Uciekł lew”. Kupiliśmy ją na allegro – wydanie z 1965 roku, niestety od tamtej pory nie było wznowień tej rewelacyjnej opowiastki.

Stanisław Wygodzki „Uciekł lew”. Nasza Księgarnia 1965. Ilustrował Ignacy Witz.

Wygodzki wyjechał z kraju – wiadomo – w 1968 roku. Jak piszą w Wikipedii: głównie z powodu szykan wobec jego dzieci: Adama i Ewy, które miał z drugą, poznaną po wojnie, żoną Ireną.

Historia jego pierwszej rodziny jest boleśnie tragiczna. W sierpniu 1943 roku, w pociągu wiozącym do obozu Auschwitz-Birkeanu tysiące mieszkańców Będzina, Wygodzki  – wiedząc, co czeka ich na miejscu – podaje sobie, swojej żonie i córeczce luminal… Niestety, sobie wymierzył zbyt małą dawkę trucizny. Jak można się domyślić, niezgoda na te śmierci nigdy go nie opuści. Sam pisze o tym w wierszu pochodzącym ze zbioru „Pożegnanie”:

Stanisław Wygodzki „Pożegnanie”. Czytelnik 1990.

Stanisław Wygodzki zmarł w 1992 roku w Tel Awiwie.

Read Full Post »

To dopiero niespodzianka!

Portal „bedzin.naszemiasto” opublikował zdjęcia z Będzina w roku 2006.

Wśród nich są trzy fotki zrobione przez fotografa „Dziennika Zachodniego” w czytelni nieistniejącej już biblioteki Gimnazjum nr 3 (tak, tej samej, dla której założyłam ten blog).

Zobaczyłam je pierwszy raz, bo 13 lat temu opublikowano tylko jedno zrobione wtedy zdjęcie – na okładce dodatku „Edukacja”:

Wszystkie zdjęcia z Będzina w roku 2006 można zobaczyć tutaj.

Read Full Post »

Gdyby żyła, obchodziłaby dziś 90. rocznicę urodzin. Można sobie tylko gdybać, czy dla Rutki Laskier wystarczające byłoby urodzić się w zupełnie innym miejscu, a w tym samym 1929 roku, żeby móc zachwycać się dziś letnim słońcem. Pewnie tak.

Rutka – nastolatka z Będzina – w najśmielszych marzeniach nie mogła przypuszać, że każde słowo, które pisała pomiędzy 19 stycznia a 24 kwietnia 1943 roku w zeszycie z zieloną okładką będzie tłumaczone po wielokroć. Że w te jej wyrazy stawiane w ciężkim czasie, w złości i bólu, wczytywać się będą ludzie na całym świecie. Że będzie bohaterką sztuk teatralnych (powstaje nawet przedstawienie na Broadwayu), że będą pisać o niej powieści, prace magisterskie i doktorskie. Że Będzin w roku 2017 podaruje jej ulicę – jedną z tych, gdzie w czasie wojny istniało getto, i skąd w ostatnią wędrówkę do obozu Auschwitz-Birkenau powędrowała z ojcem, matką, małym Heniusiem i tysiącami mieszkańców Będzina pochodzenia żydowskiego.

Gdyby ktoś zapytał wtedy czternastoletnią dziewczynę, co wolałaby: wolność, czy może, żeby tę ulicę, na której spędziła ostatnie tygodnie nazwać kiedyś jej imieniem – na pewno wybrałaby życie i niepamięć o sobie.

W urodziny Rutki nie można zapomnieć, że pamięci przywróciła ją właśnie Stanisława Sapińska. Ponad 60 lat przechowywała w szufladzie zapiski swojej znajomej i – mówiąc o nich w 2005 roku – pozwoliła „poznać” ją przyrodniej siostrze Zahavie Scherz, nam, będzinianom, i reszcie świata.

Przyrodnia siostra Rutki Zahava Scherz i Stanisława Sapińska podczas swoich 100. urodzin w Cafe Jerozolima.

