Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2012

Na drugich Targach Książki w katowickim Spodku jest więcej wystawców, więcej spotkań z pisarzami i więcej imprez towarzyszących, niż w roku poprzednim. Już przy wejściu miło się zdziwiłam, bo zobaczyłam do kasy kolejkę, jaką widywałam tylko podczas tego typu imprezy w Krakowie. Wewnątrz odniosłam jednak wrażenie, że nie ma wcale wielu odwiedzających. Zobaczymy, organizator na pewno poda ostateczne statystyki po zakończeniu targów.

Odlotowe wejście na Targi Książki.

W tym roku wydrukowano nawet wielki spis wystawców, program targów i plan hali.

Publiczność wyrastała nagle, jak spod ziemi, kiedy na scenie głównej pojawiały się popularne osoby: tak było na przykład, kiedy na sofach zasiedli profesor Jerzy Bralczyk i Michał Ogórek. Jak sami zapowiedzieli już na wstępie: przyszli na targi książki… bez książki. Dopiero w październiku ukaże się owoc ich długich rozmów o „języku i poczuciu humoru”, z którego to wydawnictwa podczas redakcji wycięto podobno wszystko o gramatyce, a zostawiono same żarty. Książka będzie nosiła tytuł „Kiełbasa i sznurek” – w nawiązaniu do popularnej niegdyś wyliczanki: Jurek, ogórek…

Profesor Jerzy Bralczyk i Michał Ogórek.

Michał Ogórek, znany felietonista, powiedział, że siadając do rozmów z profesorem nie wiedział, co powiedzieć, ani do czego dojdą. Na co profesor Bralczyk rzucił, że to bardzo dobrze, bo rozmowa powinna być przyjemnością, a dziś panuje kult rozmowy skutecznej, którą się PRZEPROWADZA. Należy przywrócić przyjemność rozmowie! – zaapelował.

Miło było słuchać obydwu panów, mam nadzieję, że równie miło będzie się czytało ich książkę. Zgromadzonych co rusz rozśmieszały ich opowieści, na przykład o tym, jak to Michał Ogórek cytował Żeromskiego, a później okazało się, że Żeromski wcale takich słów nie napisał. Profesor Bralczyk skomentował wtedy, że świadczy to tylko przeciwko Żeromskiemu. 🙂 Sam profesor często używał w książce cytatów, a kiedy okazało się, że są one trochę przekręcone, i redaktor zabrał się za ich poprawę, profesor kategorycznie mu tego zabronił, twierdząc, że to świadczy o ich rzeczywistości. I dodał, że w „Lalce” jest wiele cytatów z Mickiewicza, a wszystkie z błędami, bo Prus pisał je z pamięci.

-Profesor ma cytat na każdą okazję – powiedział Michał Ogórek. Publiczność podrzucała więc hasło, a profesor miał odpowiedzieć na nie cytatem z „Pana Tadeusza”, którego ma największy zbiór wydań w Polsce. Wyglądało to mniej więcej tak:

Z rozmowy dowiedzieliśmy się też, że profesor Jerzy Bralczyk ma trochę sentymentu do PRL-u (co wynika pewnie z samego sentymentu do czasów młodości, które przypadły na tamten czas), z kolei Michał Ogórek, chociaż urodzony w Stalinogrodzie (czyli w Katowicach), sentymentów takich nie ma.

-Mnie się podobało to, co mówiłem w tej rozmowie – podsumował pracę nad książkę profesor 🙂 Jako że autorzy „Kiełbasy i sznurka” przybyli bez książki, profesor zadeklarował, że zamiast się podpisywać, może udzielać autografów ustnych, czyli autofonów 😉

Ja poszłam krok dalej i poprosiłam profesora Bralczyka o autograf metodą wideo:

Pan Michał Ogórek podpisał się za to chętnie na zbiorze swoich felietonów wydanych kilka lat temu przez „Znak” – „Najlepszy ogórek” i był zadowolony, że książka okazała się lekko sfatygowana po otwarciu, co znaczy oczywiście, że była często czytana, a to przecież dla każdego autora najważniejsze.

