Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘„Dobre dziecko”’

„Dobre dziecko” – najnowsza, dziewiąta książka Romy Ligockiej pojawiła się w księgarniach tydzień temu. Od tego czasu pisarka promowała ją już we Wrocławiu i Bielsku-Białej. We wtorek, 4 grudnia, odbyło się spotkanie z (nie tylko) krakowskimi czytelnikami. W foyer Teatru im. J. Słowackiego poprowadził je – podobno na życzenie Romy Ligockiej – Krzysztof Ibisz.

R_Ligocka_Krakow07

R_Ligocka_Krakow08

Ligocka nigdy nie lubiła filmów wojennych, o Holokauście, ale kiedyś dała się namówić przyjaciołom na pójście do kina na taki film. I całe szczęście, bo w jednej ze scen „Listy Schindlera” (1993) Stevena Spielberga zobaczyła krakowskie getto, a w nim dziewczynkę w czerwonym płaszczyku. Ją samą z przeszłości.

Kiedy opowiadała dziennikarzom, że ta dziewczynka z filmu to tak naprawdę ona (rzeczywiście miała w czasie wojny czerwony płaszczyk) – nikt się tym nie zainteresował. W końcu postanowiła napisać o tym trudnym dzieciństwie – życiu w getcie i ukrywaniu się u polskiej rodziny, oraz o swoich późniejszych losach. Tak powstała najsłynniejsza książka Ligockiej „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” (1. wydanie: 2001 r.)

Po prawej na ekranie zdjęcia Romy Ligockiej z młodości.

Po prawej na ekranie zdjęcia Romy Ligockiej z młodości.

Później opublikowała jeszcze jedną powieść, w której porusza sprawy związane z wojną, aczkolwiek akcja osadzona jest we współczesności. To „Tylko ja sama”, gdzie pisze o przeszłości swojego ojca i walczy o jego dobre imię (był w obozie w Płaszowie, zmarł w 1946 r.) Książka ma ponad 400 stron, ale Roma Ligocka pisze tak, że nie sposób się od tej powieści oderwać. Pamiętam, że zaczęłam ją czytać pewnego wieczoru i zarwałam noc, bo po prostu musiałam doczytać do końca.

Nawet ci, którzy mieli podczas tego wieczoru grać woleli czytać książkę Romy Ligockiej.

Nawet ci, którzy mieli podczas tego wieczoru grać, woleli czytać książkę Romy Ligockiej.

Kolejne książki pisarki to zbiory felietonów, które publikuje od lat w magazynie „Pani”: „Znajoma z lustra”, „Wszystko z miłości”, „Czułość i obojętność”, „Księżyc nad Taorminą”. Wszystkie czyta się doskonale, o czym wiem ja i wszyscy wielbiciele jej twórczości, którą przetłumaczono aż na 22 języki!

R_Ligocka_Krakow01

R_Ligocka_Krakow02

R_Ligocka_Krakow06

„Dobre dziecko” to kolejna powieść wspomnieniowa. Jak powiedziała pisarka podczas spotkania – o tematyce jeszcze trudniejszej niż „Dziewczynka”. Choć mogłoby się wydawać, że nie ma nic gorszego niż Holokaust, Ligocka przyznała, że były w niej traumy, które bolały bardziej, obszary, do których trudno się przyznać, bo dotyczą samego człowieczeństwa. Musiała dojrzeć, dlatego tak długo zwlekała z napisaniem tej książki. Za to, kiedy już o tym zdecydowała – pisała wszystko na jednym oddechu. A pierwsze zdania najnowszej powieści postawiła tego lata w Argentynie – z dala od miejsc, z którymi związana jest książka, co sprzyjało dystansowi do tematu. (Autorka zaznaczyła, że nie pisze na komputerze, a odręcznie!)

W ubiegłą niedzielę za sprawą Romy Ligockiej po raz kolejny zarwałam noc. W radiowej „Trójce” audycję prowadziła Grażyna Dobroń, a jej gościem była właśnie pisarka. (Audycji można posłuchać tutaj.) Dwugodzinna rozmowa dotyczyła syndromu „dobrego dziecka” – tego, o czym pisze Ligocka w swojej najnowszej książce. Sprostać oczekiwaniom rodziców, starać się być wzorową córką, synem – to wszystko nie pozostaje bez wpływu na późniejsze życie. Wieczne poszukiwanie akceptacji, wszystkie działania służące uzyskaniu aprobaty innych, czekanie na to, by ktoś „pogłaskał nas po głowie” i dał do zrozumienia, że jesteśmy „fajni” – na tym zasadza się dorosłe życie tych, którzy w dzieciństwie bardzo łaknęli pochwał, ale rzadko je otrzymywali. Obecne były tylko wymagania.

