Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Wrocław’

Napisałam poniżej, jak trafiłam do Muzeum „Pana Tadeusza”, teraz muszę wspomnieć o jeszcze jednym miejscu, które odkryłam we Wrocławiu zupełnie przez przypadek.

Zacznijmy od tego, że błądziłam sobie po tamtejszym pięknym Rynku…

Najbardziej charakterystyczny budynek Wrocławia: Ratusz na Rynku.

W poszukiwaniu wrocławskich krasnali, o których kiedyś już tutaj coś skrobnęłam, weszłam w uliczki przecinające Rynek – tak znalazłam się w Przejściu Garncarskim (wejście widoczne po prawej):

I tak trafiłam na Tajne Komplety. To nazwa księgarni prowadzonej od dwóch lat przez Fundację na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza. Oczywiście nie jest to taka sobie zwykła księgarnia, ale księgarnia połączona z kawiarnią. Podobnie, jak kultowa już klubo-księgarnia Czuły Barbarzyńca w Warszawie.

W Tajnych Kompletach sprzedają bardzo dobrą, włoską kawę (wiem, bo próbowałam), a oferta to nie przypadkowy zbiór nowości, ale to, co godne polecenia.

No i jest tam pięknie i klimatycznie, ale pewnie tylko dla tych, którzy żyją w klimacie książkowym. Można swobodnie zabrać z półki do stolika to, co Was zainteresuje. Poczytać, przejrzeć, poszukać inspiracji. TK zdobyły w tym roku 1. miejsce w plebiscycie na najpiękniejszą księgarnię w Polsce, organizowanym przez portal lubimyczytac.pl.

Dostałam zgodę na zrobienie kilku zdjęć wewnątrz:

Na stoliku moja kawa 🙂

Sprzedający robi właśnie to, co powinien w tym miejscu robić 😉

Wejście do Tajnych Kompletów. Widok na Przejście Garncarskie.

A teraz wracam do nietypowych obywateli Wrocławia. Mieszkańcy nie zwracają już prawie uwagi na pałętające się pod nogami krasnale. Mają je w końcu na co dzień. Za to turyści!… Ci, zgięci wpół, z nosem przy bruku, polują na nie z aparatami fotograficznymi, przyłapują w różnych miejscach i na różnej działalności 😉

Do krasnali, które poznałam już wcześniej, teraz dołączyły te egzemplarze:

Bartonik – lodziarz przy ul. Sukiennice.

Trzymający kasę na Rynku.

Kinoman Młodszy, ul. św. Antoniego. W tle klub o nazwie, która wydaje mi się podejrzanie znajoma… 😉

TynQuś przy ul Sukiennice.

A tutaj już nasi starzy znajomi z Rynku: Głuchoniemy, Niewidomy i W-Skers, którzy zgodzili się zaprezentować Wam najświeższe nowości, które kupiłam na wyprzedaży w Taniej Książce (ul. Oławska 21).

„Bracia & siostry” to książka szwedzkiego pisarza Matsa Wahla, który dostał za nią nagrodę im. Janusza Korczaka. Na podstawie książki w 1996 roku nakręcono też film.

„Moje życie z Madonną” napisał brat piosenkarki, Christopher Ciccone, a zadowoleni będą z niej ci, którzy narzekają na brak biografii popularnych osób.

Ostatnia książka, o dosyć drastycznym tytule „Pochowajcie mnie pod podłogą” Pawła Sanajewa, to autobiograficzna opowieść o jego traumatycznym dzieciństwie z babcią-tyranem. Jej wydanie stało się skandalem w Rosji, bo autor opisał życie swoich sławnych rodziców – aktorów.

