Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Inwentaryzacja’

Co to skontrum, i czym ono pachnie, dowiedziałam się już dawno temu, kiedy jako nastolatka pomagałam przy nim w słynnej Filii nr 2 naszej będzińskiej książnicy. Później miałam też z nim do czynienia w innych bibliotekach. Z doświadczenia i obserwacji wiem, że skontrum powoduje u bibliotekarzy gwałtowny wzrost ciśnienia i odruch… wiadomo jaki. Bo to przecież niezła harówka, żmudna (i na dodatek odpowiedzialna) praca, kiedy do ręki trzeba wziąć po kolei każdą ze stojących na półkach książek, otworzyć, sprawdzić numer z inwentarzem i skreślić go na arkuszu kontroli. A przy tym wyjaśniać setki rzeczy w trakcie, a na koniec znaleźć jeszcze ewentualnie błąd ostateczny – wśród dziesiątek arkuszy-płacht służących do przeprowadzania takiej inwentaryzacji. (Tak one wyglądają.)

Kiedy dawniej myślałam o skontrum w mojej biblio robiło mi się słabo – miałam przed oczyma te wszystkie kolorowe skreślenia numerów (ubytki – na czerwono, u czytelnika – na zielono, na półce – na niebiesko itd.), to szukanie i sprawdzanie w inwentarzach, to liczenie, podsumowywanie – koszmar jakiś.

Dziś oficjalnie w naszej biblio rozpoczęło się skontrum, ale próżno szukać u mnie jakichkolwiek oznak podwyższonego ciśnienia czy choćby malującej się na twarzy chęci natychmiastowej ucieczki. Te objawy towarzyszyły mi tylko od czerwca 2010 do stycznia 2012 r., kiedy tworzyłam w programie Mol Optivum bazę wszystkich książek. Teraz, kiedy już ją mam, skontrum w Molu to pikuś!

Przynosi sobie człowiek po kolei z półek partię książeczek i podstawia kod kreskowy każdej z nich pod czytnik. Program sam wyszukuje numer i pyta uniżenie, jak na poniższym obrazku:

scontr01

Czy na pewno zainwentaryzować podany egzemplarz? …Ależ proszę bardzo, Janie… 🙂

A my tylko – jakby z łaski lub od niechcenia – zatwierdzamy jego pytanie enterem (lub ewentualnie nie zatwierdzamy, jeżeli okazuje się, że program pyta o inny numer, niż my właśnie trzymamy w ręku; w takim wypadku uruchamiamy opcję: bibliotekarzu, napraw sobie błąd ;-)).

Jest to wszystko proste, bezbolesne i szybkie. Oczywiście najpierw musi boleć (żmudne i monotonne wprowadzanie danych do programu – każdego, nie tylko Mol). Za to później, kiedy już mamy kompletną bazę – można na niej szaleć wzdłuż i wszerz, co właśnie robię z rozkoszą.

Jak skontrum działa w Molu? Po zaznaczeniu w programie opcji rozpoczynającej inwentaryzację tworzy się lista wszystkich posiadanych przez bibliotekę książek. Każde sczytanie kodu książki (lub wpisanie numeru inwentarzowego, jak kto woli) powoduje automatycznie wykreślenie danej pozycji z tej listy.

Po przewróceniu do góry nogami wszystkich regałów i wszystkich zakamarków w naszej bibliotece lista powinna zostać pusta. To oczywiście najbardziej optymistyczna wersja, kiedy cudem okaże się, że wszystko się zgadza i nie brakuje żadnej pozycji (taaa…)

scontr02

Narzędzia skontrowca Molowego 🙂

Przy wersji mniej optymistyczniej (lub: normalnej) na liście pozostaną pewnie jakieś książki. Jeżeli żadne z nich nie zostaną już odnalezione (na przykład tak, że pani Zosia przynosi mi słownik, który rok temu wzięła sobie bez mojej wiedzy, ale dosłownie na momencik, a teraz nagle wydobyła go z biurka spod stosu kartkówek) – to wykaz tych pozycji staje się naszą listą braków względnych. Co ważne – tych braków nie wykreśla się z inwentarza, a traktuje jako „możliwe do odnalezienia” aż do następnego skontrum. Dopiero przy następnej inwentaryzacji te braki względne, które się powtórzą, stają się brakami bezwzględnymi i możemy je ubytkować.