Cieszę się, że mogłam mieć w ręce oryginał dziennika Rutki. Kartkowałam go wtedy i zastanawiałam się, kiedy i czemu Rutka wyrwała z niego kilka kartek. Były zapisane, czy czyste? Mam swoją teorię na ten temat.

Profesor Białas opisał w powieści, jak wyobrażał sobie życie Rutki (Zbigniew Białas „Rutka”, Wydawnictwo MG, 2018 r.), ja wymyśliłam kiedyś na własny użytek, co zrobiła z kartkami wydartymi pamiętnikowi:

 

„Kartki wyrwane z zeszytu”

Rutka prowadzi za rękę Heniusia. Dobrze wie, jaki jest cel tej wędrówki. Patrzy na ludzi stojących wzdłuż drogi. Tych, co nie muszą maszerować w dół, do stacji kolejowej Będzina: mieszkańców, którzy mogą zostać w mieście tylko dzięki odpowiedniemu pochodzeniu matek. Stoją w ciszy, patrzą na przesuwające się ulicą postaci. Oczy świdrują każdą żydowską twarz, łapią najdrobniejsze szczegóły fizjonomii, jakby chciały zapamiętać dla siebie i przyszłych pokoleń tych, którzy zawsze tu byli, a teraz rezygnują z obecności. Niektóre z tych oczu są radosne, a uśmiech nieśmiało wypełza na towarzyszące im usta, inne zimne i nieprzyjemne, kolejne jeszcze chowają w sobie trwogę i przerażenie.

Kiedy czoło kolumny dochodzi do torów, skręca w lewo. Rutka patrzy zaś w prawo, którędy jeszcze niedawno codziennie rano chodziła do szopów. Za tłumem, który im się przypatruje, widzi jakiś ruch – ma wrażenie, że między gapiami próbuje przecisnąć się Stasia i macha do niej, podnosząc rękę najwyżej, jak tylko może. „Kochana Stasia…” – myśli ciepło Rutka. Puszcza na chwilę dłoń brata i odmachuje koleżance. Mała spocona rączka jakby tylko na to czekała. Chłopiec znika niespodziewanie między nogami osób stojących wzdłuż drogi. Dziewczyna widzi, jak piękna blondynka z długim warkoczem schyla się i przytrzymuje go za ramiona. Rutka podbiega do Heniusia, bierze go za rękę i przez chwilę patrzy w oczy kobiety. Są piękne i tak zupełnie inne od jej ciemnych oczu –  błękitne jak jezioro w górach, gdzie kiedyś była z rodzicami. Pamięta to jak przez mgłę. To było jakby w innym, poprzednim życiu. Wtedy, kiedy mogli podróżować wszędzie, gdzie pragnęli, robić, co uznali za stosowne i żyć tak, jak marzyli. Życie, którego już nie będzie – ona dobrze o tym wie.

– Kiedyś tu wrócisz – mówi powoli kobieta. A przynajmniej tak się Rutce wydaje, bo jest bardzo gorąco, a wypowiedziane słowa zagłusza obecność tych, którym już wszystko jedno, i głośne modlitwy idących z przodu. Bierze na ręce brata i biegnie do matki, przerażonej, kiwającej na nich, żeby dołączyli.

Na bocznicy przy stacji kolejowej ustawiono wagony towarowe, które w tym upale już z daleka czuć rozgrzanym drewnem zmieszanym z duszącym zapachem olejów i smarów. Za chwilę stłoczą w nich wszystkich źle urodzonych mieszkańców Będzina i puszczą w ruch koła, które w zależności od okoliczności stukocą radośnie na torach, albo wybijają rytm zbliżającego się końca.

W ścisku i gorącu, ściśnięta między ojcem, matką trzymającą na kolanach Heniusia, a rodziną starego Nunberga, od którego kupowali drewno i trociny, Rutka z trudem wkłada rękę do kieszeni spódniczki. Opuszki palców delikatnie gładzą kilka czystych kartek w linie złożonych na cztery. Wyrwała je w nagłym impulsie, zanim pod zepsutym schodem, tak jak tłumaczyła jej Stasia, ostatni raz schowała pisany w getcie dziennik.

