Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘makulatura’

Zobaczyć w dzień roboczy taki obrazek:

skup

– spodziewaj się nowości w bibliotece szkolnej. 😉

Muszę się przyznać, że zaczynam czuć lekkie rozdrażnienie za każdym razem, kiedy przestrzeń za regałami na końcu biblioteki dopełnia się zwałami makulatury i nieubłaganie nadchodzi czas, żeby to wszystko wywieźć. Najgorzej jest podnieść pierwszą paczkę, później już jakoś idzie.

Upychanie tego w mojej „ciężarówce – makulaturówce” jest koszmarem. Czekanie w kolejce na rozładunek (zazwyczaj mam pecha, bo przede mną zjawia się klient z 5 tonami metalu) bywa uciążliwe chociażby ze względu na hałas.

Za to potem wraca doby humor. Stare papierzyska zamieniają się w kilka niezwykłej urody banknotów. Zyskuję kilkadziesiąt złotych, które do tej pory – w grosikach i złotówkach – leżało bezdomne na klatkach, w piwnicach i składzikach. Zebrane do kupy ma moc. 😉

Prosto ze skupu pojechałam po książki. Miałam przy sobie listę 50 pozycji, które młodzież wytypowała do akcji MEN „Książki naszych marzeń”. Nie udało się pozyskać ich z ministerstwa, postawiłam więc sobie za punkt honoru odhaczyć je przy pomocy funduszy makulaturowych.

Pierwsza piątka trafiła dziś do naszej biblio (potem natychmiast do inwentarza i do czytelników).

To, co widać poniżej, to odpowiednik 350 kg makulatury:

nowe_makul

Przy wpisywaniu książek natknęłam się na taki ładny koniec w książce „Wróć, jeśli pamiętasz”:

podziek

Miło – bo co prawda nie jestem księgarzem, ale bibliotekarzem, nauczycielem i blogerem – tak 😉

I jeszcze a propos nabytków:

I pomyśleć, że są gdzieś takie biblioteki, dla których regularne nowości to norma, i jest ich tyle, że bibliotekarki nie nadążają wpisywać ich do inwentarza… Raj. Czy trafię tam po śmierci? 😉

Read Full Post »

Nowe na koniec

Jutro żegnamy się na czas wakacji. Wszyscy, którzy regulaminowo rozliczyli się z wypożyczanych w czasie roku szkolnego książek zasłużyli na bonus ;-). Docenią go tylko ci, którzy lubią czytać, bo to oni dopytują ciągle, czy na wakacje można pożyczyć sobie książki. Oczywiście, że można (a nawet trzeba!).

Biblioteka będzie czynna jutro, w dniu zakończenia roku szkolnego, do godziny 13 oraz w poniedziałek (30 czerwca)  od 9 do 12. Zapraszam!

Rzutem na taśmę pod koniec tego roku szkolnego zdążyły zapisać się do inwentarza naszej biblio takie nowości – są więc również do wzięcia:

SONY DSC

  • Jordi Sierra I Fabra „Casting” – kolejna książka popularnego pisarza hiszpańskiego, którego „Pola truskawkowe” są u nas chętnie czytane,
  • Hilary Freeman „Wtedy lecę wysoko” – opowieść o złodziejce sklepowej, która wszystko, co ukradnie rozdaje ubogim – współczesna młodzieżowa adaptacja starego i znanego wątku,
  • Jean-Dominique Bauby „Skafander i motyl” – opowieść o redaktorze naczelnym „Elle”, który po wylewie został sparaliżowany i przez resztę życia porozumiewał się z innymi mrugając powieką. Na podstawie książki w 2007 roku nakręcono film nagrodzony następnie w Cannes,
  • Tahereh Mafi „Dotyk Julii” – pierwsza część trylogii, która zafascynowała młode czytelniczki na całym świecie, a prawo do zekranizowania książki wykupiło 20th Century Fox,
  • Ewa Nowak „Yellow Bahama w prążki” – książek tej autorki nie trzeba specjalnie reklamować, a na ten tytuł było już tylu chętnych, że nie grożą mu raczej przestoje na półkach,
  • Anna Janko „Dziewczyna z zapałkami” – powieść znakomitej poetki, która ma niezwykły dar oddziaływania na czytelnika i angażowania jego zmysłów podczas lektury,
  • Anne Cassidy „Z tęsknoty za Judy” – dwie siostry, wyprawa do koleżanki, tajemnicze zaginięcie młodszej i wieloletnie wyrzuty sumienia starszej z nich, która pozwoliła oddalić się dziewczynce.