Pod sceną główną targów zapełniło się oczywiście także podczas spotkania z Andrzejem Pilipiukiem, który z rozbrajającą szczerością odpowiedział na pytanie, co właściwie mobilizuje go do pisania: ogromny kredyt, który zaciągnął. Póki co udaje mu się żyć z pisania, co w Polce jest dosyć trudne, bo trzeba w takim wypadku pisać dużo i dobrze. Jak powiedział skromnie, pisze książki, które sam chciałby przeczytać, czyli: nieskomplikowane, z sympatycznymi bohaterami i fajnymi przygodami. Jego twórczość ma tak wielu zwolenników, że po rozmowie pisarz jeszcze bardzo długo składał autografy.

Andrzej Pilipiuk.

Chyba ponad godzinę swoje książki podpisywał też spec od przyrody, czyli Adam Wajrak. Jego opowieści o zwierzętach kupowali chętnie i mali, i duzi.

Kolejka do Adama Wajraka.

Wydawnictwa nauczyły się już, że podczas targów trzeba przyciągnąć czytelnika dobrą ofertą cenową. Książki sprzedawane w cenie detalicznej (lub prawie detalicznej) to nie jest zabieg, który zwiększy liczbę kupujących. Z przyjemnością skorzystałam więc w tym roku z oferowanych zniżek. Wydawnictwo „Literatura” przygotowało dla bibliotek biorących książki na fakturę rabat 45%, a na stoisku granice.pl za każdą zakupioną książkę można było wybrać sobie kolejną – gratis!.

Nagroda blogerów książkowych „Złota Zakładka” w kategorii książka dziecięca powędrowała do Joanny Papuzińskiej za „Asiunię” (Wyd. Literatura).

W tym roku wydawca „Kodu władzy” starał się przyciągnąć czytelników za pomocą niestandardowych sposobów.

Jednak jak zwykle najwięcej zainteresowanych było przy książkach na stoiskach antykwariatów, które rozlokowały się w holu głównym Spodka, i gdzie można było wyszperać coś za kilka złotych.

Myślę, że w kolejnych latach Spodek może nam zaserwować prawdziwy odlot z książkami – to przecież dopiero druga edycja targów, podczas których głównym bohaterem jest coś, co u większości społeczeństwa nie cieszy się wielką popularnością. I jak nie wierzę w spodki latające, tak wierzę, że książki powrócą jeszcze do łask.

A na koniec najładniejszy obrazek targowy:

Reklamy

Read Full Post »

Nie zapomnijcie, że od piątku do niedzieli w Spodku trwają drugie już Targi Książki w Katowicach.

Chętni mogą zapoznać się ze szczegółowym programem i listą wystawców tutaj.

Relację z ubiegłego roku można przeczytać tu.

Read Full Post »

Start z TED

Powolutku zaczynamy rozpędzać się w nowym roku szkolnym. Jak zawsze, w drugim dniu szkoły goszczę w bibliotece na zajęciach po kolei wszystkie klasy pierwsze. Nowi uczniowie pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie, bo jeszcze podczas trwania zajęć chcieli wypożyczać książki.

Dziś po południu spotkałam jednego z pierwszoklasistów – poznałam go, bo siedział na ławce i czytał „Harrego Pottera i Insygnia Śmierci”, książkę, którą wziął ode mnie trzy godziny wcześniej. Dla takich chwil warto… być bibliotekarzem 😉

A z okazji rozpoczynającego się roku szkolnego polecam wszystkim, nie tylko nauczycielom, ten filmik z błyskotliwym i pełnym humoru wykładem Kena Robinsona, który twierdzi, że szkoły zabijają kreatywność. Obejrzyjcie, bo warto!

Jego wystąpienie zarejestrowano w ramach znanej na całym świecie konferencji TED (Technology Entertainment and Design), która realizowana jest przez pewną amerykańską fundację.