Protokół po takim skontrum tworzy się sam, nie musimy nic wyliczać i sumować. Nasza praca ogranicza się więc do dostarczenia przed oblicze czytnika wszystkiego, co posiadamy w bibliotece. Tyle. Życzę wszystkim bibliotekarzom takiej bezbolesnej inwentaryzacji!

Jedyny mankamencik mojego skontrum: muszę koniecznie przyciszyć dźwięk czytnika, bo dziś po ośmiu godzinach ciągłego „piiiiiiiiip” (czytnik) – „bach” (enter) mam głowę wielkości halloweenowej dyni. W sumie – niezły beat 🙂

Read Full Post »

Tak, myśleliście pewnie, że moje zapewnienia o wpisywaniu książek do programu komputerowego podczas wakacji to jakieś bujdy. A tu nie. Do dziś wpisałam już troszkę ponad 500 pozycji. Hmmm… Zostało „jedynie” 10 tysięcy… Co oznacza, że pozostałą część danych wprowadzała będę już w roku szkolnym. Korzystanie z biblioteki może być wtedy trochę utrudnione, ale za to później: luksus! Wypożyczenie czy oddanie książki zabierać będzie już chwilkę – piiiik – jak w supermarkecie – i gotowe! Nie mówiąc już o katalogu online całego księgozbioru, w którym będzie można sprawdzić dostępność książki, albo ją zamówić. Ameryka, proszę Państwa!

W bibliotece planowane jest również małe malowanie, więc po wakacjach będzie tutaj pięknie, czysto i nowocześnie 🙂

Do zobaczenia więc po wakacjach i życzenia średnio gorącego wypoczynku! 🙂

Wasza bibliotekarka

Read Full Post »

Nieduży, zgrabny, nowoczesny. Laserowy!

Czytnik kodów kreskowych.

Decyzja o jego zakupie pojawiła się nagle i nieoczekiwanie, praktycznie chwilę potem już leżał na moim biurku – gotowy do usług.

Wraz z nim pojawiło się 11 rulonów kodów kreskowych – pakowanych po tysiąc każdy.

I teraz już nic nie będzie takie samo, jak wcześniej…

Czeka mnie bardzo frapujące zajęcie – wprowadzenie do programu bibliotecznego, który posiadam – danych wszystkich książek, których jeszcze nie wprowadziłam (czyli jakieś 10 tysięcy) i naklejenie na nich – oraz na tych, które są już wpisane – kodów kreskowych. Kiedy już to zrobię (czyli za chwilkę, za momencik:-) będę mogła  wreszcie zrezygnować z prowadzenia papierowej kartoteki z kartami czytelników i książek, a biblioteka naszej szkoły wkroczy –  zautomatyzowana – w wiek XXI (aczkolwiek z dziesięcioletnim opóźnieniem).

Teraz – rzecz jasna – z wielką chęcią zrezygnuję z pięknych widoków i udeptywania górskich szlaków, powiewu morskiej bryzy, uczucia gorącego piasku pod stopami – będę przez całe wakacje wklejać kody, wczytywać do programu, wklejać kody, wczytywać do programu, wklejać kody… – i tak 11 tysięcy razy 😉

PS. Czytnik, który posiadam, to  model, który do użytkowania z moim programem bibliotecznym zaleca jego dystrybutor. (Inne też oczywiście by działały). Z tym, że mój kosztował dwa razy mniej, bo wyszukałam ofertę firmy, która za ten sam sprzęt nie nalicza kosmicznej marży – co pragnącym zakupić takowe urządzenie poddaję pod rozmysł.

A oto bohater dzisiejszego wpisu:

Read Full Post »