Read Full Post »

Czuję się, jakbym przerzuciła tonę makulatury, a przerzuciłam tylko 250 kg… 🙂

Po czym – dostawszy za nią ponad 80 zł popędziłam do Matrasu. Wcześniej zahaczyłam też o naszą księgowość, która wydała mi ostatnie w tym roku dutki przeznaczone na książki dla biblioteki.

No i przehulałam to wszystko – w kieszeni zostały same miedziaki. 😉

Dzięki przecenom za niecałe 180 zł kupiłam do czytania takie oto książeczki, zaspokajając gusta czytelnicze młodszych, starszych, wymagających i luzaków czytelniczych:

makulat01

1. Joanna Szczepkowska – Drugie podwórko – zbiór felietonów czytanych namiętnie przez co poniektórych.

2. Jakub Żulczyk – Zmorojewo i Świątynia – polskie fantasy dla młodych zwolenników tego rodzaju literatury.

3. Tomek Tryzna – Blady Niko – książka autora kultowej „Panny Nikt”. O „Pannę” już pytano – nie mam, ale teraz mamy przynajmniej „Niko”.

4. Bodil Malmsten – Ostatnia książka z Finistere – kontynuacja opowieści szwedzkiej pisarki o życiu we Francji; poprzednią część mamy już w biblio.

5. Keith Thompson – 50 robotów. Rysuj i maluj – dla tych, co czytać nie za bardzo, ale malować – o! to bardzo, bardzo!

6. Heidi Hassenmuller – Supergwiazda – zakulisowe intrygi – miłośniczek twórczości tej autorki mamy mnóstwo, a tej książki do tej pory brakowało.

7. Anna Onichimowska – Demony na smyczy – polowałam na te demony bardzo długo, ale jakoś nie mogłam trafić; ustrzeliłam więc na wyprzedaży – podoba mi się takie zakończenie. 😀

8. Paul Bowles – Pod osłoną nieba – powieść zekranizowana przez B. Bertolucciego – wiedział, za co się bierze, weźmy się i my.

9. Allan Hall – Dziewczyna z piwnicy – o losach więzionej przez 8 lat w piwnicy Nataschy Kampusch.

10. Urszula Sipińska – Hodowcy lalekGdybym była aniołem – opowieść legendarnej piosenkarki o jej karierze w PRL-u i opowiadania oparte na faktach z jej życia – oj, coś czuję, że ktoś mnie za nie ozłoci. 😉

11. Kimberly Derting – Ukryte – thriller młodzieżowy dla tych, co ciągle dopytują o takie książki.

12. David Sheff – Cudowny chłopiec – książek o narkotykach nigdy dosyć – zapotrzebowanie jest duże, a wszystko, co mamy, wyczytane już do cna. To książka napisana przez matkę chłopca, który uzależnił się od amfetaminy.

13. Angel Wagenstein – Pięcioksiąg Izaaka – historia naszego miasta i naszej szkoły zobowiązuje.

14. Carol O’Connell – Trzy kubki – kolejny thriller i na dokładkę o świecie iluzji, w którym wszystko może się zdarzyć.

15. Alan Bennet – Czytelniczka znakomita – bajkowa opowieść o tym, jak królowa Elżbieta za sprawą swoich ukochanych psów uzależniła się od czytania – dla moli książkowych (czyli dla mnie?) 😉

16. Michał Witkowski – Margot – opowieść o Polsce naszej dzisiejszej z perspektywy kilku dziwnych person.

____

Widzicie więc, że warto nosić do mnie makulaturę – zawsze coś z niej wydusimy w zamian.

A to, czego nie wydusimy, nasza woźna, pani Grażyna, zamienia w takie cudeńka z papierowej wikliny, czyli – unikając eufemizmu – makulatury po prostu:

Puzderko z makulatury - prezent dla biblioteki.