Celem  TED jest popularyzacja idei, które warto rozpowszechniać (ideas worth spreading). Charakterystyczne dla tych wystąpień jest to, że mówcy (naukowcy, działacze społeczni, politycy) mają na zaprezentowanie jedynie 18 minut.

 Zobaczcie, pośmiejcie się, i wyciągnijcie wnioski:

Read Full Post »

Pierwszowrześniowa impreza „Mariacka Czyta” jest doskonałym powodem, żeby powrócić na blogowe łono po wakacjach.

Mariacka to słynny dopiero od kilku lat deptak Katowic – radość jednych, utrapienie innych. Odkąd ulica została wyremontowana i rozgościły się w niej praktyczne same puby i kluby, życie więdnie tam za dnia, by rozkwitnąć bujnie nocą – aż do rana. I to właśnie miejsce wybrali do doświadczenia na żywej tkance społeczeństwa organizatorzy przedsięwzięcia. Do głośnego czytania w knajpkach zaprosili m.in. pisarzy, aktorów i innych ludzi kultury.

Ulica Mariacka w Katowicach.

Może niezbyt zachęcająca pogoda, a może fakt, że impreza odbywała się po raz pierwszy i niewiele osób o niej wiedziało – sprawiły, że przy czytających nie było tłumów. Kilka osób, czasami tylko przypadkowych przechodniów.

Trochę dziwnie to brzmiało – ulica, która tętni zazwyczaj gwarem głośnych rozmów i mieszającej się muzyki rozbrzmiewała tym razem dźwiękiem zgoła odmiennym – miarowym, czasem nieco monotonnym, charakterystycznym głosem czytającego. Ne zewnątrz prezentował się m.in. Henryk Talar, większość wolała jednak w środku pubów czytać prozę, dokument, poezję, a nawet literaturę popularnonaukową (np. „Szlak architektury modernistycznej w Katowicach” Z. Oslislo).

Henryk Talar czyta „Spiski” W. Kuczoka.

Przed Lornetą z Meduzą czytano książki Wydawnictwa Sonia Draga.

Prof. Jan Malicki opowiada o książce „Jak Polak w Brazylii kolej budował” T .W. Wierzbowskiego.

Magdalena Piekorz czyta „Czarny ogród” M. Szejnert.

Podsumowaniem było spotkanie w Klubie Katofonia, podczas którego Małgorzata Szejnert, Magdalena Piekorz, Aneta Chwalba, Krzysztof Siwczyk i Piotr Uszok czytali wiersze z ostatniego tomu Wisławy Szymborskiej „Wystarczy” (w większości z tego tomu). Spotkanie poprowadził Mirosław Neinert, aktor i dyrektor Teatru Korez.

Od prawej siedzą: Małgorzata Szejnert, Piotr Uszok, Aneta Chwalba.

I on był jednym z czytających tego popołudnia, a głośną lekturę uskuteczniał w wegetariańskiej restauracji „Złoty Osioł”, bardzo zresztą popularnej w Katowicach. Powiedział, że początkowo bardzo dziwnie się czuł, bo czytał przy jedzących, trzaskających talerzami i rozmawiających, co trochę przeszkadzało. Dopiero potem odgłosy te zaczęły mu być obojętne. (Dobrze wiem, jak to wszystko wyglądało, bo w oczekiwaniu na czytanie zamówiłam w „Złotym Ośle” pewne pyszne dania. Kiedy to wszystko pałaszowałam, nagle pojawił się pan Neinert i zaczął czytać przy sąsiednim stoliku.)

Mirosław Neinert czyta „Przygodę na tylnej Mariackiej” W. Turanta, który siedzi obok.

