Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Sosnowieckie Dni Literatury’

Już po raz 14. Miejska Biblioteka Publiczna im. Gustawa Daniłowskiego w Sosnowcu zaprasza na spotkania z pisarzami w ramach Sosnowieckich Dni Literatury.

W tym roku z czytelnikami spotkają się m.in. Andrzej Franaszek, który z upodobania do opasłych tomów popełnił tym razem biografię Zbigniewa Herberta, Cezary Harasimowicz promujący książkę o dziejach swojej rodziny „Saga, czyli filiżanka, której nie ma”, czy Anna Bikont z dziełem o Irenie Sendlerowej, nominowanym w tym roku do Nagrody Literackiej Nike.

Szczególnie polecam spotkanie jutrzejsze (25 września o godz. 18.00 w Auli Zagłębiowskiej Mediateki), z prof. Zbigniewem Białasem, który promował będzie swoją najnowszą powieść „Rutka” – o znanej chyba wszystkim będzinianom Rutce Laskier.

Program spotkań na stronie biblioteki, do której warto wybrać się również z tego powodu, że budynek przy ul. Daniłowskiego został gruntownie przebudowany i wyremontowany, a wnętrza prezentują się teraz okazale i nowocześnie.

 

Reklamy

Read Full Post »

Kto zacz Marcin Świetlicki należy gimnazjalistom wyjaśnić – nie wszyscy muszą znać tę postać, to przecież celebryta nie z ich rocznika. Otóż jest to klasyk literatury polskiej –  jak powiedział na wstępie (pewnie, żeby się przypodobać ;-)) Wojtek Brzoska, prowadzący spotkanie w ramach IX Sosnowieckich Dni Literatury.

Najkrócej o Marcinie Świetlickim można tak: poeta, pisarz i wokalista zespołu „Świetliki”, który założył z Grzegorzem Dyduchem w 1992 roku. Sam dodał, że jest też autorem rysunków (o czym pewnie mało kto wie), a także, że świetnie tańczy, głównie tańce ludowe ;-). Oprócz „Świetlików” poeta nagrał kilkanaście piosenek z innymi artystami, m.in. z Mikołajem Trzaską, Kasią Nosowską, Tymonem Tymańskim. (Póki co zarzucił pomysł o wydaniu na jednej płycie swoich utworów poza-„Świetlikowych”).

Swietlicki01

W okularach: Marcin Świetlicki, bez okularów: Wojtek Brzoska.

Wczorajsze spotkanie z poetą, który po długim milczeniu wydał właśnie nowy tomik wierszy „Jeden” (i którego nie przywiózł na spotkanie, bo wydawca zwodzi z terminem) nie było podobne do żadnego z wcześniejszych spotkań w sosnowieckiej bibliotece. Oczywiście nie mogło być podobne, skoro bohater wieczoru szczególny: niepokorny, nieskromny, niesforny. Tak – na pewno podobałby się uczniom.

W 2011 roku Świetlicki opublikował wybór swoich poezji z lat ubiegłych (ukazywały się od lat 90.), a w tegorocznym tomiku zamieścił 88 wierszy, które napisał od 2010 roku (z czego większość w 2012).

Poeta pisze, kiedy mu jest źle, albo kiedy mu dobrze – powiedział Świetlicki – okres przejściowy, stagnacja nie sprzyjają twórczości. Dlatego kiedy rozstał się w zeszłym roku z wieloletnią narzeczoną i poznał kogoś innego napisał tych wierszy aż 78! Przez poprzednie trzy lata –  tylko 10.

Swietlicki02

Czy poezja jest odkrywaniem, czy zakrywaniem? – zapytał poetę Świetlickiego poeta Brzoska. – Odkrywaniem – powiedział Świetlicki. Sam pisze bardzo intymne rzeczy, ale z najnowszego tomiku wyrzucił 30 najintymniejszych utworów (jak będzie umierał, to je Brzosce prześle – powiedział, i dodał zaraz: ale ja nigdy nie umrę). Zostały tylko te, które sugerują intymność.

