Feeds:
Wpisy
Komentarze

Dziś święto tych, którzy pod opieką mają miliony słów zaklętych między okładkami.

Najlepsze życzenia dla bibliotekarzy!

 

Dla uczniów mojej szkoły przygotowałam krótką animację o Dniu Bibliotekarza:

https://biteable.com/watch/8-maja-wany-dzie-2547010

 

 

Tęsknicie za szkołą, biblioteką?…

Ja bardzo! I dlatego stworzyłam dla Was małą niespodziankę… Dziś co prawda Dzień Ziemi, ale moją planetą jest biblioteka, stąd ten króciutki montaż.
Sprawdźcie, czy odnajdziecie się na zdjęciach – wykorzystałam takie, które pojawiły się już na stronie Facebook Biblioteki, a także te, które zrobiłam kilka dni temu w puściutkiej szkole.

Za śpiew, który mogłam podłożyć do zdjęć, dziękuję uczennicy – Karinie Włosek! ❤

W czasie zamknięcia bibliotek, szkół i instytucji kultury ich działalność przeniosła się do internetu. Chcąc pozostać w kontakcie ze swoimi odbiorcami wiele osób zaczęło nagrywać czytane fragmenty książek, a nagrania te umieszczać np. na You Tube, gdzie są dostępne dla wszystkich.

Ustawa o prawie autorskim chroni dzieło twórcy do 70 lat po jego śmierci – jak interpretować te przepisy w kontekście publikowanych filmików? Można nagrywać i publikować te utwory? Nie można?

Po lekturze Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych sprawa wydaje się oczywista – można pod pewnymi warunkami.

Moja interpretacja zapisów tej ustawy nie byłaby dla nikogo wiążąca, dlatego o opinię poprosiłam Bibliotekę Narodową – odpowiedź nadeszła z Pracowni Praw Autorskich tejże. Wyraźnie podkreślono w niej jednak, że prezentowane stanowisko ma charakter ogólny i nie może być traktowane jako porada prawna. Otrzymane wyjaśnienia potwierdziły jednak moje rozumienie Ustawy o prawie autorskim w zakresie omawianego tematu.

Otóż czytanie książki na głos w rozumieniu przepisów tej Ustawy można uznać za wykonanie artystyczne, natomiast utrwalenie i publiczne udostępnienie takiego utworu stanowi jego rozpowszechnienie, a więc korzystanie z niego w rozumieniu Ustawy.

Możemy czytać i zamieszczać filmy z takimi nagraniami tylko wtedy, kiedy autorskie prawa majątkowe do wykonywanego utworu wygasły (rozdział 4 Ustawy – Czas trwania autorskich praw majątkowych).

Jeżeli czytany na głos utwór pozostaje przedmiotem niewygasłych autorskich praw majątkowych (nie upłynęło 70 lat od śmierci twórcy, współtwórcy lub od śmierci tłumacza książki z języka obcego) wymagane jest uzyskanie zgody podmiotu, któremu te autorskie prawa majątkowe służą.

Potwierdzeniem powyższego może być dyskusja, którą znalazłam na forum prawnym:

https://forumprawne.org/prawo-autorskie/668238-czytanie-ksiazek-publicznie-na-kanale-youtube.html

Podsumowując:
Możemy udostępniać w sieci filmiki, w których czytamy książki, ale tylko wtedy, jeżeli książki te są na wolnych licencjach lub w domenie publicznej (np. teksty ze strony Wolne Lektury), to znaczy minęło 70 lat od śmierci twórcy (autora, współautora, tłumacza). Jeżeli powyższe warunki nie zostały spełnione – tylko za zgodą autora lub spadkobiercy praw autorskich (w niektórych wypadkach wydawnictwa – wg art. 99 Ustawy).

Jak mówią: ignorantia legis non excusat (łac. nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem) warto więc przytoczyć jeszcze art. 116. 1 Ustawy:

Kto bez uprawnienia rozpowszechnia cudzy utwór (…) w postaci opracowania, artystycznego wykonania, (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Do dziś żałuję, że nie nagrałam wspomnień babci o jej dzieciństwie, a tylko zapisałam je na luźnych kartkach, które dawno temu gdzieś się zawieruszyły. Na takie snucie opowieści rzadko kiedy była chęć i czas, ale właśnie teraz nadszedł odpowiedni!

