Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Doktorat honoris causa dla Mrożka’

Sławomir Mrożek, kultowy polski pisarz, dramaturg, który od wielu lat mieszka w Nicei, przyleciał do kraju, żeby 23 marca odebrać tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. Uroczystość odbyła się przed południem w Teatrze Śląskim w Katowicach (skąd pochodziła pierwsza żona Mrożka, malarka – Maria Obręba).

Dziś przy Teatrze Śląskim każdy mógł natknąć się na Sławomira Mrożka.

Tego samego dnia o godz. 17 zapowiedziano spotkanie z czytelnikami – w katowickiej księgarni Matras na ul. Stawowej Mrożek miał podpisywać książki.

Zanim jeszcze dotarłam do księgarni wiedziałam, że widok przed nią będzie następujący:

W środku księgarni, na samym początku kolejki spotkałam znajomą ze studiów. Powiedziała, że miejsce zajęła przed 15.30… Nie stanęłam w długaśnym ogonku, bo nie miałam tego dnia zbyt dużo czasu, poza tym autograf pisarza udało mi się zdobyć 1,5 roku wcześniej, w Krakowie. Chciałam zrobić tylko kilka zdjęć, więc spokojnie czekałam na autora wewnątrz księgarni.

Pewna pani, która z trudem mówiła po polsku, patrząc na tłum za oknami powiedziała do stojącego obok pana, że to niesamowite, co tutaj się dzieje. U nich, we Francji, nigdy nie przyszłoby na spotkanie z pisarzem tyle ludzi! Pan chwycił za telefon i mówił do kogoś: Gdzie macie tego waszego reportera??? Może niech on tutaj przyjdzie i zrobi trochę zdjęć – tu jest taki tłum czekający na Mrożka!

I chociaż wszyscy w tym tłumie grzecznie wyczekiwali na przybycie gościa, czuć było, że atmosfera jest dosyć napięta. Wszystko to pękło w momencie, kiedy Mrożek w końcu przyjechał: obsługa księgarni nerwowo powtarzała, żeby nie robić zdjęć – ale każdy i tak robił. W takim momencie można by kazać ludziom przestać oddychać, odniosłoby to podobny skutek. Później, przez trzy minuty, kiedy zdjęcia można było właśnie pstrykać, zrobiłam same nieostre, wiadomo – z poruszenia 🙂

Potem zasugerowano, że co prawda wewnątrz już nie, ale można robić zdjęcia z zewnątrz, przez szybę. Wyszłam więc i zrobiłam kilka fotek, ale pomyślałam też, żeby nagrać krótki filmik. Stanęłam przed witryną księgarni, blisko szyby, i zamarłam na kilkanaście sekund…

W fonię wdarł mi się nagle karcący głos pani z księgarni, żeby nie robić zdjęć z fleszem. Nie wiem doprawdy, jak można wpaść na pomysł, żeby robić przez szybę zdjęcie z fleszem, ale nic to – wytłumaczyłam, że wcześniej nie robiłam zdjęć z błyskiem, a teraz próbowałam tylko nakręcić filmik. Pani poszła. Zaczęłam drugie nagranie – po 15 sekundach pojawił się na nim zdenerwowany głos kolejnej pani mówiącej, że przed chwilą mnie przecież proszono, żeby nie robić zdjęć z fleszem! Ręce mi opadły i znowu musiałam przestać nagrywać…

Jak wytłumaczyć, że osoba, do której należało kierować te uwagi najspokojniej w świecie sobie błysnęła i wtopiła się szybko w tłum, a ja, stojąc przed szybą zbieram tylko niezasłużone cięgi? Ale nawet wtedy, kiedy pokazałam, że aparat nastawiony jest na nagrywanie, pani zagroziła: bo skończy się podpisywanie! Groźba nietrafiona podwójnie, bo nie przyszłam po autograf i nie ja błyskałam fleszami po oczach pisarza. Zawsze wydawało mi się, że robienie zdjęć różni się zasadniczo od kręcenia filmów, i że to wyraźnie widać, ale okazuje się, że chyba nie.

Na przyszłość będę musiała zaopatrzyć się w jakiś lekki transparencik, widoczny dobrze z daleka: „właśnie kręcę filmik”, a na melodię „to nie ja byłam Ewą” będę nuciła „to nie ja błyskałam fleszem”…

A póki co:

Plakietka, którą rozdawano na krakowskim Rynku w 2010 roku, gdzie Mrożkowi na urodziny zatańczono tango...

A to krótki filmik, który w końcu udało mi się nagrać 😉

Aktualizacja (28.03.2012)

Dzięki uprzejmości katowickiej księgarni, która przesłała mi zdjęcia z wizyty pisarza,  zamieszczam tutaj kilka fotek zrobionych dla „Matrasu” przez dobrego fotografa i dobrym sprzętem.

Ich autorem jest Paweł Raźniewski.

Read Full Post »