Myślała, że może uda jej się też notować w miejscu, gdzie ich później przenieśli, ale nie dała rady napisać ani słowa. Teraz wiezie ze sobą kartki z tamtego zeszytu jak talizman, jak nadzieję na cud, jak zapowiedź czegoś dobrego. Dotykając ich, czuje się trochę spokojniejsza, serce wyrównuje rytm, a ze stukotu pod podłogą uszy wyławiają melodię, którą chcą słyszeć: kie-dyś tu wró-cisz, kie-dyś tu wró-cisz…

(tekst: Izabela Tumas-Matuszewska)

Read Full Post »

Nieuchronnie zbliża się ten dzień, w którym nasze gimnazjum przestanie istnieć. Od wielu dni robimy porządki w dokumentach, materiałach, pomocach naukowych. Są też stare zdjęcia – większość z imprez szkolnych, wycieczek albo klasowe. Ale znalazłam też wśród nich prawdziwe perełki. Przywracają wspomnienia, więc akurat dla mnie są drogocenne…

Dwa pierwsze niech będą ilustracją do opowieści o pewnym dniu sprzed lat – z książką w tle, a jakże!

To było wtedy, kiedy biegłam szczęśliwa w dół tej ulicy, którą widzicie na zdjęciu poniżej – wtedy jeszcze Alberta Dzijaka, teraz Brata Alberta. Może nawet mijał mnie autobus linii 16, który wówczas tamtędy jeździł, a ja minęłam na pewno ten przystanek, który jest widoczny po lewej stronie – w tamtych czasach był bliżej skrzyżowania z ulicą Sienkiewicza, niż teraz. Metalowy, z czerwoną literą „A” malowaną na boku za pomocą szablonu. Biegłam w dół jak na skrzydłach, bo wreszcie udało mi się uzbierać pieniądze na wymarzony słownik oglądany wielokrotnie w księgarni.

Ulica Alberta Dzijaka (obecnie Brata Alberta) w Będzinie, widok od strony stacji PKP Będzin Miasto.

Przeszłam przez dworzec PKP, który jest zaraz za plecami robiącego to zdjęcie, a potem wyszłam na główną ulicę miasta –  Małachowskiego, i skręciłam w prawo. No i już zaraz po lewej była ta księgarnia, którą znalazłam na maleńkim zdjęciu, i której w pierwszej chwili nie poznałam, bo w oczy rzuciły mi się tylko litery „ĘGAR” – i już myślałam, że to jakiś sklep na Węgrzech. 😉

Księgarnia przy ul. Małachowskiego 58 w Będzinie. Czyżby lata 80.?

A tu w cienu skryta koncówka – i wszystko jasne! To moja ulubiona księgarnia, gdzie na początku lat 90. kupowałam wiele książek z przeceny, zalegających wówczas w Składnicy Księgarskiej, żeby zasilić nimi moją bibliotekę powstałą dopiero co w schowku pod schodami. Spójrzcie na te kraty w drzwiach i na wystawie – a logo z przekreślonym lodem dyndające obok informacji o godzinach otwarcia? Pamiętam je doskonale. I jeszcze ta kosteczka na ścianach wokół – urocza!

Ten słownik, który wtedy kupiłam, nie był z przeceny – kosztował 55 000 zł (!), ale nie żal mi było ani złotówki, bo śniłam o nim odkąd go zobaczyłam. Możecie nie wierzyć, ale pamiętam doskonale drogę powrotną do domu z nim pod pachą – zawsze miałam w głowie to wspomnienie, jak idę ulicą Dzijaka pod górkę, minęłam już przystanek, jestem na wysokości tego domu, który za nim, i chce mnie rozerwać z radości, że wreszcie się spełniło – mam nowy, mój osobisty „Słownik wyrazów obcych” Władysława Kopalińskiego – wydanie XX! Takie miałam dziwne marzenia w roku 1990… W domu czytałam go najchętniej na wyrywki, od przodu i od tyłu, otwierając na chybił-trafił, a to przyzwyczajenie zostało mi do dziś. 🙂

W fakturach zakupu książek w naszej biblio udało mi się znaleźć pieczątkę z tej księgarni – stąd wiem, że mieściła się przy ul. Małachowskiego 58.