Puzderko z makulatury – prezent dla biblioteki.

PS. Prywatnie kupiłam sobie na wyprzedaży „Papugę Flauberta” J. Barnesa i „Wiersze i ćwiczenia” Cz. Miłosza – 9,90 za sztukę! (tylko dwie, bo niedługo książki będę już musiała wynosić na przechowanie do sąsiadów ;-( )

Read Full Post »

Sezon makulaturowy uważam za rozpoczęty!

Dziś pojechałam zawieźć do skupu część uzbieranej przez zimę makulatury (dziesiątki kilogramów zachomikowała dla nas jak zwykle mama naszego ucznia Artura – dziękujemy! :-)).

Nasze papierki trafiły na taką kupę – jak jest olbrzymia można zobaczyć, porównując jej wysokość z kołem samochodu, które widoczne jest na zdjęciu po prawej. Póki co pozbyłam się troszkę ponad 200 kg, dostałam za to 73 zł, za które oczywiście kupię Wam to, czego sobie zażyczycie. A to dopiero początek dodatkowych funduszy na nowości!

Makulat

A z ostatnich zaskórniaków makulaturowych kupiłam do biblio książkę „Oro” (Wydawnictwo Marginesy, 2012), którą napisał duet ukrywający się pod pseudonimem Marcel A. Marcel (Dana Łukasińska i Olga Sawicka).

oroKsiążka miała bardzo dobre recenzje w kilku czasopismach. Opowiada o Lenie – trzynastolatce, której do tej pory nie układało się w życiu. Dziewczyna mieszka w domu dziecka i zalicza coraz to kolejne rodziny zastępcze, nigdzie nie może jednak zagrzać na dłużej miejsca.

W końcu trafia do małżeństwa, które zaadoptowało już wcześniej piątkę dzieci. Lena boi się, że ta rodzina – tak jak pozostałe –  również ją odrzuci. Wtedy ucieka się do pomocy Oro – towarzysza, którego widzi tylko ona. (Bo Lena ma w ogóle niespotykane zdolności, np. „słyszy” to, co mówią przedmioty.) Nie będę pisała, jaką rolę odegra w jej życiu Oro – zepsułabym Wam całą przyjemność czytania!

Warto zwrócić uwagę na ciekawe ilustracje do książki. Wykonał je Krzysztof Ostrowski – wokalista zespołu Cool Kids of  Death, który jest też m.in. autorem komiksów.

Oro_ilustr

Ilustracja Krzysztofa Ostrowskiego do książki „Oro”.

Read Full Post »

W skupie surowców wtórnych, gdzie zawożę makulaturę, pracuje pan, który uwielbia czytać. Za każdym razem, kiedy się tam pojawiam, opowiada mi o szaleńcach, którzy przywożą do skupu książki, nie zdając sobie sprawy z ich wartości. Ale to i lepiej dla niego – dzięki ich ignorancji jego biblioteczka stale się powiększa.

I tak sobie gawędzimy, opowiadamy o lekturach, upodobaniach literackich i takich tam. W każdym razie miło oddaje się tam makulaturę.

Ostatnio znowu pojechałam. Pan pokazał mi ułożone pod ścianą stosiki tego, co wydobył spośród starych gazet, ulotek reklamowych i tektury. Grzesiuk, Gombrowicz, klasyka sensacji i  trochę kryminałów z lat 70. Aż czasami chciałoby się popracować w takim skupie i też coś dla siebie wygrzebać. (Pamiętam, że kiedy chodziliśmy jeszcze w podstawówce oddawać makulaturę – każdy szedł ze swoim pakunkiem przewiązanym sznurkiem – ja zazwyczaj więcej z tego skupu wynosiłam, niż oddawałam. Już wtedy te książki tak jakoś do mnie lgnęły 😉 )

Podziwiam więc jego zdobycze, rozmawiamy znów o tych, co to świętokradczo oddają tam książki, a potem podchodzę do ogromnej góry papierzysk. Z boku leży pudło, w którym na samej górze błyszczy kolorowa okładka „Podróży za jeden uśmiech”. To nowa książka, nie ma w środku żadnej pieczątki – znaczy, że nie pozbyła się tego żadna biblioteka (jeszcze by!), ale jakaś osoba prywatna. (Biblioteki też oddają na makulaturę książki – ale zazwyczaj tak stare i  zniszczone, że nikt nie chce nawet kupić ich z regału „za symboliczną złotówkę”.)

