Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Kamionka’

Mam ochotę bić brawo Sosnowieckiemu Centrum Sztuki – Zamkowi Sieleckiemu za wystawę, którą właśnie otworzył. Nosi nazwę „W oczach młodych. Życie i śmierć w będzińskim getcie”, i chociaż traktuje o jednym z miast Zagłębia Dąbrowskiego – moim mieście, to powstała w Stanach Zjednoczonych i jest prezentowana w Polsce po raz pierwszy!

 

Historia miejsca, w którym człowiek się wychowywał, i które wpłynęło na jego życie powinna fascynować – to dlatego tak entuzjastycznie zareagowałam na ten projekt. Bardzo długo mieszkałam na Kamionce, czyli właśnie w tej dzielnicy, której wojenną, niechlubną historię prezentuje wystawa.

Wszystko, co możemy na niej oglądać, to efekt zaangażowania studentów Northern Arizona University, którzy od 2013 do 2104 r. pod kierunkiem dr Björna Krondorfera zbierali materiały w ramach projektu badawczego Martin-Springer Institute. W wyniku ich pracy powstał cenny zbiór świadectw i dokumentów, które postanowiono przekazać do fachowego opracowania, żeby mogły być udostępnione jak najszerszemu gronu odbiorców. Studenci od samego początku zdecydowali się bazować tylko na źródłach dotyczących losów będzińskiej młodzieży. I to akurat świetnie dla naszego miasta, bo powstał produkt skrojony na miarę Będzina, który powinien znaleźć tutaj miejsce na stałe.

To, że wystawa trafiła do Polski jest zasługą Jeffreya Cymblera (jego przodkowie mieszkali w Będzinie i Zawierciu), który obejrzał ją w Nowym Jorku i pomyślał, że koniecznie muszą ją zobaczyć mieszkańcy naszego regionu. Dzięki jego pomocy „W oczach młodych” trafiło do nas. Kuratorem sosnowieckiej wystawy jest Monika Kempara.

Otwarcie wystawy. Z prawej Monika Kempra, drugi z lewej – Jeffrey Cymbler.

Wystawa prezentuje losy siedmiu młodych osób, które mieszkały w Będzinie przed wojną i w jej trakcie. Historię będzińskiego getta zaprezentowano, cytując m.in. fragmenty pamiętników, wspomnień oraz relacji tych, którym udało się przeżyć. Wśród „opowiadających” jest oczywiście znana bardzo dobrze będzinianom Rutka Laskier oraz Sam Pivnik, autor książki „Ocalały”, który przed wojną uczył się w murach naszej szkoły!

Na planszach możemy zobaczyć nieznane do tej pory zdjęcia dawnego Będzina. Pochodzą m.in. ze zbiorów Holocaust Memorial Museum, Yad Vashem, Muzeum Bojowników Getta w Izraelu, czy zbiorów prywatnych. I właśnie to ostatnie źródło ma największy potencjał, bo kryje materiały, których świat do tej pory nie widział. Fotografie zamieszczone na wystawie zrobiły na mnie wrażenie, bo odkrywają mało znane oblicze miejsca, które dobrze znam, i którego historii zawsze byłam ciekawa.

Wystawa jest tłumaczona z angielskiego (tłumaczenia dokonał Sławomir Konkol) i na drodze ustaleń z autorami nie wprowadzono w niej zmian, chociaż w niektórych miejscach można było – zgodnie z obecnym stanem wiedzy – coś uzupełnić lub wyjaśnić.

Rzeczy znalezione na terenie getta będzińskiego wypożyczone na czas wystawy od Fundacji Centrum Kultury Żydowskiej im. Rutki Laskier w Będzinie.

W wielu miejscach przytaczane są słowa z pamiętnika Rutki Laskier, który pisany był na Kamionce. Pod wpływem podwójnej translacji – z polskiego na angielski i z angielskiego znów na polski –  słowa będzińskiej Żydówki zostały zniekształcone. Z wysoko uniesioną brwią czytałam, co też Rutka napisała, chociaż przecież dobrze znam jej zapiski i wiem, że w tym miejscu używa zupełnie innych słów. Nie ma to znaczenia dla przeciętego odbiorcy – przekaz jest zachowany, tylko słowa różnią się od oryginalnych.

