Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Marta Fox’

Mam dla Was dwie nowości:

plotkarski_sMarta Fox „Plotkarski sms” (Wyd. Akapit Press, 2012) – kontynuacja cieszącej się popularnością książki dla młodzieży „Caf Plotka”, którą kupiłam do biblio rok temu podczas spotkania autorskiego z pisarką w Sosnowcu.

A propos tych corocznych spotkań z pisarzami –  już jutro, 7 maja, rozpoczynają się IX Sosnowieckie Dni Literatury organizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną. Program jest godny uwagi – szczegóły znajdziecie tutaj. Ja wybieram się tam co najmniej trzy razy!

Druga z nowości to wielka i ciężka cegła, którą próbowałam zdobyć do czytania odkąd dowiedziałam się, że ją wydano. W bibliotekach albo jeszcze jej nie ma, albo krąży jakimiś mama_mumintajemnymi ścieżkami, na które nie mogłam trafić.

W końcu mamy ją więc my: biografia Tove Jansson, fińskiej pisarki i rysowniczki, kojarzonej od razu z Muminkami, które stworzyła w latach 40. Postaci te wzbudzają sympatię wśród małych i dużych czytelników na całym świecie – a tu proszę, Jansson podobno nie znosiła wykreowanych przez siebie trolli!

Dlaczego? Dowiecie się po lekturze książki Boel Westin „Tove Jansson: Mama Muminków” (Wyd. Marginesy, 2012).

Read Full Post »

Najnowsza książka Marty Fox „Café Plotka” jest już w naszej bibliotece – kupiłam ją wczoraj po spotkaniu z pisarką w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sosnowcu, które odbyło się w ramach VIII Sosnowieckich Dni Literatury.

Sama jestem ciekawa, jak z tematem stalkingu zmierzyła się Fox. To bardzo aktualny problem i sami obserwujemy, że plotka ma inną moc dziś, w dobie internetu i telefonii komórkowej, niż – dajmy na to – 20 lat temu…

Marta Fox rozpoczęła spotkanie od opowiedzenia nam anegdoty o tym, jak wiele lat temu w Mysłowicach – jeszcze jako dziennikarka – prowadziła spotkanie, na którym miała przeczytać swoje pierwsze opowiadanie: siedziała na jakimś podeście, odsunęła trochę do tyłu swoje krzesełko i… spadła, bo tam akurat podest się kończył. Po spotkaniu podszedł do niej ksiądz Jan Sochoń, położył jej rękę na ramieniu i powiedział: nie wiem, dziecko, dlaczego Bóg cię opuścił…

Ja myślę, że jednak nie opuścił – może chwilowo spojrzał w innym kierunku 😉 Marta Fox jest przecież lubianą i bardzo popularną autorką ponad 30 książek dla młodzieży i dla dorosłych (o czym niektórzy zdają się zapominać), wydała też kilka tomików wierszy, pisze teksty krytycznoliterackie i felietony.

Pierwsze opowiadanie Fox napisała w wieczór sylwestrowy 1988 roku. Została wtedy z mężem i mamą w domu, córki wyszyły na swoje imprezy. Po kolacji poszła pozmywać do kuchni, a kiedy wróciła do pokoju, zastała małżonka i mamę śpiących w fotelach. Przemknęło jej wtedy przez myśl, że zamiast właśnie się gdzieś bawić, marnuje swoje młode życie. Siadła, i jednym tchem, w cztery godziny napisała opowiadanie „Gra”: ołówkiem, w zeszycie w linie. W maju wysłała je na ogólnopolski konkurs, przyrzekając sobie, że jeżeli otrzyma główną nagrodę, będzie dalej pisała. Nagrodę otrzymała.

Prowadząca spotkanie Magdalena Boczkowska zapytała pisarkę, kto inspiruje ją swoją twórczością literacką. Fox wspomniała, że dawniej był to Julio Cortazar i jego „Gra w klasy”, która przewartościowała jej życie, teraz lubi czytać prozę Jerzego Pilcha – nawet wtedy, kiedy widzi niedostatki tej literatury. Ceni też piszącą po duńsku Janinę Katz, a ostatnio zachwyciła ją też „Mapa i terytorium” Michela Houellebecqa.

Marta Fox napisała już kolejna książkę – autobiograficzną, w której motywem przewodnim jest pisarz i proces pisania, ale na razie szuka dla niej wydawcy, co podobno nie jest wcale taką prostą sprawą (nie zostaliśmy wtajemniczeni w szczegóły, ale można się domyślić).