Na koniec muszę dodać tylko, że wrocławskie krasnale są mi bardzo bliskie, bo z jednym z nich, Ossolinkiem, mam w pracy do czynienia codziennie: już od dwóch lat dźwiga ciężary moich filiżanek z kawą i kubków z herbatą w kategorii: podkładka 😉

Reklamy

Read Full Post »

Podczas weekendowej podróży do Wrocławia nadrabiałam zaległości i czytałam „Duży Format” sprzed tygodnia (z 6 września), w którym Krzysztof Varga wspominał z rozrzewnieniem wakacyjne wojaże po muzeach francuskich pisarzy, a szczególnie jednego, związanego nierozerwalnie z jego młodością – Julisza Verne’a. W tym właśnie muzeum w Amiens wielkie wrażenie zrobiło na Vardze to, co usłyszał w jednym z pokoi – a mianowicie dźwięk wiecznego pióra sunącego po papierze.

Tak, czytając te sugestywne opisy autora felietonu i ja uszami wyobraźni 🙂 usłyszałam ten dźwięk i pozazdrościłam mu takich zachwytów. A ponieważ życie lubi nas zaskakiwać i sprawiać nam od czasu do czasu małe niespodzianki, powinnam przynajmniej się spodziewać, że i ja z każdym słowem czytanego tekstu mogę zbliżać się do podobnego muzeum, gdzie już na własne uszy usłyszę dźwięk podobny. A nie spodziewałam się.

A było to tak:

Na rynku we Wrocławiu usiadłam zupełnie przypadkowo naprzeciw tego budynku, który nazywa się Kamienicą pod Złotym Słońcem, nad którym pieczę przejął teraz Zakład Narodowy im. Ossolińskich:

Kiedy podniosłam wzrok, na pierwszym piętrze dojrzałam informację, że mieści się tam wystawa dotycząca historii rękopisu „Pana Tadeusza”. Całkiem niedawno, w dniu moich odwiedzin na Targach Książki w Katowicach, odbywało się narodowe czytanie naszej epopei. Nic tutaj wtedy nie napisałam, postanowiłam więc nadrobić zaległości i odwiedzić wystawę.

Już w pasażu zachwyciłam się tym, jak odnowiono to miejsce – zaaranżowano go podobno na wzór uliczki Rue Saint Nicolas d’Antin z Paryża, gdzie Mickiewicz rozpoczynał pracę nad dziełem.

Później, kiedy już opuszczałam wystawę, jeden z panów ochroniarzy zapytał, czy jestem z Wrocławia, a kiedy zaprzeczyłam, kazał spojrzeć mi w dół za barierkę. Oto, co tam zobaczyłam:

Jak się okazuje (i o czym nie wszyscy wiedzą) to, co poniżej parteru, to wcale nie piwnica, a poziom wrocławskiego rynku z okresu średniowiecza. Był niższy od obecnego o ponad 2,70 m!

A teraz wracamy do wystawy, która zaczyna się już na parterze, gdzie można obejrzeć ekspozycję nawiązującą do polowania (I księga: „Gospodarstwo”) – jest tam skóra z niedźwiedzia, broń myśliwska i trofea. Już teraz przepraszam Was za jakość zdjęć, ale wiadomo – w muzeach nie wolno używać flesza, więc trudno zrobić dobre zdjęcia, a dodajmy do tego jeszcze, że i obiektyw mojego aparatu wymaga już czyszczenia, bo jakiś paproch usadowił się na samym środku wewnątrz.

Na pierwszym piętrze ustawiono zegary, w tym XIX-wieczny zegar z pozytywką, który wygrywa melodię Mazurka Dąbrowskiego (dopiero od 1925 r. naszego hymnu narodowego). Kiedy tam weszłam, na podłodze zobaczyłam pojawiające się czasomierze i usłyszałam ich tykanie, a potem melodię z pozytywki, wiedziałam już, że wpadłam tam jakby wprost z felietonu Krzysztofa Vargi.

Wszędzie w tym muzeum było multimedialnie i w ogóle nie nużąco, jak to potrafi bywać w muzeach: dalej umieszczono animację dotyczącą „Pana Tadeusza”, potem była szafa, w której można było przejrzeć na ekranie strona po stronie rękopis dzieła. W tym pokoju pod oknem zaaranżowano też miejsce pracy Mickiewicza, a w stole pod szybą umieszczono rękopis „Pana Tadeusza” (wydaje mi się, że to faksymile, oryginał jest przechowywany w szkatule z mahoniu i kości słoniowej). To właśnie tam usłyszałam dźwięk, o którym wcześniej czytałam: odgłos pisania na papierze, przewracania kartek. Cudo!