Starsi, odseparowani od rodziny w trosce o swoje zdrowie, marzą o rozmowie dłuższej, niż zajmuje odpowiedź na standardowe pytania o samopoczucie, o to, czy czegoś im potrzeba, i co obejrzeli tego dnia w telewizji.

Zapytajmy ich więc o pierwsze wspomnienie z dzieciństwa, o młodość, o najważniejsze chwile życia, o to, do jakiego momentu najchętniej by wrócili i dlaczego? Zapiszmy to, a jeżeli wyrażą zgodę – nagrajmy.

Myślę, że to będzie dla nich bardzo ważna chwila oderwania od przykrej rzeczywistości odosobnienia, a dla nas pamiątka, którą może docenimy dziś, albo dopiero wtedy, jak nie będzie ich już z nami…

Będzin, ul. Małachowskiego, najprawdopodobniej lata 30. XX wieku.

Zdrowia!

Wszystkim nam, złączonym teraz wspólnym doświadczeniem, w którym nie mają znaczenia przekonania, sympatie czy upodobania –

życzę – mimo wszystkich niesprzyjających okoliczności – dobrych Świąt!

Spokojnych i bardzo, bardzo zdrowych!

 

Kartka pocztowa z 1908 r. z zasobów Polony – Public Domain. (https://polona.pl/)

 

Wstaje po szóstej, bo wierzy, że uda jej się sprawdzić prace przesłane przez uczniów wczoraj późnym wieczorem. Te, do których nie zajrzała, bo przygotowywała nowe lekcje na dziś. Ledwie siada do stołu, czas jakby przyśpiesza, zdąży przejrzeć tylko połowę załączników z maili, a już dobiegają ją głosy z pokoju dziecięcego. Teraz szybko śniadanie dla czterolatka i piątoklasisty. Trzeba też rozwiązać ich spory, żeby móc w miarę spokojnie siąść do komputera. Pierwsza lekcja: loguje się do e-dziennika, przesyła prezentację, nad którą ślęczała do północy. Starszy syn o ósmej też uruchamia stary laptop i – walcząc z rwącym się połączeniem wi-fi – odbiera pierwsze wiadomości od nauczycieli.

Mały tylko przez chwilę zajmuje się sam sobą. Zaraz zacznie kursować między bratem, który wygania go z pokoju, bo musi siedzieć nad lekcjami, nią, która odeśle go do zabawek i zamkniętym w pokoju tatą, który właśnie pracuje zdalnie dla Dużej Firmy i robi Same Ważne Rzeczy, więc nie ma mowy, żeby mógł pobyć z dziećmi przed siedemnastą. W tym czasie ona będzie na zmianę wysyłała uczniom przygotowane materiały, odbierała maile, notowała realizację nauczania zdalnego do raportu dla dyrekcji, odpisywała uczniom, rodzicom i innym nauczycielom, którzy mają pytania dotyczące jej wychowanków.

Do toalety idzie z komórką – odpowie w tym czasie na kilka wiadomości uczniów na Messengerze. Młodszy najpierw dobija się do drzwi, a potem wrzuca jej przez szparę u dołu komplet klocków, starszy czeka obok z książką. Ma łzy w oczach – trzeba mu wytłumaczyć zadanie z matematyki. Południe. Jak ten czas szybko leci! Wszyscy głodni – młody wysysa drugą tubkę musu owocowego, na podłodze poniewierają się opakowania po chrupkach kukurydzianych – nawet nie pamięta, że powiedziała „dobra”, kiedy synek zapytał, czy może je zjeść. Szybko! – drugie śniadanie. Zdąży wyjąć chleb i ser, ale już ich nie sparuje, bo dzwoni telefon. Są nowe wytyczne. Trzeba uatrakcyjnić zajęcia, trzeba być bardziej online – niech nagrywa dźwięk, wideo, robi zajęcia w czasie rzeczywistym. Tylko jak? Przy akompaniamencie krzyków najmłodszego, który dobija się do zabarykadowanego pokoju brata? Coś wymyśli. Młody nie chce śniadania, napchał się wcześniej bez sensu, starszy je przed ekranem, oglądając jakąś lekcję na You Tube. Mąż porywa kanapki do swojego pokoju, i ona też – jedząc – nadrabia zaległości przy sprawdzaniu reszty zadań z poprzedniego dnia.