Sięgnęłam głębiej do pudła.

-O! „Język angielski w trzy tygodnie” – za to w antykwariacie dali by komuś piątkę jak nic – mówię.

Schyliłam się jeszcze raz i z samego dna kartonu wyciągnęłam „Łamigłówki liczbowe”. Też nowe, owszem, komuś się chyba domowa biblioteczka znudziła i tu ją przywiózł, ale w tej książce moją uwagę przykuł od razu kod kreskowy przyklejony na okładce. Dziwnie znajomy… Zajrzałam do środka: oczywiście!

 – Proszę pana – powiedziałam do znajomego ze skupu – ktoś tutaj oddał wśród swoich prywatnych książek tę oto, którą pożyczył z biblioteki, pewnie nie zauważył, albo zapomniał, że to nie jego. To jest książka z biblioteki szkolnej z naszego miasta, gdzie pracuje moja koleżanka. Niemożliwe, żeby ona sama się tego pozbyła, przecież pan widzi, że to nówka…

Pan wyjął mi książkę z rąk, czym przerwał mój słowotok, i  – jakby uprzedzając o sekundę moją prośbę – powiedział:

– Wie pani co, my tu mamy setki książek z pieczątkami, nie możemy ich przecież wszystkich oddać!

Po czym wyrwał stronę tytułową z pieczątką, a książkę rzucił na stertę.

– No i po sprawie – powiedział.

Aha – pomyślałam – pan chce pokazać, kto tutaj rządzi. Co nietrudne, kiedy wziąć pod uwagę jego stan tego dnia – że nazwę go eufemistycznie: wskazujący na skończoną jakby przed chwilą niezłą imprezę.

Bez słowa wypakowaliśmy moją makulaturę na wagę, a kiedy przyszło do wypisywania kwitka, pan spojrzał na mnie i powiedział:

– Chyba ma pani dziś zły humor, prawda?

Nic nie odpowiedziałam, zacisnęłam tylko usta i rzuciłam mu dwa gromy z czeluści moich zielonych ócz.

– Co się stało? Pani się gniewa o tamtą książkę? Naprawdę? Ja nie chciałem, żeby to tak wyszło, przysięgam! Nie wiem, czemu tak zrobiłem. Niech się pani uśmiechnie. Pani zawsze taka uśmiechnięta, pogada z człowiekiem, a jak pani teraz tak na mnie spojrzała, to aż mnie zmroziło…

– O, zmroziło pana? No cóż, nie dziwne, skoro tutaj jest jakieś minus dziesięć – rzuciłam.

– Ale nie, mnie tak zmroziło na wskroś i do serca. Proszę, niech się pani uśmiechnie, bo ja pani nie dam tego kwitu. Chce pani, to ja zaraz przekopię  ten cały stos i dam pani wszystkie książki z pieczątkami, tylko niech pani nie będzie na mnie zła!

– Ale ja nie chcę wszystkich! Ja chciałam tylko TAMTĄ – wskazałam głową miejsce, gdzie ciągle leżała znaleziona przez przypadek książka.

– Już, pani Izuniu, już idziemy, ja pani ją dam, tylko proszę o jeden uśmiech, niech już pani się na mnie nie gniewa.

Uśmiecham się niemrawo.

– Nie, nie tak udawanie – naprawdę niech się pani uśmiechnie. Tak jak zwykle. Już dajemy książeczkę, proszę bardzo – powiedział, biegnąc do góry papierzysk. Wygładził okładkę „Łamigłówek liczbowych” i z nagłą czułością zaczął przecierać ją wierzchem rękawa o czystości złomu, który przyjmował i przerzucał przez ostatni miesiąc. Oby tylko nie napluł na nią i nie próbował jeszcze polerować – przemknęło mi przez myśl i szybko wyciągnęłam rękę po książkę.

– Dziękuję bardzo, koleżanka będzie na pewno zadowolona – mówię, i uśmiecham się tak, jak zwykle.