Animacja w sali tańczących postaci. Po lewej klaruje się Zosia 😉

W starej szafie – nowoczesne sposoby przeglądania dawnych treści.

Tutaj było słychać skrzypienie pióra prowadzonego po papierze ręką pisarza.

Pod szkłem stolika – rękopis „Pana Tadeusza”.

Pierwsza strona rękopisu.

Były również kwiaty z ogródka Zosi.

Dzięki multimediom przywołano też klimat salonów, w których bawił Mickiewicz. W jednej z ram, zamiast obrazu wisiał ekran. Zwiedzający mogli przed nim stanąć, aby w złoconej ramie na tle takiego salonu ujrzeć… siebie! Obserwowałam chłopaka, który –  zachwycony efektem – przez kilka minut przybierał w tym obrazie różne pozy.

To ja – na salonach 😉

Na drugim piętrze znajduje się m.in. sala map, które obrazują najważniejsze wydarzenia polityczne w Europie na przełomie XVIII i XIX wieku i miejsca, które były istotne dla Mickiewicza. Jest też sala bohaterów narodowych, o których mowa w „Panu Tadeuszu” i sala z multimedialną mapą wydarzeń militarnych tamtego okresu.

Gwasz z wizerunkiem Tadeusza Kościuszki z XVIII wieku. Jak powiedział przyciszonym głosem ochroniarz – otoczony brylantami….

To, co zwiedziłam, to dopiero pierwsza odsłona ekspozycji – kolejna będzie poświęcona dalszym sześciu księgom „Pana Tadeusza”, a trzecia przedstawi losy rękopisu i recepcję dzieła.

W obiekcie pomyślano też o dzieciach – kiedy starsi idą zwiedzać wystawę, mogą zostawić swoje pociechy w specjalnej sali. Tam najmłodsi, na razie jeszcze na luzie, mają możliwość bawić się tą materią, którą zapewne później, w szkole średniej, będą katować ich nauczyciele polskiego 😉

Gdzie ten Mickiewicz?

Jeżeli będziecie we Wrocławiu – zajrzyjcie koniecznie do Muzeum „Pana Tadeusza” Zakładu Narodowego im. Ossolińskich – warto!

A to już ostatnie zdjęcia o humorystycznym podejściu do tematu – w korytarzach między piętrami:

Szlachta przy zamku…

I charty jakieś 😉

Read Full Post »

Tak,  moi mili, krasnoludki są na świecie! Wcale nie naczytałam się bajek (choć mam wiele w zasięgu ręki, na regałach), ale będąc we Wrocławiu, podążałam szlakiem małych stworzeń,  pełnoprawnych obywateli tego miasta. A dlaczego zamieszkały i ujawniły się akurat tam? A, to już długa historia, ma początek w działalności Pomarańczowej Alternatywy, której pomagały właśnie krasnoludki.  Jak pomagały i dlaczego można poczytać sobie tutaj, na krasnoludkowej stronie.

A ja mam dla was zdjęcia tych miłych stworzeń. Nie zabraknie oczywiście klimatu książkowo-bibliotecznego, ponieważ ostatni upolowany przez mnie mały szkrab siedział sobie przy Bibliotece Ossolineum i nazywał się prześlicznie – Ossolinek 😉

Ten wyluzowany krasnal motorowy jechał sobie po schodach pewnego kościoła przy ul. Szewskiej

A to cokolwiek starszawe już krasnale przy wrocławskim rynku

Te nie odpoczywają nigdy i ciagle coś przetaczają...

Już niejedna osoba chciała uwolnić osadzongo na ul. Więziennej

Pierożnik pilnuje wejścia do dobrej jadłodajni. Jest wbrew pozorom wciąż głodny, bo nie pozwalają mu zjeść nabitego na widelec pierożka...

A to oczywiście mój ulubieniec. Zajrzałam mu do książki, ale nie rozumiem języka krasnalowego...

Read Full Post »