Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Bruno Schulz’

70 lat temu na ulicy w Drohobyczu (dziś na Ukrainie, przed II wojną światową leżącym na obszarze II Rzeczpospolitej) gestapowcy zastrzelili Bruno Schulza, pisarza, gimnazjalnego nauczyciela rysunków, prac ręcznych i matematyki, autora „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą”. To konieczne wyjaśnienia, bo większość gimnazjalistów z twórczością Schulza dopiero się zetknie.

Autoportret Bruno Schulza. Źródło: W. Budzyński „Uczniowie Schulza”, W-wa 2011, s. 11.

Pisarz miał już wyrobione papiery, które pozwoliłyby mu na wydobycie się z drohobyckiego getta. Niestety, nie przydały się. Schulz nie ma mogiły, bo nie wiadomo, gdzie pochowano jego i innych zamordowanych tego dnia mieszkańców miasta.

Mija dziś rocznica jego śmierci, ale w lipcu minęła też 120. rocznica urodzin.

Wyjmuję z półki książkę Wiesława Budzyńskiego „Uczniowie Schulza” (PIW 2011).

A tam tak – czasami odmiennie – wspominają go ci, których uczył w Gimnazjum Władysława Jagiełły:

Wspomina Julian Szklarski:

„Pamiętam, ukazała się ta jego książka „Sklepy cynamonowe”. Kupiliśmy tę książkę i zaczęliśmy czytać. Myśleliśmy, że to o sklepach, w których sprzedawano „szwarc, mydło i powidło”. Taki bowiem charakter miała większość sklepów w Drohobyczu i okolicznych miastach. Nie rozumieliśmy tej książki. Mówiliśmy „myszygene” (szalony) Schulz. I nie tylko uczniowie tak myśleli… ” (s. 33)

Antoni Deręgowski:

„(…) kiedy w końcu dowiedzieliśmy się, że napisał tę książkę, że to jest, jak mówiono, literat, chociaż nawet nie bardzo wiedzieliśmy, kto taki ten literat, to już sam fakt, że ten człowiek, nasz profesor, napisał książkę, to było coś i postanowiliśmy, że musimy ją zdobyć. Nie pamiętam, czy ją kupiliśmy, czy pożyczyliśmy z biblioteki. Wziąłem do ręki, próbowałem czytać, przeczytałem parę linijek i nic z tego nie zrozumiałem!” (s. 20)

Bruno Schulz – projekt exlibrisu biblioteki gimnazjum Władysława Jagiełły w Drohobyczu. Źródło rys.: W. Budzyński „Uczniowie Schulza”, Warszawa 2011, s. 62.

Alfred Schreyer:

„Oryginalna postać, którą trudno zapomnieć, i nie to, żeby miał jakieś cechy zewnętrzne, które rzucały się w oko… Najważniejszą cechą charakteru Schulza była niesłychana skromność. To kogoś, kogo – jak to się mówi – nie słychać i nie widać. Był człowiekiem niezwykle dobrym, sprawiedliwym, nigdy nikomu nie wyrządził żadnego zła. Zawsze cichy, nie podnosił głosu. Jedyny raz, kiedy głos podniósł i dziennikiem ucznia uderzył, to była w gimnazjum wielka sensacja, niesłychany wypadek, że Schulz coś takiego zrobił. Ale to już go ten uczeń musiał bardzo, bardzo wyprowadzić z równowagi.” (. 29)

Cecylia Pawlukiewicz:

„Moja starsza siostra Kazia była wtedy w 6 klasie. To już ostatnia klasa przed gimnazjum. Ją też Schulz uczył. I ona miała nawet tę odwagę, że poprosiła kiedyś o wpis do pamiętnika. Narysował śliczną tancereczkę w ruchu.” (s. 86)

Rysunek Schulza w pamiętniku uczennicy. Źródło rys.: W. Budzyński „Uczniowie Schulza”, Warszawa 2011, s. 67.

Karol Skrężyna:

„Ja nie powiedziałbym, że Schulz był zawsze łagodny. Owszem, był uprzejmy, ale jemu bardzo dokuczali na lekcjach; nie umiał dyscypliny utrzymać i ratował się bajkami. Raz to wściekł się na tego Moroza, bo to chuligan i ciągle dokuczał, a Schulz, jak miał linijkę w rękach, tak go tą linijką wygrzmocił po plecach! Zdenerwował się przy tym bardzo. (…) Potem się uspokoił, podszedł do Moroza i go bardzo przepraszał. Cały Schulz… ” (s. 70.)

Elżbieta Pietraszko:

„Schulz postawił na stole i na czymś tam jeszcze spodeczek i filiżankę z uszkiem i kazał rysować. No i większość z nas rysowała tak, jakby wszyscy siedzieli na wprost, jakby widzieli to przed sobą. I Schulz dostał szału. Powiedział: Przecież jedni widzą tak, a inni tak…pod katem! (…)

To był jeden epizod. Kolejny eksponat to bębenek dziecinny z dwiema pałeczkami, też na jakimś stosie książek, i sytuacja się powtórzyła.

Schulz tym razem tak się zdenerwował, że chwycił te pałeczki, skakał po ławkach, z ławki na ławkę, a było dużo tych ławek, bo stały w trzech rzędach – więc biegał tak po tych ławkach między uczniami i po głowach walił tymi pałeczkami…” (s. 44)

Czesław Biliński:

„Zawsze miał ładne ubrania: dobrze dobrane koszule, garnitury niebieskawe, popielate. (…) Cichy, spokojny, właściwie sprawiał wrażenie, że przeprasza, że żyje. Po korytarzach się przemykał.  (s. 72)

„Zaczęły się bajki. To ciekawe – jako dziecko bajek nie lubiłem, rodzice mi ich sporo czytali, a ja za nimi nie przepadałem. Schulz opowiadał – jak twierdził – tylko bajki „z tysiąca i jednej nocy”. Zastrzegał, że bajek Grimma u niego nie będzie, bo te są okrutne, brutalne, ponure… Tak mówił. A kiedy opowiadał – jakbym to po raz pierwszy słyszał…

Potem w domu sprawdzałem, miałem dużo różnych bajek, lecz takich (jak opowiadał) tam nie było!

Jestem przekonany, że sam je wymyślał.

…Banda cicho siedzi i słucha. Dzwonek, jeden, drugi… Początek następnej lekcji. Schulz w transie… Wchodzi kolejny profesor:

„Panie kolego, bardzo przepraszam, niech mi pan ich odda. Teraz moja kolej!” (s. 76.)

Read Full Post »