W oryginale dziennika Rutki ten fragment brzmi: „Obrzydły mi te szare domy, strach malujący się na każdej twarzy. Ten strach przyczepia się do każdego swymi mackami i nie chce puścić.”

To oczywiście drobnostka wobec znaczenia i niepowtarzalności tej wystawy. Uważam, że licealiści i gimnazjaliści z naszego miasta powinni ją zobaczyć. Mam nadzieję, że po 17 marca, do kiedy można ja oglądać w Sosnowcu, trafi też do Będzina, o którym przecież traktuje. I wtedy też będę biła brawo Muzeum Zagłębia w Będzinie.

Panel dyskusyjny po wystawie „Trough the Eyes of Youth: Life and Death in the Bedzin Ghetto” w USA: https://vimeo.com/254849284


W 2012 roku praca „W getcie będzińskim…” przygotowana przez naszych gimnazjalistów zajęła III miejsce w ogólnopolskim konkursie „Póki nie jest za późno”. Można o niej poczytać tutaj.

Reklamy

Read Full Post »

Znowu napiszę o Warpiu – dzielnicy Będzina, z którą będę związana już na zawsze, bo tutaj mieszkam przez całe życie. Dawno temu, kiedy byłam mała, historię Warpia poznawało się tylko z opowiadań sąsiadów czy rodziny – nie było jeszcze tylu wydawnictw regionalnych, co teraz. Opowiadała mi o nim moja babcia, która pamiętała czasy Warpia – Kamionki sprzed wojny. Była to dzielnica biedoty, z domami skleconymi naprędce z gliny i kamienia, krzywymi, w których stworzono później getto i gdzie stłoczono żydowskich mieszkańców Będzina, żeby wysłać ich stamtąd do Auschwitz.

Warpie, ul. Podsiadły. Na tej ulicy jako dziecko spędzałam baaardzo dużo czasu.

Warpie, ul. Podsiadły. Na tej ulicy jako dziecko spędzałam baaardzo dużo czasu.

Kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu nikomu nie przychodziło pewnie na myśl, że prywatne wspomnienia o życiu w dawnym Będzinie mogą mieć jakąkolwiek wartość. Na szczęście czasy się zmieniły, wydawnictw historycznych o mieście jest już dużo, pojawiają się też książki wspomnieniowe.

Warpie_Bedzin04

Bogusław Sobieraj, który urodził się w Będzinie w 1929 roku, zdecydował się opublikować to, co pamięta ze swojego dzieciństwa. Książkę „Wspomnienia o Warpiu przedwojennym i czasach hitlerowskiej okupacji” (Sosnowiec 2012) kupiłam do naszej biblioteki na spotkaniu autorskim w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Będzinie.

Bogusław Sobieraj podczas spotkania w MiPBP w Będzinie.

Bogusław Sobieraj podczas spotkania w MiPBP w Będzinie.

Przytoczę tutaj kilka fragmentów, które zaciekawić mogą mieszkańców Warpia (byłych i obecnych – wśród tych ostatnich jest przecież większość naszych uczniów!)

Warpie to teren zbobrowany, przekopany w poszukiwaniu kruszców. Głównie węgla i cynku, który zalegał pod powierzchnią. W późniejszym moim chłopięcym wieku napotykałem w okolicy Kotłowy szyby zalane wodą, oczka kilkunastometrowe mieniące się bladozielonkawymi kolorami. To była pozostałość po szybie dawnej kopalni „Lech” na Warpiu eksploatowanej w latach 1919-1924. (s. 9)

Gdy już nieco podrosłem i chodziłem do drugiej klasy Szkoły Powszechnej im. Kazimierza Promyka w Będzinie, moja mama posyłała mnie do sklepu Babczyńskiego po bułkę  z kiełbasą cytrynową na drugie śniadanie. (s. 13)

Cóż to za cudo ta kiełbasa cytrynowa???