W wierszach myli tropy knajpiane – wie, że kiedy wymieni jakąkolwiek nazwę krakowskiego lokalu zaraz będą tam na niego czyhali dziennikarze z Warszawy. Ostatnio poszedł zjeść coś w restauracji nieopodal domu. Następnego dnia restauracja zamieściła na Facebooku zdjęcie pisarza chwaląc się, że jada u nich. Nigdy więcej już tam nie poszedł.

Na pytanie, jakich poetów czyta poeta odpowiedział, że nie czyta! Bo po lekturze tekstów innych małpuje ich, i to mu przeszkadza, więc kiedy chce przeczytać dobry wiersz, to… sam go sobie pisze! 😉  Poza tym łaknął twórczości innych do 19. roku życia, kiedy się jeszcze poezji uczył, potem nie była mu już potrzebna. (W wywiadzie udzielonym Piotrowi Bratkowskiemu do „Newsweeka” wśród ulubionych poetów Świetlicki wymienia: Gałczyńskiego, Grochowiaka.) Czyta za to kryminały – wyciągnął nawet z plecaka dwie grubaśne cegły, żeby zaprezentować, co akurat ma na tapecie (jedną z nich był kryminał szwedzkiego autora, Arne Dahla).

Artykuł "Jestem  obszczymurem" w Newsweeku" 18/2013.

Wywiad P. Bratkowskiego z M. S. „Jestem obszczymurem” w Newsweeku” 18/2013.

Jego rysunki inspirowane są twórczością Franciszki Themerson (zadeklarował nawet, że jest jej wcieleniem) i podobno potrafi się rozpłakać przy oglądaniu jej prac. Może bierze się to stąd, że pamięta z dzieciństwa książki, które ona ilustrowała.

Jak pisze? Różnie: czasami długo nosi wiersze w głowie, potem przelewa je tylko na papier (kiedyś w jedną noc spisał tak aż 9 wierszy), innym razem zmienia i poprawia wszystko na kartce.

Każdy z wierszy w tomiku „Jeden” mieści się na jednej stronie. Przy składaniu książki okazało się, że jeden z nich „wystaje”. Co zrobił więc Marcin Świetlicki? Wyciął wybraną losowo zwrotkę, żeby wszystko ładnie pasowało. 😉  Śmiał się, że wyda potem w osobnym tomie utrącone zwrotki. W ogóle poeta uważa, że „muszą wiersze wyglądać” – więc przy pisaniu pilnował się, żeby wersy nie były nazbyt szerokie.

Marcin Świetlicki nie lubi, jak ktoś czyta jego wiersze. Nie pozwolił więc zrobić tego prowadzącemu. Czytał je sam:

Na pytanie, czy to właśnie w poezji radzi sobie najlepiej odpowiedział, że najlepiej radzi sobie w kuchni. W każdej dziedzinie jestem amatorem, ale wszędzie sobie radzę – dodał skromnie.

Na koniec zdradził, że od kwietnia napisał 20 stron nowej powieści (do tej pory opublikował m.in. trzy kryminały: „Dwanaście”, „Trzynaście” „Jedenaście”). Jej bohaterką jest dziesięcioletnia dziewczynka, która ma sto lat… Pomysł przyszedł mu do głowy, kiedy z okna mieszkania obserwował starą, pustą kamienicę. Wydało mu się, że od wielu lat mieszka tam właśnie mała osóbka o nadzwyczajnych właściwościach – nigdy się nie starzeje, ciągle jest w tym samym wieku, chodzi po Krakowie i wszystko obserwuje. Pisanie o niej sprawia mu wielką frajdę  – powiedział, że pisząc to sam czuje się, jak mała dziewczynka. 😉 Powieść będzie nosiła tytuł „Ul”.

Nie było – jak to jest zazwyczaj na spotkaniach z pisarzem – grzecznego składania autografów na podsuniętych książkach. Marcin Świetlicki prosto z fotela na auli wystrzelił przed budynek biblioteki, żeby zapalić. Tam o fotki czy autografy zagadywali go natręci.

