Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘VII Sosnowieckie Dni Literatury’

Miejska Biblioteka Publiczna w Sosnowcu już po raz siódmy organizuje Sosnowieckie Dni Literatury (6 maja – 3 czerwca), w ramach których odbywa się m.in. Salon Literacki, czyli cykl spotkań z pisarzami.

13 maja wybrałam się z jedną z naszych uczennic do siedziby Biblioteki Głównej na spotkanie z Mikołajem Łozińskim, autorem „Reisefieber” (2006), „Bajek dla Idy” (2008) i wydanej przed dwoma miesiącami „Książki”.

Rozmowa, którą prowadziła Agnieszka Nęcka, w głównej mierze dotyczyła tego ostatniego tekstu, ale wspominano oczywiście o poprzednich utworach autora.

Łoziński opowiadał, że bardzo wolno pisze: siedzi przed komputerem i raczej sprawdza obsesyjnie maila, niż tworzy.

„Książka” inspirowana jest losami jego rodziny, jednak fakty są przetworzone. Autor wspomniał, że jego ojciec, obecny na promocji książki w Warszawie, po przeczytaniu przez Mikołaja fragmentu dotyczącego śmierci dziadka na podwórku, przy czerwonej ładzie samarze, nie omieszkał dodać półgłosem: „Łada nie była czerwona, i nie była samara”. Jak zaznaczył pisarz, przy opisie bliskich stosował czułą bezwzględność. Jednak nie chciał ich oceniać, a  próbował jedynie zrozumieć.

Wydanie tego tekstu było niewątpliwie wielkim wydarzeniem dla rodziny, ale według autora zbliżyło ich wszystkich do siebie. Każdy z nich miał z ukazaniem się pozycji jakieś obawy, np. jedna z ciotek powiedziała podobno: „O Jezu, teraz wszyscy będą wiedzieć, że jesteśmy Żydami…”.

Książka pisana jest przez pryzmat przedmiotów. Rodzina podobno wspierała pisarza, przynosząc mu różne zdjęcia i pamiątki, sugerując jednocześnie, o czym powinien pisać, co zaś koniecznie pominąć. Sympatyczne są fragmenty powieści, w których Łoziński zapisał te rodzinne „przestrogi” i wskazówki, np.:

Synku, ta scena mojej dzisiejszej awantury w salonie komórkowym byłaby nawet ciekawa do opisania. (…) Tylko nie pisz, że mówiłem, że jestem VIP-em. Bo to byłoby po prostu śmieszne. Ale jednocześnie pokazywałoby, do czego zdolny jest człowiek, żeby dostać nową komórkę.

W książce nie ma imion, są tylko funkcje rodzinne. Łoziński wspominał, że miał początkowo obawy, czy przyjęty sposób konstrukcji książki (rozdziały poświęcone różnym przedmiotom oraz brak imion bohaterów) będzie zrozumiały. Okazało się jednak, że czytelnik nie ma problemów z odbiorem. „Książka” została podobno przyjęta lepiej nawet niż pierwsza (nagrodzona zresztą Nagrodą Kościelskich) powieść.

Mikołaj Łoziński czyta fragment swojej "Książki" podczas spotkania w Bibliotece Głównej w Sosnowcu.

Na koniec  Łoziński opowiedział, kto tak naprawdę zainspirował go do napisania tej powieści. W czasie studiów we Francji pracował u niewidomej terapeutki. Początkowo za każdym razem, kiedy do niej przychodził, prosiła go, aby opowiedział jej historię swojej rodziny. Robił to kilkakrotnie myśląc, że pani ma po prostu problemy z pamięcią. Podczas kolejnej wizyty, kiedy już przygotował się gruntownie do tej opowieści, pytanie o rodzinę nie padło… Ale to wystarczyło, żeby nakręcić w nim jakąś sprężynę, poruszyć chęć zapisania pewnych faktów – nawet, jeżeli w rezultacie trochę zmienionych.

Moje wrażenie po spotkaniu z pisarzem jest następujące: to bardzo sympatyczny, skromny i raczej nieśmiały człowiek. Chyba, że się kamuflował 😉  Aha: i jeszcze niezbyt dobrze idzie mu głośne czytanie własnych tekstów 🙂

Na stronie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sosnowcu znajduje się kilka zdjęć ze spotkania. Na jednym z nich jestem i ja, obok pisarza, który podpisuje właśnie czytelnikom naszej biblioteki swoją powieść.

Read Full Post »