Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘nauczanie zdalne’

Najmłodsi uczniowie po raz drugi w tym roku szkolnym musieli przejść w tryb nauczania zdalnego. Starsi od listopada walczą ze sprzętem i własną niechęcią do tego typu nauczania. Wiadomo, że wcale im się ono nie podoba, bo woleliby spotykać się w klasie z rówieśnikami i nauczycielem. To wszystko było atrakcyjne tylko przez chwilę. Z badań wiadomo, że na nikogo nie działa dobrze izolacja i wielogodzinne wpatrywanie się w monitor.

Przez przypadek zaplątała mi się w ręce „Fantastyka” ze stycznia 1989 roku. W pożółkłym czasopiśmie trafiłam na znajome słowo „teleszkoła”…

Autorem opowiadania o tym tytule jest urodzony we Wrocławiu Kurd Lasswitz (tłumaczyła Grażyna Werner), prekursor niemieckiej fantastyki naukowej, który zmarł w 1910 roku. Jego wizje sprzed ponad stu lat dotyczące nauczania na odległość były bardzo śmiałe i wizjonerskie, prawie tak samo jak pomysły Lema na czytniki książek.

Lasswitz umieścił akcję tego opowiadania w 1999 roku, więc co do pomysłu na globalne funkcjonowanie „teleszkoły” pomylił się zaledwie 21 lat… Miał czuja, bo oto na ścianie nauczyciela gimnazjum, który usnął znużony w swoim gabinecie, zamiast biblioteczki z książkami pojawiło się 30 prostokątnych ramek z ruchomymi obrazami – a w każdej z nich widniała twarz jego ucznia… Na początku XX wieku lepiej nie można było chyba opisać dzisiejszej codzienności wielu z nas.

„Fantastyka” 1989, nr 1, s. 20-21.

Nie tylko telefon, lecz i telewizor zostały tak udoskonalone, że wraz ze słowami mówiącego można jak najdokładniej dostrzec jego postać, jego ruchy, każdą z jego min. Oczywiście obecnie nie jest już konieczne pokonywanie długich dróg do szkoły, nauczyciele i uczniowie mogą wygodnie pozostać w domu.

Brzmi to, jakby niemiecki pisarz jakimś cudem odbył podróż w czasie i miał okazję przyglądać się szkołom od marca zeszłego roku. 

W jego opowiadaniu są też wynalazki, na które jeszcze trochę trzeba będzie poczekać, np. rower latający, czy stemplowana opaska chroniąca mózg dla nauczyciela, dzięki której może ustrzec się przed niebezpieczeństwem zużycia w szkole większej ilości siły umysłu niż ta, jaka odpowiada umiejętnościom uczniów i zaszeregowaniu nauczyciela…

Teraz potrzeba nam na gwałt albo tego, co Kurd Lasswitz opisał jako gadżet wspomagający nauczanie na odległość, albo końca pandemii (ale raczej końca pandemii):

Zlikwidowano problem przeciążenia. Fotele, w których spoczywają uczniowie, są w optymalny sposób wyposażone w automatyczne mierniki wskazujące wagę ciała, puls, natężenie i zakres wydechu, zużycie energii mózgowej. Gdy tylko energia mózgowa wyczerpie się w określonym stopniu, psychograf wskazuje, że nastąpiło zmęczenie i połączenie między uczniem a nauczycielem zostaje automatycznie przerwane, a dany uczeń zwolniony z dalszych lekcji. Gdy tylko jedna trzecia klasy w ten sposób się „wyłączy”, powinien pan skończyć lekcję.