U stóp ma połowę zabawek z pokoju synka. Wstając od stołu brodzi w samochodzikach, pluszakach, puzzlach i drewnianych torach kolejowych. Mały nie daje się już zbyć, wiesza się teraz u jej nogi rozdrażniony brakiem uwagi. Nie reaguje na wypowiadane po wielokroć „zaraz” i „poczekaj chwilkę”. On czeka „chwilkę” od rana, a tu już pierwsza. – Mamo, chodź, pobaw się ze mną, chodź, chodź! – krzyczy, i słyszy go już pół bloku. Mąż uchyla drzwi i daje jej znaki, że właśnie ma Ważną Telekonferencję i za chwilę wszystkich ich udusi, jeżeli natychmiast nie ucichną, więc to ona musi spacyfikować synka. Rozdrażniona cedzi pod nosem „przestań wreszcie!” i odrywa się na chwilę od przegrzanego laptopa, ale tylko po to, żeby włączyć kolejny odcinek „Psiego Patrolu”. Chyba pięćdziesiąty – w okresie nauki zdalnej młody obejrzał już wszystkie filmy, o których myślała, że na ich poznanie syn ma jeszcze czas. Teraz wreszcie się uspokoił, jest już zahipnotyzowany, a ona znów przed komputerem – na e-dziennik napływają informacje od rodziców. Pytania i wątpliwości podszyte rozdrażnieniem całą tą sytuacją, z którą przecież nikt dobrze sobie nie radzi. Dlaczego panie ze świetlicy i z biblioteki też podsyłają dzieciom materiały do zajęć? Przecież oni – rodzice, ledwie mają czas, żeby ogarnąć przedmioty obowiązkowe, więc bez przesady! Musi wszystko ładnie ubrać w słowa, wytłumaczyć, że wszyscy nauczyciele powinni rozliczyć się z pracy zdalnej, inaczej się nie da…

Obiad. Krojąc marchew i seler myśli o tym, co musi jeszcze dziś zrobić. Szybkie danie podaje w pośpiechu, z nerwów nie umie już nawet spokojnie zjeść. I natychmiast wraca przed komputer, chociaż boli głowa, a oczy łzawią. Przez to wszystko, od wielogodzinnego ślęczenia przed laptopem pogorszył jej się wzrok. Kiedy przy obiedzie rzuciła okiem na felieton w „Wysokich Obcasach” pomyślała „zmniejszyli czcionkę!”, ale kiedy zajrzała do wcześniejszego numeru okazało się, że czcionka zawsze była taka sama… Niedobrze.

Sprawdza pocztę służbową – sugestie odgórne, jak pracować, żeby było lepiej. Trzeba będzie poznać nowy program, wdrożyć się, dać znać uczniom, przesłać dane do logowania, być dla nich wsparciem. Razem będą się uczyć, jak wspólnie bezpiecznie spotykać się w sieci na lekcjach, o których do tej pory nie mieli pojęcia. Są też maile od innych nauczycieli, informacje od wicedyrektora dla rodziców. Na wszystko trzeba odpowiadać na bieżąco – w końcu pracuje teraz zdalnie, a to znaczy, że wiadomości nie mogą pozostać bez reakcji.

Popołudnie to przygotowywanie materiałów dla uczniów, pomoc w lekcjach starszemu synowi, a między tym próba wynagrodzenia młodszemu czasu, którego nie mogła mu poświęcić. Chce pokazać, że jest teraz tylko dla synka, więc mówiąc do niego patrzy mu w oczy, ale to tylko pozory – potrafi skupić się na zabawie tylko chwilkę, myśli od razu biegną w innym kierunku. Jest jej przykro i bardzo smutno. Mąż nareszcie skończył swoją pracę. Dzieci natychmiast przylepiają się do niego, z czego ona skwapliwie korzysta i sprawdza wiadomości na e-dzienniku. Piętnaście nieprzeczytanych. Kończy odpisywać, ale wtedy nadchodzi ten czas, kiedy młodszy musi powędrować do łóżka. Starszemu – oprócz pomocy w lekcjach – nie poświęciła dziś w ogóle czasu. Jest wdzięczna, że może już sam zająć się sobą, ale wie, że na dłuższą metę to nie zadziała.

Kiedy dzieci wreszcie leżą w swoich łóżkach siada przed komputerem z nową energią – teraz nikt nie będzie jej już przeszkadzał. Musi nauczyć się tego nowego programu, ogląda filmiki instruktażowe w sieci. Dwudziesta trzecia. Jeszcze tylko przygotuje lekcje dla dwóch klas. Może upora się przed północą. A potem szybko ogarnie dom, nie miała na to dziś czasu. Laptop jest już tak rozgrzany, że za chwilę wypali dziurę w stole. Buczy jak wściekły pies. Oczy łzawią, obraz na ekranie niebezpiecznie się rozmazuje. Głowa pęka.