Koleżanka była bardzo zadowolona.

Uratowana...

Read Full Post »

Będę trochę monotematyczna, ale dziś znów napiszę o sklepie na A.

Muszę, bo oto po 12 latach stoisko z książkami w sosnowieckim Auchan doczekało się w końcu prawdziwej konkurencji: na pasażu tego centrum handlowego otwarto właśnie księgarnię sieci Matras.

Auchan w Sosnowcu był jedynym w okolicy sklepem tego typu, w którym brak było księgarni z prawdziwego zdarzenia. Książki można było kupić jedynie na hali głównej: kilka regałów mieściło jednak tylko najpoczytniejsze nowości, poradniki o tym i owym, słowniki i kompendia oraz książeczki dla dzieci.

Nowo otwarta księgarnia kusiła dziś rabatami i wyprzedażami, którym z przyjemnością uległam. Do biblioteki kupiłam:

Philips Steele „Maria Skłodowska-Curie” (Wyd. MWK, 2010)

Chociaż Rok Marii Skłodowskiej odszedł do historii dwa tygodnie temu i takiej histerii na jej punkcie jak w 2011 już raczej się nie przewiduje, to i tak kupiłam Wam pięknie wydaną na kredowym papierze książkę o naszej słynnej na całym świecie rodaczce.

Wiem, że się przyda, bo dzięki nauczycielce historii, Agacie Durbacz, która zleca uczniom przeczytanie lektury historycznej w każdym semestrze, notuję wielki ruch w książkach tego rodzaju.

Scott Christianson „Więzienia świata” (Wyd. Muza SA, 2006)

Dla tych, którym historia o odkryciu polonu i radu wydaje się nie dość sensacyjna mam pozycję książkową o cięższym kalibrze.

I ją z powodzeniem można zaliczyć do „lektur historycznych”. Opisano w niej dzieje więziennictwa od czasów starożytnych aż po współczesne. Przeczytacie więc m.in. o Tower, Bastylii, Sing Sing i Alcatraz, a także o szaleńczych próbach ucieczek i buntach więźniów.

W środku jest mnóstwo zdjęć i rysunków, a czytając same tylko podpisy pod nimi można się dużo dowiedzieć o jednej z najstarszych instytucji stworzonej przez społeczeństwo.

Christie Wyder Hickey „Pleciuga” (Wyd. Muza SA, 2006)

Narratorką i bohaterką książki jest nastoletnia Caroline – tytułowa Pleciuga, której przyszło żyć w patologicznej rodzinie. Opowiada o jej rozpadzie i trudnych relacjach oraz o swoim nieszczęśliwym dzieciństwie. Kupiłam tę książkę z rozmysłem, bo młodzież domaga się i takiej literatury – a nie tylko opowieści o pierwszych miłościach i historii zakończonych happy endem.

I na deser jeszcze coś dla naszych nauczycieli i rodziców:

Niccolò Ammaniti „Jak Bóg przykazał” (Wyd. Muza SA, 2008)

Dwie rzeczy przekonały mnie do zakupu tej powieści: cena (4,90) i fakt, że autor otrzymał za nią w roku 2007 najbardziej prestiżową włoską nagrodę literacką: Premio Strega. To nawet więcej, niż gdyby dostał u nas Nagrodę Nike, bo ta przyznawana jest od 1997 roku, a Strega – aż od 1947!

Za wszystkie te książki zapłaciłam 22 zł. Wiadomo, z makulatury.

Read Full Post »

Nieoczekiwane wyprzedaże książkowe w „Auchan” to jest to, co bibliotekarki z małymi funduszami lubią najbardziej. Pod stosem tysięcy książeczek dla dzieci w twardych oprawach, przewodników turystycznych po dziwnych miejscach, czy tanich wydań nieczytanych przez nikogo lektur zawsze znajdzie się coś, co chętnie bym widziała w zbiorach naszej biblioteki.

