Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Co czytali sobie’

Z okazji Dnia Dziecka książkowy powrót do dzieciństwa.

co czytaliMam przyjemność zaprezentować Państwu prawdziwą perełkę czytelniczą. Klejnot ten docenią pewnie Ci, co sami kochają czytanie, bo to książka o tym, co kiedyś czytali sobie inni. Znanych i lubianych o lektury dzieciństwa przepytywali Ewa Świerżewska i Jarosław Mikołajewski – sami ściśle związani z literaturą. („Co czytali sobie, kiedy byli mali?” Egmont 2014)

Zanim rozwinie się opowieść o lekturach lat najmłodszych, osoby indagowane odpowiadają krótko na kilka pytań: o zawód, przezwisko z dzieciństwa, autorytet czy hobby. Michał Rusinek, literaturoznawca, pisarz, były sekretarz Wisławy Szymborskiej obecnie prowadzący fundację jej imienia na pytanie o hobby odpowiada:

Zgadzam się z tym, co powiedział Adorno, że pojęcie hobby, czasu wolnego, nie dotyczy inteligencji. Inteligencja zwykle robi to samo w czasie wolnym co w czasie przeznaczonym na pracę: czyta i rozmawia o tym, co przeczytała.

Cudne 😉

W ogóle opowieści pana Rusinka są urocze: Mały Michał nie umiał odpowiedzieć na pytanie nauczycielki, co zbiera – dopiero pomogli mu koledzy krzycząc, że przecież zbiera książki! Miał ich tak dużo, że kiedy brał udział w jakimś konkursie i dostał w nagrodę kolejną, oddał ją mówiąc, że już taką ma. Wręczający nagrody nachylił się nad nim i syknął mu do ucha: Bierz gówniarzu, nie ma innej. 🙂

Jakie nauki wyciągnęli z lektur dzieciństwa? Kamil Durczok pisze, że w „Tędy i owędy” Wańkowicza nauczył się, że życia, a zwłaszcza samego siebie, naprawdę nie należy brać do końca na serio. Bo wszystko, co uważamy za naszą zasługę, równie dobrze mogłoby okazać się naszą klęską, i na odwrót.

Przy okazji przepytywania Janusza Gajosa dowiadujemy się, że jego pierwszym autorytetem zawodowym był Jan Dorman i jest nam, mieszkańcom Będzina, bardzo miło, bo Dorman związany był mocno z naszym miastem. Prowadził tutaj przez prawie 30 lat Teatr Dzieci Zagłębia, noszący dziś jego imię.

Kazik Staszewski zaczytywał w dzieciństwie „Światową piłkę nożną” Janusza Kukulskiego i „Ilustrowany atlas grzybów” – to były tzw. kiblówki, czyli książki czytane przy dłuższych posiedzeniach.

Dla mnie książka jest ważna, jeżeli żałuję, że się skończyła – mogłaby trwać i trwać

– powiedział Kazik, i zgadzam się z nim w tej opinii.

Zdziwiło mnie wyznanie Grzegorza Turnaua – zapytany o czytelnicze obyczaje, odpowiedział, że nie doczytuje książek z nadmiaru oczekiwań:

Wciągają mnie, aż nagle pojawia się lęk, że koniec będzie gorszy, niżbym się tego spodziewał.

Krystyna Janda od dzieciństwa była molem książkowym – mieszkała nad biblioteką publiczną w Ursusie i chodziła tam codziennie po nowe lektury. Wśród jej ulubionych tytułów dzieciństwa znalazły się książki, które i ja wspominam bardzo miło: „Mała księżniczka” Burnett, „Awantura o Basię” oraz pozostała twórczość Makuszyńskiego.

Paweł Mykietyn, znany polski kompozytor, przyznał się, że kiedy czyta synowi bajki zmienia niektóre zdania, a nawet wkłada do tekstu przekleństwa:

Na przykład: I wtedy czerwony Kapturek powiedział do Wilka: „Ty szmato”. Śmiejemy się wtedy z Leonem do łez.

Wypożyczający tę książkę na pewno uśmiechną się nie raz, czytając o fascynacjach czytelniczych znanych osób i wiążących się z tymi fascynacjami wspomnieniami. A przy okazji powrócą na chwilę do najpiękniejszych momentów dzieciństwa, kiedy świat książki był wciągający, jak żadne inne światy, i nie miał jeszcze tak poważnej konkurencji, jaką dziś jest dla najmłodszych internet.

Read Full Post »