 

Gdybym, wychodząc z księgarni, nie wróciła do domu, a obok dworca poszła prosto, trafiłabym na ulicę Bema. Dzieciaki uwielbiały wycieczki w te rejony, bo mieściła się tam (i na szczęście nadal istnieje) słynna cukiernia „U Tkacza”, gdzie kupowaliśmy pyszne lody gałkowe – wtedy jedyne w mieście, oraz cudowne pączki, których sława wykracza już poza granice naszego miasta. A właśnie naprzeciw tej cukierni stoi ogromny budynek policji – który znalazłam na kolejnym zdjęciu.

Ul. Bema w Będzinie. Widok na budynek (wtedy) milicji. Na ulicy pustki, pomyka po niej jedynie nyska (na dole w środku).

I gdybym skręciła stamtąd w prawo, na ulicę Szolca (teraz 11 Listopada), to za kilka minut doszłabym do basenu, gdzie nie jeden raz z chęcią taplałam się w wodzie o kolorze zielonoburym, ciepłej nie tylko od słońca, i gdzie sama nauczyłam się pływać.

Basen przy OSiR w Będzinie.

A już zupełenie niedaleko, bo przed zamkiem, który stamtąd widoczny był jak na dłoni, przechodzi aleja Kołłątaja, którą kojarzą nawet ci, co tu rzadko przyjeżdżają, bo to ta ulica, przy której stoi będziński zamek i zabytkowy kościół na górce, czyli parafia św. Trójcy. I gdyby tak wjechać na tę aleję niedaleko wiaduktu, pod którym tory kolejowe, co biegną na ten dworzec, przez który przechodziłam w drodze po słownik, to wyglądało by to tak:

Aleja Kołłątaja w Będzinie. Zdjęcie z czasów, kiedy na reklamach numery telefonu w naszym mieście rozpoczynały się od 67 zamiast 267.

I gdyby jeszcze nagle przenieść się w czasie, i przejechać tą ulicą trochę dalej, pod górkę, a potem lekko w dół, to akurat na wysokości kościoła, kilkanaście lat wcześniej, wyglądało by to tak:

Aleja Kołłątaja w Będzinie. Widok na wysokości kościoła św. Trójcy na pozostałośc po będzińskim rynku.

I to już koniec wycieczek po mieście. Przed snem przekartkuję jeszcze mój stary słownik. 🙂

Może umieszczone tu zdjęcia zobaczy ktoś, kto je robił, bo nie ustaliłam ich autorstwa.

Read Full Post »

Mam ochotę bić brawo Sosnowieckiemu Centrum Sztuki – Zamkowi Sieleckiemu za wystawę, którą właśnie otworzył. Nosi nazwę „W oczach młodych. Życie i śmierć w będzińskim getcie”, i chociaż traktuje o jednym z miast Zagłębia Dąbrowskiego – moim mieście, to powstała w Stanach Zjednoczonych i jest prezentowana w Polsce po raz pierwszy!

 

Historia miejsca, w którym człowiek się wychowywał, i które wpłynęło na jego życie powinna fascynować – to dlatego tak entuzjastycznie zareagowałam na ten projekt. Bardzo długo mieszkałam na Kamionce, czyli właśnie w tej dzielnicy, której wojenną, niechlubną historię prezentuje wystawa.