Co mam napisać? - pyta M. Świetlicki, kiedy podsuwam mu do podpisania artykuł. -Cokolwiek - odpowiadam. Więc napisał.

-Co mam napisać? – pyta M. Świetlicki, kiedy podsuwam mu do podpisania artykuł. -Cokolwiek – odpowiadam. Więc napisał.

Marcin Świetlicki macha do wszystkich, którzy oglądają to zdjęcie ;-)

Marcin Świetlicki macha do wszystkich, którzy oglądają to zdjęcie 😉  Fot. Wojtek Brzoska.

Read Full Post »

Spotkanie z Jarosławem Mikołajewskim było jednym z pierwszych, które otwierało cykl spotkań literackich w ramach IX Sosnowieckich Dni Literatury w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sosnowcu.

Mikołajewski to poeta, eseista, prozaik, tłumacz z języka włoskiego, przez kilka lat dyrektorował Instytutowi Polskiemu w Rzymie. W czasie tego pobytu powstawała książka „Rzymska Komedia” (wyd. 2011, Agora). Punktem wyjścia do opowieści o współczesnym Wiecznym Mieście był najsłynniejszy włoski poemat składający się ze stu pieśni, czyli „Boska Komedia” Dantego.

???????????????????????????????

Ale Jarosław Mikołajewski to przede wszystkim poeta – o poezji mówił przez większość spotkania. Prowadzący je Marian Kisiel próbował przyporządkować pisarza do generacji „bruLionu”, ale Mikołajewski odżegnywał się od tej etykietki.???????????????????????????????

Sam powiedział, że jest z pokolenia bardzo ciekawych literacko osobistości, do którego należą jego przyjaciele: poeta Andrzej Sosnowski, Tadeusz Pióro czy Wojciech Maziarski. Wszyscy oni zadebiutowali po trzydziestce, czego – jak przyznał – trochę się wstydzili. Jarosław Mikołajewski swój pierwszy tomik poetycki wydał w 1991 r. („A świadkiem śnieg”) i pamięta to jako konieczność ostrej selekcji swoich wierszy: tak wiele z nich okazało się zbyt nieważnych, żeby zamieszczać je w debiucie.

Sam o swoim zajęciu mówił jako o trochę niepoważnym („Moja córka mówiąc – Mój ojciec pisze wiersze – naraża się na śmieszność”), chociaż w rzeczywistości jest dla niego najważniejsze. Boli go więc, kiedy nic nie pisze, zaś największą radością jest chwila, kiedy jednak przeleje coś na papier. Porównał to doświadczenie do miłości: jak ktoś nie dzwoni, to myśli się, że coś jest nie tak… Bo w zdaniu można zawrzeć istotną prawdę o życiu – i jak się nie pisze, to żal.

W związku z tą niemocą twórczą opowiedział taką historyjkę: po objęciu stanowiska dyrektora w Instytucie Polskim w Rzymie nie napisał nic przez pięć miesięcy. Nie dawało mu to spokoju, aż do momentu, kiedy nie zadzwoniła do niego nagle Julia Hartwig mówiąc, że martwi się bardzo, bo od dziewięciu miesięcy nie napisała żadnego wiersza. Zaraz potem odebrał telefon od Ryszarda Kapuścińskiego, który powiedział, że nie napisał już bardzo długo felietonu. Wtedy spadł mu kamień z serca, bo odkrył, że zastój w twórczości to cecha charakterystyczna twórców.

???????????????????????????????

Czym jest dla niego poezja? To potrzeba mówienia, a jednocześnie spełnienie marzenia, żeby mieć coś własnego. To wiara w dociekanie sensu, znaczeń. Zauważył przy tym, że młode pokolenie poetów boi się odkryć siebie, uważając, że obnażanie, intymne odsłonięcie, sentymentalizm jest w poezji ułomnością.

Sam upatruje swojego wejścia do poezji i otwarcia na jej wrażliwość w tłumaczeniach literatury włoskiej. Jego odkryciem był Pier Paolo Pasolini, jeden z najwybitniejszych poetów włoskich XX wieku, który znany jest bardziej jako reżyser filmowy.