Nie mogło zabraknąć pytania, czy autorka czuje się skandalistką, bo taką łatkę przypięli Marcie Fox niektórzy ze względu na kilka rzeczy. Na przykład dlatego, że jej debiut literacki nosił tytuł „Kapelusz zawsze zdejmuję ostatni”, albo że w jednej z pierwszych książek dla młodzieży pojawił się rozdział o tytule „Orgazm” (chodzi o książkę „Agaton Gagaton…”). Lub też dlatego, że zamieszcza w książkach opisy scen erotycznych. Marta Fox opowiedziała, jak to kiedyś, podczas spotkania grupa młodzieży zadawała jej bardzo dociekliwe pytania o to, po co napisała taki rozdział. Potem okazało się, że osoby te nie przeczytały nawet książki, bulwersował je tylko tytuł. Kiedy pisarka przeczytała ten niby kontrowersyjny rozdział – nikt nie miał już żadnych pytań. Bo rzeczywistość jest taka, że sceny erotyczne opisywane przez Fox nie mają nic wspólnego z dosłownością, opierają się na klimacie, ona nazwała by je raczej poetyckimi, i sama wyraziła się o nich, że „nawet nie stały obok soft porno”.

Faktem jest, że jej literatura jest lubiana: i przez młodzież, i przez dorosłych. Wczoraj miałam okazję obserwować wielu miłośników jej poezji – zresztą na spotkaniu pisarka przeczytała całkiem sporo wierszy: z ostatniego tomiku „Rozmowy z Miró”, ale też kilka jeszcze niewydanych.

Marta Fox ze swoim ostatnim tomikiem poezji „Rozmowy z Miró”.

Fox pisze niedużo poezji, kilka wierszy na rok, ale same układają jej się w głowie,  przelewa je więc na papier dosyć sprawnie: nie ma tu poprawiania, przeróbek – najwyżej skreśli czasami kilka niepotrzebnych słów. Natomiast pisanie powieści porównała z… pracą w kopalni. Okazuje się, że to nie taka prosta czynność, jak by się wydawało. Najpierw pisze scenariusz, wszystko planuje, a kiedy ma już ramy (oraz najważniejsze: pierwsze zdanie książki) – siada  do komputera. Robi to codziennie, najpóźniej o godz. 8.00, więc śmieszą ją pytania tych, którzy dzwonią do niej około 11.00 i pytają, czy może dopiero co wstała. Taki już panuje stereotyp, że pisarz śpi do południa, a potem pisze po nocach. Jej praca nad książką wygląda więc tak, że pisze, potem czyta to, co napisała, i liczy strony. Narzuciła sobie rygor, żeby pisać 2 strony dziennie.

Marta Fox mówiła głownie o poezji i powieściach dla dorosłych (m.in. o książce „Kobieta zaklęta w kamień”, którą mamy w naszej bibliotece – zamieściła w niej kilka wierszy zmarłej tragicznie młodej poetki z Sosnowca – Marty Skoneczny).

O pomysły na powieści młodzieżowe zapytała Wiktoria, która wybrała się ze mną na spotkanie z pisarką. Marta Fox odpowiedziała, że inspiruje ją to, co dzieje się dookoła – wystarczy być dobrym obserwatorem świata, przysłuchiwać się, o czym mówią nastolatki. Mówiła też, że pisze dla młodzieży myślącej, która ma refleksje dotyczące siebie i otaczającej rzeczywistości – dla takich, którzy zdają sobie sprawę, że dzisiejszy świat jest bardzo okrutny: kultywuje wzór młodych (wiecznie młodych), chudych, bogatych i odnoszących sukces, a życie przecież jest inne. Trzeba to wziąć pod uwagę i nie dać się wtłoczyć w mechanizm. Bo nie żyje się przecież po to, żeby spełnić oczekiwania innych.

Wiktoria z Martą Fox.

