Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2011

W ubiegłym tygodniu zwiedziłam z gimnazjalistami i nauczycielką plastyki, Moniką Bengier, Teatr Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie, do którego mamy dosłownie rzut kamieniem: budynek widać niemalże zaraz po wyjściu z naszej szkoły.

Placówka obchodziła w tym roku 60-lecie istnienia: Dorman, jej założyciel i wieloletni dyrektor, już pod koniec lat 40. ubiegłego wieku wystawiał sztuki dla dzieci w Sosnowcu, a w 1951 roku przeniósł scenę do Będzina, zajmując na potrzeby teatru budynek domu parafialnego.

Obecny dyrektor teatru, Dariusz Wiktorowicz, zgodził się pokazać uczniom swoje królestwo, a potem zaprosił nas na próbę generalną bardzo wzruszającego spektaklu „Chłopiec z gwiazd” (na kanwie utworu Oskara Wilde’a).

Młodzież miała okazję przekonać się, że podczas takiej próby zdarzają się sytuacje, kiedy aktor prosi o ponowne odtworzenie muzyki, żeby jeszcze raz zaśpiewać piosenkę, albo posiłkuje się scenariuszem, bo właśnie wyleciało mu z pamięci jakieś słowo.

Wchodzimy za kulisy. Nad nami scenografia do przedstawienia "Chłopiec z gwiazd".

A to jedna z kolorystycznych odsłon tej samej scenografii - już podczas próby generalnej.

Uczniowie byli za kulisami, w sali prób, w pracowni plastycznej, gdzie powstają elementy stroju (np. maski) i scenografia. W foyer podziwialiśmy lalki ze spektakli wystawianych w teatrze oraz zdjęcia archiwalne: Jana Dormana oraz z przedstawień sprzed kilkudziesięciu lat.

W oczekiwaniu na występ. Te panie biorą udział w spektaklu "Chłopiec z gwiazd".

Musiałam zrobić zdjęcie sukniom w moim ulubionym kolorze 🙂

W skrzyni po lewej uwięziono bestię...

...przed którą zapewne ukrywa się to biedactwo.

Foyer teatru - wchodzimy na piętro. Po prawej fotografia Jana Dormana.

Szarzy panowie ze spektaklu "Momo". Powieść o Momo napisał Michael Ende i jest to jedna z najpiękniejszych książek, jakie czytałam.

Dariusz Wiktorowicz, dyrektor Teatru Dzieci Zagłębia, pokazuje nam lalki ze spektaklu "Dzikie łabędzie".

W pracowni plastycznej teatru.

Pani Katarzyna i maska.

W foyer znajduje się także rzecz niezwykła: strój Marcela Marceau (Mangela), najsłynniejszego na świcie mima. Dlaczego akurat jego?

Tak się składa, że ojciec Marcela, Charles Marceau (naprawdę: Chaim Mangel) urodził się w Będzinie w 1896 roku  i mieszkał tutaj przez 16 lat. Potem wyjechał do Strasburga, gdzie  założył rodzinę. Tam w 1923 roku urodził się jego syn, przyszły artysta, Marcel. Chaim był rzeźnikiem i… śpiewakiem, i to on wprowadził syna w świat sztuki. W 1944 roku Chaima Mangela wywieziono do Auschwitz, gdzie zginął.

Marcel Marceau stworzył niezapomnianą postać Bipa – klowna w kapeluszu z kwiatkiem. Jego pantomimy, kilkuminutowe nieme satyry o różnorodnej tematyce były prawdziwymi perełkami i nieodmiennie zachwycały publiczność. Mim zdobył sławę i popularność na całym świecie.

Strój Bipa Marcela Marceau.

Występował też w Polsce (jedną z jego żon była wrocławianka, aktorka i reżyserka – Elżbieta Jaroszewicz).  Był i u nas, w Będzinie, rodzinnym mieście swego ojca. Nie wiem, czy uzasadnione jest tutaj użycie słowa „był”, bo podobno oglądał miasto tylko zza szyby. Nie wysiadł z samochodu – jak opowiadał jego uczeń, z którym rozmawiał darczyńca stroju – po prostu nie sądził, że zachowały się tutaj groby jego przodków. Zmarł w 2007 roku we francuskim mieście Cahors.

Nowy Jork ustanowił w 1999 roku dzień 18. marca „Dniem Marcela Marcelu”. Może i u nas warto byłoby przypominać wtedy twórcę Bipa?

Strój artysty, będący teraz w posiadaniu Teatru Dzieci Zagłębia, został zaprojektowany przez  Jacques’a Noël. Zachował się dzięki asystentowi Marceau, Bogdanowi Nowakowi, który w 2009 roku przekazał pamiątkę na licytację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Okazję wykorzystał natychmiast Adam Szydłowski, znany tropiciel historii Będzina, który zakupił kostium, a potem podarował go teatrowi.

Oprowadzając nas po swoich włościach, dyrektor zapytał uczniów, czy chcą zobaczyć również jego gabinet. Oczywiście, że chcieli. Przemaszerowaliśmy więc przez sekretariat i dyrektorski pokój. Co zwróciło naszą uwagę – okna tych pomieszczeń wychodzą na znajdujący się po drugiej stronie ulicy cmentarz miejski. Widok tylko dla prawdziwych twardzieli.

– Ciekawy ma pan dyrektor widok z okna – zagadnęłam.

Memento mori – odpowiedział Dariusz Wiktorowicz.

Odpowiedź idealna, żeby zamknąć opowieść zamieszczaną tutaj w dniu Wszystkich Świętych.

Pamiętajcie więc…

Foyer teatru. W oknie wychodzącym na specyficzne sąsiedztwo zastosowano element łagodzący widoki.

Nie jest tu jednak tak straszno. 31 października 2011 r. godz. 20. Widok na budynek teatru w przeddzień świetlistego święta.

Read Full Post »

« Newer Posts