Mikołajewski powiedział też bardzo ważną rzecz o samym pisaniu:  należy się przy tej czynności wyzbyć wszelkich ambicji, zaniechać konfrontacji z innymi twórcami, bo pisarstwo od zawiści dzieli maleńki krok.

Pytany o swoje związki z prozą powiedział, że jego pierwsza książka „Herbata dla wielbłąda” była pewnego rodzaju żartem. Drukowano ją w odcinkach w „Gazecie Wyborczej”, ale żeby było śmiesznie, Mikołajewski publikował ją pod zmyślonym nazwiskiem, mówiąc w redakcji, że to jego przekład pewnej amerykańskiej powieści. (Bo jak twierdzono: sukces odnieść mógł tylko tekst amerykańskiego prozaika.) Kiedy w końcu chciano zapłacić „właściwemu” autorowi – Mikołajewski przyznał się do konfabulacji. 🙂

Powiedział, że największą fascynacją pozostaje dla niego eseistyka i trudno mu się rozsmakować w prozie współczesnej. Zdradził przy okazji coś, co prędzej czy później i tak będzie się musiało wydać, a mianowicie, że jego znajomi, znawcy literatury polskiej, też nie czytają współczesnych pisarzy! Wracają ciągle do kilku stron „Anny Kareniny” czy „Czarodziejskiej góry”, które ich zachwycają.

pinokio_MRNie mogłam nie zapytać pisarza o jego przekład „Pinokia” Carlo Collodiego, który w 2012 r. wydała Media Rodzina. A jest to wydanie szczególne, bo z najpiękniejszymi ilustracjami, jakie widział świat: ich autorem jest Roberto Innocenti. Pytany podobno, czy rysując zimę wzorował się na Bruegel’u odpowiedział, że każda zima wzoruje się na Brueglu! 🙂

Jarosław Mikołajewski pokazał mi później najpiękniejszą według niego ilustrację z „Pinokia”, ale wcześniej powiedział, że swoim tłumaczeniem chciał przybliżyć tekst do czytelnika współczesnego i oddać jednocześnie żywiołowy język Pinokia, chłopca z poczuciem winy, który żył z kompleksem matki.

Mikołajewski wprowadza w swoim tłumaczeniu zmiany i jestem ciekawa, czy się przyjmą – „Pinokio” to od wielu lat lektura w czwartej klasie szkoły podstawowej. I tak np. znany czytelnikom polskiego przekładu (np. Zofii Jachimeckiej) majster Wisienka jest u Mikołajewskiego Czereśnią (w oryginale włoskim: Ciliegia), przezwisko Geppetta – Mamałyga (oryg.: Polendina) – zastąpił  innym: Kukurydzą, a Gadającego Świerszcza (oryg.: Grillo-Parlante) Świerszczem-Który-Mówi.

W jednym z ostatnich rozdziałów pajacyka połyka – nie jak u poprzedników – wieloryb, a rekin. Nie wiedzieć czemu do tej pory błędnie tłumaczono włoskiego pesce-cane na polskiego wieloryba (który po włosku brzmi balena).

Ta ilustracja Roberta Innocentiego do "Pinokia" jest według Mikołajewskiego najlepsza.

Ta ilustracja Roberta Innocentiego do „Pinokia” jest według Mikołajewskiego najlepsza.

A kto chciałby zobaczyć, jak wygląda miejscowość, od której autor Pinokia – Carlo Lorenzini przyjął pseudonim Collodi – może zobaczyć to w tym wpisie.

Read Full Post »

Mam dla Was dwie nowości:

plotkarski_sMarta Fox „Plotkarski sms” (Wyd. Akapit Press, 2012) – kontynuacja cieszącej się popularnością książki dla młodzieży „Caf Plotka”, którą kupiłam do biblio rok temu podczas spotkania autorskiego z pisarką w Sosnowcu.