Miałam wrażenie, że prowadząca spotkanie chciała je chwilami trochę przeintelektualizować. Zadawała pisarce pytania, od których momentami cierpła mi skóra – pytań o inspiracje pełne odwołań do literatury, porównań, zestawień z inną twórczością – aż w którymś momencie Marta Fox odpowiedziała na takie zagajenie: nie wiem, czy tak jest, jak pani mówi, ale ładnie to brzmi – czym zyskała moje uznanie. Rzeczywiście, nagromadzenie w jednym zdaniu pięknie brzmiących wyrazów obcych dotyczących literatury brzmi ślicznie 🙂

Blog Marty Fox

Read Full Post »

Po ostatniej służbowej wizycie w Krakowie (gdzie „Akapit Press” udzielił mi oszałamiającego rabatu) do naszej biblioteki trafiły m.in. następujące książki dla gimnazjalistów:

 

Wniosek z tego zakupu płynie taki, że warto wysyłać bibliotekarkę na wszelakie targi książki – nawet pomimo tego, że kiedy wizyta taka wypada w dniu roboczym, biblioteka jest wtedy zamknięta. Po spotkaniu z pisarką Martą Fox na Targach w Katowicach (na szczęście w sobotę!) uzmysłowiłam sobie, że mamy zbyt mało książek jej autorstwa i postanowiłam uzupełnić zbiory o  te powieści – uwielbiane przez nastolatki, doceniane przez tych, którzy literaturą zajmują się zawodowo: jej twórczość już dwukrotnie uhonorowano przez Polską Sekcję IBBY w konkursie Książka Roku.

Do waszej dyspozycji są więc opowieści o Karolinie XL – tytuł sugeruje, z jakim problemem przyszło jej się w życiu borykać. Bohaterka walczy o własną godność, ale też poszukuje akceptacji dla osób z nadwagą, co w czasach ogłupiającego kultu ciała wydaje się przedsięwzięciem karkołomnym.

Temat zgoła odmienny porusza Fox w innej książce –  „Iza Anoreczka” (autorka powiedziała, że starała się wymyślić zdrobnienie, które złagodziłoby wyraz pejoratywnego określenia „anorektyczka”). To opowieść o dziewczynie, która stara się zrobić karierę w świecie mody, w czym dopinguje ją matka, bo w karierze córki widzi też szansę dla siebie. Książka pisana jest w formie pamiętnika i to jej atut, bo gimnazjalistkom szczególnie podoba się proza pisana w ten sposób.

Ostatnia – „Paulina w orbicie kotów” to powieść o pewnej wielbicielce kotów, która prowadzi blog, i gdzie pewnego razu zamieszcza bardzo kontrowersyjny wpis: „Mam dwóch tatusiów…”.

Nie zapomniałam też o starszych – lub może: bardziej wyrobionych czytelniczo – odbiorcach. Dla nich kupiłam dwie książki Alice Munro wydane przez „Wydawnictwo Literackie” – „Zbyt wiele szczęścia” i „Widok z Castle Rock”.

Te opowiadania – dopiero od niedawna dostępne w Polsce –  doceniono już dawno na świecie (pisarka dostała m.in. prestiżową Man Booker International Prize, która przyznawana jest co dwa lata za całokształt twórczości).

Na okładce jej książki napisano: „To jedna z tych współczesnych pisarek, którą czytać się będzie i za sto lat”.  O dziwo zgadzam się z tą opinią i w tym przypadku nie skrzywiłam się po jej przeczytaniu (bo zazwyczaj takie notki zamiast do czytania zachęcać – skutecznie odpychają mnie od lektury, albo najzwyczajniej w świecie drażnią).

Munro pisze prosto i o zwykłych rzeczach, przeciętnych osobach (umie jednak literacko prześwietlić ich naturę niczym najnowszy tomograf),  banalnych wydarzeniach, w które nagle wdziera się „coś”, co każde nam poprawić się w fotelu (jeżeli akurat tam czytamy), zacisnąć mocniej palce na książce albo podejrzeć, za ile stron kończy się opowiadanie – bo chcielibyśmy jak najszybciej dowiedzieć się, co przygotowała dla nas pisarka przed postawieniem kropki w ostatnim zdaniu. Może to „coś” zabrzmiało zbyt mocno i wyobraziliście sobie, że Alice Munro stosuje chwyty rodem z powieści kryminalnych  – ale nic bardziej mylnego. To „coś” też jest zwykłe i bez znamion niesamowitości…

Jak napisała Joyce Carol Oates – a ja nie zrobię tego lepiej – „Munro posiada talent przemieniania tego, co zwyczajne, w dzieło sztuki”.

Jej opowiadania ujmują prostotą. Po ich lekturze nagle przypominamy sobie, że treść życia to nie wielkie chwile, na które czekamy, ale każdy bury poranek zwykłego dnia, o którym marzymy, żeby szybko się skończył.

Read Full Post »