Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘próbne egzaminy gimnazjalne’

Ostatnie trzy dni upłynęły pod znakiem próbnych egzaminów gimnazjalnych dla uczniów klas trzecich. Ćwiczyliśmy – niczym alarm przeciwpożarowy – nową formułę egzaminu. Dotychczasowe pisane były w jednym, dwugodzinnym bloku dla przedmiotów humanistycznych i matematyczno-przyrodniczych.

Od tego roku każdy z nich rozdzielony jest przerwą. Pisze się osobno test z historii i WOS-u, po czym z języka polskiego, a w drugim dniu: najpierw z przedmiotów przyrodniczych, później z matematyki. W pierwszej części egzaminu z języków obcych gimnazjaliści piszą test na poziomie podstawowym, w drugiej – rozszerzonym.

I po próbie generalnej z egzaminu...

To chyba lepiej dla uczniów, którzy stres egzaminacyjny przegryzą kanapką i popiją sokiem, ale i dla nauczycieli, którzy po godzinie będą mogli ruszyć się z krzeseł, bo tkwienie na stołkach komisji egzaminacyjnej niczym sfinksy – bez ruchu i bez słowa, nie jest wcale zdrowe – a w niektórych przypadkach nawet trudne do wykonania. (Zastanawiam się, co bardziej udręcza wtedy moje niezdiagnozowane ADHD – bezruch czy milczenie? Dotychczas kombinowałam zawsze, jak by tu nie przeszkadzając piszącym, poruszać trochę nogami, bo po godzinie krew zatrzymywała mi się na wysokości kolan i dalej ani rusz.)

Bardzo się z próbnym egzaminem polubiliśmy – przyjaźń zadzierzgnęłam kopiując setki stron testów dla trzecioklasistów, a potem siedząc i patrząc, jak rzedną miny tych, którzy te odbitki dostali na ławkę, a za cztery miesiące zasiądą w podobnych okolicznościach, tyle że już nie na próbę.

– Phi, jakie proste – komentowali przy pierwszym teście z historii i WOS.

– O nie! Co to jest? „Dziady”? – załamywali się już przy języku polskim.

Podczas matematyki wszyscy zgodnie milczeli, łącząc się we wspólnym nieszczęściu. A dziś, przy teście z rozszerzonego języka niemieckiego, jeden z uczniów, który obracał kartki na wszystkie strony w nadziei na znalezienie prawidłowej odpowiedzi, rzucił w pewnej chwili pod nosem: no trudno, będę strzelał… (Byle nie do mnie – odpowiedziałam.)

Z powodu egzaminu próbnego wszyscy byli niezadowoleni:

  • Uczniowie, którzy go pisali – wiadomo.
  • Uczniowie, którzy go nie pisali – bo mnie nie było i nie mogli skorzystać z biblioteki.
  • Ja – bo nie było mnie w biblio w sumie kilka godzin przez te trzy dni, a potem i tak musiałam (chciałam!) zostać i zrobić to, co zaplanowałam. I zamiast o 14.00, wychodziłam o 16.00. Ach, co by bibliotekarz szkolny zrobił bez nadgodzin (zawsze i wszędzie niepłatnych 😉 ? )

 Z dialogów tuż po egzaminie, kiedy stres  krąży jeszcze w żyłach:

Uczeń: Ma pani kota?

Ja: Jeżeli takiego kota, że jestem na jakimś punkcie pozytywnie zakręcona – to tak.

Uczeń: A kota czy kocurkę?

Read Full Post »