Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Redu’

Na stronie Wydawnictwa „Znak” można już pobrać kalendarz na nowy rok. Dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych – beżowej i granatowej.

Na każdy miesiąc przewidziano inną tapetę na pulpit komputera – motywem przewodnim są oczywiście książki: pojedynczo, w stosach, z kotem, na drzewach, na talerzu –  jako danie główne i inne…

Tak wygląda kalendarzowa tapeta "Znaku" na styczeń.

Do kalendarza wybrano zdjęcia, które zwyciężyły w wakacyjnym konkursie fotograficznym zorganizowanym przez wydawnictwo.

Pamiętacie, jak pisałam Wam o wizycie w miasteczku książek – Redu, gdzie w każdym niemal domu właściciele prowadzą księgarnię lub antykwariat? Szczególnie urzekł mnie jeden z nich, w piwnicy, o pobielonym tylko suficie, zastawiony regałami i kartonami z książkami.  Pstryknęłam kilkanaście fotek i koniecznie chciałam też mieć  tam zdjęcie. No i mam.

Widnieje teraz na październikowej tapecie kalendarza „Znaku”, który można pobrać tutaj.

Hmmm, całkiem miło być motywem kalendarzowym 🙂

Gratuluję Pawłowi Zielińskiemu wygranej w konkursie!

Read Full Post »

Redu – raj

Pisząc o pamiątkach z wakacji wspomniałam o książce, którą kupiłam w pewnym belgijskim antykwariacie. Oto historia z nią związana:

W sierpniu byłam przez chwilę – jak miło, że jeszcze za życia!  – w raju. Był to raj specyficzny, bo przeznaczony dla bibliofilów, a znajduje się w miejscowości o nazwie Redu.

Tutaj właśnie jest Redu.

Co czyni to miejsce szczególnym? A to, że stoi tam zaledwie kilkadziesiąt domów i w prawie każdym z nich mieści się… antykwariat! Bo Redu to miasteczko książek.

Udało mi się tam trafić akurat podczas nocy książek, więc mimo późnej pory wszystko było otwarte i zapraszało do poddania się książkowemu szaleństwu.

Spędziłam w Redu jakieś 3 godziny, ale miałam wrażenie, że wizyta trwała zaledwie kwadrans. Odwiedziłam prawie wszystkie antykwariaty. Jedne były zadbane, ładnie urządzone, inne miały regały z odzysku i okna zasnute pajęczyną, kolejne zaś stosy kartonów stojące ciasno przy sobie;  w niektórych pachniało nowością lub smakowitymi potrawami (bo wśród książek urządzono restaurację), a w innych unosił się przytłaczający zapach piwnicznej stęchlizny. Ale wszędzie było uroczo i niepowtarzalnie, a ja łaziłam tam jak w transie i z otwartą w zachwycie gębą.

Moja radość była jednak niepełna, bo sprzedawane książki były w 99 % po francusku i niderlandzku, a więc w językach, którymi nie władam (jeszcze nie – ale  to tylko kwestia czasu :-)). Gdyby takie miasteczko było w Polsce albo we Włoszech byłabym stracona i po wielogodzinnym myszkowaniu padłabym pewnie z wycieńczenia i nadmiaru emocji pod jakimś regałem. A tak poświęciłam tylko kilka godzin na przebywanie w otoczeniu książek, z których kart rozumiałam jedynie spójniki i podstawowe rzeczowniki! W jednym z antykwariatów natknęłam się na małą kolekcję książek włoskich i tylko dlatego wyjechałam z  belgijskiego village du livre z małym zakupem.

Gdyby nie zdjęcia, sądziłabym, że to wszystko mi się tylko śniło, bo wizyta w Redu była zupełnie niewiarygodna i odjazdowa. Książkowy kosmos.

Zobaczcie zresztą sami:

Pomnik książki w centrum miasteczka.

Na murach wisiały cytaty o książkach. W naszej bibliotece wisi ten sam, tylko po polsku.

Świnia przyciąga klientów. To tutaj dokonałam zakupu.

Jak to w antykwariacie - w sprzedaży również stare zdjęcia i pocztówki.

Przy okazji handlowano też przetworami regionalnymi.

Ten widok mnie rozczulił, bo całe życie borykam się z kartonami książek i notorycznym brakiem miejsca na nie 🙂

Ten antykwariat był chyba najpiękniejszy.

Restauracja w antykwariacie.

W miasteczku jest też muzeum typograficzno-drukarskie i zakład papieru czerpanego.

A to dowód, że byłam tam naprawdę 🙂

Tutaj znajduje się strona miasteczka książek –  Redu.

Read Full Post »