Read Full Post »

Wstaje po szóstej, bo wierzy, że uda jej się sprawdzić prace przesłane przez uczniów wczoraj późnym wieczorem. Te, do których nie zajrzała, bo przygotowywała nowe lekcje na dziś. Ledwie siada do stołu, czas jakby przyśpiesza, zdąży przejrzeć tylko połowę załączników z maili, a już dobiegają ją głosy z pokoju dziecięcego. Teraz szybko śniadanie dla czterolatka i piątoklasisty. Trzeba też rozwiązać ich spory, żeby móc w miarę spokojnie siąść do komputera. Pierwsza lekcja: loguje się do e-dziennika, przesyła prezentację, nad którą ślęczała do północy. Starszy syn o ósmej też uruchamia stary laptop i – walcząc z rwącym się połączeniem wi-fi – odbiera pierwsze wiadomości od nauczycieli.

Mały tylko przez chwilę zajmuje się sam sobą. Zaraz zacznie kursować między bratem, który wygania go z pokoju, bo musi siedzieć nad lekcjami, nią, która odeśle go do zabawek i zamkniętym w pokoju tatą, który właśnie pracuje zdalnie dla Dużej Firmy i robi Same Ważne Rzeczy, więc nie ma mowy, żeby mógł pobyć z dziećmi przed siedemnastą. W tym czasie ona będzie na zmianę wysyłała uczniom przygotowane materiały, odbierała maile, notowała realizację nauczania zdalnego do raportu dla dyrekcji, odpisywała uczniom, rodzicom i innym nauczycielom, którzy mają pytania dotyczące jej wychowanków.

Do toalety idzie z komórką – odpowie w tym czasie na kilka wiadomości uczniów na Messengerze. Młodszy najpierw dobija się do drzwi, a potem wrzuca jej przez szparę u dołu komplet klocków, starszy czeka obok z książką. Ma łzy w oczach – trzeba mu wytłumaczyć zadanie z matematyki. Południe. Jak ten czas szybko leci! Wszyscy głodni – młody wysysa drugą tubkę musu owocowego, na podłodze poniewierają się opakowania po chrupkach kukurydzianych – nawet nie pamięta, że powiedziała „dobra”, kiedy synek zapytał, czy może je zjeść. Szybko! – drugie śniadanie. Zdąży wyjąć chleb i ser, ale już ich nie sparuje, bo dzwoni telefon. Są nowe wytyczne. Trzeba uatrakcyjnić zajęcia, trzeba być bardziej online – niech nagrywa dźwięk, wideo, robi zajęcia w czasie rzeczywistym. Tylko jak? Przy akompaniamencie krzyków najmłodszego, który dobija się do zabarykadowanego pokoju brata? Coś wymyśli. Młody nie chce śniadania, napchał się wcześniej bez sensu, starszy je przed ekranem, oglądając jakąś lekcję na You Tube. Mąż porywa kanapki do swojego pokoju, i ona też – jedząc – nadrabia zaległości przy sprawdzaniu reszty zadań z poprzedniego dnia.


U stóp ma połowę zabawek z pokoju synka. Wstając od stołu brodzi w samochodzikach, pluszakach, puzzlach i drewnianych torach kolejowych. Mały nie daje się już zbyć, wiesza się teraz u jej nogi rozdrażniony brakiem uwagi. Nie reaguje na wypowiadane po wielokroć „zaraz” i „poczekaj chwilkę”. On czeka „chwilkę” od rana, a tu już pierwsza. – Mamo, chodź, pobaw się ze mną, chodź, chodź! – krzyczy, i słyszy go już pół bloku. Mąż uchyla drzwi i daje jej znaki, że właśnie ma Ważną Telekonferencję i za chwilę wszystkich ich udusi, jeżeli natychmiast nie ucichną, więc to ona musi spacyfikować synka. Rozdrażniona cedzi pod nosem „przestań wreszcie!” i odrywa się na chwilę od przegrzanego laptopa, ale tylko po to, żeby włączyć kolejny odcinek „Psiego Patrolu”. Chyba pięćdziesiąty – w okresie nauki zdalnej młody obejrzał już wszystkie filmy, o których myślała, że na ich poznanie syn ma jeszcze czas. Teraz wreszcie się uspokoił, jest już zahipnotyzowany, a ona znów przed komputerem – na e-dziennik napływają informacje od rodziców. Pytania i wątpliwości podszyte rozdrażnieniem całą tą sytuacją, z którą przecież nikt dobrze sobie nie radzi. Dlaczego panie ze świetlicy i z biblioteki też podsyłają dzieciom materiały do zajęć? Przecież oni – rodzice, ledwie mają czas, żeby ogarnąć przedmioty obowiązkowe, więc bez przesady! Musi wszystko ładnie ubrać w słowa, wytłumaczyć, że wszyscy nauczyciele powinni rozliczyć się z pracy zdalnej, inaczej się nie da…