Wszystko, co możemy na niej oglądać, to efekt zaangażowania studentów Northern Arizona University, którzy od 2013 do 2104 r. pod kierunkiem dr Björna Krondorfera zbierali materiały w ramach projektu badawczego Martin-Springer Institute. W wyniku ich pracy powstał cenny zbiór świadectw i dokumentów, które postanowiono przekazać do fachowego opracowania, żeby mogły być udostępnione jak najszerszemu gronu odbiorców. Studenci od samego początku zdecydowali się bazować tylko na źródłach dotyczących losów będzińskiej młodzieży. I to akurat świetnie dla naszego miasta, bo powstał produkt skrojony na miarę Będzina, który powinien znaleźć tutaj miejsce na stałe.

To, że wystawa trafiła do Polski jest zasługą Jeffreya Cymblera (jego przodkowie mieszkali w Będzinie i Zawierciu), który obejrzał ją w Nowym Jorku i pomyślał, że koniecznie muszą ją zobaczyć mieszkańcy naszego regionu. Dzięki jego pomocy „W oczach młodych” trafiło do nas. Kuratorem sosnowieckiej wystawy jest Monika Kempara.

Otwarcie wystawy. Z prawej Monika Kempra, drugi z lewej – Jeffrey Cymbler.

Wystawa prezentuje losy siedmiu młodych osób, które mieszkały w Będzinie przed wojną i w jej trakcie. Historię będzińskiego getta zaprezentowano, cytując m.in. fragmenty pamiętników, wspomnień oraz relacji tych, którym udało się przeżyć. Wśród „opowiadających” jest oczywiście znana bardzo dobrze będzinianom Rutka Laskier oraz Sam Pivnik, autor książki „Ocalały”, który przed wojną uczył się w murach naszej szkoły!

Na planszach możemy zobaczyć nieznane do tej pory zdjęcia dawnego Będzina. Pochodzą m.in. ze zbiorów Holocaust Memorial Museum, Yad Vashem, Muzeum Bojowników Getta w Izraelu, czy zbiorów prywatnych. I właśnie to ostatnie źródło ma największy potencjał, bo kryje materiały, których świat do tej pory nie widział. Fotografie zamieszczone na wystawie zrobiły na mnie wrażenie, bo odkrywają mało znane oblicze miejsca, które dobrze znam, i którego historii zawsze byłam ciekawa.

Wystawa jest tłumaczona z angielskiego (tłumaczenia dokonał Sławomir Konkol) i na drodze ustaleń z autorami nie wprowadzono w niej zmian, chociaż w niektórych miejscach można było – zgodnie z obecnym stanem wiedzy – coś uzupełnić lub wyjaśnić.

Rzeczy znalezione na terenie getta będzińskiego wypożyczone na czas wystawy od Fundacji Centrum Kultury Żydowskiej im. Rutki Laskier w Będzinie.

W wielu miejscach przytaczane są słowa z pamiętnika Rutki Laskier, który pisany był na Kamionce. Pod wpływem podwójnej translacji – z polskiego na angielski i z angielskiego znów na polski –  słowa będzińskiej Żydówki zostały zniekształcone. Z wysoko uniesioną brwią czytałam, co też Rutka napisała, chociaż przecież dobrze znam jej zapiski i wiem, że w tym miejscu używa zupełnie innych słów. Nie ma to znaczenia dla przeciętego odbiorcy – przekaz jest zachowany, tylko słowa różnią się od oryginalnych.

W oryginale dziennika Rutki ten fragment brzmi: „Obrzydły mi te szare domy, strach malujący się na każdej twarzy. Ten strach przyczepia się do każdego swymi mackami i nie chce puścić.”

To oczywiście drobnostka wobec znaczenia i niepowtarzalności tej wystawy. Uważam, że licealiści i gimnazjaliści z naszego miasta powinni ją zobaczyć. Mam nadzieję, że po 17 marca, do kiedy można ja oglądać w Sosnowcu, trafi też do Będzina, o którym przecież traktuje. I wtedy też będę biła brawo Muzeum Zagłębia w Będzinie.