Dyrektor Korezu zapytał też o odczucia koleżankę z teatru, Grażynę Bułkę, która na głos czytała „Cholonka” Janoscha. Aktorka mówiła, że nie trafiło do niej wielu słuchaczy, ale dwie osoby wysłuchały wszystkich fragmentów i były zachwycone książką. I że nawet dla tych dwóch osób warto było czytać. (Mirosław Neinert powiedział wtedy: w przerwach mojego czytania zajrzałem do ciebie do „Trzech Kolorów” – widziałem tam chyba z osiem osób! Grażyna Bułka odpowiedziała: ale sześć z nich to była moja rodzina!!! 😉 )

Głos zabrał też prof. Jan Malicki, dyrektor Biblioteki Śląskiej, który mówił o „migotliwości kultury książki”. Według niego w środkach masowego transportu mało widuje się ludzi z książkami, nie przyzwyczajamy też do niej najmłodszych. Był zadowolony, że doszło do takiej imprezy, jak „Mariacka Czyta”, która wprowadziła element zaskoczenia, pouczenia i przyjemności.

Przy mikrofonie prof. Jan Malicki, po prawej Krzysztof Siwczyk.

Z nastroju uniesienia i zachwytu dla idei wyprowadził wszystkich na chwilę Wojtek Brzoska, poeta, który co prawda był zadowolony, że poezja trafiła do scenerii publicznej, knajpianej, ale jednocześnie żal mu, że trzeba było dopiero wierszy noblistki, żeby wszyscy tak tłumnie przyszli. Bo rzeczywiście, klub pękał w szwach. (Ja myślę, że tłumy ściągnęły do Katofonii nie tylko i wyłącznie przez wiersze Szymborskiej, ale również za sprawą zebranych przy stoliku ludzi, którzy je czytali.) – Dlaczego obecny tu Krzysztof Siwczyk został zaproszony jako aktor i recytator wierszy, a nie autor swojej świetnej poezji? – pytał Brzoska. Według niego w zderzaniu literatury z przestrzenią publiczną trzeba iść dużo dalej – potrzebny jest żywy autor czytający własną poezję, co jest lepszym pomysłem, niż autor czytający cudzą twórczość.

Łyżkę dziegciu do dyskusji dorzuca Wojtek Brzoska.

Mirosław Neinert podchwycił myśl Wojtka Brzoski i poprosił go o wyrecytowanie własnego wiersza. Dzięki temu mogliśmy wysłuchać dodatkowo „Tesco jest wszędzie”, co wyglądało mniej więcej tak (mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale nie udało mi się nagrać wystąpienia od początku):

Neinert sprostował potem, że Krzysztof Siwczyk występuje tego wieczoru w roli poety czytającego wiersze innego poety, a Siwczyk sam zapewnił, że lektura innych poetów jest ubogacająca. Postulował odnowę kultury książkowej, i powiedział, co bardzo mi się spodobało, że jeżeli kultura książki nie jest kulturą jutra, to już dziś jesteśmy w piekle.

Krzysztof Siwczyk czyta wiersz „Przymus” W. Szymborskiej.

A tutaj  „Wzajemność” w wykonaniu Siwczyka:

Dopiero pod koniec spotkania dowiedziałam się, że pomysłodawcą imprezy „Mariacka Czyta” jest Waldemar Patlewicz z TVP Katowice, który opowiedział, co skłoniło go do zorganizowania takiej akcji.

Sprawca czytania na Mariackiej – Waldemar Patlewicz (z mikrofonem).

Otóż podróżował kiedyś pociągiem i przysłuchiwał się rozmowie kilku nastolatków. Jeden z nich zwrócił uwagę na pozostawioną w przedziale gazetę i zakomunikował nagle pozostałym: tutaj piszą o jakimś Norwidzie. Na to oni: a w którym klubie dziś gra?… Wtedy pomyślał, że z taką ignorancją trzeba koniecznie coś zrobić, a literaturę wprowadzić tam, gdzie ci młodzi ludzie przebywają, czyli do pubów i klubów. Stąd właśnie czytanie na Mariackiej. Ma nadzieję, że w przyszłym roku impreza będzie jeszcze większa, a na ulicy będzie można jeść, pić i… czytać.

Takim babeczkom na Mariackiej trudno było się oprzeć. Wypieki z Big Baba Cupcakes.

Czego i Wam życzę w całym nowym roku szkolnym: przede wszystkim czytajcie, a żywcie się literaturą!;-)

Read Full Post »

« Newer Posts