Obiad. Krojąc marchew i seler myśli o tym, co musi jeszcze dziś zrobić. Szybkie danie podaje w pośpiechu, z nerwów nie umie już nawet spokojnie zjeść. I natychmiast wraca przed komputer, chociaż boli głowa, a oczy łzawią. Przez to wszystko, od wielogodzinnego ślęczenia przed laptopem pogorszył jej się wzrok. Kiedy przy obiedzie rzuciła okiem na felieton w „Wysokich Obcasach” pomyślała „zmniejszyli czcionkę!”, ale kiedy zajrzała do wcześniejszego numeru okazało się, że czcionka zawsze była taka sama… Niedobrze.

Sprawdza pocztę służbową – sugestie odgórne, jak pracować, żeby było lepiej. Trzeba będzie poznać nowy program, wdrożyć się, dać znać uczniom, przesłać dane do logowania, być dla nich wsparciem. Razem będą się uczyć, jak wspólnie bezpiecznie spotykać się w sieci na lekcjach, o których do tej pory nie mieli pojęcia. Są też maile od innych nauczycieli, informacje od wicedyrektora dla rodziców. Na wszystko trzeba odpowiadać na bieżąco – w końcu pracuje teraz zdalnie, a to znaczy, że wiadomości nie mogą pozostać bez reakcji.

Popołudnie to przygotowywanie materiałów dla uczniów, pomoc w lekcjach starszemu synowi, a między tym próba wynagrodzenia młodszemu czasu, którego nie mogła mu poświęcić. Chce pokazać, że jest teraz tylko dla synka, więc mówiąc do niego patrzy mu w oczy, ale to tylko pozory – potrafi skupić się na zabawie tylko chwilkę, myśli od razu biegną w innym kierunku. Jest jej przykro i bardzo smutno. Mąż nareszcie skończył swoją pracę. Dzieci natychmiast przylepiają się do niego, z czego ona skwapliwie korzysta i sprawdza wiadomości na e-dzienniku. Piętnaście nieprzeczytanych. Kończy odpisywać, ale wtedy nadchodzi ten czas, kiedy młodszy musi powędrować do łóżka. Starszemu – oprócz pomocy w lekcjach – nie poświęciła dziś w ogóle czasu. Jest wdzięczna, że może już sam zająć się sobą, ale wie, że na dłuższą metę to nie zadziała.

Kiedy dzieci wreszcie leżą w swoich łóżkach siada przed komputerem z nową energią – teraz nikt nie będzie jej już przeszkadzał. Musi nauczyć się tego nowego programu, ogląda filmiki instruktażowe w sieci. Dwudziesta trzecia. Jeszcze tylko przygotuje lekcje dla dwóch klas. Może upora się przed północą. A potem szybko ogarnie dom, nie miała na to dziś czasu. Laptop jest już tak rozgrzany, że za chwilę wypali dziurę w stole. Buczy jak wściekły pies. Oczy łzawią, obraz na ekranie niebezpiecznie się rozmazuje. Głowa pęka.

Będzie dobrze.


Ten tekst powstał po rozmowach z nauczycielami różnych przedmiotów z różnych miast.

Read Full Post »