A propos tych corocznych spotkań z pisarzami –  już jutro, 7 maja, rozpoczynają się IX Sosnowieckie Dni Literatury organizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną. Program jest godny uwagi – szczegóły znajdziecie tutaj. Ja wybieram się tam co najmniej trzy razy!

Druga z nowości to wielka i ciężka cegła, którą próbowałam zdobyć do czytania odkąd dowiedziałam się, że ją wydano. W bibliotekach albo jeszcze jej nie ma, albo krąży jakimiś mama_mumintajemnymi ścieżkami, na które nie mogłam trafić.

W końcu mamy ją więc my: biografia Tove Jansson, fińskiej pisarki i rysowniczki, kojarzonej od razu z Muminkami, które stworzyła w latach 40. Postaci te wzbudzają sympatię wśród małych i dużych czytelników na całym świecie – a tu proszę, Jansson podobno nie znosiła wykreowanych przez siebie trolli!

Dlaczego? Dowiecie się po lekturze książki Boel Westin „Tove Jansson: Mama Muminków” (Wyd. Marginesy, 2012).

Read Full Post »

W Sosnowcu skończyły się właśnie VI Sosnowieckie Dni Literatury – cykl spotkań z autorami, znawcami beletrystyki. Uczestniczyłam w spotkaniu z Krzysztofem Vargą – autorem kilku głośnych książek – m.in. „Tequili”, „Nagrobka z lastryko” i „Gulasza z Turula”, który w ubiegłym roku wygrał plebiscyt czytelników „Gazety Wyborczej” do Nagrody Literackiej Nike. W tym roku Varga wydał „Aleję Niepodległości” – ostatnią – jak sam powiedział – w cyklu „ta sama powieść pisana od lat”, z którą to etykietką jak najbardziej się zgadza. Juliana Apostatę, bohatera tej książki, autor uśmierca już na pierwszej stronie. Zaczyna się ciekawie, jak przeczytam, napiszę więcej.

Spotkanie z Krzysztofem Vargą

Jego pisarstwo albo bardzo przypada czytelnikowi do gustu, albo w ogóle. Ale jedno jest pewne, czyta go i młodzież (np. gimnazjaliści, ale o bardziej wyrobionym guście czytelniczym), i dorośli.  Na spotkaniu w Sosnowcu pojawił się cały przekrój wiekowy wielbicieli jego twórczości.

Varga powiedział, że:

  • Nigdy nie zatańczyłby w „Tańcu z gwiazdami”.
  • Lubi popkulturę, ale nie lubi kultury masowej, która kojarzy mu się z festynem, karkówką na grillu i gwiazdami na lodzie.
  • Jego mama jest lekarzem radiologiem, a on jako dziecko czytał jej podręczniki medyczne, i pewnie stąd bierze się jego uwielbienie śmierci (który to temat przeważnie porusza w swoich książkach). Aczkolwiek zaznaczył, że nie jest hipochondrykiem.
  • Chciałby w końcu napisać smutną powieść (bo chociaż ciągle pisze o śmierci, to wcale nie w smutny sposób).
  • Trudniej jest mu stworzyć w powieści interesującą psychologicznie postać kobiecą, mężczyzna jest za to prosty 😉
  • Jako nastolatek poszedł do liceum katolickiego i tam stracił… wiarę.

W trakcie spotkania autor poprosił zgromadzonych o pozwolenie na użycie brzydkiego wyrazu, ciszę odczytał jako akceptację, brzydkiego wyrazu użył… w odpowiedzi na co z hukiem spadł przymocowany do ściany napis „Salon literacki” 😉

Podobno niektórzy nie znają jego książek, a cenią za cotygodniowe felietony w „Dużym Formacie”. Felietony są rewelacyjne, zawsze zaczynam od nich czwartkową lekturę tej gazety, a tu autor coś przebąkuje, że chyba porzuci to zajęcie…

Panie Krzysztofie, niech Pan zaniecha raczej pisania o śmierci, ale życiodajne felietony niech Pan dalej tworzy!

Read Full Post »