Chęć przeradza się w pewność zakupu, kiedy pod czytnikiem okazuje się, że cena książki jest czterokrotnie niższa od tej podanej na okładce. Musielibyście widzieć wtedy mój wzrok – to jest radosny szał 🙂

Wiadomo, że takie tańsze egzemplarze są zawsze trochę sfatygowane – tu zagniecione, tam naderwane, czy po prostu już po tysiąckroć przewertowane przez oglądających – ale to nic nie szkodzi. Uszkodzenia tego typu nadają się do ekspresowego naprawienia i nie przeszkadzają potem w niczym szczęśliwym czytelnikom, którzy tylko czyhają na rzut nowości  (nawet, jeżeli te nowości nie są znów takie zupełnie nowe).

Tak oto za grosze (trzeba dodać: grosze makulaturowe) do księgozbioru wpadły nam:

„Skarby” Joanny Gromek-Illg (Wyd. Prószyński i S-ka, 2010)

Sięgnęłam po tę książkę, bo przyciągnęło mnie smakowite zdjęcie filiżanki z kawą. Kiedy spojrzałam na nazwisko autorki od razu pomyślałam, że musi to być żona redaktora naczelnego Wydawnictwa „Znak”, Jerzego Illga. Z tyłu okładki przeczytałam, że to polonistka i filozof, scenarzystka i reżyserka filmów dokumentalnych, krytyk literacki, a „Skarby” to jej debiut powieściowy.

Książkę połyka się w jeden wieczór. To bardzo przyjemna opowieść rozgrywająca się w miłych okolicznościach miasta Krakowa (a zwłaszcza rynku tego miasta, gdzie w kawiarni pracuje dwójka bohaterów: kelnerka Monika i szatniarz Mikołaj).

Jest tam wątek miłosny, jest literacki i kryminalny związany z ciągnącą się przez lata przebudową rynku, która zakończyła się oddaniem dla publiczności wspaniałego muzeum podziemnego.

 

„4 czerwca” Joanny Szczepkowskiej (Wyd. Znak, 2009)

To wspomnienia autobiograficzne, ułożone chronologicznie obrazki.

Teksty Szczepkowskiej są krótkie, opowiedziane prosto, a przez to wzruszające. Autorka buduje z tych opowieści, niczym z małych klocków, obraz machiny komunizmu w Polsce. I jest to obraz przemawiający do wyobraźni czytającego (nieważne, czy takiego, co komunizm odczuł na własnej skórze, czy też zna go tylko z opowieści) o wiele lepiej, niż szczegółowe kompendia dotyczące historii tego okresu.

Ja przy czytaniu tej książki nie jeden raz się wzruszyłam.

Tę książkę trzeba przeczytać!

„Piasek ze szkła” Joanny Szczepkowskiej (Świat Książki, 2010)

Widać, że pisarce (i – nie zapominajmy – aktorce) najlepiej wychodzą formy krótkie, które zebrać można potem w całość. Tak jest w tym przypadku: książka to zbiór felietonów, które ukazywały się w „Gazecie Wyborczej” w latach 2004-2009.

Szczególnie lubiłam te teksty Joanny Szczepkowskiej – zawsze były jednymi z pierwszych, które czytałam w „Obcasach”. O niedawna już ich tam nie publikuje, chociaż w którymś z ostatnich numerów, chyba świątecznym,  znów – gościnnie – pojawiła się ze swoim felietonem, w którym za każdym razem potwierdza niesamowitą zdolność obserwacji tego, co nas otacza: ludzi, rzeczy, zjawisk.

„Królowa Cieni” Marcusa Sedgwicka (Nasza Księgarnia, 2010)

To książka dla młodych czytelników, którzy lubią się bać. Nie będzie tutaj jednak pięknych wampirów –  tworów współczesnej, młodzieżowej literatury i kultury popularnej,  do których tak przyzwyczajone są fanki serii „Zmierzch”. Autor eksploatuje stare wierzenia, mity i legendy o wampirach.

Akcję umieścił w zimowej scenerii tajemniczej wioski Chust w siedemnastowiecznej Transylwanii, gdzie wierzy się mocno w zjawiska nadprzyrodzone i za realne zagrożenie uznaje ingerencje niejakiej Królowej Cieni. Bohaterami ksiązki są Peter i jego ojciec Tomas – drwal, który skrywa pewną tajemnicę…

Read Full Post »

Older Posts »