Będzie dobrze.


Ten tekst powstał po rozmowach z nauczycielami różnych przedmiotów z różnych miast.

Wiem, że wszyscy marzą teraz, żeby już wreszcie wyjść na zewnątrz i korzystać z wiosny.

Wiem, że macie dość komputera, bo teraz tylko za jego pomocą kontaktujecie się ze swoimi nauczycielami.

Ale gdybyście jednak chcieli znaleźć w sieci coś ciekawego, szukali inspiracji do poznania miejsc, ludzi, wydarzeń, filmów, przedstawień i książek – oczywiście bez wychodzenia z domu, to tutaj jest mała podpowiedź – padlet ze spisem ciekawych miejsc w internecie:

http://padlet.bibliotekarka.bedzin.pl/

I tak oto znów nadszedł drugi kwietnia, dzień urodzin Hansa Christiana Andersena, a od 1967 roku także święto książek dla najmłodszych – Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci.

Jak to się stało, że przez dziesięć lat prowadzenia tej strony nie napisałam jeszcze o najcudniejszej książce z mojego dzieciństwa – nie wiem.

Wypożyczyłam ją z biblioteki szkolnej, była obłożona oczywiście w szarą papierową okładkę, więc z zaciekawieniem odkrywałam jej prawdziwą twarz – piękną ilustrację Marii Orłowskiej-Gabryś.

Z każdym zdaniem napisanym kiedyś przez Ewę Szelburg-Zarembinę byłam coraz bardziej tam, w jej „Królestwie bajki”, a coraz mniej tutaj, w świecie rzeczywistym.

Jest ostatni dzień zimy, a czwórka rodzeństwa w różnym wieku z utęsknieniem wypatruje wiosny, bo zbrzydło im już bawienie się przez wiele miesięcy w domu tymi samymi nudnymi zabawkami. I jest nielubiany przez dzieci starszy pan Polikarp, który w wiosnę nie wierzy i odstrasza ją wielkim, szarym parasolem. (Pamiętam, że już to imię – POLIKARP –  budziło we mnie grozę.)

I zaraz potem Jaś, brat Barbarki, Stasia i Bobo, chcąc przepędzić okropną pogodę, wystaje pół nocy na deszczu, a następnego dnia zachoruje. W gorączce otwiera starą księgę, która podarowała dzieciom ich Babunia-Milunia, i przenosi się do królestwa, do którego jego rodzeństwo nie będzie miało dostępu.

Możecie mi nie wierzyć, ale doskonale pamiętam nastrój tamtej chwili, kiedy otwierałam to opasłe tomiszcze. I ten moment zanurzenia w świecie, który – czułam – istnieje gdzieś obok, ciągle trwa i zaprasza tylko wtajemniczonych. Tych, co czytają.

Ilustracja: Maria Orłowska-Gabryś. „Królestwo bajki”, Nasza Księgarnia 1959.

 


Co roku inny kraj jest gospodarzem Międzynarodowego Dnia Książki dla Dzieci, a do jego zadań należy m.in. zaprojektowanie plakatu i rozesłanie go do wszystkich krajów. W tym roku rola ta przypadła Słowenii. Plakat zaprojektował Damijan Stepančič. Można go obejrzeć tutaj:
https://www.ibby.org/awards-activities/activities/international-childrens-book-day/2020-icbd-slovenia

Znacie regułę Pollyanny? Jej zabawę w radość i dostrzeganie dobrych stron w najgorszej nawet sytuacji?

Pollyanna to bohaterka książek Eleanor H. Porter. Dziewczynka marzyła o lalce, i któregoś dnia dostała wprawdzie przesyłkę z Koła Opieki, ale były w niej jedynie… drewniane kule dla inwalidów. Jak pocieszył zrozpaczoną Pollyannę ojciec? Pokazał jej, że w każdej, najgorszej nawet sytuacji można znaleźć jakiś pozytywny aspekt. W jej przypadku tym pocieszeniem powinno być to, że te kule inwalidzkie nie są jej potrzebne! 🙂
Od tej pory Pollyanna zaczęła zabawę w radość i namawiała do niej innych.