Roma Ligocka pisze w „Dobrym dziecku” o czasie, kiedy jej matka, już po śmierci męża, romansuje z żonatym mężczyzną. Roma, która wchodzi powoli w okres dojrzewania, oczywiście się przeciwko temu buntuje. Trauma po Holokauście, ale również trudna sytuacja uczuciowa i dezaprobata córki powodują, że Teofila Ligocka kilka razy próbuje odebrać sobie życie. Roma walczy o matkę, pilnuje jej i próbuje zapobiegać samobójstwom. Oczywiście nie pozostaje to bez wpływu na nią samą: obarcza się winą za te sytuacje, wyrzuca sobie, że nie dość kocha matkę, bo też i zresztą ta właśnie tak do Romy mówi. W konsekwencji autorka zapada na anoreksję.

Pisarka powiedziała, że w czasach, kiedy ona chorowała, dla takich osób nie było żadnego wsparcia. Dziś wiedza o anoreksji jest już pełniejsza, a chorzy mogą liczyć na leczenie i terapię, ale niektórzy wciąż bagatelizują tę chorobę. Jak mówiła podczas spotkania jedna z pań – niektórzy sądzą wciąż, że to przypadłość głupiutkiej dziewczyny, która chce się odchudzać, żeby chodzić po wybiegach. Nic bardziej mylnego. Anoreksja jest jak alkoholizm – obecna przez całe życie chorego, nawet wtedy, kiedy wydaje się, że została wyleczona. I – co zatrważające – jeżeli zdarzy się, że pewnego razu wszyscy przyjaciele osoby, która była chora, odejdą – anoreksja ją przytuli… Z wiadomym skutkiem.

Dlatego Roma Ligocka powiedziała, że o anoreksji należy mówić i nie wolno się jej wstydzić, a osoby dotknięte tą chorobą trzeba wspierać. Podkreśliła, że przez tę książkę chce być głosem uzależnionych. Tych, którzy nie mają – tak jak ona – możliwości, żeby o tym wszystkim głośno mówić. Spodobało mi się to, co powiedziała: czas nie leczy ran, ale uczy się z nimi oswoić.

Tutaj można obejrzeć i posłuchać, jak autorka czyta fragment swojej nowej książki:

Podczas spotkania Ligocką zapytano m.in. o to, jakie miasto jest najbliższe jej sercu. Odpowiedziała, że nigdzie nie czuje się w domu… Oczywiście najbliższy jest jej Kraków, gdzie przyszła na świat, ale ponieważ przez całe życie bardzo dużo podróżuje, w wielu ładnych miejscach zastanawia się zawsze, czy mogłaby tam żyć. I zazdrości tym, którzy znają odpowiedź na takie pytanie.

To było piękne spotkanie – i Roma Ligocka była piękna w tej długiej czerwonej sukni. Jak róża, którą chętnie maluje (bo trzeba wiedzieć, że Roma Ligocka jest także malarką, ilustruje wszystkie swoje książki). Rozmawialiśmy o trudnych rzeczach, ale były też promyczki optymizmu. Pisarka przywołała pamiętnik swojej babci, który po wojnie jej mama odnalazła w jednym z antykwariatów. Zapiski z roku 1929. Rzeczy, które zaprzątają wtedy głowę Anny Abrahamerowej dotyczą sukienek, koronek, torebek – w chwili pisania to były ważne sprawy. Zupełnie nieistotne dopiero z perspektywy roku 1939, kiedy przyszło „wielkie tsunami” i zmiotło wszystko. Dlatego właśnie trzeba żyć chwilą obecną, doceniać to, co tu i teraz. (Jeżeli dopiszę tutaj „bo zawsze może być gorzej” nie będzie to już miało optymistycznego wydźwięku, dlatego oficjalnie nie dopisuję.)

W książce „Wszystko z miłości” jest rozdział zatytułowany „Dzień luksusu”. Ligocka pisze tam, że należy nam się od czasu do czasu taki dzień, w którym pomyślimy tylko o sobie i zrobimy coś wyłącznie dla siebie. Coś, co sprawi nam wielką przyjemność, frajdę. We wtorek był właśnie taki dzień: dzień luksusu, którego gwiazdą była dla nas Roma Ligocka.

I po spotkaniu...

I po spotkaniu…

O spotkaniu Romy Ligockiej podczas tegorocznych Targów Książki pisałam pod koniec tego postu.

Read Full Post »