Przez teren ulicy Górniczej na Warpiu przewijali się różni ludzie. Na przykład szlifierz, który na kołowym rowerowym wózku miał bruski, tarcze do ostrzenia, wprawiane w ruch obrotowy pedałem. Dzwonił młoteczkiem w kawał metalowej szyny i wybiegały kobiety z domów z nożami, nożyczkami do naostrzenia. (…) W lecie pojawiał się z białą budką na kołach, w białym fartuchu lodziarz. Obwieszczał swoją obecność donośnym głosem: „Lody!… lody!… lody!… lody!… Wychodź stary, wychodź młody! A kto loda nie skosztuje, niech mnie w d..ę pocałuje! Lody!… lody! Spod Poraja, za pieniądze i za jaja!” (s. 19)

Jeszcze kilka lat temu na naszym osiedlu pojawiał się pan z przenośnym stanowiskiem do ostrzenia – tak samo dzwonił młoteczkiem w coś metalowego – zawsze było wiadomo, kiedy przyszedł. Zrobiłam mu nawet zdjęcie, bo czułam, że niedługo mogę go już więcej nie spotkać. Niestety – nie udało mi się odnaleźć tej fotografii 😦

Na Warpiu powstawały tzw. biedaszyby. Pomiędzy Kotłową i tak zwanym Warpiem Dolnym, gdzie ludzie budowali sobie małe prowizoryczne domki, przylepione jeden do drugiego.  Z dachów  wystawały rury imitujące kominy. To była bardzo biedna dzielnica zamieszkiwana głownie przez górników i ludzi bezrobotnych. Mówiło się wtedy, że mieszkają na tzw. „dołkach”. (s. 23)

Kamionka_Warpie

Część Warpia: getto na Kamionce. Ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Źródło fot. pod tekstem.

Dla Żydów, którzy spragnieni byli świeżych ryb, łowiliśmy w stawach, gliniankach istniejących w pobliżu ulicy Krakowskiej, małe rybki – „śliże”. Miały wąsiki. I takie żywe, koszerne, dostarczaliśmy im na szabas. (s. 39)

Pozostałości po stawikach przy ul. Krakowskiej, gdzie mieści się nasza szkoła. Kiedy ja byłam mała łowiłam tutaj z koleżanką traszki.

Pozostałości po stawikach,  ul. Krakowska, przy której mieści się nasza szkoła. Kiedy ja byłam mała łowiłam tutaj z koleżanką traszki.

I jeszcze fragment, który może wydać się gimnazjalistom dziwny, bo przecież województwo śląskie i Polska to dla nich dziś rozlegle tereny aż po daleką zachodnią granicę. A jeszcze 75 lat temu granica była całkiem blisko Będzina. Tak wspomina o tym Bogusław Sobieraj:

Pewnego dnia, gdy mój tato miał nocna zmianę w kopalni, wybrałem się z nim na Śląsk, za Czeladź. Tam był już inny region, inna kraina. Za Czeladzią w tym czasie była granica. Przekraczając granicę docieraliśmy do wsi Przełajki i Bańgowa. Zagłębie Dąbrowskie zostało osaczone granicami, oddzielonymi od Generalnej Guberni granicą w Olkuszu. Na zachód tez była granica. Tam granica, tu granica. Gdzie się człowiek chciał poruszyć, wyrastały bariery. Nawet na moście w Sosnowcu, pod którym płynie sobie rzeka Brynica, też była granica dla Zagłębia Dąbrowskiego. Wyruszyliśmy z moim tatą na wyprawę. Jaki towar mieliśmy na wymianę w Przełajce u Ślązaków? Kilka garnków i łapki na myszy. Kobiety ubrane w długie suknie albo fartuchy patrzyły na nas, przybyszów, z zaciekawieniem.  (s. 44)

___

Zródło fot.” Część Warpia: Kamionka” – Aleksandra Namysło: Zanim nadeszła Zagłada… Położenie ludności żydowskiej w Zagłębiu Dąbrowskim w okresie okupacji niemieckiej. Katowice 2009, s. 130.

Read Full Post »