Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘wizerunek bibliotekarza’

Byłam wczoraj na ciekawych warsztatach „Wizerunek i stereotypy bibliotekarza”, które w Bibliotece Pedagogicznej w Będzinie prowadziła Anna Garlacz.

Dowiedziałam się tam zaskakujących rzeczy, na przykład, że nawet przyszli bibliotekarze na początku studiów nie mają o swoim zawodzie najlepszego mniemania (pod koniec nauki samoocena trochę się poprawia). Ich osąd bazuje pewnie na wiecznie żywym, utrwalanym jeszcze przez media i literaturę, stereotypowym postrzeganiu bibliotekarza i jego pracy.

Bibliotekarka Pince - wg MionaBookworm

Zaskakujące było zestawienie dwóch danych liczbowych, których nie przytoczę tu dokładnie, ale proporcje będą mniej więcej zachowane: do biblioteki chodzi 30-40% społeczeństwa, a o tym, jaki jest bibliotekarz, wie 70 %. Ujmujące.

Zaznaczam, że nie chodzi tylko o wygląd pracownika biblioteki – jak to już słyszeliśmy tysiące razy: szarej myszki, w burym swetrze, siwym koku i niemodnych okularach. Najgorsze jest to, że wystawia nam się także laurkę nieprzystępnych, nieprzyjemnych i gburowatych stworzeń, które marzą tylko o tym, żeby im nie przeszkadzać w spokojnym popijaniu kawusi. A przecież pierwsze sekundy kontaktu z czytelnikiem (i z człowiekiem w ogóle) są najważniejsze, a w przypadku takiego, który w bibliotece jest nowy, decydują o tym, jak zostaniemy w jego umyśle zakodowani – co przekłada się bardzo szybko na generalizację: bibliotekarze wszystkich bibliotek.

Rzadko spotykałam na swojej drodze nieprzyjemnych bibliotekarzy, i całe szczęście, bo nie robiłabym pewnie tego, co teraz, nie chcąc dołączać do tak nieciekawego grona, ale zdarzyło się…

…za górami, za lasami, trafiłam kiedyś do biblioteki, gdzie całkiem młody bibliotekarz z zaciśniętymi w niechęci ustami rzucał czytelnikowi beznamiętne komendy, jak robot, zachowując kamienny wyraz twarzy. Z odrazą patrzył nawet na wyciągane z kartoteki karty, a podczas całej konwersacji nie podnosił wzroku na stojącą przed nim osobę. Zwróciłam mu uwagę, że takim zachowaniem psuje nam, bibliotekarzom, wizerunek. – Chory jestem – burknął pod nosem i smarknął, patrząc ciągle w blat biurka. Tylko że to nie była moja pierwsza wizyta w tamtej bibliotece i znajdowałam go tak odpychającego nawet wtedy, kiedy cieszył się doskonałym zdrowiem.

Zapadły mi w pamięć słowa aktora Teatru Rozrywki w Chorzowie, Jacentego Jędrusika, który powiedział kiedyś, że nawet, kiedy sztuka wystawiana jest po raz tysięczny, trzeba starać się tak, jakby grało się ją po raz pierwszy. Bo a nuż na sali siedzi właśnie ktoś, kogo to pierwsza wizyta w teatrze i na jej podstawie wyrabia sobie pogląd o aktorze i teatrze w ogóle?

Od razu przełożyłam sobie te słowa na realia bibliotekarskie. Jesteśmy pod tym względem podobni do aktorów, bo zaczynamy naszą biblioteczną sztukę co rano, od nowa. I nawet, kiedy jesteśmy akurat nie w sosie, obrażeni na cały świat albo przytłoczeni chorobą, trzeba wesprzeć się o ladę, wyprostować, pod żebro wbić sobie palec i połaskotać, żeby przywołać na twarz choćby namiastkę uśmiechu i jak najmilej obsługiwać czytelników. A wśród nich może i tego, który z biblioteką właśnie się poznaje.

————

Piszę o tym pod wpływem wczorajszych warsztatów – ale już kiedyś opublikowałam w „Poradniku bibliotekarza” tekst o traktowaniu czytelnika (akurat w bibliotece szkolnej). Gdyby komuś chciało się zajrzeć: artykuł „Szanuj czytelnika swego” dostępny jest w zakładce Moje publikacje – mniej więcej w połowie strony.

Read Full Post »