Panel dyskusyjny po wystawie „Trough the Eyes of Youth: Life and Death in the Bedzin Ghetto” w USA: https://vimeo.com/254849284


W 2012 roku praca „W getcie będzińskim…” przygotowana przez naszych gimnazjalistów zajęła III miejsce w ogólnopolskim konkursie „Póki nie jest za późno”. Można o niej poczytać tutaj.

Read Full Post »

Nasze gimnazjum było w tym roku partnerem będzińskiego Narodowego Czytania. Organizatorem imprezy była Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna, Muzeum Zagłębia oraz Urząd Miejski.

Postanowiłam dołożyć swoje trzy grosze do zwyczajowego udziału w tego typu przedsięwzięciu, czyli odczytaniu fragmentów lektury, którą w tym roku było „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego, notabene patrona będzińskiej biblioteki.

Do działania zainspirowała mnie dyskusja nad warszawskimi przeróbkami oryginalnego tekstu utworu i wycinanie z niego „tudzieży” i innych słów czy wyrażeń. Zaproponowałam uczniom, że zrobimy to samo, czyli wytniemy sobie z książki, co nam się żywnie podoba, ale nic nie wyrzucimy, tylko zrobimy z tych ubytków ponowny użytek.

Odbiłam w powiększeniu fragmenty powieści, rozdałam je uczniom w towarzystwie nożyczek, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Zabawa okazała się bardzo wciągająca, a z zaangażowania gimnazjalistów powstała tablica z wyklejankami stworzonymi wyłącznie z „Przedwiośniowych” słów.

I tak właśnie powstało ‚Wycięte z „Przedwiośnia” (tudzież wyklejone)’ – prace można jeszcze kilka dni czytać w holu na piętrze będzińskiej książnicy.

Tutaj kilka zbliżeń na wyklejanki z tablicy:

Fragmenty „Przedwiośnia” czytane były w bibliotece przez osoby związane z Będzinem, m.in. wiceprezydentów miasta: Rafała Adamczyka i Darię Peterek, naczelnika Wydziału Oświaty UM Romana Goczoła, redaktor „Akualności Będzińskich” Martę Sowińską – Kłosowską czy dyrektora Teatru Dzieci Zagłębia, Pawła Klicę. Czytały też oczywiście dyrektor naszego gimnazjum Agata Durbacz i uczennica Julia Wojciechowska.

Słowa Żeromskiego czyta Roman Goczoł, naczelnik Wydziału Oświaty UM.

Julia Wojciechowska czyta fragmenty „Przedwiośnia”.

Agata Durbacz, dyrektor Gimnazjum nr 3 w Będzinie. Obok Julia.

Żeby nie znużyć słuchających, fragmenty książki przerywane były występami muzycznymi, wstawkami popularnonaukowymi dotyczącymi związków Żeromskiego z naszym regionem czy czasów historycznych, o których traktuje „Przedwiośnie”.

Na scenie Antonina Wiktorowicz, pod sceną – prowadzący imprezę: Beata Wardęga z MiPBP oraz Kamil Gryma z Muzeum Zagłebia w Będzinie.

Wysłuchaliśmy też nagrania głosu pisarza zarejestrowanego w 1924 roku, a na koniec wszyscy uczestnicy imprezy wzięli udział w quizie ze znajomości czytanej lektury. Miło mi donieść, że dwie z czterech nagród (które ufundował Antykwariat „Latarnik” z Czeladzi) udało się zdobyć Agacie Durbacz – dyrektor naszej szkoły oraz piszącej te słowa, czyli autorce bloga 🙂

Quiz. Żenia się inspiruje… Pani Kamilla Rybarz z uczniami.

Fragment wystawy towarzyszącej NC o życiu i twórczości Stefana Żeromskiego

Pracownik biblioteki Andrzej Noga zaprasza do obejrzenia wystawy w holu dolnym biblioteki. Wcześniej odczytał słowa Żeromskiego nagrane przed 90 laty i przeprowadził quiz, który tak dobrze nam poszedł.

Prace Tomasza Motłocha i jego syna Stasia.

Siła sprawcza Narodowego Czytania w Będzinie.

Read Full Post »

Older Posts »