Zagram więc i ja:  Jaka jest pozytywna strona pracy z domu, mimo że nie mogę wypożyczać książek ani mieć bezpośredniego kontaktu z czytelnikami?

Mogę zrobić to, na co nie miałam czasu w ostatnim roku (przez sprawy bieżące i inwentaryzowanie 1000 książek z Empiku). Nareszcie mogę wpisywać do programu MOL retrospektywne opisy książek! Zostało mi jeszcze około 8000 egzemplarzy z biblioteki podstawówki i 1800 tych, które przeniosłam tam ze zlikwidowanego Gimnazjum nr 3.

W Gimnazjum wpisywanie 11000 książek zajęło mi prawie 3 lata. (Pomagała mi koleżanka, która sprawdzała najpierw dane w inwentarzu – rok wpisania i cenę, a ja wprowdzałam wszystkie dane do MOL.) Będę więc miała co robić nawet wtedy, gdyby ten okres przestoju potrwał dłużej, niż zapowiadają (a przecież mam jeszcze dodatkowe obowiązki wicedyrektora w tym trudnym czasie).

Damy radę! 🙂

Książka o Pollyannie została również zekranizowana (w 1960 i 2003 r.) Wersję filmu z 2003 r. można zobaczyć tutaj.

—-

EDIT: 11 kwietnia 2020 r. w GW ukazał się wywiad Michała Nogasia z Olgą Tokarczuk „Coś nas testuje”. Tokarczuk wspomina tam właśnie o Pollyannie w kontekście obecnej sytuacji:

—-

Bibliotekarze szkolni, pamiętajcie, że możecie wypożyczyć sprzęt szkolny – laptop lub zestaw komputerowy z biblioteki do pracy w  domu na mocy Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 25 marca 2020 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie szczególnych rozwiązań w okresie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 – treść tutaj.

Od lat słyszę, że bibliotekarze są zupełnie niedocenianą grupą zawodową. A już bibliotekarze szkolni! – szkoda gadać…
Dlatego napiszę tutaj o pewnym miłym geście, który przeczy tej opinii.

Od 7 stycznia 2020 r. trwa plebiscyt „Dziennika Zachodniego” – Osobowość Roku 2019. Po dwóch tygodniach jego trwania przypadkiem dowiedziałam się, że moje nazwisko znajduje się na liście nominowanych. W pierwszej chwili zareagowałam złością – byłam przekonana, że ktoś zrobił sobie głupi żart. Dopiero kiedy zadzwoniłam do redakcji „Dziennika Zachodniego” i dowiedziałam się, że to sami dziennikarze zgłosili moją nominację do plebiscytu, złość ustąpiła radości. Nieczęsto zdarza się, że osoby z zewnątrz uznają za wartą wyróżnienia pracę na rzecz biblioteki i społeczności (w tym przypadku szkolnej).

Walka w ogólnopolskim konkursie Empiku „Tysiąc powodów by czytać” trwała miesiąc i był to czas wyjęty z życiorysu. Żeby wygrać dla biblioteki szkolnej 1000 książek zajmowałam się nadzorem nad konkursem od rana do później nocy – przysporzyło mi to wielu siwych włosów i odjęło kilka kilogramów. O tym wszystkim nie musieli przecież wiedzieć ci, co zgłosili moją kandydaturę. Mimo wszystko uznali, że warto wpisać na listę nominowanych bibliotekarkę szkolną. To bardzo miłe.

Jest plebiscyt, jest więc głosowanie. Za nominację podziękowałam „Dziennikowi Zachodniemu”, ale napisałam też znajomym na FB: ponieważ cała zabawa jest (oczywiście) płatna, nie proszę Państwa o żadne smsy – tę informację podaję jako ciekawostkę, bo przecież już sama nominacja jest nobilitująca!
I tak jest! 🙂

Warto zaznaczyć, że nie jestem jedyną osobą związaną z biblioteką i nominowaną w kategorii „Działalność społeczna i charytatywna” w moim powiecie. Na liście znajduje się też dyrektorka Gminnej Biblioteki Publicznej, a więc biblioteki górą! 🙂

Tutaj lista nominowanych: https://dziennikzachodni.pl/p/kandydaci/osobowosc-roku-2019%2C1006591/?groupId=60077&fbclid=IwAR1Ff49hfjqvA2N-AxVvyGe_Wm8CIVTKXVHSjmYW2n2Ax0zliz14VjVqQAw